Odmówiłam opieki nad chorą ciotką męża, która ma własne dzieci

12 listopada 2023 r.

Dziś przy rodzinnym obiedzie w Warszawie znowu usłyszałem tę samą, nieciekawą melodię głos teściowej, Anny Nowak, który wibrował jakby wypełniał cały pokój słodkim współczuciem. Magdo, rozumiesz przecież, że Adam ma własny biznes, całe dnie w negocjacjach, a twoja siostra Kasia mieszka na Białołęce, dojeżdża dwie godziny w korkach ona nie może pomóc cię w tym zadaniu, mruczała, a w moich kościach zadarty był sztylet. Ty pracujesz w domu, masz elastyczny grafik przy komputerze. Czy nie będzie ci ciężko pojechać do cioci Jadwigi, podgrzać jej zupę, zmierzyć ciśnienie?.

Położyłam swój kubek z herbatą na podstawce, starając się nie rozbić go na podłogę. Coś, co zaczęło się jako niewinna wymiana nowinek przy niedzielnym stole, przerodziło się w starannie wyłożony atak. Przy stole oprócz mnie i mojego męża, Oskara siedzieli teściowa, brat mojego męża Władysław oraz jego siostra Sylwia. Wszyscy patrzyli na mnie z mieszaniną czułości i żądania, jakby było to jedyne ratunkowe koło w burzliwym morzu ich problemów.

Ciocia Jadwiga, siostra Anny, tydzień temu przeszła udar. Lekarze zrobili wszystko, kryzys minął i jutro ma wyjść ze szpitala. Jednak lekarze nakazali jej leżeć, nie podnosić się, potrzebuje stałej opieki.

Panno Anno, zaczęłam spokojnie, choć w środku buzowała fala gniewu. Nie mam wolnego grafiku. Jestem główną księgową w trybie zdalnym, kończy się kwartał, a ja siedzę przed monitorem nieprzerwanie pięć godzin, nawet by napić się wody. Co to pojechać? Ciocia Jadwiga mieszka trzy przystanki od nas, czyli godzina w jedną stronę plus opieka.

Ojej, co ty tak ryczysz!, odparła Sylwia, przysypując sobie sałatę. Twoja księgowość się nie rozleci. Weź laptopa ze sobą, usiądź przy cioci, trochę popracuj, potem podaj wodę. Przynajmniej mamy bliską osobę pod nadzorem. Jesteśmy jedną rodziną.

Spojrzałam na Sylwię, zadbaną, z idealnie pomalowanymi paznokciami, pracującą jako recepcjonistka w salonie piękności dwa dni w tygodniu.

Sylwia, twoje dwa dni w tygodniu to właściwie piętnaście wolnych dni w miesiącu. Dlaczego nie weźmiesz na siebie połowy dyżurów?, zapytałam.

Sylwia zapłakała liść sałaty i rozciągnęła oczy.

Co ty? W weekend mam życie prywatne! Poza tym boję się krwi, zapach leków mnie mdli, nie wytrzymam siedzenia przy cioci. Nie, nie dam radę, mam delikatną psychikę.

Ja mam firmę, wtrącił Władysław, zakręcając kluczami od swojego Audi Q5. Mogę podłożyć pieniądze na jedzenie. Wiesz, teraz mam sezon, nie widzę rodziny, do domu wpadam tylko na drzemkę. Gdybym zrezygnował, skończymy wszyscy w ruinie.

Wszyscy spojrzeli na mnie. Mój mąż, Oskar, schował głowę w ręce i wpatrywał się w widelec. Zawsze gubił się pod presją teściowej i jej krewnych.

Zaczekajcie, odparłam, prostując się. Uciśnijmy tę sytuację do czystej prawdy. Ciocia Jadwiga ma dwoje dorosłych dzieci Władysława i Sylwię. To ich obowiązek dbać o matkę. Ja mam swoją pracę, dom i własną mamę, której też potrzebna jest uwaga. Mogę przychodzić weekendami, przynosić zakupy, sprzątać raz w tygodniu, ale nie zostanę jej opiekunką.

W pokoju zapanęło ciężkie milczenie. Teściowa zaciągnęła wargi, a jej twarz przybrała kształt pieczonego jabłka.

Tak to ty mówisz, warknęła. Podobnie jak Adam pomagał ciocie przy remontach, tak Sylwia dawała ci rabat w salonie, a ty tylko mówisz dzięki. A kiedy przychodzi kłopoty, to moja chatka z kąta? Ciocia Jadwiga, nawiasem mówiąc, opiekowała się małym Adamem, kiedy ja w dwóch zmianach w fabryce wycierałam pot. Była dla niego drugą matką!.

