Cud w Sylwestra
Paweł, wyjaśnij mi proszę, jak mogłeś zapomnieć? Przecież rano przypominałam ci o tym kilka razy, a jeszcze smsa wysłałam! mówi Kinga z wyrzutem, patrząc na męża.
Ten stoi w drzwiach kuchni ze skruszoną miną i bezradnie wzrusza ramionami.
Sam nie wiem, jak to wyszło, Kinia… Po prostu wyleciało mi z głowy, tłumaczy się Paweł.
A telefon?
Nie wyjmowałem z kieszeni, dlatego nie zauważyłem twojej wiadomości…
Kinga zaczyna się już gotować.
Nowy akumulator do auta kupić nie zapomniałeś, ale prezent dla naszej córki pod choinkę zupełnie wyleciał ci z pamięci?
Tak wyszło… Sklep motoryzacyjny czynny był do ósmej, spieszyłem się, myśląc tylko o tym. Przepraszam…
Czasem mam wrażenie, Paweł, że twoja stara skoda, która psuje się co miesiąc, jest ci droższa niż nasza Małgosia, Kinga siada ciężko na taborecie i zerka na zegar.
Jest pięć minut po jedenastej.
Późno już, noc za oknem, nic nie da się naprawić. To uczucie bezradności przygniata ją jeszcze mocniej.
Nie gadaj głupot, Kingo! Przecież kocham Małgosię i dobrze o tym wiesz. Po prostu zwyczajnie zapomniałem… Komu się nie zdarza?
Mnie się nie zdarza, Paweł! Kinga mówi półgłosem, żeby tylko córka nie usłyszała ich rozmowy.
Paweł chce objąć żonę, załagodzić rosnące napięcie, ale Kinga odsuwa się, odwraca plecami i zaczyna nakładać sałatkę jarzynową do salaterki.
Połowę dnia spędziłam, żeby przygotować ten sałatkę, chciałam sprawić radość mężowi, a on… a on zapomniał o prezencie dla córki!
Przecież wiedziałam, że wszystko muszę zrobić sama szepcze z rozżaleniem Kinga. Ale nie, zaufałam tobie, Paweł. Myślałam, że jesteś odpowiedzialny.
Kinia, wiem, że zawaliłem, ale nic strasznego się nie stało mówi mąż. No trudno, nie będzie prezentu pod choinką. Powiedzmy Małgosi, że…
Co jej powiemy, Paweł? Że tata w wieku trzydziestu pięciu lat cierpi na zaniki pamięci? Albo, że ważniejszy był samochód?
Powiemy, że w tym roku Święty Mikołaj miał wyjątkowo dużo pracy i nie zdążył wpaść. Jutro rano kupię jej prezent i wręczę osobiście, jakby od Mikołaja.
Gdzie go kupisz? Jutro większość sklepów zamknięta, może tylko spożywcze będą otwarte. Ach, Paweł, Paweł…
Złość Kingi jest całkiem uzasadniona.
Odkąd urodziła się Małgosia, w ich domu panuje wspaniała tradycja: w sylwestrową noc, tuż po północy, cała rodzina schodzi się do choinki i… zawsze znajdują tam prezenty.
Najbardziej tę tradycję kocha Małgosia, która, jak wiele dzieci w jej wieku, wierzy w Świętego Mikołaja, magię i noworoczne cuda. Jak bardzo się cieszy, kiedy znajduje pod choinką to, o czym marzyła!
Jakież emocje towarzyszą jej, gdy sama otwiera to wymarzone pudełko przewiązane wstążką.
Dziś też już kilka razy zaglądała pod choinkę (bo może jednak prezent się tam zjawi przed północą) i opowiada mamie, jak bardzo nie może się doczekać cudownego upominku.
Ciekawe, co w tym roku Święty Mikołaj mi przyniesie? zastanawia się głośno Małgosia. Najbardziej chciałabym rower, taki jak ma Maciek z drugiej klatki. Ale jeśli będą rolki, też się ucieszę.
