Obietnica Denis spokojnie prowadził samochód trasą, obok siedział przyjaciel – Kirył. Wracali z delegacji z pobliskiego miasta, którą szef wysłał ich na dwa dni. – Kir, ale dobrze nam poszło, kontrakt podpisany na ogromną sumę, szef będzie zadowolony – śmiał się Denis. – Rzeczywiście, mieliśmy szczęście – potwierdził przyjaciel i kolega z biura. – Super wracać do domu, kiedy ktoś tam na ciebie czeka – mówił Denis. – Moja Arisia jest w ciąży, narzeka na poranne mdłości. Bardzo mi jej szkoda, ale bardzo chcieliśmy dziecka, więc mówi, że wszystko zniesie dla naszego maleństwa. – Dziecko, to coś pięknego. U nas z Marynką ciągle się nie udaje, nie może donosić ciąży. Teraz szykujemy się do drugiego in vitro, pierwsze się nie powiodło – podzielił się Kirył, który z Marynką był siedem lat po ślubie i marzyli o dziecku… Denis ożenił się późno, w wieku 32 lat. Miał kobiety wcześniej, ale żadna nie zawróciła mu mocno w głowie. A gdy spotkał Arinę, zakochał się na zabój – dla niego nie było już innych kobiet. Denis poznał przyjaciela ze swoją Ariną, później sam Kirył był świadkiem na ich ślubie. Trochę mu zazdrościł, bo Arina była piękna, delikatna – rozumiał przyjaciela, w taką można się zakochać od razu. Jesienny deszcz smagał szyby auta, od czasu do czasu włączały się wycieraczki, panowie rozmawiali wesoło. Zadzwonił telefon Denisa, odebrał: – Cześć Ariśka, jedziemy, będziemy za jakieś dwie godziny. Jak się czujesz? Wszystko po staremu? Nie podnoś ciężarów, gdy tylko przyjadę, wszystkim się zajmę. Całuję, do zobaczenia, kochanie. Kirył słuchał i wyobrażał sobie Arinę, jak czeka na przyjaciela, martwi się. Myślał: – Moja Marynka nie dzwoni, nigdy się o mnie nie martwi, uważa, że jestem do niej mocno przywiązany. Zupełnie inna niż Ariśka Denisa – wszystko u niej uporządkowane, praca, dom… Nagle Denis gwałtownie skręcił kierownicą – w ich stronę pędziła ciężarówka. Zderzenia nie dało się uniknąć, ale w ostatniej chwili wpadli w słup po stronie Denisa i wylądowali poza trasą. Kirył oprzytomniał – bolała go głowa, krew płynęła z ręki, drzwi z jego strony już były otwarte. Spojrzał na Denisa, ten się nie poruszał. Podbiegli ludzie, auta zatrzymywały się na poboczu. Kirył dochodził do siebie, leżał obok auta na mokrej trawie, czekali na karetkę. Denisa wyciągnięto i położono na noszach. Kirył pochylił się nad nim, a Denis wyszeptał cicho: – Pomóż Ariśce… Zabrano ich do szpitala; Kirył miał złamaną rękę i silne wstrząśnienie mózgu, był przytomny. Ciągle pytał lekarzy: – Co z Denem, co z moim przyjacielem? Później pielęgniarka poinformowała: – Denis nie żyje… Kirył był załamany. Na pogrzeb nie mógł przyjść. Marynka opowiadała, jak żona Denisa rozpaczliwie płakała, nie mogła uwierzyć, że męża już nie ma, ledwo stała przy trumnie. Po wyjściu ze