Tomek, no powiedz mi, jak mogłeś zapomnieć?! Przecież mówiłam ci o tym kilka razy rano, a potem jeszcze wysłałam smsa! Marzena patrzyła na męża z pretensją.
A on tylko stał w progu kuchni z miną zbitego psa i wzruszał ramionami.
Nie wiem, jak to się stało, Marzenko Po prostu mi wyleciało z głowy, tłumaczył się Tomek.
A telefonu nie zauważyłeś?
Nie wyciągałem go z kieszeni, to nawet nie widziałem Twojej wiadomości
Marzena zaczynała już kipieć.
To nowy akumulator do auta kupić nie zapomniałeś, ale o prezencie pod choinkę dla naszej córki już tak?
No zapomniałem. Sklep motoryzacyjny był czynny tylko do osiemnastej i się spieszyłem, wybacz mi
Czasami mam wrażenie, że twoje stare gruchoty są ważniejsze od Zosi, Marzena przysiadła ciężko na krześle i rzuciła szybkie spojrzenie na zegar.
Było pięć minut do jedenastej. Późno, na dworze ciemno już nic się nie dało zrobić, a to sprawiało, że złość i rozczarowanie jeszcze bardziej ściskały jej serce.
Marzenka, przestań Przecież dobrze wiesz, że kocham Zosię. Po prostu każdemu się zdarza.
Mnie się takie rzeczy nie zdarzają, Tomku! chciała wręcz krzyczeć, ale ściszyła głos, żeby córka ich rozmowy nie słyszała.
Mąż podszedł, żeby ją objąć i rozładować napięcie, ale ona odsunęła się, odwróciła plecami i zaczęła nakładać sałatkę jarzynową do miski.
Pół dnia się z tym męczyłam, żeby mu zrobić przyjemność, a on a on zapomniał o prezencie dla córki!
Miałam złe przeczucie, powinnam była sama się tym zająć mruknęła cicho. Ale nie, zaufałam tobie. Myślałam, że choć raz dasz radę.
Wiem, że zawaliłem, ale przecież świat się nie zawalił, próbował łagodzić Tomek. Najwyżej nie będzie prezentu pod choinką. Zosia zrozumie. Powiedzmy jej, że
że co, Tomku? Że tata już w tym wieku łapie sklerozę, albo że akumulator był ważniejszy?
Powiemy, że Święty Mikołaj w tym roku bardzo się spieszył i nie zdążył wszystkiego dostarczyć na czas. Jutro rano kupię prezent i wręczę jej, powiemy, że zostawił to na później.
Gdzie ty jutro coś kupisz? Wszystko zamknięte, tylko Żabka otwarta Ach, Tomek
Niezadowolenie Marzeny było w pełni uzasadnione.
Odkąd urodziła się Zosia, ustanowili rodzinną tradycję: w sylwestrową noc, zaraz po północy, całą rodziną szli pod choinkę zobaczyć prezenty.
Zosia, jak większość dzieci w jej wieku, szczerze wierzyła w Świętego Mikołaja, magię i sylwestrowe cuda. Zawsze radowała się, znajdując pod choinką coś wymarzonego.
Dziś Zosia kilka razy sprawdzała pod drzewkiem, czy już coś tam nie leży, i wesoło opowiadała mamie, jak bardzo nie może się doczekać.
Ciekawe, co mi Mikołaj przyniesie w tym roku zastanawiała się głośno. Może rower jak u Olka z trzeciego piętra, ale jak będą rolki też będzie super.
Marzena uśmiechała się, słuchając córeczki. Poprosiła Tomka, żeby kupił jej wymarzone rolki. Zazwyczaj sama wszystkiego pilnowała, ale dziś musiał nagle jechać do pracy, więc pomyślała, że to już załatwi po drodze.
Tomek wrócił po osiemnastej, a kiedy Marzena zaczęła kolację i w sekrecie podpytała o prezent, on nagle przypomniał sobie, że zupełnie o nim zapomniał.
Marzenka, nie psujmy sobie wieczoru, powiedział Tomek, znowu próbując ją objąć. Wiem, że głupio wyszło, ale naprawdę nie specjalnie. Chcesz porozmawiam z Zosią i jej wszystko wyjaśnię. Jest mądra, zrozumie.
Marzena nie odpowiedziała. Otarła łzy i zaczęła rozstawiać talerze. Jak on mógł ten jeden raz!?
Do ostatniej chwili wierzyła, że Tomek schował gdzieś prezent i tylko czeka na dobry moment, żeby go położyć pod choinkę. Teraz już wiedziała, że nic z tego.
Pomóc ci jakoś? zaprosił się Tomek, widząc żonę w akcji.