Kinga uśmiecha się do córki. Poprosiła przecież męża, żeby właśnie rolki kupił.
Zazwyczaj to ona wybiera prezent dla Małgosi, ale dziś Pawła pilnie wezwali do pracy, więc uznała, że mąż może po drodze zajrzeć do sklepu i kupić to, o co prosiła.
Paweł wrócił po ósmej, a gdy Kinga zaczęła szykować stół i konspiracyjnym tonem spytała o prezent ten nagle przypomniał sobie, że zapomniał zupełnie…
Kinga, nie psujmy sobie humoru w taki dzień prosi Paweł, znów próbując objąć żonę i ją uspokoić. Przecież nie zrobiłem tego specjalnie. Chcesz, żebym sam porozmawiał z Małgosią i wszystko wyjaśnił? Małgosia zrozumie.
Kinga nie odzywa się.
Dalej szykuje stół, a pod jej oczami pojawiają się łzy. No jak można było zapomnieć o prezencie dla dziecka?
Do ostatniej chwili miała nadzieję, że Paweł schował prezent gdzieś i zaraz go wyciągnie. Ale sklepy już zamknięte, nigdzie nic się nie kupi
Pomóc ci czegoś? niepewnie pyta Paweł, patrząc, jak Kinga ustawia talerze.
Już pomogłeś Nie trzeba.
W tym momencie na kuchnię wpada uradowana Małgosia, która obejrzała już wszystkie możliwe świąteczne bajki:
Mamo, tato! Do Nowego Roku zostało już mniej niż dwie godziny! Zaraz Święty Mikołaj przyniesie mi prezent!
Kinga rzuca piorunujące spojrzenie na męża.
Szybko odwraca się, by córka niczego nie zauważyła nie chce jej psuć święta.
Ale już zaczyna obmyślać plan po prostu wsadzi pod choinkę kopertę z pieniędzmi, podpisze: Na rolki dla Małgosi.
To nie to samo, co wymarzony prezent, ale lepsze to niż nic.
*****
O jedenastej cała rodzina siada do stołu, gdy nagle ktoś puka do drzwi.
Pawle, zapraszałeś kogoś? dziwi się Kinga. Bo ja na pewno nie…
Ja też nie. Może sąsiedzi? Idę zobaczyć, a wy rozlejcie sok do szklanek mówi gospodarz.
Otwierając drzwi, Paweł widzi przed sobą brodatego mężczyznę w czerwonej wyświechtanej kurtce. Mikołaja przypominał średnio, raczej bezdomnego. Po zapachu i wyglądzie widać było, że nie jest domownikiem.
Czego pan chce? Pomylił pan lokale, czy przyszedł po pieniądze? Uprzedzam, nic nie dam, i tak pan wyda na wódkę.
Nie no, nie przyszedłem po pieniądze, spokojna głowa odpowiada wesoło nieznajomy.
Nie potrzebuje pieniędzy? Serio? Paweł ledwo się powstrzymuje od śmiechu.
Nigdy nie patrzył z góry na bezdomnych, raczej im współczuł, ale ta odpowiedź wydaje się zwyczajnie absurdalna.
Więc po co pan? Paweł wychodzi na klatkę, przymykając drzwi, by zapach nie przeniknął do mieszkania.
Wie pan… Znalazłem w piwnicy kotka. Ładny, zobaczy pan mężczyzna wyciąga spod kurtki małego, puszystego kociaka. Może to przypadkiem wasz? Może zgubiliście?
Paweł uśmiecha się pod nosem.
Facet widzi, że o pieniądze nie poprosi, więc chce sprzedać kota jak równie bezdomny jak on.
Przepraszam, ale pierwszy raz go widzę. Poza tym w domu nigdy nie mieliśmy zwierząt.
Ale nie chcielibyście go przygarnąć? Zerknij, jaki słodziak. Jeśli macie córkę, na pewno jej się spodoba.
No jasne! Teraz będzie namawiać na kupno kota. Paweł kręci głową.