szpitala Kirył pojechał z Marynką na cmentarz, stali długo nad grobem przyjaciela i obiecał mu w myślach: – Nie martw się, przyjacielu. Twojej żony nie zostawię, pomogę, jak prosiłeś… Dwa dni później pojechał do Ariny, zadzwonił do drzwi. Gdy go zobaczyła, rozpłakała się. – Jak mam żyć bez niego? Nie umiem się pogodzić, że Dena już nie ma… – Ariśka, obiecałem twojemu mężowi, że będę ci pomagać. Damy radę razem. Dzwoń, pisz, czego potrzebujesz, będę odwiedzał. Czas płynął. Arina trochę do siebie doszła, bała się, że przez stres poroni, lekarz też przestrzegał. Kirył odwiedzał ją dwa razy w tygodniu. Przywoził zakupy, kupował witaminy, podwoził do przychodni, gdzie trzeba. Arina nie nadużywała jego pomocy, prosiła tylko w wyjątkowych sytuacjach. – Kirył, przykro mi, że zajmujesz swój czas przez mnie. – Nie szkodzi, obiecałem Denowi… Kirył czuł wobec Ariny mieszane uczucia. Zawsze o takiej kobiecie marzył, ale okoliczności były zaskakujące. Gdy Arina znosiła złe samopoczucie, Kirył i Marynka znów chodzili po lekarzach, rozczarowania i rutyna walki z bezdzietnością bolały ich coraz bardziej. Marynka nie wiedziała, że mąż pomaga Arinie – nic jej nie mówił. W telefonie Arina figurowała jako „Charytatywność”, bo wiedział, że żona może sprawdzić, kto dzwoni. Po drugiej nieudanej próbie in vitro w ich związku zaczęło narastać napięcie. Marynka podejrzewała, że to wina Kiryła, a on już sam nie miał siły myśleć. Marynka zauważyła, że mąż jest rozkojarzony, bywa drażliwy, wyjeżdża w jakieś dziwne sprawy. Ale możliwość zdrady wydawała się jej nieprawdopodobna – nie ochłodził do niej uczuć. Kirył wiedział, że w życiu prywatnym nie układa mu się najlepiej, ale za to w pracy wszystko szło świetnie. Wrócił do projektu, który zaczynali z Denisem, projekt zakończył sukcesem, kontrakt podpisał. Im dłużej trwała ciąża Ariny, tym bardziej stawała się bezsilna. Jej rodzice mieszkali daleko, na Syberii, w mieście nie miała nikogo bliskiego. Męczyły ją bóle głowy, nawet puchły jej nogi, lecz nie skarżyła się zbytnio Kiryłowi. Kiedyś przyjechał do niej z zakupami i zastał ją na drabinie – próbowała powiesić nowe zasłony. – Okno umyłam, – powiedziała z uśmiechem. – Teraz wieszam nowe zasłony. – Zejdź natychmiast! – surowo rozkazał Kirył, spoglądając na jej pokaźny brzuch. – A jakbyś spadła, co z dzieckiem? To nie żarty. Pomógł jej zejść z drabiny – stanęli blisko siebie i nawet poczuł dreszcze… – Dziękuję, Kir… – ale zaraz pobiegła do łazienki, bo znów dopadły ją mdłości. Kirył westchnął, otarł pot z czoła, myśląc: – Czy Denis widzi mnie stamtąd, gdzie teraz jest? Sam prosił o pomoc… Jak po raz kolejny Ariśka poprosiła go: – Kir, pomożesz przygotować pokój dziecięcy? Potem nie będzie czasu. Znalazłam śliczne tapety na spacerze… Kirył zajął się remontem w