No i co, akt małżeństwa to jednak większa gwarancja niż wspólne mieszkanie? – Żartowali sobie z Nadziei koledzy

Czy jednak akt małżeństwa jest trwalszy niż wspólne życie bez papierka?
żartowali z mnie koledzy, gdyśkaśkałam się z moją sytuacją.
Na trzydziestolecie ukończenia studiów nie idę, potem będę mieć doła.
Niech idą ci, którzy co roku chodzili, im się nie rzuca w oczy, jak się zmienili wykrzykiwałem przez telefon do Jadzi, mojej jedynej przyjaciółki.
Ale jak ty teraz wyglądasz, że się tak boisz?
Zdziwiła się Jadwiga.
Przecież widziałyśmy się z pięć lat temu i byłaś całkiem w porządku, normalnie wyglądałaś.
Przytyłaś mocno?
Nie o to chodzi, po prostu nie chcę, Jadzia, nie namawiaj mnie!
Już chciałem skończyć rozmowę, mając nadzieję, że Jadzia zrozumie i zadzwoni dalej po innych z naszej paczki.
Ale tym razem przyjaciółka nie popuściła:
Marian, nas i tak już zostało niewielu.
Ktoś zmarł?
mimowolnie się przeraziłem, chociaż nie uważałem się za starego, to jednak wydawało mi się, że jeszcze za wcześnie, by nasi równolatkowie zaczęli odchodzić na tamten świat.
Nie, nie o to chodzi, niektórzy po prostu wyjechali za granicę.
A ś.p.
Andrzej Czarny zmarł już dwadzieścia pięć lat temu, był młody, przecież ci o tym mówiłam.
No więc się nie wykręcaj, zbiera się cały nasz rocznik, cztery grupy, a w sumie tylko trzydzieści osób będzie.
Ty już syna ożeniłeś w końcu?
No to można trochę poszaleć chociaż raz.
Jadwiga jeszcze coś mówiła, a ja znów przypomniałem sobie Andrzeja Czarnego.
On zawsze miał podkrążone oczy i ciężkie spojrzenie, a chłopaki z naszej grupy myśleli, że jest mięczakiem.
A okazało się, że miał chore serce.
Dobrze się uczył, marzył, żeby wybudować kiedyś piękny most w naszym miasteczku, ale już nie zdążył.
A ja co, Marian?
Co ja takiego wielkiego zrobiłem?
Zakochałem się w Iwonie, która była brygadzistką na budowie, tam też poszedłem pracować po dyplomie.
Pracowała na zmianach, potem wracała do swojego domu daleko od Warszawy.
Latami się spotykaliśmy, Iwona nawet przed ludźmi mówiła, że jestem jej mężem.
Utrzymywała, że związek bez papierka to prawdziwa miłość ludzie są razem, bo chcą, nie z powodu jakiegoś papieru
A kiedy okazało się, że Iwona jest w ciąży, akurat nie przyjechała na kolejną zmianę.
Okazało się, że ma już trójkę dzieci, a jej mąż ciężko zachorował.
Zwolniła się przez osobiste sprawy, nawet mnie nie powiadomiła.
No a ja wiedziałem, że nie mam prawa nic od niej żądać facet z trójką dzieci i chorą żoną
Odszedłem z budowy, zanim ktokolwiek cokolwiek się domyślił.
Nawet usłyszałem wtedy na odchodne:
Jednak akt małżeństwa ma większą wagę niż bycie razem bez papierka.
Ale było mi już wszystko jedno.
Poszedłem pracować do osiedlowego sklepu, gdzie załatwił mi robotę znajomy z bloku.
Umówiliśmy się, że nawet jak zostanę ojcem, to będę robił dwa dni w tygodniu.
Moja mama zgodziła się siedzieć z Bartkiem, bo uważała, że skoro straciłem taką dobrą pracę to jestem nieudacznik.
Sama mnie tak wychowałaś!
krzyknąłem do niej, gdy już przesadziła z wyrzutami.
Myślałam, że chociaż ty będziesz porządny!
Dziennie studia skończyłeś, ciężko harowałam na to, a ty, Marian, zawiodłeś!
darła się mama.
Jakie korzenie, takie owoce, czego chciałaś?
Odpowiedziałem, żałując zaraz, że tak jej palnąłem
Potem się przytuliliśmy i popłakaliśmy oboje, ale jaki to miało wtedy sens
Kiedy Jadzia dzwoniła po pięciu latach z okazji zjazdu absolwentów, oczywiście nie poszedłem.
Tam będą opowiadać o rodzinie, pracy, zdjęcia sobie pokazywać A ja śmigam na trzech etatach; sprzątam klatki, szkołę i przedszkole.
O czym miałbym z nimi gadać?
A prawdę mówiąc, czułem, że to z nimi nie byłoby o czym rozmawiać
Dla Bartka byłem gotów na wszystko, on był dla mnie jedyną pociechą.
Mama, kiedy Bartek poszedł do przedszkola, orzekła, że już swoje zrobiła i wyjechała do siostry na wieś, bo stwierdziła, że w mieście źle się czuje i potrzebuje świeżego powietrza.
Mnie po kilku latach dopisało nieoczekiwane szczęście przyjęli mnie na pół etatu na stanowisko zgodne z wykształceniem.
Bartek akurat poszedł do szkoły i teraz wszystko ogarniałem, nawet odbierałem syna z świetlicy po obiedzie, czego mu wielu zazdrościło.
Potem zaczął do mnie podrywać kolega z pracy od razu uciąłem temat.
Mam syna, nie potrzebuję obcego faceta w domu.
Ojca mu nie zastąpi, a same kłopoty z tego będą.
W robocie okazało się, że jestem sumienny i gdy syn podrósł, zarabiałem już całkiem nieźle, przeszedłem na cały etat na stanowisku inżyniera.
