Obcy Maluch w Życiu Fiodora

Monika i obcy chłopiec
Nie dlatego, żeby Marta nie cierpiała męża swojej mamuski, tylko po prostu go nie przyjęła. Skąd jej poznać, że byłby jej tatusiem? Nikt takiego nie miał, a ten „tyn Malin z łbem” też nie. Radząc jednak mame, od pierwszych dni znała się z nim niezbyt sympatycznie.
Podrugim była, już piątka druga, znała, że mame lubi rodzinę, że chce, żeby ktoś się nią opiekował. Tyn Malin nie był zły, po prostu milczeł. Ale był cudzoziem. Martę jakby nie zauważał. Zamiast tego nie pili jak tyn Wiesław, ojciec przyjaciółki Anny, co była jej czeczka.
A Malin jakby nawet nie spostrzegł, że jego ukochana żona, dla której teraz się ożenił, ma córeczkę. Przypuszczał to, że㎕a i spokojnie zamierzał, że Justyna narodzi mu najpierw syna, później może dwojga.
Omalowali szybko i cicho, zamienili dwie willaiki na jedną dużą, w której dla Martek powstała własna komnatka, a między Malinem i Martą powstało tylko „dobre rozejmowanie” zamiast „złe świętowanie”. Zaobedowali się po wychowaniu, a Martka zanurzała się w swojej izdebce i narażała rzadziej na męża mamki. On też nie zbliżał się z niej.
Kiedy Justyńce zaczęło się nić w brzuchu i męczyć głowa, wszyscy miks cieszyli się – ciąża! Marta marzyła o braciszkowi, a Malin o synie. Ale wydarzyło się groźne, nie nowy życio zwinięł się, ale choroba przewleźniła złym kamieniem w głowie młodej kobiety. Martka zaczęła być osierocona w 11. Długa droga do domu osiówkowego.
Ona jeszcze nie zdawała sobie sprawy z losu, rzuconą przez ciężkie żal, usłyszała, jak trąci na kuchni panny Anny, córki teraz marnionego ukochanego – tyn Wiesław i wyraża się przed Malinem, jakby się tłumaczyła: -Dałam by jej zaraz do siebie, bo Juska to moja czerwona siostra, nie nie znane. Ale my z Anną biegniemy razem dom z kuratu, w lipie znowu gaj漻y. Nie pociągnę. A więcej nas z rodziną nie ma.
Martka nie chciała podsłuchiwać, ale tak się stało, a z ploty zrozumiała, że przychodzili z Inspekcji Opiekuńczej, że „muszą ją przeniesć do osiówki”, że w domu, bigi, dlatego Malin spytał, żeby było kilka dni, aż znajdzie rodzinę Justuśki. I przez to rozchodzili się.
– Martko, musimy pogadać – zaczął rano Malin, ale powiesił język.
– Tak, nie bojdź, mów, wiem, że mam w siatkę iść.
-O inaczej. Jeśli mogłabyś, chciłbym zająć się opieką nad tobą, bo my z mamy byliśmy malini, jak mówią, można by spróbować, ale jeśli sama chcesz. Wiem, że tyn staramy się zbyt źle, ale nie mogę cię wyłożyć. NIE MOGĘ. Chyba, spróbujmy. Zacznijmy nasz życio.
Dzieci znały mało, że dorosły mężczyzna może płakać. Szczególnie Malin. Na pogrzebie nie śnił, wcale pozabawiony. Ale tu… Podeszła, objęła i pocieszała jak dziecko Malina.
Wszystko im wyszło. Kto kogo wspierał w pierwszych pół roku, to pytanie, ale czas cicho pomaga. Nauczyli się prowadzić dom, doszły się gotować dobre potrawy. Nauczyli się mówić z siebie.
Prawdziwi Malin był przemilczany, ale Martka się przyzwyczaiła. Poza wdzięczności, zaczęła posiadać szacunek ku Malinowi. Tyn性强y był wrodzony. Nie raz starał się jej bronić, próbował ją wielkimi rzeczami. Tyny Extension po roboty, tyny dwa bilety na premierę filmu dla Ani i niej.
Czasem wpadała ciotka – pomóc, doradzić, rozbroić. Często ze snadkami Anna. Żal ulgała. Zaczęli żyć. Malin pojawiał się na naradach w szkole, zachowywał część pensji do wspólnego miks, nie pytał, skąd kasata. Marta starała się nie zawsyżać. Ale nigdy nie nazywała Malina tatusiem, ani za twarz, ani za plecy, znała, że dla niego ona bezdomnica.
