NIKT CIĘ NIE SKRZYWDZI
Gdzie się szlajasz? warknął Przemek do wchodzącej do mieszkania żony.
W pracy byłam.
Przecież dziś sobota!
Ale ja pracuję też w soboty.
Pracujesz, a pieniędzy jak nie było, tak nie ma.
A sam to zupełnie nie pracujesz
Uważaj sobie, jak jeszcze coś powiesz wycedził przez zęby i ruszył groźnie w jej stronę. Szybko do sklepu! W domu nawet nie ma co do garnka włożyć.
Przemek, zostało nam tylko dwa tysiące złotych, a do wypłaty jeszcze tydzień. Mógłbyś chociaż się gdzieś zaczepić do pracy albo popracować dorywczo samochodem.
Co ja, jakiś taksówkarz? Dziękuj, że w moim mieszkaniu mieszkasz otworzył drzwi. Już! Do sklepu!
Łzy napłynęły Elce do oczu. Jak to boli! Czy to jej wina, że życie się tak potoczyło. Już cztery lata po ślubie, wszystko wydawało się iść dobrze. Oboje rodziców jej i Przemka zrzucili się i kupili dwupokojowe mieszkanie. Potem jeszcze uzbierali na samochód, co prawda używany, tani, ale radość była ogromna. Wszystko zapisane na Przemka, przecież to głowa rodziny. Rodzice Elżbiety mieszkali na wsi, ale swoją część też dołożyli.
Mąż prowadził z ojcem mały biznes, trzymało się to jakoś, dało się żyć. Ale Przemek uznał, że zasługuje na więcej, pokłócił się z ojcem i stracił wszystko przez swoje zarozumialstwo. Już od roku nic nie robi, czeka nie wiadomo na co. Zaczął krzyczeć na żonę, potem przeszło do rękoczynów. Elka pracowała sześć dni w tygodniu, a pieniędzy i tak nie wystarczało. Mąż tylko ją obwiniał. Myśli coraz częściej krążyły wokół powrotu do mamy i taty na wieś, ale tam mają tylko mały domek mieszkały jeszcze dwie młodsze siostry. A ona nie chciała być dla nich ciężarem.
Wyszła z klatki, otarła łzy i ruszyła do sklepu. Wcale nie do najbliższego wybrała ten dalej, gdzie taniej, i wracać do domu tak bardzo się nie chce.
Na parkingu, przy jednym ze sklepów, zatrzymał się SUV. Wysiadł z niego mężczyzna lekko utykając. Elka zobaczyła to kątem oka.
Ela! rozległ się wesoły okrzyk.
Odwróciła się gwałtownie:
Wojtek!
To był jej kolega z klasy. Wojtek był od dziecka niepełnosprawny. Coś z nogami i rękami. Chodzili razem do szkoły od pierwszej do jedenastej klasy i jeśli Elżbieta pamięta, pół szkoły spędzał w szpitalach. Chłopaki się z niego śmiali, ale nie dawał się, uczył się najlepiej w klasie i w całej szkole. Po każdym leczeniu coraz lepiej poruszał się rękoma, nogami. Do pierwszej klasy go niemal na rękach nosili, a maturę odbierał już, choć utykając, ale samodzielnie.
I teraz wysiada z wypasionego auta, cieszy się, biegnie do dawnej koleżanki.
Elka, to naprawdę ty?! w jego głosie brzmiała pewność siebie. Dawno cię nie widziałem. Przecież ostatnio, dwa lata temu się spotkaliśmy. Kaśka mówiła, że dała ci znać, a ty nie przyszłaś.
A tam sprawy powiedziała niepewnie, co nie umknęło uwadze Wojtka.
Do sklepu idziesz? zagaił, zmieniając temat.
Tak.
To chodź! Ja też muszę coś kupić.
Pociągnął ją do droższego sklepu, nie tego, do którego chciała pójść Elka. Zauważył jej wahanie, szybko się domyślił, dlaczego. Zlustrował ją uważnie i zrozumiał jeszcze więcej.
Ela chciał coś powiedzieć.
Nie, Wojtek, ja tu nie wejdę. Przepraszam cię!
Wyswobodziła się, spuściła głowę i ruszyła do tańszego sklepu.
