No proszę, tato, jakie powitanie Cię tu czeka! I po co Ci był ten sanatorium, skoro w domu masz pełe…

Nie do wiary, tato, jak cię tam witają. Powiedz, po co ci był ten sanatorium, skoro w domu masz pełen all inclusive?

Kiedy Michał wręczył mi klucze do swojego mieszkania, zrozumiałem: twierdza zdobyta. Żaden DiCaprio nie czekał na Oscara z takim napięciem, jak Pola czekała na swojego Michała, zwłaszcza, że z własnym kątem.

Zrezygnowana, trzydziestopięcioletnia, coraz częściej rzucała współczujące spojrzenia na bezdomne koty oraz wystawy Wszystko do rękodzieła.

A tu on samotny, co młodość poświęcił karierze, zdrowemu jedzeniu, siłowni i innym bzdurnym poszukiwaniom siebie w świecie, poza tym bezdzietny.

Pola wyśniła ten prezent już w wieku dwudziestu lat może na górze w końcu zauważyli, że naprawdę nie żartuje.

Mam ostatni w tym roku wyjazd służbowy i cały jestem twój powiedział Michał, wręczając długo wyczekiwane klucze. Tylko się nie przestrasz mojej nory. Do domu zaglądam tylko po to, by się przespać rzucił, po czym zniknął do innej strefy czasowej na cały weekend.

Pola zabrała szczoteczkę, krem i ruszyła przekonać się, czym ta nora jest. Problemy zaczęły się już przy drzwiach wejściowych. Michał uprzedzał, że zamek czasem się zacina, ale Pola nie przypuszczała, że aż tak.

Przez czterdzieści minut szturmowała drzwi: pchała, ciągnęła, wciskała klucz, próbowała na pół-obrotu, ale drzwi nie miały ochoty otworzyć się przed nową lokatorką.

W końcu zastosowała presję psychiczną, jak kiedyś uczyły koleżanki za garażami. Na hałas otworzyły się drzwi sąsiadów.

Pani czemu się dobija do czyjegoś mieszkania? zaatakował zaniepokojony kobiecy głos.

Nie dobijam się, mam klucze, burknęła rozdrażniona Pola, wycierając pot z czoła.

A kim pani właściwie jest? Nie kojarzę pani z klatki dopytywała się sąsiadka.

Jestem jego dziewczyną! odparła Pola z wyzywającą miną, ręce na biodrach, ale widziała tylko wąską szparę, przez którą prowadzono negocjacje.

Pani? kobieta była rzeczywiście zaskoczona.

Tak, ja. Jakiś problem?

Nie, żadnych. Po prostu on nigdy tu nikogo nie przyprowadzał. (W tym momencie Pola jeszcze bardziej pokochała Michała.) A tu nagle taka…

Taka jaka? nie zrozumiała Pola.

Wie pani, to nie moja sprawa. Przepraszam sąsiadka zamknęła drzwi.

Rozumiejąc, że musi wygrać, Pola wcisnęła klucz z pełną determinacją, aż niemal wykręciła całe zamknienie. Drzwi ustąpiły.

Wnętrze Michała objawiło jej się w pełnej okazałości, a jej dusza okryła się chłodem. Oczywiście, samotnemu mężczyźnie przystoi pewien ascetyzm, ale to była prawdziwa cela.

Biedaku, twoje serce już dawno zapomniało, a może nigdy nie znało, co to domowe ciepło wyrwało się Poli, gdy ogarniała mieszkanie, w którym miała przebywać coraz częściej.

Z drugiej strony się cieszyła. Sąsiadka nie skłamała: żadna kobieta nigdy nie dotknęła tych ścian, tej podłogi, tej kuchni, tych ponurych okien. Pola była pierwsza.

Nie mogąc wytrzymać, ubrała się i pobiegła do najbliższego sklepu po zasłonkę i dywanik do łazienki, przy okazji łapiąc łapki do garnków i kuchenne ręczniki.

Oczywiście w sklepie ją dopadła gorączka zakupów… Do dywanika i zasłonki doszły zapachy do mieszkania, mydełka robione ręcznie, a także wygodne pojemniki na kosmetyki.

Wprowadzić takie drobiazgi do czyjegoś mieszkania to nie bezczelność uspokajała się Pola, do drugiego koszyka podczepiając kolejny.

Zamek już nie był dla Poli przeszkodą. Tak naprawdę wcale już nie spełniał swojej roli, przypominając bramkarza, który zapomniał maski na mecz.

Uświadamiając sobie, co zrobiła, do północy kręciła za pomocą noży stary zamek, a rano pognała po nowy. Noże oczywiście też trzeba było wymienić. A do tego widelce, łyżki, obrus, deski do krojenia i podkładki pod gorące potrawy. Potem już tylko firanki.

W niedzielę koło południa zadzwonił Michał, mówiąc, że musi zostać w delegacji jeszcze parę dni.

Będę wdzięczny, jeśli wniesiesz do mojego mieszkania trochę ciepła i domowej atmosfery zaśmiał się do słuchawki, gdy Pola powiedziała, że pozwoliła sobie lekko przeorganizować jego wnętrze.

A przytulność wprowadzała już praktycznie ciężarówkami, według technicznego planu. Przez tyle lat wszystko to kumulowało się w samotnej kobiecie, a teraz, gdy jej rozwiązano ręce, nie mogła się zatrzymać.

Przed powrotem Michała, ze starego mieszkania został tylko pająk przy wentylacji. Pola zamierzała go wyprosić, lecz widząc zszokowane ośmioro oczu, zrozumiała, że lepiej zostawić biedaka jako symbol nietykalności cudzej własności.

