NO I CO Z TEGO, ŻE SIĘ WŚCIEKŁAŚ… — A komu ty w ogóle potrzebna, stara wiedźmo? Wszystkim tylko pr…

TEŻ MI, WYBUCHNĘŁAŚ…

A komu ty w ogóle potrzebna, stara wiedźmo? Tylko wszystkim zawadzasz. Łazisz tu, smrodzisz. Gdyby to ode mnie zależało, już dawno by cię tu nie było… Ale muszę cię znosić. Nienawidzę cię!

Paulina prawie się zakrztusiła herbatą. Przed chwilą rozmawiała przez wideorozmowę ze swoją babcią, Zofią Stefanówną. Babcia powiedziała, że za chwilkę wróci.

Poczekaj, kochanie, tylko odłożę pranie rzuciła, powoli wstała z fotela, pojękując pod nosem, i wyszła do przedpokoju.

Telefon został na stole, kamera aktywna, mikrofon też. Paulina zagapiła się na komputer, ale wtedy to się stało. Z przedpokoju zaczął dochodzić wyraźny głos.

Paulina niemal uwierzyła, że się przesłyszała. Pewnie by tak uznała, gdyby nie spojrzała na telefon w odpowiednim momencie. Sądząc po trzasku drzwi, ktoś wszedł do pokoju. Na ekranie pojawiły się obce dłonie, potem bok, w końcu twarz.

Ola. Żona jej brata. No, wszystko się zgadza głos też był jej.

Podeszła do łóżka babci, podniosła poduszkę, potem przewróciła materac i zaczęła grzebać pod nim ręką.

Siedzi tu i popija herbatki… Żeby cię już szlag trafił, serio. Po co to ciągnąć? I tak z ciebie żaden pożytek, powietrze marnujesz marudziła Ola pod nosem.

Paulina zamarła. Przez kilka sekund nawet nie oddychała.

Ola wyszła, nie zauważając telefonu. A po chwili babcia wróciła i uśmiechnęła się lekko ten uśmiech nie dotarł do jej oczu.

No i jestem. A tak w ogóle, jak tam twoja praca, Paulinko? Dajesz radę? zapytała, jakby nic się nie wydarzyło.

Paulina tylko kiwnęła głową. W środku wrzała, ale próbowała pojąć to, czego właśnie się dowiedziała. Najchętniej już teraz wyrzuciłaby tę zarozumiałą dziewuchę za drzwi.

Zofia Stefanówna zawsze była dla Pauliny jak stalowa dama. Nigdy nie podnosiła głosu wystarczała jej ta szkolna stanowczość, wyćwiczona przez lata nauczycielskiej pracy, rozmów z uczniami i ich rodzicami.

Przez czterdzieści lat uczyła polskiego. Dzieciaki ją uwielbiały, potrafiła nawet Lalkę zrobić ciekawą.

Po śmierci dziadka nie załamała się, chociaż jej prosta sylwetka wygięła się trochę w pałąk. Rzadziej wychodziła z domu, częściej chorowała. Jej uśmiech stężał, ale optymizmu nie straciła. Wierzyła, że każde życie jest fajne, nawet to na rencie.

Paulina od zawsze czuła się przy babci bezpiecznie. Cokolwiek babcia wszystko załatwi, każdego problemu się nie boi. W dodatku, kiedy brat Pauliny, Grzesiek, nie mógł się pozbierać po ślubie z wysokim czynszem, to babcia sama zaproponowała pokój w jej trzypokojowym mieszkaniu. A przy okazji ktoś miał popilnować, czy nie skacze ciśnienie albo czy cukier nie szaleje.

Samej mi tu nudno, a młodym pomoc zawsze się przyda mówiła z entuzjazmem.

Grzesiek miał pilnować babcię, a Paulina zaopatrywała ją w jedzenie, leki i czasami podsyłała gotówkę to wszystko dzięki sumiennej pensji i nieco wrażliwemu sumieniu. Czasem Paulina wręczała banknot, czasem przelewała parę złotych, a czasem, znając babcię i jej tendencje do chomikowania na czarną godzinę, sama zasuwała z siatami. Kupowała rybki, mięso, mleko, owoce wszystko na zdrową dietę dla babci.

Musisz jeść, szczególnie przy tym twoim cukrze, babciu! przypominała.

Babcia podziękowała, ale zawsze spuszczała wzrok. Jakby było jej głupio kogoś obciążać.

Ola, żona Grześka, od początku wydawała się Paulinie nieco… śliska. Miłe słówka, słodka grzeczność a w oczach lód. Patrzyła przenikliwie i jakoś tak sucho, bez cienia ciepła. Ale Paulina się nie wtrącała to ich sprawa. Tylko czasem dyskretnie dopytywała babcię, czy wszystko w porządku.