dziecięcym pokoju – nie mógł pozwolić, żeby ciężarna kobieta się przemęczała. Remont robili razem – Ariśka głównie podawała narzędzia i motywowała. Wszystko skończyli. Kirył miał w domu depresyjną żonę, która wciąż mówiła o bezpłodności, a z drugiej strony Ariśkę, której do porodu zostało niewiele. Marynka intuicyjnie czuła, że dla ratowania małżeństwa musi się czymś zająć. Pisała artykuły do gazet. Jedno z czasopism zaproponowało jej prowadzenie kolumny – z radością przyjęła ofertę, to ją odciągało od smutków. Za pracę dostała dobry honorarium. Do domu wróciła szczęśliwa, z torbą smakołyków i butelką wina. – No proszę, mamy święto? – zdziwił się Kirył, gdy wrócił z pracy. – Tak, przyszło wynagrodzenie, trzeba to uczcić. Czekałam na ten kontrakt! Podała na stolik przekąski, wino, a w tle ich ulubiony film. Nagle zadzwonił telefon Kiryła. Marynka, patrząc przez ramię, przeczytała „Charytatywność”. Mąż pospiesznie wyszedł do kuchni. – Co się stało? – spytał szeptem. – Kir, przepraszam, chyba zaczęłam rodzić… Wezwałam już karetkę. – Ale jeszcze za wcześnie. – Siedem miesięcy, zdarza się – mówiła, z trudem ukrywając ból. – Dobrze, pojadę do szpitala. Szybko się ubrał, żona patrzyła na niego z niepokojem. – Wyjeżdżasz? – Tak – wymyślał w biegu historię. – Zadzwonił szef, chce pogadać o charytatywności. Potem wszystko wyjaśnię. Zaufaj mi… Ale Marynka nie wierzyła. – Jaka charytatywność, jaki szef? Owijasz mnie w bawełnę, Kir… Kirył wybiegł, wsiadł do auta i ruszył do szpitala. Gdy dotarł, dowiedział się, że Ariśkę już przywieziono. Czekał dwie godziny, aż pielęgniarka poinformowała: urodził się syn. Odetchnął z ulgą i wrócił, wykończony, do domu. Pomyślał: – Całe szczęście, wszystko dobrze. Bardzo się bałem… Marynka nie spała, przenikliwie mu się przyglądała. – Twoja charytatywność cię wykończyła – powiedziała złośliwie. Kirył ciężko usiadł na kanapie bez zdejmowania kurtki. – Tak, Marynka. Ariśka urodziła synka. Obiecałem Denisowi jej pomagać. Jest zupełnie sama – powiedział szczerze. – Wszystko jasne… – odparła cicho. – Teraz kolejny etap, będziesz pomagał Ariśce z noworodkiem, zgadza się? – Tak – odpowiedział z przekonaniem. – No cóż… Znasz mnie – nie pozwolę, żebyś poświęcał swój czas na obce dziecko, zwłaszcza że my nie możemy mieć swojego. Teraz złożę pozew o rozwód, a ty rób, co chcesz. Może spotkam innego i zdążę sama urodzić… Kirył podniósł na nią zdziwione oczy – widział, że obwinia go o ich bezdzietność. – Twoje prawo, Marynko. Nie będę się tłumaczył. Muszę pomagać Arinie i jej dziecku. Minął czas. Marynka złożyła pozew o rozwód. Kirył zamieszkał z Ariną, pomagał jej z małym Danielem. Po pewnym czasie wzięli ślub. A dwa lata później urodziła się im córeczka. Dziękuję za przeczytanie, subskrypcję i wsparcie. Powodzenia w życiu!