Mieszkanie Michała wyglądało już tak, jakby od ośmiu lat był szczęśliwym mężem, rozczarował się w małżeństwie, a potem znów znalazł szczęście już na własnych warunkach.

Nie tylko zajęła się mieszkaniem, ale i sprawiła, że cały blok wiedział, iż jest nową gospodynią i wszelkie sprawy należy kierować do niej. Pierścionka wprawdzie jeszcze nie miała, ale to kwestia formalna.

Sąsiedzi z początku patrzyli podejrzliwie, lecz potem tylko wzruszali ramionami: Jak pani sobie chce, to już pani sprawa.

***
W dniu powrotu Michała Pola przygotowała prawdziwą domową kolację, zapakowała swoje jędrne pośladki w efektowną i nieco krzykliwą kreację, ustawiła zapachy w rogach i, przygaszając nowe światło, rozpoczęła oczekiwanie.

Michał się spóźniał. Gdy Pola poczuła, że sukienka zaczyna ją boleśnie uwierać tam, gdzie przez pół roku ćwiczyła na siłowni, w zamek włożono klucz.

Zamek jest nowy, popchnij, nie zamknięte! rzuciła lekko speszona, lecz zmysłowym tonem Pola. Nie bała się oceny. Mocno napracowała się nad mieszkaniem. Wszystko będzie wybaczone.

W chwili, gdy drzwi się otworzyły, przyszło Poli nagłe SMS od Michała: Gdzie jesteś? Jestem w domu. Mieszkanie wygląda jak zawsze. A koledzy straszyli mnie, że obstawisz wszystko kosmetykami.

Co ciekawe, Pola przeczytała tę wiadomość dużo później. Tymczasem do mieszkania weszło pięć zupełnie obcych osób: dwóch młodych facetów, dwóch nastoletnich chłopców i jeden bardzo stary dziadek, który, widząc Polę, od razu się wyprostował i wygładził resztki siwych włosów.

O, tato, jaką masz tu obsługę! Po co ci ten sanatorium, skoro w domu masz taki all inclusive? odezwał się pierwszy młody mężczyzna i dostał z liścia od żony za gapienie się.

Pola stała w progu z dwoma pełnymi kieliszkami, niezdolna się ruszyć. Najchętniej by krzyknęła, ale paraliż nie pozwalał jej na nic.

W kącie wesoło zachichotał pająk.

Przepraszam, kim pani jest? pisnęła żona.

Właściciel miejscowej nory. A pani chyba z przychodni, przyszła zrobić opatrunki? Powiedziałem przecież, że sam sobie poradzę odpowiedział dziadek, patrząc na strój pielęgniarki, w który była ubrana Pola.

Uhm, tak, panie Adamie, u pana tu ciepło, prawdziwa oaza, zajrzała przez ramię żona młodego mężczyzny. Całkiem inna bajka, a nie jak dotychczas w katakumbach mieszkaliście. A pani jak się nazywa? Nie za stary dla pani nasz Adam? Chociaż, wiadomo, mężczyzna z własnym mieszkaniem…

Po…la…

No proszę! Adamie, potrafisz ludzi dobrać, nie powiem!

Po oczach dziadka widać było, że też uważa sprawy za szczęśliwy zbieg okoliczności.

Gdzie Michał? wyszeptała Pola. Z nerwów wychyliła oba kieliszki jednym ruchem.

Ja jestem Michał! krzyknął ośmioletni chłopiec.

Poczekaj, to nie twój czas, żeby być Michałem matka odsunęła go i odprawiła dzieci z mężem do samochodu.

Przepraszam, chyba pomyliłam mieszkanie Pola zaczęła odzyskiwać świadomość, pamiętając wyzwania z zamkiem. To ulica Kwiatowa osiemnaście, mieszkanie dwadzieścia sześć?

Nie, to Bukowa osiemnaście przecierał ręce dziadek, gotowy rozpakowywać prezent.

No cóż westchnęła Pola tragicznie pomyliłam się. Proszę, rozgośćcie się, a ja tylko na chwilę wyjdę, muszę zadzwonić.

Złapała telefon i uciekła do łazienki, gdzie zabarykadowała się ręcznikiem. Dopiero tam przeczytała SMS od Michała.

Michał, zaraz będę, tylko zakupy się przeciągnęły odpisała.

Dobrze, czekam. Jak możesz, przynieś czerwone wino nagrał głosowe Michał.

Czerwone Pola zamierzała przynieść, ale już tylko w sobie. Zwinęła dywanik i zdjęła zasłonkę, poczekała, aż obcy przejdą do kuchni i wtedy wymknęła się z łazienki.

Na szybko spakowała rzeczy do reklamówki i wyskoczyła z mieszkania.

***
Powiem ci wszystko później wytłumaczyła swój wygląd Pola, gdy Michał otworzył drzwi.

Przeszła obok niego jak we mgle, nawet nie spojrzała mu w oczy. Najpierw poszła do łazienki, zawiesiła nową zasłonkę, rozłożyła dywanik i dopiero potem padła na kanapę, spała do rana, aż cały stres i czerwone się z niej ulotniły.

Po przebudzeniu zobaczyła przed sobą nieznajomego faceta, czekającego na wyjaśnienia.

Przepraszam, jaki tu jest adres?..

Ulica Brzozowa, osiemnaście…

***
Tej nocy zrozumiałem, że nawet w najbardziej absurdalnej sytuacji warto zachować spokój (i sprawdzić adres dwa razy), bo dom to nie tylko klucze, ale przede wszystkim ciepło, które potrafimy wnieść.

Rate article
Fajna Tajna
No proszę, tato, jakie powitanie Cię tu czeka! I po co Ci był ten sanatorium, skoro w domu masz pełe…