– O, nie spodziewaliśmy się takiego gościa! – krzyknął Dariusz Kowalski. – Możesz się zaraz wynosić! – Tato, o co ci chodzi?

A niech cię, nieproszony gość! krzyknął Dominik Kowalski. Możesz się zaraz stąd wynosić! Tato, o co ci chodzi?

Tato, o co ci chodzi? zdziwił się Adam. Dwadzieścia lat mnie nie było, a witacie mnie tak?

Gdybym miał siły, przywitałbym cię pasem! Dominik chwycił się za pasek. Ale nic straconego! Zaraz to naprawimy!

Hej, spokojnie! Adam cofnął się. Nie mam pięciu lat, mogę ci odpowiedzieć!

A widzisz, jaka z ciebie natura! warknął Dominik, nie puszczając paska. Słabych gnębisz, przed silnymi uciekasz, dobrych oszukujesz, a złym służysz!

O co ci właściwie chodzi? I o co mnie oskarżasz? Adam wzruszył ramionami. Jeśli nawet zawiniłem, to dwadzieścia lat temu! Powinniście już zapomnieć!

Łatwo mówić, gdy to ty zawiniłeś! Oczywiście, chcesz, żeby ci wybaczyli! Ale ja ci nie wybaczę! oświadczył Dominik.

A właściwie o co mam być winny? W szkole cały czas myślałem, czemu rodzice uznali mnie za zdrajcę i zakazali wracać! Na moje listy nigdy nie odpowiedzieliście! A pisałem!

A ty naprawdę nie wiesz? zaśmiał się szyderczo Dominik.

Adam wyglądał na kompletnie zbitego z tropu i chciał dopytać, ale na hałas kłótni wyszła matka.

O, nie! krzyknęła Marianna Kowalska. Przyniósł cię diabeł! Wyrzuć go, Dominiku, za drzwi! Wstyd na nasze siwe włosy!

Zaskoczenie Adama było tak wielkie, że zdrętwiał jak słup soli. A matka dodała:

Dałby Bóg siły, to bym cię pogoniła miotłą! Wszystkie siły bym na to położyła! Ale widzę, że Bóg sam cię już naznaczył! Wskazała na sińca pod okiem Adama.

Ktoś ci porządnie przyłożył! uśmiechnął się Dominik. Chętnie bym mu rękę uścisnął!

Rodzice, co z wami? wykrzyknął Adam. Zupełnie wam odbiło? Dwadzieścia lat mnie nie było! Skąd takie przyjęcie?

Kto ci tak urządził twarz? spytał Dominik. Zaraz cię wyprosimy, a jemu podziękujemy przy okazji!

Skąd mam wiedzieć? wściekł się Adam. Jechałem autobusem do domu! A tu sąsiad Piotrek mnie rozpoznał! Rzucił się witać!

A jak autobus stanął na przystanku, podbiegł jakiś młokos, walnął mnie w oko, splunął i uciekł! A jak się ocknąłem, już go nie było!

Nieznany bohater! zaśmiał się Dominik. Trzeba będzie zapytać Piotrka, kto ci przyłożył!

Tato, tylko to cię interesuje? krzyknął Adam. Czyli to, że mnie dwadzieścia lat nie było, nie ma znaczenia?

A po co tu zdrajcy jesteś potrzebny? odparła Marianna.

Z czego niby jestem zdrajcą?

Bo jesteś! krzyknął ktoś trzeci z głębi kuchni.

A to kto taki odważny? wściekł się Adam.

Z cienia wyłoniła się postać.

To ten dureń mi przywalił! wskazał Adam na młodego chłopaka.

Brawo, wnuku! uśmiechnął się Dominik. Nie przegapiłeś okazji!

Jakiego do cholery wnuka? odskoczył Adam.

Ano takiego! Marianna zasłoniła chłopaka. Twój syn! Porzucony!

Nie mam syna! odparł emocjonalnie Adam. I nigdy nie miałem! Gdyby był, wiedziałbym!

A ty przypomnij sobie, dlaczego dwadzieścia lat temu uciekłeś ze wsi! powiedział z bólem w głosie Dominik.

***

Adam nie nazywał swojego wyjazdu ze wsi dwadzieścia lat temu ucieczką. Wyjazd był zaplanowany. Po prostu wyjechał trochę wcześniej. I były ku temu powody.

Miał daleko, prawie przez cały kraj. Jeździł się uczyć. A wcześniej wyjechał, żeby nie tylko się urządzić, ale i znaleźć pracę na czas studiów.

Stypendium było, ale raczej nie starczyłoby na wygodne życie. A prosić rodziców o pomoc było wstyd. Bo pieniędzy nie mieli, tylko jedzenie. A jak je przesłać?

Ale był i drugi powód. Na wsi zaczęła się dziwna aktywność. Gdyby został jeszcze dwa tygodnie, mógłby w ogóle nie wyjechać. Narzeczone się rzucały. Właśnie przed nimi wolał uciec.

Na pytanie: Dlaczego? odpowiedź była prosta:

Chcę związać życie z morzem! A zostawiać żonę w domu, gdy ja będę na rejsach to nie w moim stylu. Nie chcę rogów hodować!

A morze pojawiło się w jego życie przypadkiem.

Po szkole poszedł do wojska, żeby oddać dług ojczyźnie. Wysłali go na flotę. Rok służby wystarczył, by zrozumiał, że ziemia to nie jego miejsce!

Gdy wrócił, miał już skierowanie do szkoły morskiej. Jak się nauczy, zostanie mechanikiem okrętowym.

Ale przed studiami postanowił się wyszumieć.

Jak chłopaki po wojsku się bawią, nie trzeba opowiadać. Hamulcem jest tylko utrata przytomności. Reszta czasu to ciągłe wyczyny.

Adam, gdy już trochę pojął, co się dzieje, przyglądał się takim zabawom.

Przychodzi z wojska dumny jak paw, chce świat przewrócić. A potem obrączka na palec, i łańcuch odpowiedzialności żona, dzieci, gospodarstwo.

I z pawia robi się kura domowa.

Adam nie chciał takiego życia. I choć się bawił, zawsze pilnował portek. Aż do przesady przed wyjściem przewiązywał się drutem.

Tak, były pewne niewygody. Ale lepiej się pomęczyć, niż całe życie cierpieć!

A jego osoba zyskała popularność wśród wiejskich panien. Młody, perspektywiczny, z planem na życie. I co najważniejsze nie był widziany w żadnych podejrzanych sytuacjach.

Samego Adama atakowano z każdej strony. Zapraszano, częstowano, obiecywano czułość. A do rodziców wysyłano delegacje, żeby przez nich wymusić małżeństwo.

Adam popatrzył na to i zrozumiał albo go złamią, albo rodziców przekonają. Więc wyjechał półtora miesiąca wcześniej.

Jak to mówią strzeżonego Pan Bóg strzeże!

Na miejscu się urządził, znalazł pracę w porcie, wynajął łóżko w akademiku, złożył papiery. Napisał do rodziców, że dotarł, że wszystko w porządku.

A w odpowiedzi dostał gniewny list, gdzie nic nie wyjaśniano, tylko nazywano

Rate article
Fajna Tajna
– O, nie spodziewaliśmy się takiego gościa! – krzyknął Dariusz Kowalski. – Możesz się zaraz wynosić! – Tato, o co ci chodzi?