Dzięki, już wystarczy
W tym momencie do kuchni przybiegła ucieszona Zosia, która obejrzała już wszystkie świąteczne bajki:
Mamo, tato! Do Nowego Roku zostało niecałe dwie godziny! Zaraz przyjdzie Mikołaj z moim prezentem!
Marzena rzuciła Tomkowi piorunujące spojrzenie.
Ale szybko się opanowała, nie chciała psuć córce magii świąt.
W głowie już miała plan położyć pod choinką kopertę z pieniędzmi i napisać na niej: Dla Zosi, na rolki. Oczywiście, nie tak wyobrażała sobie prezenty dla córki, ale lepsze to niż nic.
*****
Koło jedenastej wieczorem, gdy wszyscy zasiedli przy stole, nagle ktoś zapukał do drzwi.
Tomek, spodziewasz się kogoś? zdziwiła się Marzena. Ja nikogo nie zapraszałam.
Też nikogo nie zapraszałem, może to sąsiad? Idźcie nalać sobie soku, pójdę sprawdzić, odpowiedział Tomek.
Otworzył drzwi, a tam przed nim stanął brodaty mężczyzna w czerwonej, znoszonej kurtce. Na Mikołaja nie wyglądał bardziej na bezdomnego. I po wyglądzie i po zapachu.
Czego pan szuka? Pomylił pan mieszkania czy po pieniądze pan chodzi? Uprzedzam, nic nie dam, bo i tak wszystko na wino pójdzie.
Nie, nie chcę pieniędzy, spokojnie odpowiedział nieznajomy.
Ciekawe, raczej nie wygląda na takiego, co nie potrzebuje pomyślał Tomek, ledwo powstrzymując śmiech.
To czego pan chce? wyszedł na klatkę i lekko przymknął drzwi, żeby zapach nie rozniósł się po domu.
Wie pan, znalazłem w klatce takiego malucha, proszę zobaczyć spod kurtki wyciągnął białego puszystego kotka. Nie państwa czasem? Może komuś się zgubił?
Tomek parsknął w duchu.
Spryciarz chce mi wcisnąć kota, pewnie już kolejny dom odwiedza.
Pierwszy raz widzę, nigdy nie mieliśmy kota.
A nie chcielibyście? Jeśli macie córkę, na pewno się ucieszy.
No pewnie, teraz zacznie mi kota wciskać Tomek pokręcił głową.
Nie, dziękujemy.
Rozumiem smutno powiedział mężczyzna. No to pójdę go do śmietnika zanieść.
Już miał odejść, chowając zmarzniętego kotka pod kurtką, gdy Tomek zatrzymał go za ramię:
Moment, panie jak to na śmietnik? Przecież to maleństwo! Zostawcie go w klatce!
Wywalą go zaraz na dwór, a koło śmietnika są kartony, do których się schowa. I jedzenia przynajmniej trochę znajdzie.
Tomek nigdy nie pałał miłością do zwierząt, ale serce mu się ścisnęło na myśl o kotku samym na zimnie.
Normalnie, gdyby miał więcej czasu do namysłu, to może by się opanował Ale czekała na niego żona z Zosią, gość już chciał wyjść
Daj pan tego kota tutaj! niemal wyrwał mu go z rąk. Sam się nim zajmę. Niech pań pan nie wyrzuca.
Jak pan chce uśmiechnął się nieznajomy, po czym podreptał do schodów.
*****
Gdy Tomek wszedł wreszcie do mieszkania, z kuchni wyzierały zniecierpliwione twarze Marzeny i Zosi.
Czemu cię tak długo nie było? Coś się stało?
Nic, wszystko okej powiedział Tomek, chowając kota za plecami i modląc się, by nie zapiszczał.
Bo jak Marzena się dowie, kogo przyprowadził do mieszkania, to w najlepszym wypadku kota wykopie na dwór, a w najgorszym no, też nie wiadomo.
Swoją drogą, musiał szybko wymyślić jak obronić się z tej decyzji dlaczego tuż przed północą przytachał obcego kota bez konsultacji.
Kto to był? Marzena patrzyła podejrzliwie.
Słuchaj, nasz sąsiad Jurek z piątego. Radził się, jaki akumulator do auta kupić.
No jasne, Tomek znawca od wszystkiego. Idź umyj ręce i chodź jeść Nowy Rok za chwilę.
Jasne, pięć minut.
Zosia z mamą wróciły do kuchni, a Tomek gorączkowo myślał, gdzie schować kota. Balkon: za zimno. Łazienka: ktoś zaraz przyjdzie. Pokój Zosi albo sypialnia: odpada. Został salon
Tomek! Ile można czekać?!
Już idę, kotku! to znaczy Marzenko!
Wrzucił kota do szafy, zostawił uchylone drzwiczki i poleciał do kuchni.
*****
Szczęśliwego Nowego Roku! krzyczeli sąsiedzi za oknem.