W końcu Oskar podniósł głowę, wzrok pełen winy.

Kochanie, ciocia Jadwiga wiele dla mnie zrobiła. Może coś wymyślimy? Wieczorami mogę wjeżdżać….

Oskarze, odrzekłam, patrząc mu prosto w oczy. Wieczorami przyjeżdżasz o ósmej. Kto będzie przy niej od pierwszej rano? Władysław dostał kiedyś zniżkę na cement i nie płaciliśmy za marżę sklepową. Sylwia dała pięć procent zniżki w salonie, a ja płacę więcej za paliwo, by do nich dojechać. Nie przynoś mi rachunków za rodzinne zobowiązania.

Władysław wstał z trzaskającym krzesłem.

Rozumiem, nie dostanę od ciebie pomocy. Dobra, zatrudnimy opiekunkę, bo krewniaczka jest bez serca. Pamiętaj, ziemia jest okrągła kiedy będziesz potrzebował wody, nie zdziw się, że szklanka będzie pusta.

Rzucił na stół banknot pięciotysięczny na owoce i wyjść z kuchni. Sylwia pobiegła za nim, rzucając ostry wzrok. Teściowa chwyciła za serce i szukała w torbie waleriany.

Wieczór minął w przytłaczającej ciszy. Oskar chodził po mieszkaniu, westchnął, ale nic nie mówił. Czułem, że uważa mnie za okrutną. Wiedziałem też, że jeśli poddam się teraz, kolejne miesiące spędzę przy Jadwidze, zmieniając pieluchy i słuchając jej kaprysów, podczas gdy kochające dzieci będą rozwijać biznesy i życie prywatne.

Następnego dnia telefon dzwonił nieprzerwanie: dzwoniła teściowa, potem jakaś trzeciego stopnia ciotka z Częstochowy, a potem znów teściowa. Nie podnosiłem słuchawki. Pracowałem. Raporty wymagały skupienia, a emocje twardej kontroli.

Wieczorem Oskar wrócił dom z twarzą szarej chmury.

Mamo dzwoniła, rzekł, nie zdejmując butów. Jadwiga Borowska płacze, mówi, że nikt jej nie potrzebuje, że przywiozą ją do domu pomocy społecznej i zostawią. Władysław zatrudnił jakąś kobietę, ale ona może przyjść tylko dwie godziny dziennie, by podgrzać jedzenie. Co z resztą?.

Oskarze, Władysław ma dwoje nastolatków, żona nie pracuje, zajmuje się domem. Sylwia nie ma dzieci. Dlaczego nie potrafią ustalić grafiku?, spytałam zmęczona.

Żona Władysława powiedziała, że to jej nie jest matka, a Sylwia… wiesz, Sylwia ma ataki paniki przy widoku kaczek i kroplówek. Każdy z nich jest skrajnym, a ciotka leży sama. Może choćby na pół dnia pomogłabyś? Zanim znajdziemy normalną opiekunkę.

Spojrzałam na męża. Kochałem go, był dobry i wrażliwy, ale jego miękkość czasem mnie rozrywała.

Dobrze, powiedziałam nagle. Jednak pod jednym warunkiem.

Jaki?, zapytał Oskar, rozświetlony.

Zobaczysz.

Rano wzięłam laptopa i pojechałam do cioci Jadwigi. Drzwi otworzyła sama opiekunka na trzy godziny, kobieta o zmęczonej twarzy.

Na szczęście, przynajmniej ktoś jest, westchnęła. Jadwiga Borowska odmawia kaszy, żąda rosółu z kurczaka, a ja nie mam czasu gotować, muszę biec do dwóch starszych panów.

Weszłam do pokoju. W powietrzu unosił się zapach korwali i zalegającej bielizny. Jadwiga leżała na wysokim łóżku, otulona poduszkami, przed telewizorem. Zauważywszy mnie, przycisnęła wargi.

A, wreszcie. Myślałam, że przyjedzie Adam albo Sylwia. A tu przybyło siedem wody na kisiel.

Dzień dobry, ciociu Jadwigo, przywitałam się powściągliwie. Władysław pracuje, Sylwia jest zajęta. Przyszłam pomóc. Czego potrzebujesz?

Rosół! Świeży, z grzankami! Pościel zmień, bo poduszki mnie drapią! Zasłony popraw, słońce w oczy wbija, nie widzisz?.

Zraniłam się, położyłam laptop na stole i ruszyłam do kuchni. W lodówce leżał kawałek starego sera i słoik kwaśnego mleka. Kurczaka nie było.

Ciociu, nie ma nic do gotowania. Władysław obiecał przywieźć?.

