Nie ma już Katarzyny… Jej synowie zjechali ze swoimi rodzinami z Warszawy na stypę do rodzinnej wsi.
Dobrze, że chociaż teraz się pojawili, szeptały sąsiadki. Przynajmniej odprowadzili matkę w ostatnią drogę.
Po stypie synowie z rodzinami zaczęli się już zbierać do powrotu do miasta. Wtedy do domu weszła ciotka Lidia, siostra Katarzyny.
Ciociu Lidio, my już będziemy się zbierać, odezwał się starszy syn. Trzeba zamknąć dom, pani też już czas wracać do siebie.
Jak wracać?! zdziwiła się siostra zmarłej. Przecież jestem u siebie! Nie muszę się nigdzie ruszać.
Wszyscy spojrzeli na Lidię zdumieni.
A wszystko zaczęło się dużo wcześniej, kiedy Rita wyszła za Marka, i razem zdecydowali się zamieszkać z matką Marka.
Ślub mieli skromny postanowili zaoszczędzone pieniądze odłożyć na przyszłość, zamiast wydawać na własne mieszkanie.
Przed ślubem Marek mieszkał z matką, a Rita tułała się po akademiku, bo jej własny dom rodzinny to nie była raczej ostoja spokoju jej matka lubiła hulaszczy tryb życia…
Ojca Rity wcale nie znała.
Teściowa, mama Marka, postanowiła zostawić nowożeńców samych. Wzięła urlop i pojechała do swojej siostry Katarzyny na wieś.
Często tam odpoczywała. Katarzyna mieszkała samotnie mąż zmarł, a dwóch synów odwiedzało matkę rzadko, nawet dzwonili tylko jak musieli.
A żeby chociaż zadzwonili, może by matka się ucieszyła… Ale czasu niby brakowało, własne sprawy ważniejsze.
Katarzyna czasem się na nich obrażała. Przecież zadzwonić do matki to nie problem, prawda?
Ale nie prosiła o nic co mogła, robiła sama, czasem poprosiła sąsiada. Od czasu do czasu wpadł też siostrzeniec z żoną.
Marek był złotą rączką. Kiedyś często przyjeżdżał z siostrą, teraz już po ślubie pewnie i on zapomni o ciotce, jak synowie Katarzyny. Ci nawet swoich żon matce nie przedstawili tylko na ślubie ją widziała, wielkomiejskie panie. Wnuków też nie mają, bo “za wcześnie”.
Lidka, przyjechałaś! Moja kochana siostra! ucieszyła się Katarzyna.
Razem było im dobrze. Od dzieciństwa były blisko, aż wreszcie Lidia wyjechała do Poznania i tam wyszła za mąż. A Katarzyna została na wsi. Obie mężów straciły w tym samym roku i na nowe związki już się nie zdecydowały.
Teraz to Ty tu rządzisz powiedziała Katarzyna. Ja jeszcze tylko tydzień mam urlopu. A czemu Marek nie przyjechał? Mógłby przyjechać z żoną do ciotki na wieś. Albo w podróż poślubną nad morze pojechali?
Nie, oni zbierają pieniądze. Ślub mieli bardzo kameralny, tylko się pobrali i tyle. A Rita prawie nie ma rodziny tylko matkę, która żyje po swojemu Dziewczyna musiała wcześnie dorosnąć. Szkoda jej. Dobra z niej dziewczyna.
To czemu ich nie zabrałaś ze sobą?
Wyjechałam, niech się młodzi dotrą do siebie. Ja nie będę przeszkadzać. Niech odpoczną miesiąc ode mnie. Już myślałam, że Marek się nigdy nie ożeni. Trzydzieści lat… Ale chwała Bogu, stało się. Niech żyją po swojemu.
Oni już od dawna są parą, nawet bez Ciebie się dogadują. Ale niech w końcu pokarze tą żonę ciotce. Dzwoń, dom duży, miejsca dla wszystkich! Zresztą, niedaleko do miasta, jakby się nie podobało.
Marek z Ritą przyjechali dwa dni później. Ciotka ucieszyła się bardzo. Własnych synów Katarzyna doczekać się nie mogła.
Taka radość! A moi nie przyjadą, choćby nie wiem co. Mają ważniejsze sprawy… westchnęła Katarzyna.