Obietnica

Słuchaj, opowiem Ci historię, która wydarzyła się u mnie, jeszcze do dziś wraca do mnie w myślach.

Marek prowadził spokojnie samochód trasą z Poznania do Warszawy. Obok siedział jego najlepszy kumpel, Michał. Wracali z delegacji, szef wysłał ich na dwa dni do stolicy załatwić ważny kontrakt.

Michał, ale nam się udało załatwić wszystko, ten kontrakt, to kupa pieniędzy, szef będzie wniebowzięty! uśmiechał się Marek, wiadomo, jak coś się uda, człowiek aż promienieje.

No, fart mieliśmy, a z Tobą to robota idzie raz-dwa, potwierdził Michał. Pracowali razem w jednym biurze, już kilka lat.

Najlepsze, że wracamy do domu, a tam na mnie czeka Agnieszka. Wiesz, jest w ciąży, narzeka na nudności. Żal mi jej, ale sami bardzo chcieliśmy dziecka, mówiła, że wszystko przetrzyma dla naszego malucha.

Dziecko to szczęście. A u mnie z Joanną coś nie idzie, już drugie podejście do in vitro przed nami, pierwsze nie wyszło. Siedem lat razem, a dalej czekamy na ten cud… Michał zwierzał się, bo czasem trzeba wygadać się komuś, kto zrozumie.

Marek żenił się dopiero po trzydziestce, wcześniej była masa znajomości, ale żadna go nie ruszyła. Dopiero Agnieszka zawróciła mu w głowie, od razu wiedział, że to z nią chce życie dzielić.

Jak już ją przedstawił Michałowi i potem na ślubie Michał był świadkiem, trochę Marek mu zazdrościł. Agnieszka była piękna, delikatna, nic dziwnego, że Marek stracił dla niej głowę.

Deszczyk jesienny lekko stukał w szybę auta, wycieraczki co chwilę się włączały, a przyjaciele śmiali się i żartowali. Wtem zadzwonił telefon Marka odebrał.

Cześć, Aga! Tak, już wracamy, za jakieś dwie godziny będę. Nic nie dźwigaj, przyjadę, wszystkim się zajmę. Całuję, do zobaczenia!

Michał patrzył na Marka, słuchał jak rozmawia z Agnieszką i pomyślał sobie:

Moja Joanna nawet nie dzwoni, nie martwi się o mnie, jest przekonana, że jestem do niej przywiązany na wieki. Z nią wszystko jest poukładane praca, dom, ale emocji brak.

I nagle Marek gwałtownie skręcił kierownicą. Na ich pas wjechała ciężarówka, nie było jak uniknąć zderzenia. W ostatniej chwili auto uderzyło w latarnię od strony Marka. Michał ocknął się, bolała go głowa, z ręki ciekła krew. Samochód stał na kołach. Drzwi po stronie Michała się otwarły. Zajrzał na Marka ten ani drgnie.

Podbiegli ludzie, auta zatrzymywały się. Michał leżał na mokrej trawie, czekali na karetkę. Marka wycięli z auta, położyli na noszach, Michał się nad nim pochylił, a przyjaciel wyszeptał cicho:

Pomóż Agnieszce…

Zabrali ich do szpitala. Michał miał złamaną rękę i mocne wstrząśnienie. Ciągle pytał:

Co z Markiem, pytam, jak Marek?

Po chwili pielęgniarka oznajmiła:

Marek zmarł…

Michał był rozbity. Na pogrzeb nie dotarł. Joanna pojechała, potem opowiadała, że żona Marka Agnieszka nie mogła się pozbierać, płakała, cała rozbita, ledwo stała przy trumnie.

Po wyjściu ze szpitala, Michał z Joanną pojechali na cmentarz, stali długo przy grobie. W myślach Michał obiecał:

Nie martw się, pomogę Agnieszce, tak jak prosiłeś…

Dwa dni później zjawił się u Agnieszki. Po otwarciu drzwi rozpłakała się.

Nie wyobrażam sobie życia bez niego… Nie mogę się pogodzić, że już go nie ma.

Aga, obiecałem Markowi, że Ci pomogę. Daj znać, czego Ci potrzeba, będę wpadał. Razem damy radę.

Czas mijał. Agnieszka trochę się pozbierała, bała się tylko o dziecko lekarz straszył poronieniem po takich przeżyciach. Michał przyjeżdżał dwa razy w tygodniu, przywoził zakupy, witaminy, zawoził do przychodni. Agnieszka nie wykorzystywała jego pomocy, prosiła tylko, kiedy była naprawdę w potrzebie.

Michał, aż głupio mi brać Ci czas…

Nie szkodzi, obiecałem Markowi.

Michał czuł do Agnieszki coś więcej niż tylko przyjaźń. To była kobieta, o jakiej marzył. Ale sytuacja była trudna.

Gdy Agnieszka męczyła się w ciąży, Michał z Joanną znów jeździli po lekarzach, kolejne rozczarowania, kolejna nieudana próba. Joanna nie wiedziała, że mąż pomaga Agnieszce, Michał w telefonie miał ją wpisaną jako Pomoc, bo bał się, że Joanna coś zwęszy.

