Nigdy Nie Zabrałam Niczyjego Szczęścia Marta jeszcze w liceum pogardzała i jednocześnie zazdrościł…

W ŻYCIU NIE BRAŁAM CUDZEGO

Jeszcze w liceum Mariola nie ukrywała pogardy wobec Justyny, choć jednocześnie po cichu jej zazdrościła. Gardziła, bo Justyńska rodzina była problematyczna rodzice uzależnieni od alkoholu, żyli od pierwszego do pierwszego, ledwo wiążąc koniec z końcem. Przez to Justyna często chodziła głodna, w starych ubraniach i wyraźnie przygnębiona. Ojciec potrafił ją uderzyć z byle powodu: raz, że nie dolał sobie jeszcze, kolejny raz, że przesadził z piciem Matka nie stawała w jej obronie, sama bała się ciężkiej ręki męża. Jedynie babcia była dla Justyny światełkiem w tunelu. Raz w miesiącu ze swojej marnej emerytury wypłacała wnuczce pensję za grzeczność. Justyna wiedziała, że nawet gdyby coś przeskrobała babcia i tak udawałaby, że nic nie widziała i wypłaciłaby owe 10 złotych. Dla Justyny to był najradośniejszy dzień! Biegła wtedy do sklepu, kupowała lody (dla siebie i dla babci), chałwę i trochę cukierków.

Zawsze planowała rozłożyć słodkości na cały miesiąc, lecz już po dwóch dniach wszystkie smakowitości znikały. Wtedy babcia sięgała do zamrażarki po swoje lody i mówiła:
Jedz, Justynko, bo mnie coś gardło boli.
Dziwne myślała Justyna babcia zawsze ma chore gardło, jak kończą się cukierki
I liczyła, że babcina porcja lodów jeszcze się dla niej znajdzie.

Rodzina Marioli była zupełnym przeciwieństwem. W domu wszystkiego pod dostatkiem rodzice świetnie zarabiali, rozpieszczali córkę, spełniali każde jej życzenie. Mariola zawsze nosiła modne ubrania, a koleżanki często pożyczały od niej rzeczy na szczególne okazje. Nigdy jej niczego nie brakowało była najedzona, zadbana, z zachodnimi zabawkami i nowoczesną elektroniką.

Mariola jednak skrycie zazdrościła Justynie jej niezwykłej urody oraz tego ciepła i błysku w duszy, które przyciągały ludzi. Miała też wyjątkowy dar dogadywania się ze wszystkimi.

Mariola natomiast uważała, że nie wypada jej w ogóle rozmawiać z Justyną. Gdy mijając ją na korytarzu, rzucała na Justynę chłodne spojrzenie, ta czuła się, jakby kto ją oblał zimnym prysznicem. Raz przy całym klasie powiedziała Justynie:
Ty biedaku!
Justyna, płacząc, pobiegła do babci i opowiedziała o zajściu. Babcia posadziła ją obok siebie, pogładziła po głowie:
Nie płacz, Justynko. Jutro powiedz jej: Masz rację jestem u Boga.
Justynie od razu zrobiło się lżej.

Mariola też była ładna, jednak jej uroda była zimna, pozbawiona ciepła.

W ich klasie prym wiódł Michał łobuziak, żartowniś, óczko w głowie dziewczyn, choć nauka ewidentnie nie była jego mocną stroną. Nauczyciele karali go za wybryki, ale ogólnie lubili go za pogodę ducha i roztropność.

W starszych klasach Michał zaczął odprowadzać Mariolę po lekcjach do domu, rano czekał przy bramie szkoły, żeby razem wejść na lekcje ku żartom kolegów:
O, patrzcie, para narzeczonych!
Nawet nauczyciele żartowali, że wyrasta z tego piękna miłość.

Zadzwonił w końcu ostatni dzwonek.
Zabawa maturalna minęła w mgnieniu oka.
Koleżanki i koledzy rozbiegli się w różne strony życia.

Mariola i Michał wzięli szybki ślub z terminem nie można było zwlekać, bo już było widać, że Mariola spodziewa się dziecka. Nawet obszerna suknia panny młodej nie ukryła brzucha. Pięć miesięcy po ślubie na świat przyszła mała Zosia.

Justyna po maturze musiała od razu podjąć pracę babcia już odeszła, a matka i ojciec oczekiwali, że pomoże im finansowo. Kawalerów jej nie brakowało, jednak żaden nie chwycił ją za serce. Poza tym Justyna wstydziła się swojej rodziny, więc nigdzie się nie spieszyła.

Dziesięć lat minęło szybko.