Skromnie kupiła zakupy, odliczała każdy grosz. Wychodzi z torbami. Na chodniku stał Wojtek przy swoim aucie. Podszedł stanowczo, wziął ją za rękę, otworzył drzwi pasażera i rozkazał:
Wsiadaj!
Elżbieta posłusznie wsiadła, usiadł obok:
Opowiadaj, co się stało!
I niemal po dziecinnemu pociągając nosem, zaczęła opowiadać wszystko, jak było, bez tajemnic.
To odejdź od niego, i już!
Wojtek, ale gdzie pójdę? Wszystko jest na niego zapisane.
Elka, jestem jednym z najlepszych adwokatów w mieście. Nie ważne, na kogo jest połowa należy do ciebie. Wyciągnął telefon podaj numer.
Niezdecydowanie podała mu swój, Wojtek od razu zadzwonił, żeby miała też jego.
Dziś sobota. W poniedziałek idziemy składać pozew o rozwód. Dalej powiem ci, co robić. Odpalił silnik. Odwiozę cię pod blok. Gdzie mieszkasz?
Na Słowackiego, koło poczty.
O, a ja niedawno wprowadziłem się tutaj, patrz, do tego nowego bloku wskazał nowiutką dziewięciopiętrową kamienicę.
Podjechali pod jej blok. Wysiadł, otworzył drzwi Elki:
No, Elżbieta, zdecyduj się! W poniedziałek zadzwonię. Gdyby coś się działo w weekend, dzwoń bez wahania.
Wojtek, ja się go boję!
Nie bój się! uśmiechnął się dodająco.
Weszła do mieszkania, gdzie już przy wejściu wybiegł jej mąż:
Z kim to jeździłaś autem?
Przemek, to kolega z klasy.
Mąż w domu głodny, a ona jeździ i się bawi
Potem posypały się wyzwiska i cios.
Elka rzuciła torbę i wybiegła, dusząc się z bólu i żalu. Pobiegła na dwór i wpadła prosto na Wojtka.
Wsiadaj do auta!
Otworzył drzwi, wsadził ją i odjechali.
Ocknęła się, gdy Wojtek wprowadził ją do trzypokojowego mieszkania.
Wojtek, gdzie ty mnie przywiozłeś?
To moje mieszkanie, Elka. Nikt ci tu nic złego nie zrobi, mieszkam sam.
W tym momencie zadzwonił jej telefon, a z drugiej strony rozległ się groźny głos Przemka:
Gdzie chodzisz?!
Znowu wyzwiska, awantura. Wojtek wziął z jej rąk telefon i spokojnie, stanowczym głosem rzekł:
Elżbieta składa pozew o rozwód. Mieszkanie zostaje jej
Co? Kim ty właściwie jesteś?
Jeśli będziesz się awanturował, to ja załatwię, że na kilka lat trafisz za kratki.
Ty wiesz w ogóle, z kim rozmawiasz?!
Wszystko powiedziałem.
Wojtek rozłączył się i oddał telefon Elżbiecie. Ta płakała coraz mocniej.
Już, Elka, wystarczy. Idź się ogarnij do łazienki, zaraz zjemy coś ciepłego.
Kiedy ona się uspokajała w łazience, Wojtek nastawił wodę na herbatę i gdzieś zadzwonił.
Po niedługim obiado-piciu, apetytu obojgu nie było, Wojtek powiedział stanowczo:
Chodź, załatwimy sprawę z twoim mężem!
Nie przestraszyła się. Boję się
Elka, tu będzie tak, jak ty zdecydujesz.
Na podjeździe czekała na nich policyjna Octavia. Z auta wyskoczył młody aspirant, zasalutował:
Panie mecenasie, do dyspozycji.
Uścisnęli sobie dłonie, wsadzili Elżbietę do auta.
Po kilku minutach zapukali do mieszkania Elżbiety.
Kogo tam niesie rozległ się złośliwy głos Przemka, otworzył.
Przemysław Wiśniewski? zapytał stanowczo policjant.
Tak.
Muszę panu zadać kilka pytań.
Przemek zmierzył żonę złowieszczym spojrzeniem, ale wpuścił wszystkich do pokoju, gdzie komisariat zaczął spisywać protokół.
