Odszedł i całe szczęście
Jak to abonent poza zasięgiem? Przecież jeszcze pięć minut temu z kimś rozmawiał! Małgorzata stała na środku swojego przedpokoju, przyciskając telefon do ucha.
Rzuciła spojrzenie na komodę.
Szkatułka, w której leżały jej biżuterie, stała na swoim miejscu. Ale coś w jej ułożeniu nie grało wieczko nie było domknięte.
Romek! zawołała w głąb mieszkania. Jesteś w łazience?
Małgorzata wolno podeszła do komody. Przeszedł ją zimny dreszcz, gdy dotknęła polerowanego drewna w środku szkatułki było pusto. Zupełnie.
Nawet paragon, który służył jej za zakładkę, zniknął.
Z biżuteriami zniknęły również pieniądze. Co prawda sama je przekazała…
Boże… wyszeptała, siadając na podłodze. Jak to możliwe? Wczoraj się jeszcze sprzeczaliśmy o tapety… Przecież obiecywałeś, że w sierpniu pojedziemy nad morze…
A zaczęło się wszystko zupełnie zwyczajnie. W czerwcu zeszłego roku w jej maluszku zatarł się tłok.
W serwisie zaśpiewali jej kwotę nie do przełknięcia, więc Małgorzata ze złością napisała na forum Auto-Pomoc z Krakowa.
Można jakoś samodzielnie rozruszać zastały tłoczek hamulcowy? napisała, wrzucając zdjęcie brudnego koła.
Od razu posypały się komentarze. Jeden radził, żeby nie ładować się samemu w takie rzeczy, inny kazał kupić nową część.
I wtedy pojawiła się wiadomość od użytkownika o nicku Roman85:
Pani Małgosiu, proszę ich nie słuchać. Spraye WD-40 i zestaw naprawczy za 60 złotych można się wyrobić.
Proszę zdjąć koło, tłoczek delikatnie wycisnąć pedałem tylko nie do końca!
Przepłukać hamulcowym, przesmarować.
Jak nie ma rys w cylindrze będzie chodzić jak złoto.
Zaintrygowała ją ta odpowiedź rzeczowa, bez zadęcia.
A jakby były rysy? zapytała.
To tylko wymiana. Ale ze zdjęcia widzę, że auto zadbane, mało prawdopodobne. Jak coś, proszę pisać na priv podpowiem, co będę umiał.
I tak zaczęli rozmawiać.
Roman okazał się wyjątkowo ogarnięty w sprawach technicznych.
W tydzień podpowiadał jej, jak wymienić olej, dobrać świece, a nawet ostrzegł przed kiepskim płynem do chłodnicy.
Małgorzata łapała się na tym, że czeka na jego wiadomości.
Wiesz, Romek, ty mi chyba życie ratujesz napisała pod koniec lipca. Może, jak się uda, spotkamy się? Stawiam kawę, albo coś mocniejszego z zaoszczędzonych pieniędzy.
Odpowiedź nie przyszła od razu. Minęły trzy godziny, zanim ekran zaświecił się od nowej wiadomości.
Małgoś, bardzo bym chciał. Serio. Ale teraz jestem na długim wyjeździe. Zagranicznym, można powiedzieć.
O, naprawdę, aż tak daleko?
Dalej się nie da. Szczerze mówiąc, nie chcę cię okłamywać. Bardzo cię polubiłem, jesteś super osobą. Ale nie jestem w delegacji. Odsiaduję wyrok. Zakład karny w Nowym Wiśniczu jeśli ci to coś mówi.
Małgorzacie telefon wypadł na kanapę. Coś zabolało w środku.
Więzień? Ona, porządna kobieta, księgowa w dużym krakowskim biurze, od dwóch tygodni koresponduje z kryminalistą?!
Za co? wystukała drżącymi palcami.
Oszustwo, art. 286. Popełniłem głupstwo, dali się wciągnąć. Do końca zostało mi mniej niż rok. Jeśli chcesz usuń naszą rozmowę, zrozumiem.
Nie odpisała. Po prostu go zablokowała przez trzy dni chodziła jak cień. Koleżanki z pracy pytały, czy nie jest chora.
A ona w głowie miała jedno:
Dlaczego? Dlaczego taki mądry, uzdolniony facet i tam?
Po tygodniu odkryła powiadomienie e-mail Roman prosił kiedyś o jej adres, nie usunęła go z kontaktów, tylko zamknęła rozmowę.
Małgosiu, nie mam żalu. Serio. Spodziewałem się tego. Jesteś dobra, porządna. Nie zasługujesz na takiego jak ja.
Chcę ci zwyczajnie podziękować za tę rozmowę. Te dwa tygodnie były najlepsze w ostatnich trzech latach. Bądź szczęśliwa. Żegnaj.
