Odmówiła opieki nad dziećmi szwagierki w swój dzień wolny i stała się największym wrogiem rodziny

13 października, sobota

Nie mogłam uwierzyć, że znowu odmówiłam złożenia się w opiekę nad dziećmi mojej szwagierki w mój jedyny wolny dzień. Głos w słuchawce drżał od niezadowolenia, jakby wibrował na najwyższej częstotliwości.

Serio, Anno? krzyczała po drugiej stronie. Nie mam dokąd je zabrać, a ty masz wolne!

Wzięłam telefon od ucha, zmarszczyłam brwi i po raz kolejny przycisnęłam słuchawkę do ucha, westchnęłam ciężko. Piątkowy wieczór, na który czekałam cały męczący tydzień w biurze, zaczynał się rozpadać w pył. Za oknem szalał listopadowy deszcz, stukając w parapet, a na kuchence cicho bulgotał barszcz, który gotowałam bardziej z przyzwyczajenia niż z ochoty stać przy ogniu.

Anno, słyszę cię doskonale odpowiedziałam spokojnie, ale stanowczo, mieszając zupę chochlą. Powiedziałam już, że nie. Mam jutro zaplanowaną wizytę u lekarza, a potem chcę się wyspać. To jedyny mój wolny dzień w dwa tygodnie, mam prawo spędzić go w ciszy.

Lekarz! wydała się uszczypliwie szwagierka. Znam twoich lekarzy. Znowu masaż, paznokcie Ja nie idę na przyjęcia. Muszę załatwić sprawy w Urzędzie Miejskim, kolejki tam się liczą w kilometrach. Gdzie mam z tymi bliźniakami się rozgubić? Rozrąbią wszystko!

Właśnie, Anno. Rozrąbią wszystko. A jeśli rozrąbią urząd, to pomyśl, co stanie się z moim mieszkaniem, które dopiero w zeszłym miesiącu wyremontowałam wyłączyłam palnik i opadła na krzesło. Paweł ostatnio pomalował markerem nowe tapety w przedpokoju. Ty mówiłaś: To dziecko, przetrze się. Nie przetrze się. Musieliśmy wymienić całą belkę.

No i mnie z tymi tapetami jeszcze piętnuj! warknęła Anno. Przeprosiłam! Poza tym Sergiusz obiecał, że pomoże. On mój brat!

Zamknęłam oczy. Oczywiście, Sergiusz. Dobry, bezwzględny Sergiusz, który nigdy nie potrafił powiedzieć nie swojej młodszej siostrze. Anno wykorzystywała to mistrzowsko, grając na poczuciu winy i rodzinnych więzach, jak na rozstrojonym fortepianie.

Sergiusz obiecał więc rozmawiaj z Sergusiem odparłałam. Tylko weź pod uwagę, że jutro go nie będzie w domu do wieczora, jedzie do warsztatu, bo ma problem z przekładnią. Jeśli przyprowadzisz dzieci, będą siedzieć pod drzwiami.

Ty jesteś egoistką! wykrzyknęła Anno i zerwała połączenie.

Położyłam telefon na stole i przetarłam skronie. Cisza w kuchni wydawała się krucha, nietrwała. Wiedziałam, że to dopiero początek burzy.

Po pół godzinie w drzwiach skrzypnęły otwierające się wrota. Sergiusz wszedł, ocierając się od deszczu, uśmiechnięty, lekko zarumieniony od zimna.

Mmm, pachnie barszczem! przytulił się do mnie i pocałował w policzek. Anno, dlaczego taka kwaśna? Coś w pracy?

Podałam mu talerz zupki, łyżkę śmietany i kromkę chleba. Kiedy usiadł i z zapałem wziął pierwszą łyżkę, zaczęłam mówić.

Twoja siostra dzwoniła.

Łyżka zatrzymała się w połowie drogi do ust. Sergiusz uśmiechnął się niepewnie, od razu domyślając się, o co chodzi.

Ach, Ania Tak, powiedziała, że jutro musi gdzieś wyjechać. Anno, może usiądziesz? To tylko na parę godzin. Chłopaki już trochę dorosli, nie są już takie niesforne. Włącz im bajki, daj tablet i cicho.

Sergiusz, powiedziałam, krzyżując ręce na piersi, parę godzin u Anny zawsze zamienia się w cały dzień. Ostatnio wyjechała na minutkę do sklepu, wróciła po sześciu godzinach z zapachem koktajli i nową fryzurą. A ja w tym czasie myłam kota z plasteliny i ratowałam twoją kolekcję płyt winylowych, którą bliźniaki postanowiły używać jako frisbee.

Przyznałem, trochę przesadziła, zmarszczył brwi Sergiusz. Ale teraz naprawdę potrzebuje pomocy. Sama nie da rady, matka ma nadciśnienie i nie może ich wziąć.