Nie sama zrozumiała, ale zdarzyły się „dobre ludzie” – pouczyły „sierotkę”, żałując tak bardzo.
Gdy jej przyszło 14, Malin znowu się zebrał na ciężki dla obojga rozmowę. Tym razem, pytał jej przejściowej myśli o nowy ślub. W pracy ujawniono ukryte relacje z kobietą, i jeszcze… będzie dzieciątko.
– Z ochotą tam zamieszkałbym, ale ty jeszcze nie możesz się obyć sama. I Inspekcja przyjedzie. A nie mogąśmy tam razem – mało miejsca. Ona tylko izdelek w biurowym dworcu. Ale jeśli wprowadzę jej tutaj, co myślisz – zdamy egzamin?
Widzialy się. Ewa szła po domu jak szlachetna kaczka, nią opiekowała się pierwszą ciążą, Malin się zabawiał, a Martka próbowała łopatować wrogie sztachty. Z Martą nie przyszła faza nastoletnia, chyba od razu się dorosła po utracie mamusi. A Ewa…
Martka wiele tłumaczył, że Ewa z cioci. Nie mówiła Malinowi, jak osuwa się uśmiech kobiety, kiedy on zamykaj się drzwi. Jakbym pokazywała, że teraz w domu хозяйka to Ewa, a Marta to nic. To „nic” to blady pomyłka, głupota Malina, stale przeszkadza jej w domu.
Zrozumiała, że Martka nic nie powie, to już nie tylko widziałem, ale mówiła Ewa. Żeniła się na inne sieroty.
Znowu pomogła stara taktika. Mniej się jawić. Malin długo był w ciemności, ale gdy urodził się syn Ewy i Malina – Ludymir, zaczął zgadywać, że Martce jest ciężko. Ewa zaczęła piekać Malina, że bezdomni miks przeszkadza. Czemu, że kilka metrów kwadratowych zajmuje? Wyplacimy jej część z dorosłości, i niech żyje własnym życio. Ewa mówiła. A teraz, państwo powinno się stać, nie my.
Malin miał trudność z sprzeciwem, zawsze byl milczkiem. Ale Ewę przekonać było niemożliwe. Jednak znalazł łatwiejszy arument – zacisnął pięść na stole i zakazał. Cicho.
A Martkę zaprosił niedzielę odwiedzić Justynę. Przygotowali się, pomalowali ogrod, przesadzili róże. Siedzieli w milczeniu, i znowu jakby się zbliżyli, jak w pierwszych miesiącach, co były zapełnione łzama.
-Nic, Martwo, wyjdzie. Tego sobie wytrzyj. Czy Ludymir pójdzie do zaróweczki, Ewa zadomaga się, nie będzie czasu na głupstwa.
Ale Ewa zaczynyła działać od innych końca. W imię słabego odporności Ludymira zabroniła, żeby Ania przychodziła. Wiedziała dawno już, żeby rodzice Ani nie mieszały się do domu. Ewa wzięła w ręce finanse. Martka nie miała już dostępu do wspólnych pieniędzy. Należało pytać Ewę nawet o najpotrzebniejsze, o czym dziewczynki obawy mówić.
Nie narzekała Malinowi, nie chciała, żeby mieli sprzeczki. Widziała, jak Malin się ucieszy, jak znów zasłania oczyma. Widziała, jak kocha syna.
Jednak raz Malin przypadkiem rozkrył, że Martka nie je w szkole. Uczyła się w klasie szóstej, często pozostała z dodatkowych zajęć, grała w strzelankach. Często był głodny przez cały photoc. Więcej pieniędzy do przestrzegania nie miał, skoro Monety wyjęto z pudełka do Ewina kieszeni. Czyli teraz była karta.
Napędziła na Malina nauczycielka Martki.
-Wy, Malinie Przemko, pogadajcie z Martką. Moda moda, ale już wygląda jak cień! Skoro w omioty wpadnie, to za pozornym. A odpowiedz komuż? Znowu szkoła – znowu niedogład. Zmęczyłyśmy się już z ich diety!
Kiedy Malin z trudem zrozumiał, że nie pomógł, że ufał Ewie, to męczył się i诽ował Martkę, że milczała.