Po kolejnej porażce z in vitro, między Michałem a Joanną zaczęły narastać napięcia. Joanna myślała, że to on jest winny, Michał już się nie wypowiadał.

Joanna widziała zmianę mąż rozkojarzony, czasem rozdrażniony, wyjeżdżał załatwiać sprawy. Ale o zdradę go nie podejrzewała, pod tym względem wszystko było w porządku.

Michał wiedział, że prywatnie nie układa się najlepiej, ale zawodowo szło mu świetnie. Kontynuował projekt, który wcześniej zaczynał z Markiem. Umowa dogadana, sukces na koncie.

Agnieszka z każdym miesiącem była coraz bardziej wycieńczona. Rodzice daleko aż pod Bydgoszczą, w mieście nie miała nikogo bliskiego. Swędziała ją głowa, nogi puchły, ale dzielnie znosiła ból, Michałowi nie narzekała.

Pewnego razu przyszedł z siatką zakupów, a ona na drabince wiesza nowe zasłony.

Ja tylko umyłam okno, chciałam już powiesić firanki.

Agnieszka, złaź natychmiast! powiedział ostro Michał, patrząc na jej spory brzuch. Jak upadniesz, pogrążysz siebie i dziecko…

Pomógł jej zejść z drabiny, byli blisko siebie, Michał poczuł ciary na plecach.

Dzięki, Michał… wymamrotała i pobiegła do łazienki, bo nudności znów ją dopadły.

Michał otarł pot z czoła. Przebiegło mu przez głowę:

Ciekawe, czy Marek tam gdzieś widzi, o co prosił…

Następnym razem Agnieszka poprosiła:

Michał, może byś mi pomógł przygotować pokój dla dziecka? Potem nie będę miała siły.

Michał zabrał się za remont, nie pozwolił, by Agnieszka sama się forsowała. Remont był ekipowy ona mu tylko podawała narzędzia i wspierała, on robił całą resztę. W domu miał depresyjną żonę, wciąż rozpamiętującą, że nie mogą mieć dzieci, w drugiej Agnieszkę u progu porodu.

Joanna czuła, że aby ratować małżeństwo, musi zacząć działać, wzięła się za pisanie artykułów do prasy. Odpisał jej jeden znany magazyn i zaproponował prowadzenie rubryki. Przyjęła to z zapałem wreszcie miała zajęcie. Dostała porządny przelew kilka tysięcy złotych. Zadowolona przyniosła do domu siatę ze smakołykami i dwie butelki wina.

O, jakiś święto? zdziwił się Michał po powrocie z pracy.

Właśnie dostałam dobrą kasę, trzeba to uczcić!

Marzyła, żeby znów między nimi pojawiło się ciepło. Ułożyła dekoracje i przekąski przy telewizorze, nastawiła ich ulubiony film, sączyli wino.

Nagle Michałowi zadzwonił telefon. Joanna spojrzała przez ramię na ekranie Pomoc. Michał uciekł do kuchni.

Co się dzieje? spytał cicho.

Michał, chyba rodzę… Już wezwałam karetkę.

Jeszcze za wcześnie!

Siódmy miesiąc, czasem się zdarza… mówiła z bólem.

Dobra, jadę do szpitala.

Ubierał się w biegu, Joanna patrzyła nieufnie.

Gdzie Ty jedziesz?

Szef zadzwonił, chce pogadać w sprawie tej pomocy, potem Ci wyjaśnię. Uwierz, muszę.

Joanna nie wierzyła.

Szef, pomoc bajki wciskasz, Michał.

Michał wsiadł do auta, pognał do szpitala. Na miejscu dowiedział się, że Agnieszkę już zabrali na porodówkę. Czekał dwie godziny, aż pielęgniarka powiedziała mu Agnieszka urodziła chłopca. Michał odetchnął i wrócił do domu wykończony.

Joanna nie spała, spojrzała na niego, cała spięta.

Ta Twoja pomoc chyba Cię wykończyła, co?

Michał padł na kanapę.

