No i co, Anka, jednak akt małżeństwa mocniejszy niż życie na kocią łapę?
nabijali się chłopy z Anny.
Na trzydziestolecie po studiach nie idę, potem mam zawsze depresję.
Niech chodzą ci, co i tak ciągle tam latają, im to nawet nie szkodzi, bo już się nie poznają w tych zmarszczkach wrzasnęła Anna do telefonu, bo zadzwoniła jej jedyna przyjaciółka.
A co ty tak wyglądasz, że się boisz pokazać?
zdziwiła się Małgorzata.
Przecież parę lat temu się widziałyśmy, i wszystko było z tobą w porządku.
Bardzo się roztyłaś, czy jak?
Ale daj spokój, nie o to chodzi, po prostu nie chcę i już.
Nie namawiaj, Gosiu!
Anna już chciała zakończyć rozmowę, licząc, że Małgorzata zrozumie i zaraz zadzwoni do kogoś innego z listy.
Ale tym razem przyjaciółka wbiła pazury mocniej:
Anka, przecież nas już prawie nie ma.
Co, ktoś wyciągnął kopyta?
Anna, choć już nie pierwszej młodości, nie spodziewała się masowej zagłady rówieśników.
Eee, bez przesady, po prostu część wyjechała za granicę.
A nieżyjący u nas to tylko Andrzej Kołodziej, jeszcze dwadzieścia pięć lat temu, chłopak młody był bardzo, przecież ci mówiłam.
No więc się nie szarp, cała nasza paczka się zbiera, cztery grupy, a będzie nas w sumie raptem trzydzieści osób.
Ty już wydałaś syna za żonę wreszcie?
No to możesz się rozerwać od życia.
Małgorzata jeszcze coś tam trajkotała, ale Anna znowu wspomniała Andrzeja Kołodzieja.
Zawsze miał podkrążone oczy, spojrzenie ciężkie, a chłopaki z roku mówili, że słabiak.
Okazało się, że miał wątłe serce.
Uczył się świetnie, marzył, że zbuduje kiedyś super most wantowy w swoim mieście, ale nie zdążył niczego.
A co Anna zdołała?
Zakochała się w Jacku, brygadziście na budowie, gdzie też poszła po studiach.
Jacek pracował na zmiany, po czym wracał do siebie.
Długo się spotykali, przed wszystkimi nazywał ją żoną.
Twierdził, że związek bez papierów to najczystsza forma miłości.
Bo ludzie są razem nie przez akt małżeństwa, tylko dla miłości, Anka
A kiedy Anna dowiedziała się, że jest w ciąży, akurat się złożyło, że Jacek nie przyjechał na następną zmianę.
Okazało się, że ma już troje dzieci, a żona mu poważnie zachorowała.
Zwolnił się z roboty z powodu osobistych, nawet jej nie powiedział.
No a Anna zrozumiała, że nie ma czego wymagać od faceta z trójką dzieci i chorą żoną.
Odeszła więc z budowy, zanim zaczęły się jakieś plotki.
Prawda, jeden z chłopaków rzucił na do widzenia:
No widzisz, ślub cywilny jednak mocniejszy niż partnerstwo!
Ale Annie było już wszystko jedno, zatrudniła się w sklepie spożywczym pod blokiem.
Pracę załatwiła jej znajoma z klatki.
Umówiły się, że nawet jak Anna zostanie matką, będzie pracować na dwie zmiany.
Mama zgodziła się zostać z Maćkiem, bo, jak stwierdziła, córka taka nieporadna, a robotę świetną straciła!
Przecież sama mnie tak wychowywałaś!
wrzasnęła w końcu Anna, gdy matka wyjątkowo ją zirytowała.
Myślałam, że chociaż ty będziesz porządna, ja harowałam na twoje dzienne studia, a ty, Anka, spaprałaś sprawę!
utyskiwała matka.
Jakie korzenie, takie owoce, mamo, co chciałaś?
odparła jej Anna i zaraz pożałowała.
Potem się przytuliły, popłakały razem i i co z tego.
I tak ciężko.
Dlatego, gdy parę lat później dzwoniła Małgorzata z zaproszeniem na spotkanie po latach Anna oczywiście nie poszła.
Tam będą opowiadać o szczęśliwych rodzinach, pracy, pokazywać zdjęcia tuż po opalaniu na Dominikanie czy nad Bałtykiem.
A Anna myje podłogi w trzech miejscach w bloku, w szkole i przedszkolu.
O czym tu z nimi gadać?
A w zasadzie, o czym one miałyby gadać z nią
Dla Maćka była gotowa na wszystko, bo był jej jedyną radością.
Zwłaszcza że matka, gdy wnuk poszedł do przedszkola, uznała, że swój obowiązek wykonała i wyjechała do siostry na wieś, bo niby w mieście źle się czuje i musi się wentylować.
A Annie niespodziewanie po kilku latach się poszczęściło: przyjęli ją znowu do pracy zgodnej z wykształceniem wprawdzie na pół etatu, ale zawsze coś.
Maciek właśnie zaczynał szkołę, więc Anna zdążała odebrać go z świetlicy prosto po obiedzie, z czego syn był bardzo zadowolony i koledzy mu zazdrościli.
Potem nawet zaczęli się Annie podobać mężczyźni z pracy, ale ona od razu im studziła zapał.
Ma syna, jemu żaden wujek nowy niepotrzebny.
Ojca nie zastąpi, a jeszcze się zacznie śmieszny cyrk.
Anna okazała się świetnym pracownikiem, a kiedy syn podrósł, przeszła na pełny etat jako inżynierka.
Dochody były już solidne.
Ale ciągle czuła się gorsza, nawet z wyglądu.
