22 listopada
Powoli otwierając oczy, Halina Szymańska poczuła przeszywający ból głowy, który nie ustępował, podczas gdy głębokie zmęczenie całkowicie ją spowijało. Dzieci, zazwyczaj hałaśliwe i niesforne, zamknęły drzwi po cichutku, jakby próbowały przejść niezauważone. Opierając się na łokciach, patrzyła przez okno, jak Piotr i Marysia szybko znikają w lesie. Gdy weszli między drzewa, w piersi narastało w niej dławiące uczucie strachu.
— Marysiu! Piotrusiu! Nie odchodźcie! — próbowała zawołać, lecz jej głos był ledwie słyszalnym szeptem.
Bez odpowiedzi, ich sylwetki rozpłynęły się w gęstwinie, a wieczorna cisza zdawała się pochłaniać wszelkie ślady ich obecności. Łzy polały się z jej oczu, spływając po pomarszczonych policzkach jak nieustająca rzeka.
Jak doszło jej życie do tego stanu? W jaki sposób pozwoliła, by własny syn ją zdradził? Te pytania nieubłaganie wracały do jej umysłu, gdy pogrążała się w mroku chwili. Zamknęła oczy na chwilę, próbując z trudem złapać oddech, lecz gdy je otwarła znów, żadna odpowiedź nie przyniosła ulgi.
Całe jej życie naznaczone było nieustającymi przeciwnościami. Piotr, jej syn, zawsze był niespokojny, niestały, szukający czegoś nieosiągalnego. Po latach tułania się i dorywczych prac, wrócił do domu z żoną, Marysią. Wrócił jednak nie z dobrami, a z pustymi obietnicami i nadzieją, która rychło się rozwiała.
Od narodzin Jasia, jej wnuka, który mieszkał z nią, był jej największą radością, głębokim powodem, który karmił jej ducha. W trudnych warunkach, poświęciła mu bezwarunkową miłość i pracowała bez wytchnienia, skrzętnie odkładając każdy złoty. Razem ze zmarłym mężem zbudowali dom z nadzieją na lepszą przyszłość dla rodziny.
Lecz pewnego dnia ten spokój pękł, gdy Piotr odkrył sumę, jaką matka uzbierała przez lata. Jego zachowanie zmieniło się radykalnie: obudziła się w nim żarłoczna chciwość. Domagał się pieniędzy “na inwestycję”, całkowicie lekceważąc nauki o wysiłku i pracy, które od niej otrzymał.
— Musisz mi dać te pieniądze! — nalegał Piotr stanowczo, podczas gdy Halina Szymańska, wyczerpana ciągłymi żądaniami, kategorycznie odmawiała.
«To, co zaczęło się jako rozmowa o pieniądzach, szybko przemieniło się w zatarg pełen urazy i oskarżeń.»
Rozmowa skończyła się gwałtowną kłótnią. Gniew Piotra rósł, jego słowa stały się raniące, nazwał matkę samolubną i skąpą. Lecz w rzeczywistości, jego prawdziwym pragnieniem nie były tylko pieniądze, lecz narzucenie swej władzy i kontroli nad nią i jej życiem.
Gdy Jaś wrócił ze szkoły i zorientował się w kłótni, stanowczo wkroczył, wypędzając ojca z pokoju i uspokajając babcię odrobiną waleriany. Choć na twarzy Haliny Szymańskiej pojawił się słaby uśmiech, w głębi serca wiedziała, że niewiele już może zrobić. Jaś miał wyjechać na studia do Poznania, obiecując powrót po ich ukończeniu.
Z biegiem dni, pomimo ciągłych telefonów od Jasia, Halina zauważyła, że coś w jej otoczeniu się zmieniło. Brakowało jej już sił, by dalej się z tym zmagać. Zdradził ją własny syn, Piotr, wiedziony chciwością.
Teraz, w chłodnych ciemnościach lasu, związana, ogarniało ją przytłaczające uczucie. Jak doszło do tego stanu? Dla pieniędzy? Przez lata dawała wszystko dla rodziny, lecz na końcu zdradził ją ten, którego kochała najbardziej.