Przeczytała to na kuchni i popłakała się bez opamiętania. Żal było jej siebie, jego, całego niesprawiedliwego życia.
Czemu inni mają tyle szczęścia, a mnie same żony bez obrączek albo maminsynki? A jedyny porządny facet za kratami?
I znów mu nie odpisała…
***
Próbowała chodzić na randki, ale nic jej nie pasowało.
Jeden adorator pół wieczoru opowiadał o zbiorach znaczków, drugi przyszedł z brudnymi paznokciami i domagał się rachunku oddzielnie w kawiarni.
W marcu, w swoje trzydzieste piąte urodziny, Małgorzata poczuła się szczególnie samotna.
Rano dostała powiadomienie.
Wszystkiego najlepszego, Małgosiu! napisał Roman. Wiem, nie mam prawa się odzywać, ale nie mogłem się powstrzymać. Obyś była szczęśliwa.
Zasługujesz na to, by ktoś cię na rękach nosił.
Z chleba i drutu zrobiłem dziś dla ciebie drobiazg Gdybym mógł dałbym go.
Po prostu wiedz, że gdzieś w Nowym Wiśniczu ktoś dziś pije za twoje zdrowie bardzo kiepską herbatę.
Dziękuję, Romku, bardzo mi miło.
Naprawdę odpisałaś! Jak tam? A maluszek, ciągle się sprawuje?
I znów wszystko się zaczęło.
Codziennie pisali. Roman dzwonił, gdy mógł.
Jego głos był głęboki, lekko zachrypnięty.
Opowiadał o sobie: jak dorastał z bratem, o tym, że teraz brat wychowuje jego siostrzeńców, że marzy zacząć od nowa.
Do Krakowa nie wrócę, Małgoś mówił do słuchawki, kiedy grzała obiad. Tam tylko wciągnąłbym się w stare towarzystwo, znów by się zaczęło.
Chciałbym uciec gdzieś, gdzie mnie nikt nie zna. Mam sprawne ręce, zawsze mnie na budowie czy w warsztacie przyjmą.
A gdzie konkretnie chciałbyś? zapytała, trzymając oddech.
Do ciebie bym przyjechał. Wynająłbym pokój albo jakąś kawalerkę, byle bliżej ciebie, żeby wiedzieć, że tym samym powietrzem oddychamy.
A co dalej zobaczymy. Nie narzucam się, nie bój się
Do maja Małgorzata była zakochana po uszy.
Znała jego grafik, kiedy ma kąpiel, kiedy pracę w kuchni.
Wysyłała mu paczki: herbatę, czekoladki, ciepłe skarpety, jakieś drobiazgi do majsterkowania.
Romku, tylko spokojnie tam siedź, nie pchaj się w żadne głupoty.
Dla ciebie, złotko, będę jak mysz pod miotłą żartował. W kwietniu jestem wolny.
Czekam na ciebie.
***
W kwietniu Małgorzata pojechała pod bramę zakładu karnego. Kupiła mu nową kurtkę, dżinsy, adidasy.
Serce waliło jej tak mocno, że niemal wyskoczyło.
Gdy wyszedł nieduży, krępy, podstrzyżony, z siwiejącymi włosami przez chwilę była sparaliżowana.
Na zdjęciach wyglądał odrobinę inaczej.
Lecz gdy się uśmiechnął i powiedział:
No cześć, gospodyni rzuciła mu się na szyję.
Jezu, żyjesz szepnęła w jego kolczasty policzek.
Gdzie mam być mocno ją przytulił. Pachniesz pięknie. Takimi… kwiatowymi perfumami.
Pojechali do niej.
Przez pierwszy tydzień wszystko było jak w bajce. Roman od razu wziął się za robotę: naprawił cieknący kran, ogarnął zamek w drzwiach, który się psuł od miesięcy.
Wieczorami razem siedzieli w kuchni, pili półsłodkie z Lubuskiego, a Roman opowiadał zabawne historie z poprzedniego życia, sprytnie omijając drażliwe tematy.
Słuchaj, Romku powiedziała dziesiątego dnia miałeś wynajmować mieszkanie.
Może nie trzeba? Mam dużo miejsca, razem raźniej.
Zaoszczędzisz, a przecież przydasz się tu, narzędzia kupisz, zaczniesz wszystko od nowa.
Małgoś, ale to trochę nie w porządku zmieszał cukier w kubku, marszcząc czoło. Jestem facetem, to ja powinienem zapewnić dach nad głową.
I tak już siedzę na twoim garnuszku.
Przestań! chwyciła go za dłoń. Przecież jesteśmy razem, nie obcy. Jak złapiesz pracę, jakoś to będzie.
Brat dzwonił wczoraj nagle spuścił wzrok. Siostrzeniec ciężko zachorował, potrzebna mu pilna operacja.
