Nowe początki, nowa rodzina

Nowe życie, nowa rodzina

Barbara wyszła z gabinetu lekarskiego szczęśliwa będzie matką. Szybko wracała do domu, chcąc jak najprędzej zrobić niespodziankę mężowi. Andrzej był w domu, wrócił z nocnej zmiany. Zwykle w takich sytuacjach spał do południa, ale dziś już dawno wstał. Basia wzięła wolne w pracy, by pójść do lekarza.

Okazało się jednak, że to on przygotował jej niespodziankę. Gdy otworzyła drzwi kluczem, w przedpokoju na komodzie zobaczyła damską torebkę.

Co to jest? zdziwiła się nieprzyjemnie. Czyja to?

Nie chciała otwierać drzwi do sypialni, bała się, już domyślała się, co zobaczy. Gdy weszła, potwierdziło się obca kobieta leżała na jej miejscu, obok Andrzeja. Może to wyraz twarzy Basi, a może zaskoczenie, ale tamta kobieta przeleciała obok niej i wypadła z mieszkania. A mąż powoli wstał i zaczął się ubierać.

Pakuj swój waliz, zabieraj rzeczy i marsz za swoją kochanką powiedziała twardo żona i wyszła z pokoju.

Zrobiło jej się słabo, tak bardzo, że pierwszy raz w życiu poczuła coś podobnego. Potem była karetka, szpital i diagnoza lekarza:

Straciła pani dziecko.

Wróciła do domu po szpitalu, gdzie czekała na nią cisza i bałagan po kłótni z mężem. Ochłonęła trochę i postanowiła zacząć wszystko od nowa, a najpierw wnieść pozew o rozwód. Andrzej po tym zdarzeniu się nie pojawiał, spotkali się dopiero w sądzie. Patrzył na nią z wyrzutem, ale milczał.

Mijały dni, miesiące minęło już półtora roku od rozwodu. Nie interesowała się mężczyznami, odrzucała ich zaloty, choć miała dopiero dwadzieścia siedem lat. Nawet w pracy koledzy mówili:

Basia, co z tobą? Zupełnie jakbyś nie żyła. Życie toczy się dalej. No cóż, spotkało cię nieszczęście, ale przed tobą jeszcze tyle lat.

Nie wiem Coś we mnie pękło. Nie czuję już radości tłumaczyła.

Rozejrzyj się za Tadeuszem radziły koleżanki. Myślisz, że przypadkiem czeka na ciebie po pracy i podwozi do domu? Porządny chłopak, zastanów się.

Basia rzeczywiście zaczęła go zauważać. W końcu poszli razem do kawiarni, na spacer. Z czasem zrozumiała, że Tadeusz jest gotów oświadczyć się. I w końcu to zrobił:

Wyjdź za mnie, Basiu. Nie będę cię musiał odprowadzać będziemy wracać do domu razem.

Po ślubie tak właśnie było. Razem do pracy, razem z pracy. Kolacje w domu, czasem spacery, oglądanie telewizji. Basia marzyła tylko o jednym zostać matką, urodzić dziecko, ale jakoś im się nie udawało. Mijał czas, a ona nie mogła zajść w ciążę.

Pewnego dnia pojechała z koleżankami z pracy do domu dziecka ich firma była sponsorem, przywieźli pomoc. Zwróciła uwagę na dziewczynkę, może czteroletnią, o smutnym spojrzeniu. Od tamtego dnia myśl o tej dziewczynce nie dawała jej spokoju.

Tadziu, może zabierzemy dziecko z domu dziecka? Nie wychodzi nam własne. Gdybyś widział te oczy Patrzą na każdego z nadzieją powiedziała mężowi.

Basiu, nie zabierzesz wszystkich, jest ich tyle odpowiedział.

Ale chociaż jedno dziecko uszczęśliwić to już coś nie ustępowała.

Naprawdę tego chcesz?

Tak. Spodobała mi się dziewczynka, ma na imię Zosia. Taka ładna i smutna.

Tadeusz był zaskoczony nigdy nie rozmawiali o dzieciach, choć marzył o własnym. Ale się zgodził.

Zosia od urodzenia była w domu dziecka matka ją porzuciła. Miała już prawie pięć lat. Basia rozmawiała z dyrektorką, panią Krystyną.

Chciałabym adoptować Zosię. Co jest do tego potrzebne? Jakie dokumenty?

Nie ma pani własnych dzieci?

Nie, pani Krystyno. Jeszcze nie opowiedziała swoją historię.

Ale może jeszcze pani urodzi? Jeśli myśli pani, że adoptowane dziecko zastąpi to, które pani straciła, to się myli. Adopcja to nie lekarstwo. Zosia potrzebuje rodziny, a pani zawsze będzie myśleć o tamtym dziecku. Proszę się jeszcze zastanowić, porozmawiać z mężem.

Wychodząc, Basia znowu zobaczyła Zosię. Siedziała na ławce na podwórku, trzymała pluszaka, wokół bawiły się dzieci. Ale to Zosia została w jej pamięci.

Wkrótce Zosia została córką Basi i Tadeusza. Basia była szczęśliwa i wdzięczna pani Krystynie. Teraz patrzyła na Zosię jak na córkę, a nie zastępstwo. Zosia też była szczęśliwa miała mamę i tatę. Choć wydawało jej się, że mama kocha ją bardziej. Bo to mama kupowała jej ładne sukienki, odprowadzała do przedszkola, bawiła się z nią wieczorami, czytała książki.

Tata Tadeusz? Coraz bardziej się dystansował. Aż pewnego dnia wybuchnął:

Basiu, chyba popełniliśmy błąd, biorąc dziewczynkę z domu dziecka. Nie potrafię jej zaakceptować. Chcę własne dziecko, a ona jest dla mnie obca. Może kiedyś nam się urodzi. Nigdy nie chciałem być ojcem cudzego dziecka. Oddajmy ją z powrotem.

To był szok dla Basi. I ona marzyła o własnym dziecku, ale pokochała Zosię całym sercem. Miała nawet zamiar zaproponować mężowi adopcję kolejnego dziecka.

Tadeusz, dziecko to nie rzecz, żeby wziąć i oddać. To człowiek taki jak ty. Nigdy się na to nie zgodzę. Zosia jest naszą córką.

Twoją, nie naszą. Dla mnie nie jest córką. Jeśli jej nie oddasz, wybieraj albo ja, albo ona.

Nie ma wyboru. Zosia jest moją córką. A ty rób, co chcesz.

Niedługo potem rozwiedli się Tadeusz sam złożył pozew. Basia i Zosia zamieszkały same, wróciły do dawnego mieszkania. Zosia poszła już do pierwszej klasy. Pewnego dnia pod domem spotkały Andrzeja.

Basiu, dzięki Bogu, długo cię szukałem. Pytałem sąsiadów, gdzie się wyprowadziłaś. Mówili, że jesteś z nowym mężem.

Już nie jestem. Czego chcesz? zapytała niechętnie.

Basiu, chcę wszystko naprawić. Wiem, że przez mnie straciłaś dziecko, wybacz mi. Zrozumiałem już wszystko.

Nie, Andrzeju. Nie. Musimy już iść. Weszły z Zosią do klatki.

Słyszała jeszcze, jak zawołał:

Basiu, mój numer się nie zmienił. JeśliBasia uśmiechnęła się przez łzy, widząc przez okno, jak Andrzej pomaga Zosi ulepić bałwana, a w jej sercu znów zagościła nadzieja.

Rate article
Fajna Tajna
Nowe początki, nowa rodzina