Elka, zbierz swoje dokumenty i najpotrzebniejsze rzeczy.
Jej kolega z klasy mówił spokojnym, pewnym głosem, co Elżbieta z ulgą przyjęła. Ostatnio nie miała w nikim oparcia, tylko ciągłe kłótnie i awantury w domu.
A nagle pojawia się kolega, którego zawsze uważała za dobrego przyjaciela. W szkole żadna z dziewczyn przez głowę nie przeszła myśl, że to mógłby być ten jedyny wszystkie wzdychały do księcia na białym koniu, najlepiej z białym samochodem, a przecież nie do utykającego Wojtka, choć był zawsze dobry i uczciwy.
Zebrała papiery i bez namysłu dała Wojtkowi ten uśmiechnął się do niej z radością w oczach. Elka bezmyślnie zaczęła packować do torby rzeczy nie wiedziała, po co to robi i co dalej, ale miała w sercu pewność: gorzej już nie będzie. Wojtek jej nie zostawi i powoli czuła w piersi to prawdziwe uczucie, które daje ludziom szczęście.
Panie mecenasie, protokół gotowy zameldował aspirant.
Dobrze. Teraz zostawię was na chwilę samych.
Usiadł naprzeciw Przemka:
Słuchaj, Przemek, w poniedziałek Elżbieta składa pozew o rozwód. Ty musisz napisać swój wniosek. Dzieci nie macie, więc rozwiodą was przez urząd stanu cywilnego. Mieszkanie i samochód dzielicie równo.
A jeśli nie zgodzę się na rozwód? Przemek uśmiechnął się złośliwie. Mieszkanie należy do mnie.
Wtedy Elżbieta złoży pozwy: o rozwód, podział majątku i, co ważniejsze o pobicie. Jestem przewodniczącym jednej z rad adwokackich w województwie i możesz być pewny, że sąd zadecyduje sprawiedliwie.
Dziś wieczorem pogadam sam na sam z moją żoneczką i będzie jak ja chcę.
A kto ci powiedział, że żona zostaje z tobą sama?
Jak to? Nasze mieszkanie, nasz ślub mam prawo wymagać.
W takim razie zaraz organizuję twoje zatrzymanie za przemoc domową, a weekend spędzisz w areszcie. Żona zostaje w mieszkaniu. Taki układ satysfakcjonuje?
No dobrze, niech idzie gdzie chce po namyśle zgodził się Przemek.
To świetnie. W poniedziałek rano zabieram was i jedziemy razem do urzędu.
Na telefonie Elżbiety zadzwoniła znajoma melodia. Uśmiechnęła się szeroko dzwoniła mama. Po rozstaniu z Przemkiem ich relacje były szorstkie, bo rodzice nie akceptowali rozwodów sami ponad ćwierć wieku bez kłótni razem przeżyli.
Cześć, mamo! zawołała radośnie.
Cześć, córciu mama brzmiała smutno.
Mamo, coś się stało? Czemu jesteś przygnębiona?
Ty się widzę, cieszysz. Chyba się cieszysz z rozwodu.
Powiem szczerze, mamo stanowczo odpowiedziała Elżbieta cieszę się!
No cóż, twoje życie.
Mamo, a dlaczego dzwonisz?
Ola chce wyjść za mąż.
O, a za kogo?
Za jakiegoś chłopaka z miasta. Ona jak ty, chce mieszkać w mieście. Nic nie ma tylko miłość. Jego rodzice byli u nas. Mieszkają w trójkę w trzypokojowym mieszkaniu, ale mają jeszcze drugiego syna. Gdzie oni naszą Olę zamieszkają? Uzgodniliśmy, że złożymy się i kupimy jedno pokojowe mieszkanie w mieście, ale bez wesela. Teraz twoja siostra chodzi smutna.
Niech na razie zamieszkają u mnie, potem się zobaczy.
Elka, co ty mówisz? A sama gdzie będziesz mieszkać?
Mamo w jej głosie słychać było radość ja wychodzę za mąż.
Nie zdążyłaś się rozwieść, a już
Obiecuję, to na całe życie! Nazywa się Wojtek. Kocham go całym sercem!