Tak, Joanna… Agnieszka właśnie urodziła synka. Obiecałem Markowi, że jej pomogę. Jest sama.

Teraz rozumiem… powiedziała cicho. Ale teraz czeka Was kolejny etap opieka nad dzieckiem, tak?

Tak potwierdził szczerze Michał.

Wiesz co… nie zaakceptuję tego, że zrezygnujesz z nas dla obcego dziecka, tym bardziej, że my własnego nie mamy i pewnie już nie będziemy mieć. Złożę papiery o rozwód, rób co chcesz. A może spotkam kogoś i zdążę jeszcze urodzić.

Michał spojrzał zaskoczony, dotarło do niego, że żona cały czas obwinia właśnie jego.

To Twoje prawo. Ja muszę pomóc Agnieszce.

Minęło trochę czasu. Joanna wystąpiła o rozwód. Michał zamieszkał z Agnieszką, pomagał przy małym Danusiu. Po pewnym czasie wzięli ślub. A dwa lata później urodziła im się córeczka.

Dzięki, że wysłuchałaś tej opowieści. Trzymaj się, niech Ci się dobrze żyje!

Rate article
Fajna Tajna
Obietnica Denis spokojnie prowadził samochód trasą, obok siedział przyjaciel – Kirył. Wracali z delegacji z pobliskiego miasta, którą szef wysłał ich na dwa dni. – Kir, ale dobrze nam poszło, kontrakt podpisany na ogromną sumę, szef będzie zadowolony – śmiał się Denis. – Rzeczywiście, mieliśmy szczęście – potwierdził przyjaciel i kolega z biura. – Super wracać do domu, kiedy ktoś tam na ciebie czeka – mówił Denis. – Moja Arisia jest w ciąży, narzeka na poranne mdłości. Bardzo mi jej szkoda, ale bardzo chcieliśmy dziecka, więc mówi, że wszystko zniesie dla naszego maleństwa. – Dziecko, to coś pięknego. U nas z Marynką ciągle się nie udaje, nie może donosić ciąży. Teraz szykujemy się do drugiego in vitro, pierwsze się nie powiodło – podzielił się Kirył, który z Marynką był siedem lat po ślubie i marzyli o dziecku… Denis ożenił się późno, w wieku 32 lat. Miał kobiety wcześniej, ale żadna nie zawróciła mu mocno w głowie. A gdy spotkał Arinę, zakochał się na zabój – dla niego nie było już innych kobiet. Denis poznał przyjaciela ze swoją Ariną, później sam Kirył był świadkiem na ich ślubie. Trochę mu zazdrościł, bo Arina była piękna, delikatna – rozumiał przyjaciela, w taką można się zakochać od razu. Jesienny deszcz smagał szyby auta, od czasu do czasu włączały się wycieraczki, panowie rozmawiali wesoło. Zadzwonił telefon Denisa, odebrał: – Cześć Ariśka, jedziemy, będziemy za jakieś dwie godziny. Jak się czujesz? Wszystko po staremu? Nie podnoś ciężarów, gdy tylko przyjadę, wszystkim się zajmę. Całuję, do zobaczenia, kochanie. Kirył słuchał i wyobrażał sobie Arinę, jak czeka na przyjaciela, martwi się. Myślał: – Moja Marynka nie dzwoni, nigdy się o mnie nie martwi, uważa, że jestem do niej mocno przywiązany. Zupełnie inna niż Ariśka Denisa – wszystko u niej uporządkowane, praca, dom… Nagle Denis gwałtownie skręcił kierownicą – w ich stronę pędziła ciężarówka. Zderzenia nie dało się uniknąć, ale w ostatniej chwili wpadli w słup po stronie Denisa i wylądowali poza trasą. Kirył oprzytomniał – bolała go głowa, krew płynęła z ręki, drzwi z jego strony już były otwarte. Spojrzał na Denisa, ten się nie poruszał. Podbiegli ludzie, auta zatrzymywały się na poboczu. Kirył