Wszystko dobrze, kochanie, zapewniała Zofia. Ola gotuje, dba o porządek. Jeszcze młoda, ale da radę. Praktyka czyni mistrza!

Teraz Paulina widziała, że to była bajka. Ola dla ludzi była potulna, ale jeśli nie miała widowni…

Babciu, ja słyszałam… Właśnie teraz. Co to za akcja?

Babcia zamrugała, jakby nie dosłyszała, po czym odwróciła wzrok.

Daj spokój, Polciu westchnęła Ola jest zmęczona, mają teraz ciężki okres, Grzesiek ciągle na delegacjach. No i wyładowuje się

Paulina patrzyła na babcię jakby widziała ją po raz pierwszy. Widziała każdą nową zmarszczkę, zauważała, że w jej oczach nie ma już dawnego blasku. Upór został, zmęczenie też ale pojawił się jeszcze strach.

Wyładowuje się? Słyszałaś, co ci nagadała? To nie wyładowanie, to…

Paulinko przerwała Zofia Stefanówna. To nic. Jak trzeba, to przeczekam. No, wiesz, młoda, gorąca głowa. Ja już swoje przeżyłam. Dużo mi do szczęścia nie potrzeba.

Babciu, nie rób ze mnie naiwnej Paulinie puściły nerwy. Albo mi wszystko mówisz, albo wsiadam w samochód i zaraz do ciebie jadę. Wybieraj.

Babcia zamilkła na chwilę, po czym ciężko westchnęła, opuściła ramiona, podciągnęła okulary. Bajka pękła. Teraz patrzyła na Paulinę nie radosna, silna kobieta, tylko zgaszona staruszka.

Nie chciałam mówić zaczęła. Ty masz tyle na głowie. Po co ci te brudy? Myślałam, że się ułoży…

Ta historia z Olą była dużo dłuższa i bardziej obrzydliwa, niż Paulina mogła się domyślić.

Młodzi zjechali do babci z walizkami marzeń i planem odkładania na kredyt w pół roku. Babcia nawet się cieszyła w mieszkaniu zrobiło się gwarno, kuchnia żyła, pojawiły się rozmowy i nawet trochę śmiechu, choć wymuszonego. Ola początkowo nieźle się maskowała: piekła ciasteczka, servowała babci herbatę, kilka razy nawet odwiozła ją do przychodni.

Ale potem Grzesiek wyjechał na delegację. Wszystko się odwróciło.

Najpierw była drażliwa mówiła Zofia. Myślałam, że przez Grześka. Potem… zaczęła zabierać jedzenie. Mówiła, że i tak ty wszystko kupujesz, a jej bardziej potrzebne, bo młoda, bo może będzie miała dziecko. No i co ja… Mi niewiele trzeba, trochę schudnąć nawet dobrze.

Okazało się, że Ola pożyczyła od babci pieniądze z tego, co Paulina przeznaczała na leki. Kupiła za nie lodówkę, wstawiła ją do swojego pokoju i założyła zamek na drzwi. Wszystko najlepsze, co Paulina dowoziła, lądowało tam.

Oczywiście babci pieniędzy nie oddała. Wręcz coraz częściej szukała u niej zaskórniaków i czesała co się dało.

Telewizor zabrała. Twierdziła, że to szkodzi na wzrok babcia pociągnęła nosem i przetarła oczy dłonią. Internet też mi czasem wyłącza. A ja… a ja przecież mam rozmowy, czytam wiadomości, przepisy Jak w klatce.

Grzesiowi powiedziałaś? spytała Paulina.

Babcia tylko pokręciła głową.

Ola powiedziała, że jeśli komuś piśnę, to powie wszystkim, że przeze mnie poroniła. Że ja ją denerwowałam… A ja nawet nie wiem, czy ona była naprawdę w ciąży. Ale ponoć wszyscy by jej uwierzyli, a mnie by znienawidzili.

Paulina nie wiedziała, co odpowiedzieć. Najchętniej by wyszła na ulicę i wykrzyczała wszystko pod blokiem. Ale powiedziała spokojnie:

Babciu, nikt nie ma prawa cię tak traktować. Nikt ani młodzi, ani starzy, bliscy czy obcy.

Babcia się rozpłakała. Paulina ją uspokajała, chociaż wewnątrz już szykowała burzę. Miała dosyć cicho siedzieć.

Pół godziny później Paulina z mężem jechali już do Zofii. W drodze streściła mu sytuację. Najpierw nie wierzył, ale nie miał powodu podejrzewać żony o przesadę.

Babcia otworzyła drzwi od razu, nerwowo podrzucając kawałek ściereczki w dłoniach i unikając wzroku.

