Ojczym ich nie krzywdził. Przynajmniej nie wypomniał chleba, nie kłócił się o szkołę, tylko czasem gdy Weronika wracała później niż powinna, potrafił nakrzyczeć.
Obiecałem twojej matce, że będę cię pilnował! krzyczał, gdy Weronika niepewnie tłumaczyła, że przecież jest już pełnoletnia. I wiem lepiej, co ci wolno, a czego nie! Pełnoletnia, jasne Uważasz, że jak masz świadectwo, to wszystko możesz? Najpierw znajdź porządną pracę, a potem udawaj dorosłą!
Później, gdy trochę ochłonął, mówił już spokojniej.
Zostawi cię on, zobaczysz. Przecież widzę, jaki to chłopak po ciebie jeździ. Auto drogie, twarz ładna, po co mu taka dziewczyna jak ty, Werka? Będziesz potem płakać, pisz na wodzie.
Weronika nie wierzyła ojczymowi. Owszem, Tomek był przystojny i studiował na trzecim roku, na płatnych studiach, ale Weronika sama marzyła, by się tam dostać. Nie zdała na konkursie, w technikum jej się nie podobało, więc rozdawała ulotki, roznosiła gazety i uczyła się do matury eksternistycznie. Tak właśnie poznała Tomka podała mu ulotkę, a on wziął jedną, potem drugą, trzecią i powiedział:
Proszę panią, może tak zabieram wszystkie ulotki, a pani pójdzie z nami do kawiarni?
Sama nie wiedziała, czemu się zgodziła. Doświadczona już, nie wyrzuciła ulotek w tej dzielnicy, schowała je do plecaka i dopiero w drodze powrotnej wrzuciła do zsypu, jak wychodziła z kawiarni.
W lokalu Tomek przedstawił ją swoim znajomym, zamówił pizzę i lody. Takie smakołyki jadła tylko na urodziny z siostrą pieniędzy nie mieli za dużo, a ojczym nie pozwalał ruszać emerytury, mówił, że ona ma być na czarną godzinę, jeśli coś mu się stanie.
Tak naprawdę miał porządną pensję, ale połowę wydawał na samochód, który ciągle się psuł, a resztę przegrywał na zakładach. Weronika nie narzekała dobrze, że ich z Ewką z domu nie wyrzucił, bo mieszkanie było jego, a matkę sprzedać musieli po chorobie. Marzyła czasem o czekoladzie, pizzy, słodkiej coli, ale gdy już coś wpadło, oddawała siostrze. Nawet w kawiarni spytała Tomka czy może zabrać kawałek pizzy dla Ewy? Spojrzał wtedy na nią zaskoczony, a potem kupił jej całą pizzę na wynos i dużą czekoladę z orzechami.
Ojczym na darmo myślał, że Tomek ją źle potraktuje. Był dobry. Przy nim Weronika poczuła, jak bardzo chce się postarać jeszcze więcej się uczyła, znalazła pracę w sklepie jako kasjerka. Zarabiała tam dobrze, mogła sobie kupić dżinsy i zrobić fryzurę u prawdziwej fryzjerki, żeby Tomek był z niej dumny.
Kiedy zaprosił ją na działkę, Weronika od razu domyśliła się, co się wydarzy, ale się nie bała przecież nie jest dzieckiem. Oboje się kochali. Martwiła się tylko, czy ojczym pozwoli jej jechać, ale ten sam wracał coraz później, czasem w ogóle nie przychodził. Wiedziała, gdzie nocuje u cioci Barbary, pielęgniarki z przychodni; od dawna ją kokietował, ona długo nie chciała się wiązać z mężczyzną z dwójką dzieci po rozwodzie, ale sama miała już za sobą małżeństwo i w końcu uległa jego zalotom.
Dla Weroniki to nawet dobrze wyszło, choć Ewa płakała, gdy dowiedziała się, że będzie spała sama. Weronika kupiła jej czekoladę, chipsy i colę i Ewa pogodziła się z losem.
To, że zostanie mamą, Weronika dowiedziała się późno. Zawsze miała nieregularny cykl i nie zwracała na to uwagi. Dopiero druga kasjerka, pani Grażyna Domańska, zapytała pół żartem:
Ty się tak świecisz, zaokrągliłaś się czyś nie w ciąży?