Nie, dziękuję.
Szkoda, smutnieje brodaty. No nic, wtedy muszę go wyrzucić na śmietnik.
Facet odwraca się, chowając kociaka pod kurtkę, gdy Paweł łapie go za ramię.
Zaraz, co to znaczy na śmietnik? Nie wyrzuca się małych kotów! Zostaw go w piwnicy.
I tak go wygonią na dwór. A na śmietniku są kartony, może się schowa, może coś do jedzenia znajdzie.
Paweł nigdy nie był wielkim fanem zwierząt, ale teraz żal mu się robi tej drobinki.
Wyobraża sobie, jak kociak spędza samotnie noc, głodny i zmarznięty
Może gdyby miał czas, zastanowiłby się. Ale go nie ma: żona i córka czekają na niego przy stole, a brodaty zaraz wyjdzie…
Daj go tutaj! wyciąga ręce po kotka. Nie zostawiaj go na śmietniku.
Jak pan chce, mężczyzna uśmiecha się serdecznie i odchodzi.
*****
Wchodząc do mieszkania, Paweł widzi zaniepokojone twarze Kingi i Małgosi wyglądające z kuchni.
Czemu tak długo cię nie było? Co się stało?
Nic, wszystko w porządku, Paweł uśmiecha się, kryjąc kociaka za plecami i błagając w duchu, by nie zaczął miauczeć.
Wie, że żona jak go zobaczy, to najchętniej wyrzuci kota na dwór. A może nawet i Pawła.
Pewnie prędzej czy później się dowie, ale Paweł musi zyskać na czasie i wymyślić, jak wyjaśnić, dlaczego przyniósł kota do domu bez pytania.
Kto przyszedł? pyta podejrzliwie Kinga. Czyżby coś już wymyślił
A wiesz… sąsiad z piątego, Wiesiek. Konsultował, jaki akumulator wybrać.
Aaa, no tak Ty to znasz się na samochodach. Idź umyj ręce i zasiadaj do stołu, zaraz północ!
Zaraz, zaraz, już idę.
Gdy tylko żona i córka wracają do kuchni, Paweł biega po mieszkaniu szukając miejsca na schowanie kociaka.
Na balkon za zimno. Do łazienki strach, ktoś może wejść. Pokój dziecka i ich sypialnia odpadają. Zostaje salon…
Pawle, ile można na ciebie czekać?! woła Kinga zniecierpliwiona.
Już, już!
Otwiera szafę, stawia kotka na najniższą półkę i przymyka drzwi, żeby pupil miał czym oddychać. Pędzi do kuchni.
*****
Szczęśliwego No-woe-go-ro-ku! krzyczą ludzie na dworze.
Paweł też składa życzenia żonie i córce. Jak zawsze życzy zdrowia i powodzenia.
Kiedy mówi, Małgosia szykuje sok na stole, po czym pędzi do salonu. Kinga przypomina sobie, że nie zdążyła podłożyć koperty z pieniędzmi pod choinkę i groźnie patrzy na Pawła. Typowy komunikat: Przez ciebie wszystko!
Teraz sam będziesz ją pocieszał!
Ale Małgosia wcale nie jest smutna. Przeciwnie, po chwili jej wrzask przebija wrzawę za oknem.
Mamo, tato! Chodźcie szybko! Zobaczcie, co Święty Mikołaj mi przyniósł pod choinkę!
Paweł z Kingą wpadają do salonu i momentalnie zamierają. Pod choinką siedzi Małgosia, a obok niej leży mały, biały kotek.
Marzyłam o kotku, a Święty Mikołaj mi go przyniósł! Małgosia prawie płacze ze szczęścia. Nazwę go Śnieżek!
Córka bierze kotka na ręce i mocno przytula. Kinga odciąga Pawła na bok.
Co to ma znaczyć? Skąd on? Twoje dzieło?
Kinga, proszę, nie denerwuj się, wszystko ci zaraz wytłumaczę tłumaczy się Paweł.