A ja co? Mam nadciśnienie? Mam nerwowy tik, który zaraz wybuchnie, poczułam, jak we mnie wrze. Pracuję jako główna księgowa, zamykamy okres sprawozdawczy. Wchodzę do domu i upadam. Jutro to mój dzień. Chcę w wannie leżeć, czytać książkę i nie rozmawiać z nikim. Nie wynająłem darmowej opiekunki. Anno ma męża, choćby był byłym, alimenty, może zatrudnić nianię na godzinę. Dlaczego my musimy być całodobową armatą ratunkową?

Sergiusz odłożył łyżkę, apetyt zniknął.

Anno, to rodzina powiedział, choć głos miał jakby z trudem. Dziś pomożemy, jutro nam pomogą.

My? uśmiechnęłam się gorzko. Kiedy ostatnio nam pomagano? Kiedy przeprowadzaliśmy się i prosiliśmy Anię, by przynajmniej kota u siebie przechowała, powiedziała, że ma alergię. Nie miałaby alergii, po prostu nie chciała sierści na kanapie. Kiedy miałam grypę i prosiłam twoją mamę o leki, bo byłeś na delegacji, ona bała się zarazić. To gra w jedną bramkę, Sergu.

Mąż milczał, wpatrując się w talerz. Wiedział, że mam rację, ale przywykł do roli dobrego syna i brata.

Dobrze mruknął. Porozmawiam z nią. Powiem, że nie możemy.

Nie wierzyłam, ale skinęłam głową. Reszta wieczoru upłynęła w napiętej ciszy. Sergiusz coś pisał na telefonie, marszczył brwi, ale tematu już nie poruszył.

Ranek w sobotę nie zaczęły ptaki ani promienie słońca, a jedynie natarczywy dzwonek domofonu. Wstałam, przeciągnęłam się i spojrzałam na zegarek. 9:00.

Kto to mógł być? szepnęłam, choć odpowiedź już znałam.

Sergiusz, podskakując z łóżka, szybko włożył sportowe spodnie.

Nie wiem, chyba pomyłka wymamrotał, unikając mojego wzroku.

Domofon zadzwonił ponownie, długi i irytujący. Potem zadzwonił telefon Sergiusza.

Anno? odebrał, patrząc winny na mnie. Umówiliśmy się pisałem ci Anno, tak nie można!

Z telefonu dochodziły krzyki tak głośne, że słyszałam każde słowo, choć leżałam w sypialni.

Nic nie wiem! Już podjeżdżam! Mam wizytę, nie mogę odwołać! Zabierzcie swoje siostrzeńce, nie bądźcie jak ręcznik! Zadzwonię mamie, jeśli nie otworzysz!

Sergiusz bezradnie spojrzał na żonę.

Len już jest. Co mam zrobić? Nie zostawić ich na zewnątrz?

W środku coś się złamało. Ta cienka nić cierpliwości, na której opierał się nasz domowy porządek latami, pękła. Stałam w milczeniu, weszłam do łazienki i zamknęłam drzwi na klucz. Włączyłam wodę na pełny biegu, by zagłuszyć dźwięki otwierającego się drzwi i stukotu butów.

Po pięciu minutach w mieszkaniu wybuchł chaos. Stukały cztery małe nóżki, rozbrzmiewały dziecięce okrzyki, coś upadło w przedpokoju i zaraz potem rozległ się wrzask.

Dziadku Sergiuszu, masz cukierki?

Gdzie jest kot? Chcemy kota!

Fuuu, co to za zapach? Nie dam się narobić na płyn!

Stałam przed lustrem, nakładając krem, ręce drżały. Słyszałam, jak Anno w przedpokoju wydaje rozkazy:

Zabierzesz je o piątej. Ugotowałam jedzenie, ale sprawdź, czy nie upiecze Lenka naleśniki. Nie dawaj im dużo słodyczy, Pasiu diates. Muszę lecieć, buziaki!

Drzwi zamknęły się z hukiem, a Anno zniknęła, zostawiając po sobie bałagan.

Wyszłam z łazienki już ubrana: dżinsy, sweter, lekki makijaż, torba przewieszona przez ramię. W przedpokoju leżały buty, skarpetki i dwa małe kapcie, które bliźniaki próbowały założyć na własne stopy. Sergiusz biegł wokół nich, nie wiedząc, co zrobić.

Len, dokąd jedziesz? zapytał, widząc mnie.

Mówiłam, że mam plany. Lekarz, potem spacer, może kino odpowiedziałam, omijając porozrzucane buty. To twoje problemy, kochanie, i problemy twojej siostry. Rozwiążcie to sami. Wczoraj już powiedziałam nie.

Len, nie możesz tak postępować! w jego głosie zabrzmiała panika. Nie dam rady sam, a jeszcze auto naprawiać muszę! Przynajmniej zostań do obiadu!