Jejku, po co bez zapowiedzi? Chociaż bym wodę na herbatę postawiła…

Nie przyjechaliśmy na herbatę, babciu powiedziała Paulina spokojnie. Chcemy sprawiedliwości. Gdzie Ola?

Wyszła gdzieś… Wiecie, nie zdaję relacji. No skoro już jesteście, to chodźcie.

Zofia Stefanówna odsunęła się, wpuszczając ich do środka. Paulina od razu popędziła do kuchni. Lodówka była niemal pusta trochę przeterminowanego mleka, dziesięć jajek, kiszone ogórki z pleśnią na wieczku, a w zamrażarce tylko lód.

Paulina spojrzała na męża, ten tylko potwierdził krótkim gestem. Pospiesznie weszli do pokoju Oli, który jak podejrzewali był zamknięty na tani zamek. Mąż w mig otworzył go śrubokrętem.

Ola rzeczywiście miała własną lodówkę. W środku Paulina odnalazła te jogurty, które parę dni wcześniej przywiozła dla babci, a także ser, domową kiełbasę i świeże warzywa.

Paulina była wściekła, lecz powściągnęła emocje. Z mężem zaszyli się w pokoju babci, czekając na rozwój sytuacji.

Ola wróciła pół godziny później.

Kto ruszał moje drzwi?! krzyknęła, już zaciskając pięści.

Na to z pokoju babci wyszła Paulina.

Ja.

Ola zamilkła, jej oczy latały niespokojnie. Próbowała odegrać swoją starą rolę.

A kim ty jesteś, że mi się wbijasz do pokoju?!

Paulina podeszła do niej i patrzyła z góry, bo Ola była zdecydowanie niższa.

Jestem wnuczką właścicielki mieszkania. A ty kim jesteś? Masz dziesięć minut na spakowanie manatków, bo inaczej twoje toboły wylecą przez balkon. Zrozumiano?

Powiem Grześkowi!

Możesz dzwonić do kogo chcesz! Grześka nie ma. A jak będzie trzeba wyniosę cię stąd za kołnierz.

Ola fuknęła, ale rzuciła się do pokoju i zaczęła pakować rzeczy, kląc pod nosem i próbując dogryźć Paulinie, która stała niewzruszona.

Babcia stała w korytarzu i ocierała łzy ręką.

Paulinko, trzeba było spokojniej… Ludzie usłyszą, skandal się zrobi…

Paulina podeszła i mocno ją objęła.

Babciu, to nie jest skandal. To tylko sprzątanie po brudach.

Zostali u babci na noc, a następnego dnia zawieźli jej do lodówki tyle jedzenia, że aż półka się ugięła, a apteczkę napełnili lekami. Kiedy się żegnali, babcia płakała; Paulina miała nadzieję, że to raczej z ulgi niż z lęku przed samotnością. Wnuczka zakazała wpuszczać Olę z powrotem, nawet gdyby miała kwiaty i skruchę.

Jeszcze tego samego dnia zadzwonił Grzesiek. Wrzeszczał do słuchawki tak, że aż telefon wibrował.

Powariowałaś? Ola płacze! Gdzie ona teraz ma mieszkać?! Myślisz, że ci wszystko wolno, bo masz kasę?!

Paulina rozłączyła się bez słowa. Parę godzin później wysłała mu tylko nagranie głosowe:

Może byś się zorientował, co Ola twoja wyczyniała. Babcię głodziła, pastwiła się. A przypominam, że babcia oddała ci kiedyś ostatnie oszczędności. Jeśli jeszcze raz przyprowadzisz tę swoją furiatkę obojgu urwę uszy.

Grzesiek już nie odpowiedział. I nie było potrzeby.

Ola zatrzymała się u jakiejś koleżanki, a media społecznościowe zalały się jej wpisami o toksycznej rodzinie i dwulicowych ludziach. Grzesiek klikał lajki. I tyle.

W mieszkaniu Zofii zrobiło się spokojnie i przytulnie. Po kilku tygodniach poprosiła Paulinę, żeby nauczyła ją oglądać seriale na smartfonie. Zaczęła od Mistrza i Małgorzaty, potem przeszła na komedie. Czasami oglądały razem.

O rany, już dawno się tak nie uśmiałam! przyznała babcia któregoś wieczoru. Aż mnie policzki bolą. Takie rzeczy to dla mnie nowość.

Paulina tylko się uśmiechnęła. Teraz miała czyste sumienie. Kiedyś babcia ją chroniła, teraz ona chroniła babcię.

Rate article
Fajna Tajna
NO I CO Z TEGO, ŻE SIĘ WŚCIEKŁAŚ… — A komu ty w ogóle potrzebna, stara wiedźmo? Wszystkim tylko pr…