Ależ ja nie mam powodu się złościć! Zobacz, jak Małgosia się cieszy! Tylko mogłeś mi wcześniej powiedzieć o tym niespodziance, niepotrzebnie na ciebie nakrzyczałam Kinga obejmuje męża i całuje go w policzek.
A Paweł stoi zdziwiony i jeszcze nie może uwierzyć, że tak mu się upiekło.
To prawda: w Sylwestra zdarzają się prawdziwe cuda. Córka jest szczęśliwa, żona już nie zła.
A wszystko dzięki białemu kotkowi i
Nagle przypomina sobie o bezdomnym.
Kinga, muszę ci coś powiedzieć
Paweł szepcze coś do jej ucha, a ona patrzy na niego zaskoczona, po czym kiwa głową, że się zgadza.
*****
No, Zbyszku, brodaty mężczyzna klepie po ramieniu drugiego, siedzącego obok. Wszystkie kotki dziś znaleźli dom. Bogu dzięki! Możemy wracać do piwnicy, zanim zamkną na noc.
Szybko nam poszło, Stachu. Ten pomysł z kartonami był świetny, śmieje się drugi.
Tak myślisz? Bałem się, że ktoś mnie przepędzi za takie słowa.
Ale tylko prawdziwie wrażliwy człowiek zabierze kotka widząc, że grozi mu los na śmietniku.
Masz rację…
Maluchy trafiły w dobre ręce. Fajnie to wymyśliłeś.
Dwaj bezdomni siedzą na ławce pod blokiem, w którym udało im się ulokować cztery kociaki znalezione dziś nad ranem w piwnicznej zimnie.
Obok tłum ludzi, ale dziś nikt ich nie przegania jak zwykle.
Kilku nawet życzy im zdrowia i szczęścia. Mężczyźni dziękują i też przesyłają dobre słowa.
Nagle z klatki wypada Paweł, rozgląda się, dostrzega ich na ławce, woła i biegnie w ich stronę.
Co on chce? Chyba nie chce kota z powrotem? dziwi się Stachu.
To ten sam? Niezłe rzeczy…
Szczęśliwego Nowego Roku, panowie! Paweł podbiega i wręcza im duży pakunek. Z żoną przygotowaliśmy wam kolację noworoczną.
Dziękujemy, nie spodziewaliśmy się, odpowiadają Zbyszek i Stachu wzruszeni.
A ode mnie taka mała rzecz Paweł podaje im butelkę szampana. Trzeba świętować jak należy!
No to, Stachu, w tym roku mamy prawdziwego Sylwestra. Cuda się zdarzają, cieszy się Zbyszek, zacierając ręce.
Paweł już chce odejść, ale zawraca.
A gdzie zamierzacie świętować?
Tu nieopodal, w piwnicy. Ciepło, sucho, można się zdrzemnąć na kartonach, odpowiada Stachu.
A wiecie co? Chodźcie za mną.
Po kilku minutach docierają do garażu. Paweł otwiera bramę i zaprasza ich do środka.
Rozgośćcie się. Rozkładana kanapa, grzejnik, stół, naczynia. Myślę, że tu będzie wam wygodniej niż w piwnicy. Zaraz wyprowadzę auto na podwórko, będzie więcej miejsca.
Damy radę i tak, chcą zaprotestować bezdomni.
Ale Paweł macha głową.
Nie, niech stoi na dworze. Nic jej się nie stanie. Tylko nie nadużywajcie alkoholu, umówmy się.
Nie przejmuj się, nie wypijemy za dużo. To raczej symbolicznie, dla uczczenia święta, zapewnia Stachu.
To dobrze. Wierzę wam. Jutro wrócę, pogadamy. Może i wam uda mi się pomóc w przyszłości.
Zaskakujące, mruczy Zbyszek.
Mówisz mi… zgadza się Stachu.
Taka to właśnie była noc. Prawdziwie sylwestrowa i… cudowna.



