Noworoczny Przypadek

PRZYGODA W SYLWESTRA. Powiem Ci szczerze, Martyna wcale nie chciała wracać dziś do pustego mieszkania. W pracy trzydziestego pierwszego grudnia wyczuwało się już święto dzień był krótki, a wszystkie koleżanki, jedna po drugiej, zbierały się do rodzin, dzieci, mężów i do sałatki jarzynowej. Rozpromienione, z wypiekami na twarzy, objuczone reklamówkami pełnymi mandarynek i butelkami szampana każda dostała jedną od szefa, pana Mariana.

A Martynę nikt w domu nie czekał. Nawet o sałatce jarzynowej nie mogło być mowy, bo dla kogo by ją robiła? Popatrzyła jeszcze tylko na kupkę mandarynek zapakowanych w przezroczystą siatkę leżących na jej biurku i tylko westchnęła.

No dobrze, tu nie ma co siedzieć. Martyna zabrała się za raport. Za chwilę wpadł pan Marian, szef całego biura i jedyny facet w zespole, jeszcze w czapce i niedopiętym kożuchu.

O, a Ty jeszcze tu? Ja prezentu dla żony zapomniałem, wyobrażasz sobie? rzucił i już znikał za drzwiami swojego gabinetu.

Po pięciu minutach znów wrócił.
No i co tak sama tu siedzisz? Czemu do domu nie lecisz?

Panie Marianie, w domu i tak jestem sama. Martyna wzruszyła ramionami.

Szef zdębiał na chwilę, zaraz podszedł bliżej i usiadł przy jej biurku. Popatrzył na nią uważnie, trochę za długo.
Oj, Martyno. Przestań, przecież mamy dzisiaj Sylwestra! Z takim wyrazem twarzy to długo będziesz sama. Kobieta powinna się uśmiechać! Święto jest, baw się! Dobra, dobra zaczął zbierać jej papiery do jednej kupki. Puściłem je wszystkie do domów, a Ty co wyprawiasz.

Panie Marianie, nie przejmuj się, ja zaraz pójdę. Niech Pan leci do żony, a ja tu jeszcze ogarnę i zamknę biuro.

Na pewno? spojrzał na nią podejrzliwie.

Na pewno!

No to uciekam. Szczęśliwego Nowego Roku!

Martyna raz jeszcze westchnęła. Rzeczywiście, głupio tak siedzieć w biurze w Sylwestra. Czas się zebrać.

Może zamówię pizzę? przemknęło jej przez głowę. Ciekawe, czy pizzerie jeszcze działają?

Pierwsza nie odebrała telefonu wcale. Druga dziewczyna wesoło pożyczyła jej szczęśliwego Nowego Roku, ale dodała, że robią tylko do szóstej. Martyna zerknęła na zegarek już po osiemnastej. Wykręciła jeszcze jeden numer, myśląc, że spróbuje ostatni raz. I jakimś cudem zamówienie przyjęli!

Zebrała papiery, narzuciła kurtkę, chwyciła siatkę z mandarynkami i szampanem od szefa i wreszcie wyszła.

I powiem Ci, zaraz na zewnątrz poczuła ten klimat lekki mróz lekko szczypał w policzki, śnieg pod stopami chrupał, a wszędzie mrugały światełka, światła latarni odbijały się w śniegu. Ludzie gnali po sklepach, obstawieni siatkami i prezentami. Nawet sklepy spożywcze jeszcze były otwarte, dla tych, co wszystko zostawili na ostatnią chwilę. Martyna poczuła, że nagle radość powoli ją ogarnia.

Co ja się tak zamartwiam? zganiła się w myślach i weszła zdecydowanie do ciepłego supermarketu.

Nim się obejrzała, już rozpakowywała zakupy w kuchni.
Mam nadzieję, że zdążę z tą ziemniaczaną.

Podłączyła nową lampki na oknie, rozświetlając pokój kolorową spiralą, zrobiła kilka kroków tanecznych i zabrała się za przygotowanie wieczoru tylko dla siebie.

A co! Dla siebie też warto się postarać. pomyślała.

Gdy ziemniaki do sałatki stygnęły za oknem na balkonie, już na stole pojawiły się kanapki z łososiem i kawiorową pastą, a obok na dużym półmisku wylądowały cienko pokrojone wędliny kupione tuż przed zamknięciem. Kawałki sera, świeży ananas, miska z mandarynkami od szefa.

Po pół godzinie była już gotowa jarzynowa, w piekarniku dochodziły pieczone udka, a Martyna wystawiła na środek pokój niski stolik, przykryła koronkową serwetą i zaczęła nosić talerze. Nawet kieliszki i szklankę na sok ustawiła i odsunęła się krytycznie, jakby szykowała przyjęcie dla gości.

O wpół do dwunastej sięgnęła po szampana i wtedy zadzwonił domofon.

Zamawiała pani pizzę? usłyszała pewny męski głos.

O matko, przecież zapomniałam!

Tak, proszę wejść! Otworzyła drzwi i za chwilę zobaczyła młodego, przystojnego faceta z kartonem.

Ile płacę? spytała.

Nic nie płacisz. To w ramach prezentu.

Uśmiechał się tak szczerze, że aż trudno było nie odwzajemnić.

Ale jak to? Przecież stracisz na tym

Nic mi nie potrącą, spokojnie. To za taką późną dostawę, serio. Bierz pizzę, nie marudź.

Martyna w ręku ciągle trzymała szampana, nawet nie otwartego.

To potrzymaj pan szampana, a ja pizzę zaniosę do kuchni, oki? Uśmiechnęła się do niego, wręczając mu butelkę.