Obiecał zapomniał, pewnie. Idź do sklepu, niedaleko Biedronka. Kup kurczaka, twaróg, świeże owoce, nic nie zgniata.

Gdzie pieniądze? dopytała.

Jakie pieniądze? Ja dostaję emeryturę dopiero piątego. Kup, Władysław zwróci. Albo wy z Oskarzem macie kiepską sytuację, więc przycenie za grosze?

Wyciągnęłam portfel, pojechałam po zakupy, wydałam 300 zł. Zrobiłam rosół, nakarmiłam ciocię, przewietrzyłam łóżko, przestawiłam zasłony. Jadwiga nie przestała gadać.

Nie tak uderzłaś poduszkę! Głośno! Kto tak tnie chleb? Ojej, noga! Nie chcę, żebyś mi ją zerwała! Sylwia by to zrobiła delikatnie, ręce ma jak jedwab.

Gdzie Sylwia? nie wytrzymałam.

Nie ruszaj Sylwii! Ma życie prywatne, musi szukać mężczyzny, nie kaczek z babcią nosić. Ty już za mąż, nie potrzebujesz nic, usiądź i opiekuj się.

Do wieczora byłam wyczerpana, jakby rozładowała wóz węgla. Otworzyć laptop i pracować udało się jedynie piętnaście minut, po czym Jadwiga zaczęła rozkazywać: Włącz telewizor, zamknij okno, przeczytaj gazetę, dlaczego tak głośno klikasz.

Kiedy Oskar przyjechał, by przejąć nocny dyżur, zastałem mnie przy stole, patrzącą w ścianę.

Jak było? zapytał żywiołowo.

Oskarze kupiłam jedzenie własnymi pieniędzmi, sprzątałam, gotowałam, myłam twoją ciocię. Cały czas nie usłyszałam ani dzięki. Tylko porównania do Sylwii, tej aniołki. Twoja ciocia uważa, że jestem jej sługą, bo szczęśliwie poślubiłam cię i nie muszę nic mieć.

Jest chora, charakter się psuje zaczynał Oskar.

Nie. Charakter miał zawsze, po prostu teraz hamulce przestały działać. Słuchaj mnie uważnie. Nie przyjdę tu już więcej. Nie jutro, nie pojutrze. Nigdy jako opiekunka.

Tato, a kto jutro? Ja mam pracę.

To już sprawa Władysława i Sylwii.

Wróciłam do domu, łzy w oczach chciały wyjść, ale powstrzymałam je. Potrzebowałem planu.

Następnego dnia, o 10:00, zadzwonił Władysław.

Cześć, Tania. Jadwiga dobrze się trzyma, rosół smakował. Kiedy przyjedziesz? Opiekunka zachorowała, muszę zrobić zastrzyk o dwunastej.

Nie przyjadę, Władysławie, odpowiedziałam spokojnie.

Co? Umówiłyśmy się. Byłaś wczoraj, wszystko w porządku.

Byłam, by ocenić zakres i zobaczyć sytuację. Twoja mama potrzebuje profesjonalnej, całodobowej opieki. Nie jestem pielęgniarką, jestem księgową. Mój dzień pracy kosztuje pieniądze. Wczoraj straciłam cztery godziny i wydałam 300 zł na jedzenie.

Liczyć się ze mną?.

Liczyć się z rzeczywistością, Władysławie. Jeśli nie możesz sam, a Sylwia nie może, musicie zatrudnić opiekunkę z pełnym zakwaterowaniem. To kosztuje od 6000 zł miesięcznie plus wyżywienie.

Nie mam pieniędzy! Krajobraz kryzysowy!.

Sprzedaj ten drogi SUV, weź mniejsze auto. Albo Sylwia niech sprzeda futro. Albo rotujcie się co drugi dzień. Nie ruszę palcem, dopóki nie zobaczę, że wkładacie w to coś realnego, a nie puste obietnice.

Odłożyłam słuchawkę, wciągnęłam numer Władysława na czarną listę, potem Sylwię, potem Anię. Wiedziałam, że nadchodzi burza i postanowiłam przetrwać ją w schronie ciszy.

Oskar wrócił wieczorem blady i drżący.

Co zrobiłaś? Ciocia zadzwoniła, krzyczała, że zostawiłaś bezradną osobę na śmierć. Władysław nazwał cię chciwą potworzycą. Ktoś się rozwalił.

A kto jest teraz przy cioci?.

Teściowa pojechała. Moja mama ma dwa razy wyższe ciśnienie, aA ja już nie zamierzam pozwolić, by ktoś inny decydował o naszym życiu.

Rate article
Fajna Tajna
Odmówiłam opieki nad chorą ciotką męża, która ma własne dzieci