**Nowonarodzone szczęście**
“Mężczyzno, przestań mnie śledzić! Mówiłam już, że noszę żałobę po mężu. Nie nagabuj mnie! Zaczynam się ciebie bać!” prawie krzyknęłam, tracąc cierpliwość.
“Pamiętam, pamiętam Ale mam wrażenie, że ta żałoba to raczej po pani samej. Wybaczcie” nie ustępował mój wielbiciel.
Przyjechałam do sanatorium, szukając ciszy i śpiewu leśnych ptaków, a nie natrętnych zalotów. Mój mąż zmarł nagle, niedawno. Potrzebowałam ochłonąć, pogodzić się z tą stratą.
Z mężem, Markiem, oszczędzaliśmy na remont mieszkania, odmawiając sobie wszystkiego. Aż tu nagle Markowi zrobiło się słabo, karetka nie zdążyła pomóc. To był drugi zawał. Po pogrzebie zostałam sama bez drugiej połówki, bez remontu, za to z dwoma nastoletnimi synami. Ręce mi opadły. Jak to przeżyć?
W pracy zaoferowali mi pobyt w sanatorium. Opierałam się. Nie chciałam nawet wychodzić z domu. Koledzy nalegali:
“Nie jesteś pierwszą wdową i nie ostatnią. Masz dzieci. Trzeba żyć! Jedź, Danuta, odpocznij, uporządkuj myśli.”
Więc pojechałam, choć z ciężkim sercem.
Minęło czterdzieści dni od śmierci męża. Ból nie ustawał.
W sanatorium zamieszkałam z pogodną dziewczyną, Kasią. Promieniowała radością, co nawet mnie irytowało. Nie chciałam jej obciążać swoim smutkiem. Po co? Do Kasi dobijał się animator, typowy sanatoryjny podrywacz. W takich miejscach sami kawalerowie, rozwodnicy lub zrozpaczeni wdowcy. Próbowałam ją ostrzec na pewno żonaty, może nawet po raz trzeci.
Kasia tylko się śmiała:
“Oj, nie strasz, Danuta! Ja już nie taka naiwna”
I “doświadczona” Kasia wieczorami uciekała na randki. Ja tydzień spędziłam zamknięta w pokoju. Czytałam książkę, której nawet nie pamiętałam, wpatrywałam się w telewizor, nie widząc ekranu.
Pewnego ranka obudziłam się w dobrym nastroju. Za oknem cudownie! Pomyślałam: przejdę się po lesie, posłucham ptaków. I wtedy spotkałam go.
Zauważyłam go wcześniej w stołówce. Niski, krępy, z bezczelnym spojrzeniem. Głowę miał ogoloną na błysk, ubrany jak z żurnala. Przy kolacji zawsze się kłaniał. Kiwałam głową z grzeczności. Aż któregoś dnia usiadł przy moim stoliku.
“Smutno, pani?” spytał aksamitnym głosem.
“Nie” odparłam szorstko.
“Nie oszukujmy się, na twarzy pani maluje się smutek. Może mogę pomóc?” nie ustępował.
“Tak, smutek po mężu. Jakieś jeszcze pytania?” sięgnęłam po serwetkę, dając do zrozumienia, że rozmowa skończona.
“Przepraszam, nie wiedziałem. Współczuję. Ale może się poznamy? Janusz.”
Widać było, że boi się, że zaraz odejdę.
“Danuta” rzuciłam niechętnie i wstałam.
Od tamtej pory Janusz podsuwał mi przy kolacji bukiecik dzwonków rosły tu wszędzie. Nie ukrywam, było mi miło. Ale nie zamierzałam tego ciągnąć.
Janusz jednak nie rezygnował. Dołączył do moich wieczornych spacerów. Nawet specjalnie zakładałam płaskie buty, by nie było dysonansu. A on? Nawet nie przejmował się swoim wzrostem ani błyszczącą łysiną. Pewnie kobiety uwodził głosem. Nigdy nie słyszałam tak aksamitnego barytonu. Chyba wpadłam w zastawioną sieć.
Zaczęliśmy chodzić na tańce, jeździć do miasta po owoce Janusz próbował mnie ściągnąć do swojego pokoju. Ale ja twarda jak klocek nie dawałam się.
W końcu przypomniał:
“Danusiu, jutro wyjazd. Może wpadniesz do mnie wieczorem na herbatkę?”
“Zobaczymy” odparłam wymijająco.
Nadszedł ostatni wieczór. Postanowiłam nie robić mu przykrości i zajrzeć, choć wiedziałam, jak to się skończy
Stół był elegancko nakryty, nawet szampan się znalazł.
“Zaczynamy, Danusiu? Nie wiem, jak jutro się rozstać Zostaw adres, na pewno przyjadę” powiedział smutno.
“Zapomnisz drugiego dnia. Znam was, mężczyzn. Za co pijemy, Janku?” byłam już gotowa na wszystko.
“Nie domyślasz się? Za miłość, Danusiu, za miłość!” podniósł kieliszek.
Obudziliśmy się w objęciach. Boże, po co tyle zwlekałam? Stracony czas! Pokochałam go jak nastolatka. A dziś trzeba pakować walizki.
Pożegnałam się z Kasią, która siedziała na łóżku i płakała.
“Co się stało?” spytałam.
“Jestem w ciąży, Danuta. Nie wiem nawet, od kogo” szlochała.
“Ten twój animator?”
“Nie wiem Poznałam jeszcze jednego, z domu obok. Żonaty.”
“Oj, Kasia Dzwonić do rodziców. Niech przyjadą. Pójdziemy do dyrektora, może coś wyjaśni.”
Kasia wybiegła w łzach. Młoda, a już takie kłopoty
Pakowałam się z ciężkim sercem. W ciągu tych dwudziestu dni sanatorium stało mi się bliskie. A najbardziej Janek
Podjechał autobus. Janek przyszedł pożegnać się z bukietem dzwonków. Rozpłakałam się, przytuliłam go mocno. I tyle. Romans się skończył. Gdyby tylko zawołał “zostań”, rzuciłabym wszystko
Mieszkaliśmy w różnych miastach. Kontaktowaliśmy się tylko listownie. Aż tu nagle dostałam wiadomość od żony Janka. Pisała, że wie o wszystkim, ale nic mi nie wyjdzie, bo ona ma trzydzieści lat, a ja czterdzieści. Nie odpisałam. Po co?
A pół roku później Janek zjawił się pod moimi drzwiami. Synowie zdziwili się, ale milczeli.
“Janek? Przejazdem?” spytałam. (Czekałam na “zostań na zawsze”).
“Albo i nie Nie wyrzucisz mnie, Danusiu?” zatrzymał się w progu.
Chłopcy dyskretnie wyszli.
“Wejdź. Co cię sprowadza? List od żony przywiozłeś?” sarkałam.
“Wybacz. Napisałem, ale żona znalazła Rozwiedliśmy się.”
“Nie wiedziałam, że jesteś żonaty. Nic by nie było. I co teraz?”
“Chyba się pobierzemy, Danuta?” rzucił niespodz