Ale pani nie wygląda na dostawcę rzuciła wesoło, wracając.

Bo nie jestem dostawcą przyznał z uśmiechem. Jestem właścicielem pizzerii. Całą ekipę rozesłałem do domów wcześniej, przecież to Sylwester. A potem widzę Twoje zamówienie zostało. No to sam pojechałem. Przecież mnie nikt nie czeka, a pizzę owszem. Choć, przyznam, trochę się spóźniłem.

Zostało dziesięć minut! Martyna aż pisnęła. Otwieraj szampana! Musimy się pożegnać ze starym rokiem!

Proszę bardzo. Są kieliszki?

Gdy Martyna ruszyła po kieliszki, rozległ się głośny strzał korka.

Za stary rok!

Za stary!

Lekko przybili sobie kieliszki i wypili musujące napoje za jednym zamachem.

Aj, co my zrobiliśmy!

Co tam? facet się zmartwił.

Przecież wypiłeś szampana, a jesteś autem! Martyna aż się wystraszyła.

Eeee, racja… ale szeroko się uśmiechnął. I jak ja teraz wrócę?

Nie wrócisz, przynajmniej nie zaraz!

I taxi nigdzie nie złapiesz

No właśnie! powtórzył i już się śmiał razem z nią.

Wiesz co? Zdejmuj szybko buty i wchodź dalej! Jeszcze Nowy Rok w przedpokoju przywitamy!

Ale tu miło i domowo rozejrzał się, stawiając butelkę.

Nalewaj, prezydent już kończy przemówienie!

No to zdrowie em, przepraszam nie przedstawiłem się.

Martyna. Wyciągnęła rękę.

Kamil jestem. Szczęśliwego Nowego Roku, Martyna!

Dla ciebie też, Kamil! Spróbuj sałatki, robiłam sama. Mam tylko jedne sztućce a w sumie, jedz prosto z miski!

Gadała bez przerwy, nagle pełna energii i szczęścia.

Kamil się śmiał i jadł. Z miski najlepsza! A będzie może kromka chleba? Głodny jestem strasznie.

Martyna wróciła z chlebem, a Kamil już miał w rękach po udku z kury, oblizywał palce.

Wybacz, Martyna, ale pycha! Ty musisz świetnie gotować!

Dzięki, Kamil. Myślałam, że wszystko zmarnuję. Patrz ile na stole sama bym nigdy nie zjadła!

Już nie jesteś sama, pomogę Ci!

No to pomagaj szybciej!

I nagle uświadomiła sobie, że naprawdę jest głodna.

Jedli razem sałatkę jarzynową wprost z miski, popijali szampanem, oglądali sylwestrowe kabarety i rozmawiali o wszystkim i o niczym.

Wydaje mi się, że właśnie skończył nam się szampan! rzuciła Martyna.

W bagażniku auta mam jeszcze jedną butelkę, pójdę przynieść!

O nie! Idę z Tobą!

Wyszli na dwór, rozciągając ramiona w mroźnym powietrzu.

Powietrze jest cudowne! westchnęła Martyna.

Gdzieś wokół wybuchały sztuczne ognie. Stali chwilę obok auta Kamila.

Wiesz co, Martyna? Wyjdź za mnie! No, nie teraz za rok. Musisz mnie jeszcze lepiej poznać!

Chyba żartujesz! śmiała się Martyna.

Ani trochę!

To przemyślę. A tymczasem, idziemy dalej świętować?

Martyna przytaknęła z radością, Kamil złapał torbę i razem pobiegli do mieszkania, żeby dokończyć świętowanie.

Do rana zdążymyKiedy zegar wybił północ, a świat dookoła eksplodował tysiącem światełek fajerwerków, Martyna i Kamil stali przy oknie ze szklankami w dłoniach, rozpromienieni blaskiem kolorowych lamp i świątecznych ogni. Kamil rozpakowywał butelkę szampana z bagażnika, a Martyna odwróciła się do niego i nagle poczuła, że pierwszy raz od wielu miesięcy jej mieszkanie wcale nie jest puste. Było w nim głośno, ciepło i domowo dokładnie tak, jak zawsze marzyła.

Za oknem ktoś krzyknął: Szczęśliwego Nowego Roku! i wystrzelił kolejną rakietę, która rozbłysła na niebie. Martyna spojrzała na Kamila i zamiast pustki poczuła wdzięczność. Może i nie miała planów. Może przypadkiem zamówiła pizzę i zostawiła otwarte drzwi nieznajomemu o wielkich dłoniach i równie wielkim sercu. Ale właśnie ta odwaga albo przypadek sprawiły, że otworzył się przed nią zupełnie nowy rozdział.

Kiedy dźwięki śmiechu, muzyki i rozmów zagłuszyły ciszę, a ich kieliszki znów się spotkały, Martyna wyszeptała: A może za rok nie będziemy już osobno?

Kamil uśmiechnął się szeroko, popatrzył jej w oczy i powiedział prawie szeptem: Właśnie o to prosiłem pod sylwestrowym niebem.

Zaśmiali się oboje, zupełnie nowo zakochani, a gdzieś na stole, między pustą miską po sałatce a niedojedzoną pizzą, stał otwarty szampan, gotowy na przyszłoroczny toast już nie dla jednej, ale dla dwóch osób. Świat, choć ten sam co zawsze, nagle stał się pełen niespodzianek. Nowy rok przyniósł coś lepszego niż życzenia: początek niezwykłej przygody we dwoje.

Rate article
Fajna Tajna
Noworoczny Przypadek