Tomek też ucałował żonę i córkę, złożył im życzenia zdrowia i szczęścia.
W tym czasie Zosia odstawiła sok na stół i pognała do salonu. Marzena zorientowała się, że zapomniała podłożyć kopertę z pieniędzmi pod choinkę i rzuciła Tomkowi karcące spojrzenie. Przez ciebie wszystko!
Teraz sam będziesz ją pocieszał!
Była pewna, że Zosia się rozpłacze, ale po chwili dziewczynka wybuchnęła okrzykiem radości. Tak głośno, że nawet przez zamknięte okna było ją słychać.
Mamo, tato! Chodźcie szybko! Patrzcie, co mi Mikołaj zostawił pod choinką!
Tomek i Marzena zamarli w progu. Przy choince stała Zosia, trzymając białego, puchatego kotka.
Od dawna marzyłam o kotku i Mikołaj mi go przyniósł! Nazwę go Śnieżek!
Przytuliła kotka, wręcz nie mogąc się nacieszyć. Marzena odciągnęła Tomka na bok.
Co to ma być? Skąd się wziął?! To twój pomysł?
Marzenko, tylko mnie nie przeklinaj. Zaraz ci wszystko opowiem
Przeklinaj? Popatrz tylko, jaka Zosia szczęśliwa Ale mogłeś uprzedzić, że szykujesz taki numer! Przynajmniej nie byłabym na ciebie zła cały wieczór uśmiechnęła się, ściskając męża.
A Tomek? Stał jak zaczarowany, nie mogąc uwierzyć, jak wszystko szczęśliwie się potoczyło.
Mówią, że w sylwestrową noc dzieją się cuda. I żona uśmiechnięta, i dziecko szczęśliwe. Wszystko przez tego białego kotka
I wtedy nagle sobie przypomniał o bezdomnym.
Marzenko, wiesz co Chodź na chwilę i wyszeptał jej coś do ucha.
*****
No i patrz, Stasiek, wszystkie koty udało się rozdać, chwała Bogu klepnął swojego towarzysza brodaty Wiesiek. Chyba możemy wracać do piwnicy, zanim zamkną na noc.
Udało się, Wiesiek! Dobry ten twój pomysł z tym śmietnikiem.
Śmiałem się, że mnie ktoś ze schodów zepchnie za takie teksty, ale w sumie chyba tylko człowiek, któremu naprawdę zależy na zwierzęciu, zabierze kota, żeby nie pozwolić go wyrzucić.
Siedzieli na ławce blisko bloku, gdzie tego wieczoru rozdali cztery kocięta, znalezione wcześniej w piwnicy.
Wokół mnóstwo ludzi, a nikt ich nie przeganiał, nie rzucał złych spojrzeń. Przeciwnie, niektórzy życzyli im zdrowia i szczęścia.
Nagle drzwi do klatki się rozwarły i na zewnątrz wybiegł Tomek. Podbiegł do nich z dużą siatką w ręce.
Co się dzieje? Przyszedł oddać kota? mruknął Wiesiek.
To ten od ostatniego kociaka? Stasiek nie dowierzał.
Szczęśliwego Nowego Roku, panowie! Tomek podszedł z uśmiechem i podał im siatkę. Ja z żoną przygotowaliśmy dla was prawdziwy, noworoczny poczęstunek.
Dzięki bardzo. Nie spodziewaliśmy się ucieszyli się Stasiek z Wieśkiem.
A to ode mnie osobiście Tomek wręczył butelkę szampana. Żebyście nie świętowali na sucho!
Wiesiek, celebrować będziemy jak królowie! Cuda w sylwestra się zdarzają! Stasiek pokiwał głową z radością.
Tomek już chciał odejść, ale zatrzymał się i odwrócił.
A gdzie będziecie świętować, jeśli można wiedzieć?
Tutaj, w piwnicy. Ciepło, sucho, kartony pod głową
To chodźcie ze mną.
Parę minut później trzej panowie stali już w garażu Tomka.
Rozgośćcie się! Jest tu rozkładana kanapa, farelka, stół, kubki będzie wam wygodniej niż na kartonach. Auto zaraz wystawię na podwórko.
Poradzimy sobie
Nie, nie, niech stoi na dworze, nic jej nie będzie. I proszę, nie balujcie tu za bardzo Tomek mrugnął do nich.
My, panie, tylko symbolicznie w końcu święta!
Wierzę wam. A jutro przyjdę, pogadamy. Może uda mi się jakoś wam pomóc.
Tego się nie spodziewałem wymruczał Stasiek.
Ja też. Ale takie właśnie bywają polskie święta odpowiedział Wiesiek.
I tak zakończyła się ta noc prawdziwie noworoczna i po prostu cudowna.