Ricie bardzo się spodobało na wsi. Przypomniała sobie czasy, gdy przyjeżdżała do babci. Babcię straciła w wieku piętnastu lat, potem sama musiała sobie radzić i się uczyć
Katarzyna coś tam jeszcze pracowała, Lidia z kolei wypoczywała i gotowała dla wszystkich. Marek naprawił płot przy łaźni, poprawił dach nad stodołą. A Rita niemal od świtu do zmierzchu pracowała w ogródku.
Daj już spokój z tym ogródkiem, Rito, niedługo mam wolne i się za to wezmę. Wy odpoczywajcie.
Nic mi nie jest, nie przeszkadza. U babci też zawsze latałam po grządkach. Lubię pracę z ziemią. A wy, jak wypoczynek to wypoczynek.
Urlop minął szybciej niż się spodziewali. Goście wrócili do Warszawy, a Katarzyna została sama. Wszystko było zrobione, ale nagle zrobiło się pusto i smutno. Wieczorami doskwierała samotność. Zadzwoniła do starszego syna.
Co się stało, mamo?
Nic się nie stało, chciałam tylko zapytać, co słychać. Może byście wpadli w odwiedziny?
Nie, nie mamy czasu, wszystko na głowie. Może zadzwoń do młodszego, on może zrezygnował z urlopu nad morzem.
Do młodszego też zadzwoniła, ale nic z tego. Już zaplanowane jadą nad morze, a do matki parę dni to za dużo. Trudno. Marek obiecał zaglądać
…Minęły lata. Marek z Ritą kupili mieszkanie w Poznaniu. Ciotkę nie zostawili, przyjeżdżali często. Pomagali w gospodarstwie. Dzieci swoje też przywozili, niekiedy całe wakacje dzieci spędzały z babciami. Dwie babcie Katarzyna i Lidia były już na emeryturze.
Własnych wnuków Katarzyna się nie doczekała. Młodszy syn miał syna, ale nie biologicznego ożenił się z kobietą, która już miała dziecko. Starszy ciągle był zajęty, najpierw kariera, potem już było za późno na dzieci. Takie czasy. Matkę odwiedzali raz na trzy lub nawet cztery lata i to jeszcze oczekiwali, że będzie szczęśliwa z tych “wizyt”.
Dobrze, że przynajmniej był Marek z Ritą i siostra.
Tak żyli, aż Katarzyna poważnie zachorowała. Miała kilka zabiegów, ale potrzeba było więcej pieniędzy. Zadzwoniła do młodszego syna. Opowiedziała mu wszystko.
Mamo, całe życie nie byłaś po sanatoriach, nie czas teraz zaczynać! Własny dom najlepszy ściany leczą. Wracaj szybko do zdrowia.
Sanatorium opłacił Marek z Ritą.
Wysłał obie siostry Katarzynę i Lidię. Niech i druga odpocznie, razem raźniej…
Cztery lata później Katarzyna odeszła. Syny przyjechali na wieś na stypę.
Cieszyć się trzeba, że chociaż teraz przyjechali, szeptały sąsiadki. Matce ostatnią przysługę oddali.
Już się zbierali do powrotu do miasta, a w domu Lidia z rodziną Marka.
Ciociu Lidio, my już będziemy jechać, zaczął starszy syn. Dom trzeba zamknąć. Wam też czas wracać.
Jak to wracać?! zdziwiła się Lidia. Przecież jestem w domu! Nie mam się gdzie spieszyć.
Wszyscy spojrzeli na nią w zdumieniu.
To jest dom matki! powiedział młodszy syn. Więc teraz należy do nas. Będziemy go sprzedawać. Jeśli coś pani trzeba na pamiątkę po mamie weźcie sobie, chociażby wazonik czy serwis. I tak wszystko pójdzie w niebyt.
To wy sobie weźcie pamiątkę po matce, a dom siostra przepisała na mnie, kiedy była chora. Zaraz po powrocie z sanatorium.
Sanatorium? Przepisała dom? My jesteśmy synami!
Dopiero sobie przypomnieliście. A gdzie byliście, kiedy matka była chora? “Synowie”…
Syny odjechali. Nic już nie tłumaczyli. Nie mieli nawet dokąd wracać, nie mieli do kogo zadzwonić…
Lidia na stałe zamieszkała w domu siostry. Mieszkanie w Poznaniu wynajmuje, pomaga rodzinie syna. Oni do niej przyjeżdżają, pomagają we wszystkim. Dobra, zgodna rodzina żal tylko, że nie ma już Katarzyny…
Ale ona ciągle do nich wraca, jest z nimi. W ich pamięci.