-Zatem, córko, głupek jestem. A ty czemu milczysz? Ty wiesz – masz już swoją karteczkę. Ja składam tam wszystkie opiekuńcze, i wypłaty też. Ale znać, nie będziemy ich dotykać. Sam wiesz, szkolnictwo, i wesele. Ja tylko cię otworzy kase, i będę składam z pensji. Dobrze?
Martka właściwie nie słuchała go o pieniądzach, o karcie. Uderzał w głowę – CÓRKO. Czy to, może ona naprawdę nie jest biedziałką najcoś, że się z nią jest źle. Nie z Ewą, ani z Ludymirem, tylko z nią?
O, i strasznie Ewa rozszalała, gdy zrozumiała, że pieniądze nie płyną tak, jak antes. Zaczęła đòiwać „wspólny budżet” z opiekuńczych, to demonstracyjnie delikować, że pieniądze w tubę przelatują. Jak nie oszczędzi, to wakacyjne kasatki nie zasięgną. Ale jak inaczej, jeśli tyn sieroty ubrać, obleczyć i spolumnić trza. A teraz jeszcze jej oddzielny kasat?
-Wakacje dojedziemy, problemów nie będzie…
-Już wakacje? Ja bym chciała kładzi!
Takimi awanturami przeszły kolejne lata. Ewa próbowała podciąć Martkę, Malin stanowił mur ochrony. Martka cierpiała, wiedząc, że jest powodem sporów.
Jedno pocieszało – one z Anną marzyły o ukończeniu szkoły, znaleźć pracę i wynająć pokoik. Tyn Ani całkiem „zabrakło zmysłów”, spowiedział się w beczki na tygodnie, zaczął zabierać rzeczy. I niejasno było, kto z dziewczyn miał gorzej niż druga.
Ale marzeniom nie doczekać. Anna poślubiła zamieszkanego po promie, nie mogła już mieszkać z rodzicami. U Martki zmieniły się wzory – zdobyć się na uczelnię z rektorem w rękach uczuła się już cel. Malin choć nie wspierał tego pomysłu, ale rozumiał, że Martce trudno. Obliczał odmiany, jak obyć się hipoteką, ale Ewa顽强, domagała się pieniędzy.
-Co jej z tego mieszkania? Wszystko ma gotowe!
Rozwiązanie przyszło niespodziewanie. Malinowi przypadła fajna lux w sąsiednim województwie. Tam był w końcu, w lokale usług, gdzie Martka w tajnie marzyła o studiach, ale uważyła, że za drogo, a na specjalizację podzielano się bez pieniędzy. Nic więcej, jak tu było w gospodarce.
Malin przekazał swoje dziedzictwo w całości Martce, razem z kontem, gdzie gromadzili się pieniądze wystarczające na całe lata nauki. Jadł sam – pomóc z rekrutacją, z przygotowaniem. Tak, naprawdę chciał pomóc, ale był kolejny przyczyną. Ewa napadała, gdy узнаła, że dziedzictwo „uciekło jej”. A on nie mógł już znieść kłótni. Dzień odpoczynku od żony był podwójnie cenny.
Zbędował wszystkich sąsiadów w windzie, skoro apartamentów było niewiele. Mała建华 amerykanek w spokojnym bloku. Poprosił, żeby „nie dręczyli siostry, baczyć”. I to Malin, który nawet w sklepie szedł, żeby nie rozmawiać z kasjerami!
-Povio获利łeś z tatem, dziecię – mówili sąsiedzkie, widząc Martę na dziedzińcu.
-Właśnie, babusiu – zgadzała się Marta.
Na każdej ceremonii małżeńskiej, są tajemnice, co trudno trzymać łzy w tuzin. W czasie ceremonii Martki tym była taniec taty i córki.
Malin faktycznie wstrzykął strach przystępu do wnioskowania w ten dzień. Żona nie chciała stawiać się, dopóki nie pojedzie tata. Ale auto zaparło się między miastami. Nowy bajer, podarunek ślubny. Nie zgrabne na taki drogowskaz. Ale uszykowali.
I wszystko w żyłku ten niemówiący mężczyzna.
Na karcie walor urzędnia. Na ceremonii pewny tata i córka.
Malin nawet, że powinien teraz zawiązać rodzinę, po prostu nie zdąży.

Rate article
Fajna Tajna
Obcy Maluch w Życiu Fiodora