Ubrana skromniutko, włosów nie farbowała, po czterdziestce już jej srebrem świt się kładł na głowie.
Wydawało jej się, że nie ma prawa być szczęśliwa skoro żyła z żonatym i omal nie rozwaliła mu rodziny.
Nie wolno jej było się stroić, malować, być zauważoną, bo zaraz komuś się spodoba i znowu problem.
Zresztą, w szczęśliwe związki już nie wierzyła.
Wokół przecież pełno rozwodów, a ona przecież wcale nie lepsza, chyba nawet gorsza
Jej syn Maciek wyrósł na dziwo nad podziw wdzięczny, nie zepsuła go ta matczyna ofiarność.
Każdego lata jeździł na wieś do babci Ireny i jej siostry.
Pomagał we wszystkim.
Kopał grządki, z dwoma babciami sadził ziemniaki, buraki, marchewkę.
Chwastował, podlewał, a jesienią wykopywał pyrki i pomagał zamykać babciom słoiki z ogórkami i dżemem.
Silny był od dziecka, umiał rąbać drewno, układał szczapy do drewutni ze sprawnością leśnika.
Nawet matka zaczęła Annie powtarzać, że powinny obie się cieszyć, bo z Maćka to prawdziwe szczęście, a dla niej i samotnej siostry Lizi kochany wnuk.
No i gdzie tutaj Annie na jakieś spotkanie rocznicowe w kawiarni?
Te wszystkie znajome myśli przeleciały jej przez głowę w sekundy.
A tymczasem Małgorzata nie puszczała tematu:
No, to zapamiętałaś?
Kawiarnia naprzeciwko akademika, kolejny piątek o piętnastej.
Przyjdź, będziemy miały przynajmniej z kim pogadać, bo u mnie też bida na rozmowy, co, przyjdziesz?
Głos Gosi nagle jej się załamał i Anna sama nie wiedząc czemu przytaknęła:
Dobrze, przyjdę
Odłożyła telefon, od razu żałowała tej zgody.
Podeszła do lustra i znów wzięła komórkę do ręki.
Trzeba zadzwonić i się wycofać.
Ale numer Małgorzaty cały czas był zajęty, a Annie nagle zrobiło się po prostu głupio…
Dopiero późnym wieczorem otworzyła szafę i wyjęła niebieską sukienkę, którą kupił jej syn na swój ślub.
Maciek z Natalią długo ją wtedy namawiali, a synowa zabrała Annę na shopping, prawie zamęczyła przymiarkami.
I w końcu ta niebieska sukienka spodobała się wszystkim, nawet Annie.
Na miejscu dobrali jej buty, a potem Natalia zaprowadziła ją do fryzjera, gdzie jej ufarbowali i uczesali włosy.
To było rok temu, Maciek z Natalią już mieszkają osobno i są szczęśliwi.
A siwizna znów się pojawiła, bo i po co się stroić, nikt na nią nie patrzy, niezręcznie jej się malować.
Mimo to Anna ułożyła włosy, założyła tę niebieską sukienkę, która wisiała w szafie.
Usta lekko pomalowała, ale potem starła bo za odważnie.
W kawiarni był gwar, mnóstwo ludzi, gdy Anna przyszła na czas.
Gosia od razu ją wypatrzyła i podbiegła Anka, przecież ty wyglądasz jak królowa życia!
Ale się cieszę, że cię widzę!
Sama Małgorzata trochę przytyła, ale jej to nawet pasowało, odmładzało.
Pogadały chwilę przy stoliku, potem ktoś odciągnął Gosię, a Anna sączyła sok, patrzyła na ludzi i słuchała muzyki.
Ktoś naprawdę się postarał leciały przeboje z czasów studenckich.
Jeszcze wtedy byli młodzi i wierzyli, że życie ich rozpieści.
Mogę panią prosić do tańca?
przez muzykę przebił się do niej czyjś głos.
Anna podniosła głowę i poznała go natychmiast.
To był Leszek Serafin z równoległej grupy.
Na trzecim roku się ożenił, Anna długo żałowała, bo wtedy się w nim podkochiwała.
Anka, jaka ty ładna się zrobiłaś!
Pierwszy raz przyszedłem na nasze spotkanie i nikogo tu nie poznaję, a ciebie od razu!
Leszek podał jej rękę, Anna nie odmówiła, wstała i poszła zatańczyć, łapiąc zdziwione spojrzenie Małgorzaty, która właśnie wróciła do stolika.
Tańczyli kilka kawałków bez słowa.
Potem niespodziewanie Leszek spytał:
Aniu, mogę cię odprowadzić?
Od razu mówię, od dawna rozwiedziony, ale jak ktoś na ciebie w domu czeka, to tylko odprowadzę, bo już późno
Leszek odprowadził Annę pod dom, a nazajutrz spotkali się znowu i już się nie rozstawili.
Suknię i buty na ślub Annie znów pomagała dobierać Natalia.
Była już zaokrąglona Anna wkrótce zostanie babcią.
I jakoś głupio jej było być panną młodą.
Anna w końcu pozwoliła sobie na szczęście.
A Natalia szepnęła jej wtedy:
Pani Aniu, jak pani piękna!
My z Maćkiem tak się za was cieszymy, a szczęście nie ma daty ważności, można w każdym wieku!
I rzeczywiście siedząc przy weselnym stole, Anna spojrzała rześko na swojego Leszka i pomyślała: No teraz to już chyba wolno.
Anna w końcu wybaczyła sobie.
I pozwoliła sobie być szczęśliwą
No a wy jak uważacie?
Dajcie znać w komentarzach i kliknijcie serduszko, jeśli też się cieszycie za Annę.


