To było bardzo dawno temu, ale dobrze pamiętam tę historię. W tamtym czasie na świecie była zupełnie inna atmosfera, a relacje rodzinne miały swoje własne reguły, których nikt nie odważył się łamać. Żona miała młodszą siostrę, której wszyscy w rodzinie mówili pieszczotliwie Nasza Gwiazdeczka. Stała się tematem każdej rozmowy podczas rodzinnych spotkań, a te odbywały się zawsze w naszym mieszkaniu w Warszawie, przy suto zastawionym stole bigos, pierogi, śledzie
Wszyscy chwalili Jadwigę, bo była wzorową uczennicą w liceum, ukończyła Uniwersytet Warszawski z wyróżnieniem, od razu dostała etat w urzędzie nikt nie miał wątpliwości, że to ona jest tą wymarzoną córką. Młodsza, ułożona, grzeczna, po prostu idealna.
Przy niej moja żona, najstarsza z rodzeństwa, zdawała się nikomu nie imponować przerwała studia, wyszła za mąż, czyli za mnie, co rodzina patrzyła przez palce. Szczęściem dla mnie, prowadziłem wtedy własny biznes, nieźle mi się powodziło. Mieliśmy mieszkanie na Ochocie, samochód, na koncie całkiem przyzwoite złotówki. Jednak i tak to Jadwiga była ulubienicą.
Pewnego lata, jeszcze gdy piło się herbatę z prawdziwą cytryną, siostra żony zawitała do nas z prośbą. Cicho, poważnie poprosiła mnie o pożyczkę, tłumacząc, że zbiera na wkład własny do kredytu hipotecznego na swoje pierwsze mieszkanie. Kwota, którą wymieniła, nie wydawała mi się szczególnie duża, więc bez większego zastanowienia przekazałem jej gotówkę, ufając w jej obietnice, że wszystko odda w ratach, zgodnie z tym, jak dostaje wypłatę z urzędu.
Przysięgała niemalże przy stole, że zobowiązania dotrzyma, a ja jej wierzyłem. Jednak już po tygodniu plotki rodzinne przyniosły mi wieść Jadwiga nie była wcale w Warszawie, lecz w Sopocie, z grupą przyjaciółek. Byłem zdziwiony: osoba, która ponoć nie mogła uskładać na mieszkanie, znalazła pieniądze, by wyjechać nad morze? Opowiadała wszystkim, że odkładała cały rok, żeby móc zobaczyć Bałtyk, ale najciekawsze było to, że wciąż nie złożyła wniosku o kredyt.
Gdy ją o to zapytałem przy niedzielnym obiedzie, odpowiedziała nieco beztrosko, że jednak zmieniła zdanie i żadnego mieszkania nie kupi.
Poprosiłem ją grzecznie o zwrot pożyczki, wyjaśniając, że przekazałem jej pieniądze na nowy start, a nie na wakacje w Trójmieście. Jej odpowiedź bardzo mnie zabolała. Spojrzała na mnie i powiedziała:
Oj, dam radę zarobić jeszcze więcej, poczekaj, teraz i tak nie mam złamanego grosza.
Zapytacie, co było dalej? Otóż poszła prosto do mojej teściowej i stwierdziła, że żądam zwrotu pieniędzy wcześniej niż się umawialiśmy, a ponoć rodzina powinna być wyrozumiała i wspierająca. W jednej chwili Gwiazdeczka znów została aniołem domu, a my ci, którym się powodzi, staliśmy się, jak to w rodzinie bywa, zimnymi i chciwymi burżujami. Takie to były czasy.