Ale zawsze czułem się mniej wartościowy, zamknięty w sobie.
Ubierałem się skromnie, nie farbowałem włosów, a po czterdziestce pojawiły się pierwsze siwe kosmyki.
Czułem, że nie mam prawa być szczęśliwy, skoro żyłem z zamężną kobietą i prawie odebrałem ojca trójce jej dzieci.
Nie wypada nosić kolorowych rzeczy, podkreślać się ktoś znowu może coś sobie pomyśleć.
Przestałem wierzyć w szczęśliwe zakończenia.
Wokół pełno rozwiedzionych, a ja lepszy od nich nie byłem
Bartek wyrósł na wspaniałego człowieka, nie zepsuła go moja ofiarność.
Jeździł latem do babci Ireny i jej siostry Zosi na wieś, pomagał im we wszystkim: kopał grządki, sadził ziemniaki, buraki, marchew.
Oplewał, podlewał, jesienią wykopywał kartofle i pomagał babciom zamykać przetwory.
Już od małego był silny, rąbał drwa, składał polana w drewutni.
Nawet mama mówiła, że to wielkie szczęście mieć takiego synka a dla niej i samotnej siostry Zosi to ukochany wnuk.
I co mi teraz po kawiarni i spotkaniu z okazji trzydziestolecia studiów
Te wszystkie myśli przewinęły się mi przez głowę w parę sekund.
Usłyszałem, jak Jadzia dopytuje się z uporem:
No, zapamiętałeś?
Kawiarnia naprzeciwko akademika, w przyszły piątek o piętnastej.
Przyjdź, choćby dla mnie, bo i ja nie mam z kim pogadać.
Będziesz?
Głos Jadwigi nagle zadrżał i sam nie wiem czemu, w końcu powiedziałem:
Tak, przyjdę
Odkładając telefon, od razu pożałowałem tej obietnicy.
Podeszłem do lustra, spojrzałem na siebie i znów wyciągnąłem komórkę.
Chciałem zadzwonić do Jadzi i powiedzieć, że zgodziłem się przez pomyłkę.
Ale numer starosty był ciągle zajęty, a mnie dziwnie zrobiło się głupio
Późnym wieczorem otworzyłem szafę i wyjąłem granatową marynarkę, tę co dostałem od syna na jego wesele.
Bartek z Natalią musieli mnie długo namawiać, żebym ją kupił; synowa specjalnie ze mną chodziła po sklepach i męczyła przymiarkami.
W końcu ten garnitur spodobał się wszystkim, nawet mi.
Tam też dobraliśmy buty, a potem Natalia upierała się, żebym odwiedził fryzjera i ułożył włosy.
To było rok temu.
Bartek z Natalią mieszkają teraz osobno, są szczęśliwi.
Siwizna znów wyszła spod czapki, nie miałem dla kogo się stroić, czułem się trochę głupio.
Włosy jednak ułożyłem, marynarkę założyłem, a usta musnąłem błyszczykiem, ale potem starłem chusteczką zbyt ostentacyjnie, pomyślałem.
W kawiarni było gwarnie i tłoczno, weszłem punktualnie.
Jadzia mnie od razu wypatrzyła i przybiegła Marian, no jaki z ciebie przystojniak, jak się cieszę cię zobaczyć!
Sama Jadwiga przytyła, ale w sumie jej to nawet pasowało, odmłodniała.
Usiedliśmy pogadaliśmy, potem ktoś ją odciągnął, a ja siedziałem sam, piłem sok, rozglądałem się i słuchałem muzyki.
Co ciekawe, ktoś się postarał i leciały piosenki naszego pokolenia jeszcze z czasów studenckich, gdy wierzyliśmy, że nas czeka cudowne życie.
Mogę prosić do tańca?
Usłyszałem przez gwar czyjś głos.
Podniosłem głowę i od razu poznałem.
To był Leszek Serafin z równoległej grupy.
Na trzecim roku się ożenił, żałowałem wtedy, bo lubiłem go.
Marian, jak ty się zmieniłeś na korzyść!
To moje pierwsze spotkanie absolwentów i nikogo nie poznaję, tylko ciebie od razu!
Leszek podał mi rękę nie odmówiłem.
Potańczyliśmy kilka kawałków, milcząc.
W końcu Leszek nieoczekiwanie zagadnął:
Marian, mogę cię odprowadzić?
Od razu mówię, że jestem od dawna rozwiedziony.
A jeśli na ciebie ktoś w domu czeka, to po prostu odprowadzę, bo już późno
Leszek odprowadził mnie pod dom, a następnego dnia znów się spotkaliśmy i od tej pory już nie rozstaliśmy.
Garnitur na ślub pomagała mi dobrać Natalia.
Była już trochę zaokrąglona, lada dzień zostanę dziadkiem, a mi głupio było, że sam zostałem panem młodym.
Pozwoliłem sobie być szczęśliwy.
Natalia powiedziała mi na ucho:
Panie Marianie, pan jest naprawdę przystojny!
Tak się cieszymy z Bartkiem z pana szczęścia, bo szczęśliwym można być w każdym wieku to przecież nie zakazane!
I rzeczywiście już przy weselnym stole spojrzałem promiennym wzrokiem na swojego Leszka: “Teraz ja też mogę”.
W końcu wybaczyłem sobie i pozwoliłem sobie być szczęśliwym
To tyle moich zapisków z dziś.
Jeśli coś czujesz podobnego nie zamykaj się na szansę, bo szczęście nie patrzy na wiek czy przeszłość.

Rate article
Fajna Tajna
No i co, akt małżeństwa to jednak większa gwarancja niż wspólne mieszkanie? – Żartowali sobie z Nadziei koledzy