„O kotach, mężczyznach i tulipanach…”
– Wyobraźcie sobie, na zewnątrz leje! – powiedziała Kinga, stojąc przy oknie w biurze.
– Wiosna, czemu się dziwisz? – odparła praktyczna Aneta.
– No tak, dziś pierwszy marzec. Zima już do niczego. Jedyna radość to Nowy Rok.
– Marzec bywa zdradliwy – wtrąciła najstarsza z kobiet, czterdziestopięcioletnia Beata. – Może jeszcze śnieg spaść, a mróz dać się we znaki.
– Rano, zanim do auta doszłam, wywróciłam się. Takiego siniaka na udzie nabiłam, że koszmar. Do dziś boli. Chcecie zobaczyć? – Kinga odwróciła się od okna.
– Nie trzeba! – chórem odpowiedziały koleżanki.
– A nasza Krysia jakoś tej wiośnie nie cieszy się. Patrzcie, jak pracuje, jakby cały świat na jej barkach spoczywał.
– Kinga, daj jej spokój – upomniała ją Beata.
– No dobra, dobra. Co za tragedia. Mnie też trzech porzuciło, a żyję.
Kinga złapała karcące spojrzenie Beaty i odeszła od okna.
– No ale mówię poważnie. Chłopak ją rzucił. Nie umarł, nie przepadł. Żyje, ma się dobrze, trzeba się cieszyć – nie ustępowała Kinga.
Krysia wstała od biurka i wyszła. Minęły miesiące, a ona wciąż nie potrafiła o nim zapomnieć, pogodzić się z tym.
Kiedyś myślała, że ma czas. Uczyła się, nie myślała o związkach. W końcu chłopaków na świecie nie brakuje. Lecz lata mijały, przyjaciółki wychodziły za mąż, rozwodziły się, znów wychodziły, a u Krysi nic poważnego się nie zadziało.
Gdy poznała Marka, sądziła, że to to – prawdziwe uczucie, ideał, o którym marzyła. Zakochała się tak, że bez niego nie widziała życia. I jaka była szczęśliwa, gdy się oświadczył! Złożyli papiery w urzędzie, planując ślub przed samym Sylwestrem, by choinka w tle migotała na zdjęciach. Już nawet suknię wybrała.
Aż w grudniu Marek nagle zniknął. Nie odbierał telefonów. Gdy wrócił, był zmieszany i winny. Zebrał się w sobie i wyznał: dwa i pół roku temu, zanim poznał Krysie, miał krótki romans. Może coś tam obiecywał… Nie pamięta. Potem spotkał Krysie i tamtą dziewczynę zostawił w przeszłości. A teraz ta kobieta zadzwoniła: ma półtorarocznego syna.
– Wygląda dokładnie jak ja – Marek przeczesał dłonią włosy. – Zobaczyłem go i wszystko we mnie się zmieniło. Nie że ją kocham, ale dziecko… To zupełnie inny świat. Przepraszam, to moja wina. Nie wiedziałem…
Z początku Krysia nie walczyła. Chciała wierzyć, że miłość wszystko pokona. Lecz potem zrozumiała: to nie tylko o dziecko chodzi. Mężczyzny nie zatrzymasz dzieckiem – jeśli jego uczucia do tamtej nie wygasły, nic nie pomoże.
Dwa lata szczęścia, wspólnych planów, marzeń o przyszłości… A przeszłość wróciła i upodmiotowała go na nowo. Krysia wiedziała, że nigdy nie pogodzi się z tą sytuacją. Nawet jeśli Marek wybierze ją, to na jak długo? Przeszłość będzie wciąż do nich wracać, domagać się uwagi, pieniędzy, prezentów dla dziecka…
Więc go puściła. Ale co z nią? Jak żyć dalej? Wszystkie marzenia legły w gruzach, a na ruinach nie zbudujesz nowego szczęścia. I jak teraz zaufać jakiemukolwiek mężczyźnie? Wszyscy wydają się kłamcami i zdrajcami.
W pracy zagłuszała myśli, ale nocą wspomnienia wracały.
Nieważne, jak bardzo się kobieta uniezależnia – bez miłości i rodziny trudno o szczęście. Kariera nie zastąpi rodziny. Sens życia to zostawić po sobie kogoś – dobrze wychowanego, z kochanym ojcem u boku. A Marek już to zrobił… z kimś innym. Dla Krysi nie ma miejsca.
Dlaczego jej nie wychodzi? Trzydzieści dwa lata, a nie zamężna, nigdy nawet nie mieszkała z mężczyzną na stałe.
Kinga jest w drugim związku. Beata od lat w szczęśliwym małżeństwie, syn studiuje. Nawet pulchna Aneta rok temu wyszła za mąż. Tylko Krysia wciąż sama.
Próbowały ją swatać, ale bez efektów. Jeden – porządny, ale nie budził uczuć. Drugi szukał przelotnego romansu. Trzeci wciąż miał żonę…
A tu jeszcze ten wiosenny świąteczny dzień. Dlaczego tyle szumu wokół kwiatów i prezentów? Kwiaty można dawać zawsze, nie tylko od święta. Dobrze chociaż, że nie będzie trzeba iść do pracy, spotykać tych dumnie niosących bukiety mężczyzn, żon szykujących obiad…
Mąż wraca z mimozą, żona stara się, gotuje, stroi, a potem znużona patrzy, jak tulipany w cieple rozkwitają i więdną – tak jak jej loki, ułożone z rana. Mąż je mięso popijając wódką, syn zaś zamyka się w pokoju przed komputerem.
A Krysia zazdrości nawet takiego szczęścia. Chciałaby choć to. Rodzinę przy stole, skromny bukiet w ten jeden dzień roku…
Spojrzała w lustro. Nie jest brzydka, ma wszystko, czego potrzeba. Dlaczego więc nie ma szczęścia? Mówią, że zbyt wybredna. Ale młodość minęła – nie ma już tej naiwnej wiary, że z ukochanym i w szałasie raj.
W trzydzieści dwa nie chce się zaczynać od zera. A mężczyzna po trzydziestce to już nie chłopiec. Jeśli nic sobą nie reprezentuje, jak ma być głową rodziny?
Otworzyła kran, przytuliła mokre dłonie do policzków. Złość opadła. Otarła twarz, poprawiła włosy. W końcu trzydzieści dwa to nie pięćdziesiąt, prawda?
Gdy wróciła do biura, koleżanki umilkły. „Pewnie o mnie plotkują”. Usiadła i zabrała się do pracy.
– Krysiu, siódmego zbieramy się na ciastko, kawę. Zrzutka po pięćdziesiąt złotych. Książkowi też dołączą. Będziesz?
Krysia pomyślała, że znów rozmowy będą tylko o mężach i prezentach.
– Obiecałam mamie, że przyjadę – skłamała.
Nie miała zamiaru jechać. Ojciec nie żył od czterech lat, a matka miała nowego partnera.
– Mówiłam – triumfująco oznajmiła Kinga.
– Dziewczyny, do pracy – zakończyła temat Beata.
Siódmego rano biuro tętniło przygotowaniami. Kobiety przyszły odświętnie ubrane, krzątały się, kroiły, ustawiały jedzenie na stole. Zapachy kręciły w głowie.
– Krysiu, idDzięki kotu i spotkaniu z jego właścicielem Krysia poczuła, że życie może jeszcze przynieść niespodzianki – i że czasem szczęście przychodzi zupełnie nieoczekiwanie, czekając tylko, by je zauważyć.