dochodził do siebie, leżał obok auta na mokrej trawie, czekali na karetkę. Denisa wyciągnięto i położono na noszach. Kirył pochylił się nad nim, a Denis wyszeptał cicho: – Pomóż Ariśce… Zabrano ich do szpitala; Kirył miał złamaną rękę i silne wstrząśnienie mózgu, był przytomny. Ciągle pytał lekarzy: – Co z Denem, co z moim przyjacielem? Później pielęgniarka poinformowała: – Denis nie żyje… Kirył był załamany. Na pogrzeb nie mógł przyjść. Marynka opowiadała, jak żona Denisa rozpaczliwie płakała, nie mogła uwierzyć, że męża już nie ma, ledwo stała przy trumnie. Po wyjściu ze szpitala Kirył pojechał z Marynką na cmentarz, stali długo nad grobem przyjaciela i obiecał mu w myślach: – Nie martw się, przyjacielu. Twojej żony nie zostawię, pomogę, jak prosiłeś… Dwa dni później pojechał do Ariny, zadzwonił do drzwi. Gdy go zobaczyła, rozpłakała się. – Jak mam żyć bez niego? Nie umiem się pogodzić, że Dena już nie ma… – Ariśka, obiecałem twojemu mężowi, że będę ci pomagać. Damy radę razem. Dzwoń, pisz, czego potrzebujesz, będę odwiedzał. Czas płynął. Arina trochę do siebie doszła, bała się, że przez stres poroni, lekarz też przestrzegał. Kirył odwiedzał ją dwa razy w tygodniu. Przywoził zakupy, kupował witaminy, podwoził do przychodni, gdzie trzeba. Arina nie nadużywała jego pomocy, prosiła tylko w wyjątkowych sytuacjach. – Kirył, przykro mi, że zajmujesz swój czas przez mnie. – Nie szkodzi, obiecałem Denowi… Kirył czuł wobec Ariny mieszane uczucia. Zawsze o takiej kobiecie marzył, ale okoliczności były zaskakujące. Gdy Arina znosiła złe samopoczucie, Kirył i Marynka znów chodzili po lekarzach, rozczarowania i rutyna walki z bezdzietnością bolały ich coraz bardziej. Marynka nie wiedziała, że mąż pomaga Arinie – nic jej nie mówił. W telefonie Arina figurowała jako „Charytatywność”, bo wiedział, że żona może sprawdzić, kto dzwoni. Po drugiej nieudanej próbie in vitro w ich związku zaczęło narastać napięcie. Marynka podejrzewała, że to wina Kiryła, a on już sam nie miał siły myśleć. Marynka zauważyła, że mąż jest rozkojarzony, bywa drażliwy, wyjeżdża w jakieś dziwne sprawy. Ale możliwość zdrady wydawała się jej nieprawdopodobna – nie ochłodził do niej uczuć. Kirył wiedział, że w życiu prywatnym nie układa mu się najlepiej, ale za to w pracy wszystko szło świetnie. Wrócił do projektu, który zaczynali z Denisem, projekt zakończył sukcesem, kontrakt podpisał. Im dłużej trwała ciąża Ariny, tym bardziej stawała się bezsilna. Jej rodzice mieszkali daleko, na Syberii, w mieście nie miała nikogo bliskiego. Męczyły ją bóle głowy, nawet puchły jej nogi, lecz nie skarżyła się zbytnio Kiryłowi. Kiedyś przyjechał do niej z zakupami i zastał ją na drabinie – próbowała powiesić nowe zasłony. – Okno umyłam, – powiedziała z uśmiechem. – Teraz wieszam nowe zasłony. – Zejdź natychmiast! – surowo rozkazał Kirył, spoglądając na jej pokaźny brzuch. – A jakbyś spadła, co z dzieckiem? To nie żarty. Pomógł jej zejść z drabiny – stanęli blisko siebie i nawet poczuł dreszcze… – Dziękuję, Kir… – ale zaraz pobiegła do łazienki, bo znów dopadły ją mdłości. Kirył