Jak to mówią, każda rodzina ma swoje problemy, a niestety, mimo że dorastaliśmy z bratem w tym samym środowisku, on stał się osobą agresywną i nawet trafił do więzienia. Chcąc chronić się przed jego złym wpływem, starałem się ograniczyć nasze kontakty do minimum. Jednak w moim życiu nastąpiły poważne zmiany, kiedy poznałem wspaniałą kobietę, Marcelinę, i postanowiłem się z nią ożenić. Kiedy brat dowiedział się o mojej narzeczonej, nie przestawał mnie zaczepiać, ciągle żartował i naciskał, żebym pozwolił mu ją poznać, uzasadniając, że i tak w końcu ich drogi się przetną. Wahałem się, nie chcąc, żeby przyszła żona miała złe zdanie o mojej rodzinie. Ostatecznie jednak okoliczności mnie do tego zmusiły musiałem go zaprosić i Marcelina zobaczyła mojego brata po raz pierwszy dopiero w dniu naszego ślubu.
Brat obiecał, że będzie się zachowywać odpowiednio, ale jak łatwo się domyślić, obietnicy nie dotrzymał. Było jasne, że długo żywił do mnie urazę, a dzień mojego ślubu potraktował jako idealną okazję do rewanżu. Na oczach naszych gości bezwstydnie obraził moją żonę, mimo moich starań, by z nim rozmawiać i załagodzić sytuację. Kiedy Marcelina rozpłakała się z rozpaczy, chciałem natychmiast interweniować, ale brat odpowiedział wrogo i zaczął mi grozić, twierdząc, że nawet własnego brata byłby w stanie skrzywdzić przez kobietę.
Jego nieodpowiedzialne zachowanie zrujnowało to, co powinno być najszczęśliwszym dniem mojego życia. Odmówił przyznania się do winy, co tylko pogłębiło moje rozczarowanie i ból. Po tym nieprzyjemnym zdarzeniu musiałem podjąć trudną decyzję i zdystansować się od brata. Unikam rodzinnych spotkań, jeśli wiem, że on będzie obecny, nawet jeśli spotyka się to z krytyką ze strony innych krewnych. Naprawdę ciężko jest rozmawiać z kimś, kto nie zamierza się zmienić. Mimo jego częstych telefonów i zapewnień o skrusze, trudno mi uwierzyć, że ludzie się naprawdę zmieniają.