Pewnego dnia, pod poradnią uzależnień, stanęły obok siebie dwa małżeństwa: Justyna z mamą i Michał z Mariolą. Justyna od razu poznała Michała. Wyrósł na mężczyznę z klasą. Mariola natomiast wyglądała tragicznie. Wychudzona, z drżącymi rękoma, szklanym spojrzeniem staruszki choć miała ledwie 28 lat…

Michał spojrzał na Justynę z zakłopotaniem:
Cześć, koleżanko z klasy, ewidentnie nie chciał, by ktoś zobaczył go tu, szczególnie ona.
Witaj, Michał. Widzę, że masz kłopoty. Długo już to trwa? Justyna szybko zorientowała się w sytuacji.
Długo odparł cicho Michał.
Kobieta, która pije, to tragedia. Wiem po mojej mamie. Ojciec też strawił się od alkoholu współczuła Justyna jemu i sobie.

Po tej wizycie podali sobie telefony na wszelki wypadek; w końcu mają wspólnego wroga: samotność i uzależnienie. Potem Michał zaczął pojawiać się u Justyny potrzebował rady, miał nadzieję na wskazówki.

Justyna dzieliła się swoją wiedzą mówiła, jak żyć z osobami uzależnionymi, jak radzić sobie, kiedy leczyć, a czego absolutnie nie robić Dobrze wiedziała, że więcej ludzi tonie w kieliszku niż w jeziorach.

Wtedy okazało się, że Michał od dawna mieszka z córką sam, a Mariola wróciła do rodziców. Michał chronił Zosię przed nieprzewidywalną matką. Gwoździem do trumny okazał się wieczór, kiedy po powrocie z pracy zastał Mariolę pijaną, leżącą na podłodze, a trzyletnia Zosia stała na parapecie jeden krok dzielił ją od tragedii. Nie da się przewidzieć, co kryje się w czyjejś duszy, a Mariola zupełnie nie chciała się leczyć. Wmawiała sobie, że wszystko ma pod kontrolą. Szybko staczała się coraz bardziej… Ich małżeństwo się rozpadło.

Pewnego dnia Michał zaprosił Justynę do restauracji. Tam wyznał jej, że jeszcze w liceum był w niej zakochany, lecz wtedy bał się odrzucenia, a potem życie poprowadziło go przez burze z Mariolą. Dziś spotkanie w poradni uznał za przeznaczenie. Przy niej poczuł nadzieję.

Michał poprosił Justynę o rękę. Znalazł drogę do jej serca, do którego po prawdzie od dawna już pukał. Justyna odwzajemniła uczucie, ale wcześniej nie przyszłoby jej do głowy, by wejść Marioli w drogę. Teraz jednak wszelkie przeszkody zniknęły.

Cicho i skromnie wzięli ślub, Justyna zamieszkała z Michałem. Mała Zosia początkowo była nieufna wobec obcej pani w domu, bała się, że tata podzieli miłość. Lecz Justyna otoczyła ją serdecznością, ciepłem i troską tak, że dziewczynka sama poprosiła, by mogła mówić do niej mamo. Po kilku latach Zosia doczekała się siostrzyczki, Marysi.

Pewnego dnia rozległ się dzwonek do drzwi ich mieszkania. Justyna otworzyła, a na progu stała… Mariola. Poznała ją już tylko po głosie od Marioli czuć było alkohol, wyglądała na kobietę, którą życie złamało.

Złodziejko! Ukradłaś mi męża i córkę! Od zawsze cię nienawidziłam! syknęła Mariola.
Twarz Justyny pozostała niewzruszona. Stała prosto, pewna siebie, zadbana i spokojna.
W życiu cudzych rzeczy nie brałam. Sama zrezygnowałaś z rodziny, nie rozumiejąc, co naprawdę ważne. Nigdy nie powiedziałam o tobie złego słowa. Naprawdę jest mi ciebie żal, Mariolo…

I zatrzasnęła drzwi przed dawną koleżanką.

Bo los jest nieprzewidywalny. Często to, czym się szczycimy, może w jednej chwili przestać mieć wartość, a to, czego się wstydzimy, może okazać się naszą siłą. Cudze szczęście nie uszczęśliwi nikogo, jeśli w sercu nie ma pokoju i prawdy wobec siebie. W życiu największym bogactwem jest kochać i być kochanym i zawsze warto wyciągnąć dłoń do tych, którzy pogubili się po drodze.

Rate article
Fajna Tajna
Nigdy Nie Zabrałam Niczyjego Szczęścia Marta jeszcze w liceum pogardzała i jednocześnie zazdrościł…