Dzień 12.03.2024
Jestem Jacek Nowak, 45latni mężczyzną z małej miejscowości na Podkarpaciu, który od lat prowadzi własny warsztat stolarski. Dzisiaj postanowiłem spisać wiersz pamiętnika, bo los ostatnich miesięcy przybrał nieoczekiwany obrót.
Zuzanna Kowalska, moja dawna przyjaciółka z liceum, od lat była jedną z najważniejszych postaci w warszawskim świecie mody. Po latach ciężkiej pracy jej ojciec, który był inżynierem w dużej firmie, pomógł jej otworzyć sieć butików z biżuterią przy ulicy Nowego Światu. Dzięki temu Zuzanna stała się częścią elity gościła w galach, pojawiała się na okładkach Twój Styl i obcowała z aktorami, piosenkarkami oraz prawnikami. W wieku czterdziestu lat prowadziła życie, które inni mogliby nazwać idealnym: mając własny biznes, popularność i pięknego syna Marka, nie brakowało jej niczego oprócz miłości. W pięciopokojowym mieszkaniu w dzielnicy Ursynów czuła się samotna, choć otaczała ją luksus i hałaśliwe przyjęcia.
Ja sam dorastałem w Lublinie, a moja matka, Halina, była nauczycielką w szkole podstawowej. Kiedy miałem siedem lat, moi rodzice przeprowadzili się do Warszawy na kontrakt w jednej z firm budowlanych. Zostawiłem się pod opieką babci Marii, która z pasją pielęgnowała swój ogród i kąpieła mnie w miłości, której nie brakowało w tym małym domu. Gdy Zuzanna skończyła szkołę średnią, zakochała się w swoim koledze z klasy Bogusławie, którego nazywaliśmy Bogu. On odwzajemnił uczucia, miał szesnaście lat, a staruszkę z domu, babcię Marię, nie przejmowały ich pierwsze zauroczenia. Powiedziała kiedyś: Kto w szesnaście nie szaleje, temu życie nie przyda.
Z czasem Zuzanna i Bogu pogrążyli się w miłości, zapominając o całym świecie. Po ukończeniu liceum wstąpili na studia, a już na pierwszym roku Zuzanna mrugnęła Bogusiowi: Przygotuj się, zostaniesz ojcem. On odpowiedział: Zawsze gotów!. Nie minął jednak miesiąc, a Zuzanna wyciągnęła dokumenty z uczelni i wyjechała do Warszawy, by zamieszkać z rodzicami. Bogusław został zdezorientowany i poszedł po radę do babci Marii. Co chcesz, chłopcze? Karmić dziecko książkami? Miłość to nie zabawka, a dziecko wymaga wielu rzeczy, rzekła, tłumacząc mu sytuację.
Bogusław napisał list do Zuzanny: Przyjedź. Odpowiedź nadeszła natychmiast. Przyjechał więc do warszawskiego mieszkania, gdzie drzwi otworzyła matka Zuzanny, pani Anna Kowalska. Witam, jestem Bogusław. Przyszedłem zobaczyć Zuzannę. Anna, z uśmiechem, zaprosiła go do kuchni, ale Zuzanna nie była w domu. Przemówiła wtedy: Synu, mam prośbę zostaw nas w spokoju, zapomnij o Zuzannie. Gdy zapytał, czy może poczekać na jej powrót, usłyszał: Nie, jest w sanatorium i wróci za dwa tygodnie. Zróbcie, co trzeba, a my sobie poradzimy. Bogusław odszedł z goryczą, usiadł na ławce przy klatce i wyruszył na dworzec.
Nazwisko Zuzanny w jego pamięci na zawsze pozostało gwiazdą. Stella w łacinie znaczy gwiezdny, a ona stała się dla niego latarnią, do której wiódł się w ciemnościach. Po powrocie do domu, Bogu zagłębił się w naukę, nie wiedząc, co dalej zrobić walczyć o Zuzannę, zrezygnować i iść własną drogą?
Kiedy Zuzanna urodziła Marka, Bogusław znów wjechał do stolicy, aby porozmawiać z panną Anną. Przyniósł prezenty na narodziny syna, ale Anna odrzuciła je: Nie potrzebujemy twoich podarunków. Wychowamy Marka sami. Nie możemy pozwolić, by nasza córka żyła z kisielami i kwasem. Bogusław odjechał z złamanymi skrzydłami. Jego przyjaciel podpowiedział: Strzeż się teścia, co ma fortunę jak diabeł na rogu.
Przez lata Bogu cierpiał i kochał Zuzannę, choć ona nigdy nie odwdzięczyła się uczuciami. Mówi się, że nie da się złapać słońca w worek, a czas ucieka niepostrzeżenie. W końcu na jego drodze pojawiła się Milena, której serce było szczere. Poślubili się, a ich pierwszą pociechą stała się córka, Julia. Przed ślubem Milena usłyszała od Bogu wyznanie, że kiedyś marzył o innej. Milena odpowiedziała: Twoje słowa ranią, ale przetrwam i będę walczyć o nas. Nasza miłość wystarczy nam dwojgu.
Lata później Bogusław został burmistrzem swojego rodzinnego miasta, a Zuzanna wciąż żyła w jego sercu. Okazjonalnie odwiedzał Warszawę, poznawał dorosłego Marka, a Zuzanna, po kilku latach małżeństwa w Londynie, wróciła do Polski, by zamieszkać z nowym mężem, którego Anna zaakceptowała, bo sama go wybrała dla córki.
Wtedy jednak, kiedy Marek miał czternaście lat, zaczęły się problemy nastolatka. Bogusławu, twój syn stał się niekontrolowany! Przyjedź i pomóż! krzyczała Zuzanna przez telefon. Bogusław zostawiał wszystkie obowiązki i pędził do Warszawy, by ratować ukochaną. Milena, zostawiona sama w domu, siedziała przy oknie i płakała, przyzwyczajona już do nocnych telefonów Zuzanny. Kiedy Bogu wracał, Milena czuła się szczęśliwa, bo mąż był przy niej. Zawsze pamiętała przysłowie babci: Żona to plaster dla męża, mąż to pasterz dla żony.
Wiosna nadeszła, a Bogusław szykował się do kolejnej podróży tym razem na wesele Marka. Jako prezent przygotował parze wycieczkę do Grecji dla dwojga. W trakcie przyjęcia Zuzanna podeszła do Bogusława i szepnęła: Może zaczniemy od nowa?. On westchnął i odpowiedział: Nie, Zuzanno. Jest za późno. Chcę spędzić resztę życia z Mileną, której nie znajdę lepszej.
Co z tego wynika? Życie potrafi zaskakiwać, ale najważniejsze jest, by słuchać własnego serca i nie tracić czasu na próby przywrócenia tego, co już przeminęło. Uczę się, że warto pielęgnować to, co mamy, bo prawdziwe szczęście nie przychodzi w formie nieodwzajemnionej miłości, lecz w codziennych, małych wyborach.



