Ojczym.
Mała Ania od zawsze wiedziała, że jej mama przyniosła ją w fartuchu. Dobroduszne sąsiadki, które zdawały się mieszkać na ławce pod blokiem, wyjaśniły jej to szczegółowo. Dziewczynka wyobrażała sobie swoją drobną, niską mamę, Liliankę, niosącą w fałdach świątecznej sukienki niespodziewanie pojawiającą się Anię.
To dlatego, że nie masz tatusia! oznajmiła z powagą Kasia, która mieszkała nad mieszkaniem Ani i jej mamy. Jesteś bez tatusia!
A co to znaczy? zdziwiła się Ania.
No tak! Twoja mama cię nagulała! Nie masz tatusia! A ja mam! Kasia spojrzała na koleżankę z dumą.
No i co z tego? wzruszyła ramionami Ania. Ja mam babcię i dziadka! A ty nie masz.
Ha! Babcia z dziadkiem to nie to samo! Kobieta musi mieć faceta! Bez faceta to nie kobieta! Tak moja mama mówi!
Wieczorem, po kolacji, Ania jak zwykle usiadła obok mamy na kanapie. Miały taki zwyczaj wieczorami siedziały razem, każda zajęta swoimi sprawami, i rozmawiały. Mama była uzdolniona manualnie. Ciągle coś robiła: szyła, dziergała, haftowała. Ania, patrząc na nią, też zaczęła się interesować rękodziełem: wyplatała bransoletki z koralików, układała obrazy z diamentowej mozaiki albo lepiła zwierzątka z plasteliny.
Mamo, a tata musi być? zadała nurtujące ją pytanie Ania, nasłuchując odgłosów z mieszkania nad nimi. Rozpoczynał się tam codzienny koncert, jak nazywała to babcia Ani, Wanda Leonarda. Urządzał go ojciec Kasi, wujek Marek. Po głosach dochodzących z góry można było określić, w jakim był stanie. Jeśli wrzeszczał tylko wujek Marek, a żeńska część mieszkania jęczała, znaczyło to, że mężczyzna był pijany. Jeśli jednak krzyki dobiegały z obu stron, wujek Marek był trzeźwy, co go nieprawdopodobnie wściekało.
No, skoro żyjemy bez taty, to znaczy, że wcale nie jest konieczny uśmiechnęła się Lila, głaszcząc córkę po głowie i również wsłuchując się w hałasy z góry.
A Kasia mówi, że kobieta bez faceta to nie kobieta
Słoneczko, każdy ma swoje sposoby na udowodnienie sobie, że jest lepszy. A nam źle razem?
Nie pokręciła głową Ania. Naprawdę dobrze im się żyło. Mama pracowała jako księgowa w dużej firmie i zarabiała całkiem nieźle. W każdy weekend gdzieś wychodziły: do kawiarni, kina, teatru, parku albo na zakupy. Każde lato spędzały nad morzem, a każdy Nowy Rok na wsi u przyjaciółki mamy, cioci Basi. Ciocia Basia miała trójkę dzieci, a ich tata, mąż cioci, każdej zimy budował na podwórku ogromną górkę, z której dzieci z radością się zjeżdżały.
Koncert na górze przybierał na sile. Wulgaryzmy, którymi darł się wujek Marek, słychać było pewnie w całym bloku. Po pół godzinie mama, uśmiechając się do Ani, poszła do przedpokoju. Koncert zbliżał się ku końcowi. Z góry trzasnęły drzwi i rozległy się pośpieszne kroki. Lila otworzyła drzwi i do mieszkania wpadła ciocia Ewa z Kasią.
Zamykaj szybko! wrzasnęła do Lili, ale ta i tak już wiedziała, co robić. W drzwi zaczęto walić.
Lilka! Otwieraj! ryknął ochrypły męski głos. Otwórz, bo wyważę! Gdzie ta s***? Niech wyjdzie! Połamę jej wszystkie kości!
Jeśli nie odejdziesz natychmiast, wezwę policję! spokojnie odpowiedziała Lila. Przywykła już do takich gróźb. Sąsiad wiedział, że nie są puste. Lila kilkakrotnie wzywała patrol. Miał ostatnie ostrzeżenie. Jeszcze raz i trafi za kratki.
Nie trzeba, Lilu! wpadła do przedpokoju Ewa. Przecież go zamkną!
Najwyższy czas! Lila poszła do kuchni nastawić czajnik.
Co ty wygadujesz? Jak to tak bez faceta? podreptała za nią Ewa. Tobie dobrze tak samej?
Lila zatrzymała się i spojrzała na sąsiadkę. Brudny szlafrok rozdarty, włosy potargane, oczy błyszczące gorączkowo, pod jednym z nich narastał siniak.
Nie jestem sama, Ewo. Mam córkę. I nie mam siniaków. I nie nocuję po sąsiadach.
No, znalazłaś powód do dumy! prychnęła Ewa. Twoja córka rośnie bez taty. Kto wie, co z niej wyrośnie bez męskiej ręki! A siniaki Bij



