**Domek Letniskowy**
Rok temu Kowalscy kupili domek letniskowy. Gdy Piotr przekroczył pięćlatkę, ogarnęła go nostalgia za drugim domem. Wspominał wiejskie dzieciństwo, rodzinny ogród i grządki warzywne.
Chatka, choć skromna, była zadbana. Piotr pomalował drewnianą altanę, naprawił płot i wymienił furtkę.
Ziemi starczyło na kartofle i trochę warzyw, ale sadek pozostawał wiele do życzenia kilka drzew i tylko malinowe krzaczki w kącie.
Nie martw się, kochanie, z czasem wszystko urządzymy mówił Piotr, zabierając się do pracy.
Ewa krzątała się między grządkami, aprobując plany męża.
Z jednej strony sąsiedzi byli mili, choć rzadko zaglądali, dbali o swoją działkę. Ale po drugiej stronie panował kompletny chaos. Płot się pochylał, a wszystko zarastało wysoką trawą.
Ta trawa stała się utrapieniem Kowalskich przez całe lato.
Piotr, to już nie do znalezienia, ta trawa zarasta nasz ogród, zaraz nas całkiem zaleje!
Piotr chwytał wówczas motykę i zaciekle walczył z chwastami. Ale te zdawały się niewyczerpane, wciąż odnowały.
Ewa, popatrz tylko, ich grusie będą w tym roku wyśmienite mówi Piotr, spoglądając na zaniedbany sad sąsiedni.
A ta morena to prawdziwy skarb dodawała Ewa, wskazując drzewo, które obiecywało bogate zbiory. Niektóre gałęzie sięgały nawet ich ogrodu.
Chciałbym choć raz zobaczyć tych właścicieli westchnął Piotr. Może przyjadą chociaż po zbiory.
Wiosną Piotr nie wytrzymał i podlał sąsiednie drzewa wężem szkoda by było, gdyby uschły w upale.
Ale teraz ta nieubłagana trawa nie dawała im spokoju.
Mogliby chociaż raz skosić tę trawę przez lato narzekała Ewa.
Następnym razem, gdy przyjechali, Kowalscy zachwycił się morenami. W tej okolicy nikogo to nie dziwiło, wielu tu je uprawiało, ale na opuszczonej działce?
Nie, skoszę ich trawę oświadł Piotr. Nie mogę patrzeć, jak to miejsce dusi się w chwastach.
Spójrz, Piotr powiedziała Ewa, wskazując gałęzie uginające się pod ciężarem moren, które zwisały nad ich ogrodem.
Piotr przyniósł drabinkę. Zbierzmy przynajmniej te, zanim zgniją, nikt się tu nie pojawia.
To jednak cudze zauważyła Ewa ostrożnie.
I tak by się zmarnowały odparł i zaczął zbierać najdojrzalsze owoce.
To chodźmy zerwać maliny dla wnuków zaproponowała Ewa. Skosiłeś trawę, to uczciwa wymiana za pracę.
Wygląda na to, że moglibyśmy zebrać wszystko, nikt się tym miejscem nie interesuje, przylega do naszej działki jak sierota, o którą nikt nie dba.
(Inspirowane twórczenie artysty Jan Kowalskiego)
W pracy, podczas przerwy, Piotr przyłączył się do rozmowy kolegów. Kierowcy-dostawcy dzielili się życiowymi historiami.
Ktoś mi wchodzi do ogrodu, gdy tylko odwrócę się plecami, już dwa razy otrząsnęli mi drzewa skarżył się Jan Nowak, który zbliżał się do emerytury.
Słysząc to, Piotr poczuł, jak pot ścieka mu po czole. Przypomniał sobie, jak niedawno z Ewą zbierali moreny, a grusze też obiecywały dobre zbiory.
Gdzie masz tę działkę? odważył się zapytać Piotr, bojąc się odpowiedzi.
W ogrodach działkowych przy ulicy Lipowej.
Ach westchnął Piotr. Nasza jest wyżej.
U was zawsze dojrzewa trochę wcześniej przyznał Jan. U nas wszystko później, ale i tak przychodzą i rabują, nawet wykopali kilka sadzonek ziemniaków, aż mam ochotę zastawić pułapkę.
Pułapka to kłopoty odezwał się jeden z mężczyzn. Skończysz w więzieniu.
A kradzież to wolno? oburzył się Jan.
Wracając do domu, Piotra ogarnęły wspomnienia tamtego dnia, gdy zbierali u sąsiadów. Nawet jeśli to nie była działka kolegi, gryzły go wyrzuty sumienia.
Jako dziecko było inaczej. Zdarzało mu się biegać po cudzych ogrodach, ale tylko dla zabawy, kilka razy.
Tu jednak chodziło o sąsiadów, których część moren zebrali. I wciąż myśleli o gruszkach.
Oczywiście, Piotr posadził młode drzewka, które z czasem urosną. Ale ta morena sąsiadów szkoda byłoby ją zmarnować.
Nikt nie przyjedzie próbowała go uspokoić Ewa. Jeśli nie byli przez cały rok, to i teraz nie przyjadą.
Ale czuję się jak złodziej męczył się Piotr.
Chcesz, żebym wyrzuciła moreny? spytała żona. Właściwie, już połowę dałam dzieciom dodała, szukając usprawiedliwienia.
Zostaw, już za późno.
Tak Kowalscy spędzili lato, pielęgnując sąsiednią działkę, walcząc z chwastami. Obserwowali grusze, mając nadzieję, że pojawią się prawowici właściciele.
Ale gdy owoce w końcu spadły na ziemię, Ewa zebrała kilka w fartuch.
Jesienią, uporządkowawszy swoją działkę, rzucili ostatnie spojrzenie na sąsiednią. Nawet płot wyglądał żałośnie, jakby prosił o naprawę pochylonych desek.
Przy furtce leżały resztki tymczasowej budowli zgniłe drewno, potłuczone szkło, strzępy tkanin ale nawet wśród tych śmieci kilka późnych kwiatów próbowało wyrosnąć.
__________
Tej zimy, wspominając letnie dni, Piotr czuł słodką nostalgię za domkiem letniskowym.
Gdy nadeszła wiosna i pierwsze źdźbła trawy, Kowalscy znów przyjechali.
Myślisz, że w tym roku właściciele wrócą? spytała Ewa, patrząc na opuszczoną działkę.
Piotr westchnął z żalem. Biedny ogród, i te drzewa, co za marnotrawstwo
Gdy nadszedł czas przekopania ziemi, Piotr wynajął traktorzystę.
Cały czas nie mógł się powstrzymać, by nie zerkać na sąsiednią działkę. Z Ewą już usunęli wysokie chwasty, by nie rozrastały się dalej, ale i tę ziemię warto byłoby przekopać
Słuchaj, stary, a może byśmy przekopali też tamtą działkę, ja zapłacę zaproponował Piotr.
Ale Piotr, co ty robisz? spytała Ewa