westchnął, otarł pot z czoła, myśląc: – Czy Denis widzi mnie stamtąd, gdzie teraz jest? Sam prosił o pomoc… Jak po raz kolejny Ariśka poprosiła go: – Kir, pomożesz przygotować pokój dziecięcy? Potem nie będzie czasu. Znalazłam śliczne tapety na spacerze… Kirył zajął się remontem w dziecięcym pokoju – nie mógł pozwolić, żeby ciężarna kobieta się przemęczała. Remont robili razem – Ariśka głównie podawała narzędzia i motywowała. Wszystko skończyli. Kirył miał w domu depresyjną żonę, która wciąż mówiła o bezpłodności, a z drugiej strony Ariśkę, której do porodu zostało niewiele. Marynka intuicyjnie czuła, że dla ratowania małżeństwa musi się czymś zająć. Pisała artykuły do gazet. Jedno z czasopism zaproponowało jej prowadzenie kolumny – z radością przyjęła ofertę, to ją odciągało od smutków. Za pracę dostała dobry honorarium. Do domu wróciła szczęśliwa, z torbą smakołyków i butelką wina. – No proszę, mamy święto? – zdziwił się Kirył, gdy wrócił z pracy. – Tak, przyszło wynagrodzenie, trzeba to uczcić. Czekałam na ten kontrakt! Podała na stolik przekąski, wino, a w tle ich ulubiony film. Nagle zadzwonił telefon Kiryła. Marynka, patrząc przez ramię, przeczytała „Charytatywność”. Mąż pospiesznie wyszedł do kuchni. – Co się stało? – spytał szeptem. – Kir, przepraszam, chyba zaczęłam rodzić… Wezwałam już karetkę. – Ale jeszcze za wcześnie. – Siedem miesięcy, zdarza się – mówiła, z trudem ukrywając ból. – Dobrze, pojadę do szpitala. Szybko się ubrał, żona patrzyła na niego z niepokojem. – Wyjeżdżasz? – Tak – wymyślał w biegu historię. – Zadzwonił szef, chce pogadać o charytatywności. Potem wszystko wyjaśnię. Zaufaj mi… Ale Marynka nie wierzyła. – Jaka charytatywność, jaki szef? Owijasz mnie w bawełnę, Kir… Kirył wybiegł, wsiadł do auta i ruszył do szpitala. Gdy dotarł, dowiedział się, że Ariśkę już przywieziono. Czekał dwie godziny, aż pielęgniarka poinformowała: urodził się syn. Odetchnął z ulgą i wrócił, wykończony, do domu. Pomyślał: – Całe szczęście, wszystko dobrze. Bardzo się bałem… Marynka nie spała, przenikliwie mu się przyglądała. – Twoja charytatywność cię wykończyła – powiedziała złośliwie. Kirył ciężko usiadł na kanapie bez zdejmowania kurtki. – Tak, Marynka. Ariśka urodziła synka. Obiecałem Denisowi jej pomagać. Jest zupełnie sama – powiedział szczerze. – Wszystko jasne… – odparła cicho. – Teraz kolejny etap, będziesz pomagał Ariśce z noworodkiem, zgadza się? – Tak – odpowiedział z przekonaniem. – No cóż… Znasz mnie – nie pozwolę, żebyś poświęcał swój czas na obce dziecko, zwłaszcza że my nie możemy mieć swojego. Teraz złożę pozew o rozwód, a ty rób, co chcesz. Może spotkam innego i zdążę sama urodzić… Kirył podniósł na nią zdziwione oczy – widział, że obwinia go o ich bezdzietność. – Twoje prawo, Marynko. Nie będę się tłumaczył. Muszę pomagać Arinie i jej dziecku. Minął czas. Marynka złożyła pozew o rozwód. Kirył zamieszkał z Ariną, pomagał jej z małym Danielem. Po pewnym czasie wzięli ślub. A dwa lata później urodziła się im córeczka. Dziękuję za przeczytanie, subskrypcję i wsparcie. Powodzenia w życiu!