Prosi o pożyczkę, a ja sam widzisz, pusto w kieszeni. Wstyd mi, Małgoś. Przed rodziną wstyd.
Ile potrzeba? zapytała cicho.
Dużo jakieś piętnaście tysięcy złotych, ale ciut już zebrali.
Myślałem nawet, żeby do Warszawy na budowę pojechać, tam dobre stawki, szybko można uzbierać.
Zamilkła. Te piętnaście tysięcy właśnie było w jej szkatułce. Odkładała je trzy lata, odmawiając sobie każdej drobnostki.
Miała zrobić remont, wymienić starą glazurę, marzyła o nowoczesnym prysznicu…
Mam te pieniądze powiedziała bardzo cicho.
Roman gwałtownie podniósł głowę.
Nawet nie myśl! To twoje, nie wezmę.
Romku, to przecież rodzina. Pożyczysz, później oddasz. Jesteśmy razem damy radę.
Zbijał się z decyzją dwa dni. Chodził po mieszkaniu ponury jak chmura, zaczął znowu palić na balkonie, choć przysięgał, że rzuci.
W końcu Małgorzata sama wyjęła pieniądze i położyła na stole.
Bierz. Zawieź bratu, od razu mu oddasz. Albo przelej.
Lepiej zaniosę osobiście objął ją. Przy okazji popytam o pracę w ich rejonie. Może mają coś ciekawego.
Wyjadę tylko na dwa dni. Zaraz wrócę. Za dwa, trzy dni zadzwonię
***
Już godzinę siedziałem na podłodze w przedpokoju. Zdrętwiały mi nogi, ale nie czułem bólu.
Przypomniałem sobie wczorajszy wieczór. Oglądaliśmy jakąś głupią komedię, Roman się śmiał, obejmował mnie, a ja czułem się najszczęśliwszą kobietą świata.
Wyjadę chyba dzień wcześniej powiedział przed snem.
Uciekł właśnie dzień wcześniej. Spałem, nawet nie słyszałem, jak się ubierał.
Pamiętam tylko, że przez sen wydawało mi się, że zatrzasnęły się drzwi wejściowe, ale uznałem, że to sąsiedzi.
O drugiej zadzwoniłem pod numer brata Romana. Numer, który dawniej podawał na wszelki wypadek.
Halo? odpowiedział szorstki głos. Kto mówi?
Dzień dobry, tu Małgorzata. Jestem partnerką Romana. Przyjeżdża dziś do was?
W słuchawce zapadła cisza. Potem ciężki oddech.
Proszę pani, jaki Roman? Mój brat ma na imię inaczej, a w więzieniu będzie jeszcze pół roku. Wyrok do października.
Zamroczyło mnie.
Ale Przecież wyszedł w kwietniu. Sam go odbierałem z Nowego Wiśnicza.
Proszę pani głos zrobił się nieprzyjemny mój brat, Andrzej, siedzi w Tarnowie.
A Romka Romka to mój były współwięzień, wyszedł dwa miesiące temu.
Ukradł mi telefon, gdy byłem na pracach interwencyjnych, i spisał wszystkie kontakty.
Pewnie jest pani kolejną korespondencyjną dziewczyną, na jakich się znał jak nikt.
Politechnika ukończona, język ma giętki.
Powoli odłożyłem słuchawkę na podłogę. Przypomniałem sobie, jak uczył mnie wymieniać świece.
Najważniejsze nie dokręcić za mocno tłumaczył. Bo gwint zerwiesz, i po robocie.
Zerwałam wyszeptałem. Całkiem. Sam sobie problem zgotowałem.
Nagle uświadomiłem sobie, że nie wiedziałem o nim nic. Nigdy nie widziałem jego dowodu, nie pokazał mi papierów z więzienia.
A może on wcale nie był Romanem?!
***
Oczywiście poszedłem na policję i zgłosiłem sprawę. Pokazałem ich zdjęcie dowiedziałem się o swoim partnerze wielu interesujących rzeczy.
Nazywał się rzeczywiście Roman i to jedyna prawda.
Odsiedział wyrok za ciężkie przestępstwo, pół życia przesiedział w więzieniu poznał mnie, gdy był na trzecim wyroku.
Przeżegnałem się, wymieniłem zamki i pomyślałem, że jeszcze lekko się wywinąłem. Są tacy, co mieli z nim gorzej…
***
Dziś piszę to wszystko, bo musiałem się wygadać. Człowiek czasem ufa bardziej sercu niż zdrowemu rozsądkowi. A przecież w życiu jak przy silniku jedna zerwana śruba może unieruchomić całą maszynę. Przyjaźń, miłość i zaufanie to nie rzeczy do pożyczania niewłaściwym osobom.
Mam nadzieję, że więcej nie dam się wmanewrować w podobną sytuację. Ostrożność i rozsądek oto, czego nauczyło mnie to doświadczenie.