Dziadku Sergiuszu, chce się napić! krzyknął jeden z chłopców, szarpiąc go za spodnie.

A Sasiu mnie ugryzł! wykrzyknął drugi.

Spojrzałam na ten bałagan, na męża, który wyglądał jakby miał zaraz się rozpaść, i poczułam dziwną lekkość. Żal, który zwykle trzymał mnie przy ich gównie, zniknął.

Klucze do garażu są na komodzie, jeśli zdecydujesz się jeździć rzuciłam. W lodówce nic nie ma, nie gotowałam. Zamów pizzę. Będę późno.

Wyszłam, zatrzasnęłam drzwi, odcinając krzyki i płacz.

Na zewnątrz deszcz przestał padać, a blade listopadowe słońce prześwieciło przez chmury. Wzięłam głęboki oddech wilgotnego powietrza. Czułam się jak przestępczyni uciekająca z katakumby. Telefon w torbie wibrował. Dzwoniła teściowa, Nina Iwanowna.

Na chwilę się zatrzymałam, potem wyciszyłam telefon. Dziś nie ma rozmów.

Dzień minął inaczej niż się spodziewałam. Najpierw poszłam na masaż, który uśmierzył ból pleców. Potem siedziałam w przytulnej kawiarni, popijając cappuccino z grubą pianką i czytając książkę, nie rozpraszając się krzykami gdzie są moje skarpetki czy co będzie na obiad. Potem wybrałam się do kina na lekką komedię i śmiałam się do łez.

Wieczorem wróciłam do domu w ciemności, około dziewiątej. Serce trochę ściskał niepokój co tam zrobili? Czy już nie zniszczyli mieszkania?

W mieszkaniu panowała dziwna cisza. W przedpokoju wciąż leżały buty, na stole wciąż była otwarta paczka po pizzy i puste butelki po coli. Na kanapie, wśród poduszek i zabawek, spał Sergiusz, a telewizor grał bez dźwięku.

Poszłam do sypialni. Bliźniaki nie było Anno chyba jednak je zabrała.

Przebrałam się w piżamę, zaparzyłam herbatę i usiadłam przy kuchennym stole. Telefon wibrował. Dwadzieścia nieodebranych od teściowej. Pięć od Anny. Dziesięć od męża. I mnóstwo gniewnych wiadomości w komunikatorze.

Jesteś bezwstydna! pisała Nina Iwanowna. Zostawiłaś męża w takiej sytuacji! Sergiusz ma podwyższone ciśnienie! Jak mogłaś tak postąpić z rodziną?

Dzięki za pomoc, siostro, szydziła Anno. Dzięki tobie wróciłam godzinę wcześniej, wszystko się popsuło. Nie spodziewałam się takiej podstępności.

Usunęłam wiadomości, nie odpowiadając.

Na kuchnię wślizgnął się Sergiusz, twarz miał jak po wyładowaniu węgla. Oczy czerwone, pod oczami krople.

Wpadła, mruknął, ale z żalem w głosie. Wiesz, co się stało?

Wiem, przyznałam, pijąc herbatę. Dlatego odjechałam. Czy pojechałeś do serwisu?

Jaki serwis! machnął ręką, nalewając sobie wody. Musiałem odwołać. Mieliśmy bójki, krzyki, wylali colę na kanapę Muszę jeszcze plamę wyczyścić. Próbowałem, ale tylko rozmazuję.

Spojrzałam mu przez kubek.

Widzisz? A teraz wyobraź sobie, co by było, gdyby to z Tobą. Ja byłabym wykorzystana.

Mama dzwoniła, mówił, patrząc w stół. Krzyczała, że nie szanujemy jej. Anno powiedziała, że nie wróci do tego domu, dopóki nie przeproszę.

Ja? Przeprosić? uniosłam brew. Za co? Za to, że nie pozwoliłam jej położyć się na moim karku? Sergiu, bądźmy szczerzy. Anno nie jechała do Urzędu Miejskiego. Urząd w soboty otwarty jest do południa, a ona przyjechała o dziewiątej i planowała wrócić o pięciu.

Skąd wiesz? zmrużył się mężczyzna.

Bo nie leżałam w domu i sprawdziłam media społecznościowe. Twoja siostra wrzuciła story o zakupach w centrum handlowym Plaza o godzinie dwunastej. Tam z przyjaciółkami, potem w kawiarni. Dziewczyny odpoczywają, widziałam. Mogę Ci pokazać.

Sergiusz zamarł. Twarz zaczęła się czerwW końcu zgodziłam się, że od dziś nie będę już ofiarą rodzinnych dramatów, a jedynie architektem własnego spokoju.

Rate article
Fajna Tajna
Odmówiła opieki nad dziećmi szwagierki w swój dzień wolny i stała się największym wrogiem rodziny