**Dziennik, 15 października**
Odmówił ślubu z dziewczyną, która nosiła jego dziecko. Matka go poparła, ale ojciec stanął w obronie przyszłego wnuka.
Tato, muszę ci coś powiedzieć. Ta sąsiadka, Kasia jest w ciąży. To moje wyznał Marek, ledwo przekraczając próg domu.
Henryk, jego ojciec, zastygł na chwilę, po czym odpowiedział spokojnie:
Więc się z nią ożeń.
Żartujesz? Jestem jeszcze za młody. To nie czas na rodzinę, a poza tym nawet nie byliśmy ze sobą na poważnie
Na poważnie? ojciec parsknął ironicznym śmiechem. Za dziewczynami biegać toś był dorosły, a teraz, gdy trzeba wziąć odpowiedzialność, nagle jesteś dzieckiem. No dobrze. Nie dodając już nic więcej, zawołał żonę: Ewa! Chodź tu!
Ewa weszła do kuchni, wycierając ręce w fartuch:
O co chodzi?
Nasz syn spłodził dziecko z tą Kasią, córką sąsiadów, a teraz nie chce się żenić. I on machnął ręką ucieka od tematu.
Ewa nawet się nie zdziwiła. Jej twarz stała się poważna:
I ma rację. Po co wprowadzać pod dach pierwszą lepszą? Dzisiejsze dziewczyny są przebiegłe znajdują faceta z pieniędzmi, zachodzą w ciążę, a potem ożeń się. A potem okazuje się, że dziecko wcale nie jego. Niech zrobi test DNA. I tak czy siak, nie można zmuszać Marka, on jeszcze młody. To mężczyzna, trudno mu było się oprzeć. Ale my nie musimy utrzymywać cudzych dzieci.
Henryk westchnął ciężko i odezwał się cicho:
A jeśli to jednak jego dziecko?
A jeśli? Czy musimy brać za to odpowiedzialność? Niech najpierw zrobi test, potem zobaczymy.
Odwróciła się i wyszła do kuchni, zostawiając Henryka sam na sam z synem.
Wiesz, ja też byłem młody zaczął ojciec. Kochałem jedną, a ożeniłem się z drugą. Nie z miłości, ale z odpowiedzialności. Bo bycie mężczyzną to nie tylko namiętność, to wybory i ich konsekwencje. Twoja matka była w ciąży. Nie wiedziałem, czy z nią wytrzymam, ale wiedziałem jedno dziecko nie było temu winne. Moja krew, moje sumienie. I wiesz co, Marek? Nigdy nie żałowałem, że zostałem.
Minęły trzy miesiące. Test DNA dał jasną odpowiedź: z 99,9% pewnością Marek był ojcem dziecka Kasi.
No i? warknęła Ewa, gdy Henryk położył przed nią wynik. Tak, to jego dziecko. Ale to nie znaczy, że Kasia wprowadzi się do tego domu. Ona tu nie postanie. Mówiłam!
Marek siedział, nie patrząc na ojca. Na jego twarzy można było wyczytać decyzję: stanął po stronie matki. Zaciśnięte pięści, ale ani słowa.
Henryk powoli wstał od stołu:
Skoro oboje podjęliście decyzję, teraz posłuchajcie mojej.
Mówił cicho, ale stanowczo:
Dopóki żyję, mój wnuk nie będzie potrzebował niczego. Kupię działkę, postawię dom, a on mój wnuk dostanie wszystko, co zdobyłem. A wy dwoje możecie zapomnieć o mojej pomocy. Nie będę uczestniczyć w tym wstydzie. Marku, od dziś nie jesteś już moim synem. Wszystko, co mam, będzie należało do dziecka. Ani grosza od mnie nie dostaniecie.
Ewa wybuchnęła:
Zwariowałeś? Wydziedziczysz własnego syna?!
Henryk nie odpowiedział. Odszedł, ignorując krzyki i przekleństwa. Marek stał jak wryty w ciszy, nie wierząc w to, co usłyszał. Ale wiedział jedno: jeśli Henryk coś powiedział, to tak będzie.
**Lekcja na dziś:** Twarde słowa czasem bolą, ale prawdziwy mężczyzna nie ucieka od odpowiedzialności nawet gdy inni go od niej odciągają.