Śmiały się z tego, ale wieczorem Weronika kupiła test. Gdy zobaczyła dwie kreski, nie wierzyła to niemożliwe!
Tomek nie był zadowolony. Powiedział, że to nie w porę i wsunął jej pieniądze na lekarza. Weronika całą noc płakała i poszła do lekarza. Okazało się jednak, że na zabieg jest za późno szesnaście tygodni. Wyszło, że wszystko zaczęło się na działce, a ona myślała, że za pierwszym razem nie zajdzie w ciążę.
Przez pewien czas udało się ukrywać to przed ojczymem, ale brzuch rósł jak na drożdżach. Musiała się przyznać.
Jak on wtedy krzyczał!
Gdzie twój chłopak? Zamierza się z tobą żenić?
Weronika spuściła głowę. Tomka nie widziała już od miesiąca, odkąd się dowiedział, że musi urodzić dziecko.
No jasne mruknął ojczym. Przecież ostrzegałem cię, Werka
Nie powiedział od razu, pewnie porozmawiał z ciocią Basią.
Stało się, trudno rodź. Ale dziecko musisz zostawić w szpitalu, nie potrzebuję kolejnej gęby do wyżywienia. Poza tym… Żenię się, Werka. Basia też w ciąży. Bliźniaki. Rozumiesz, troje niemowląt pod jednym dachem to przesada.
Ona tu będzie mieszkać? zdziwiła się Weronika.
A gdzie? Przecież moja żona, gdzie ma żyć?
Wydawało się, że żartuje, lecz ojczym nie żartował. Codziennie powtarzał to samo i groził, że jeśli Weronika przyniesie dziecko, wyrzuci je z Ewą z domu. Weronika czuła, że mówi to, co Basia mu podpowiada, ale nie zmieniało to faktu nie potrafiła oddać dziecka.
Nie martw się powiedziała ciocia Basia. Takie niemowlęta szybko znajdują dom, adoptują, pokochają jak własne.
Weronika płakała, dzwoniła do Tomka, próbowała znaleźć, gdzie się podziać z Ewą i dzieckiem nie wymyśliła nic. Aż jednego dnia pani Grażyna spojrzała na załamaną parę przy kasie:
Tyle lat, a oni nadal chodzą w czerni. Całe życie poświęcili żałobie, nie pojmuję Mogli przecież mieć jeszcze jedno dziecko. Albo adoptować.
Weronika często ich widywała razem i osobno. Uprzejmi, o miłych twarzach, tylko lekko smutnych; nie znała ich historii.
Ich córka zginęła, pamiętasz była głośna tragedia, autobus z dziećmi miał wypadek, jechali na wycieczkę, kierowca zasnął. Zginął on i ta dziewczynka, straszne. Dobrych ludzi los wybrał on jest lekarzem, ona uczy angielskiego. Mieszkałam obok nim, gdy byłam mężatką. Wszyscy do nich przychodzili, przynosili jej figurki aniołków. Córka kupiła sobie jednego, na tej wycieczce, i trzymała w ręku. Ocalili tylko tę statuetkę. Nie wiem, kto pierwszy pomyślał, by przynieść im aniołka, potem już każdy przynosił. Bałam się, że ją to zrani, ale wydaje mi się, że jej to właśnie pomagało.
Weronika oglądała kiedyś film, w którym dziewczyna oddaje swoje dziecko parze, która nie mogła mieć dzieci. Oni mogli, pewnie nawet nie chcieli, ale jakoś ciągle o nich myślała. Była już w ósmym miesiącu, ale dalej pracowała, nie chciała stracić pracy akurat ta para stanęła przy jej kasie, a pan zapytał:
Pani Weroniko, nie powinna pani już iść na zwolnienie? Jeszcze pani tutaj urodzi!
Weronika nigdy nie narzekała, lecz praca była ciężka plecy bolały, zgaga męczyła, nogi puchły od stania. Nikt nigdy nie zapytał, jak się czuje, tylko lekarka czasem narzekała ale to się nie liczyło. Zatroskanie pana tak ją wzruszyło, że dusza niemal wyszła z oczu ostatnio zdarzało się jej to coraz częściej.
Dwa dni później, gdy wracała z pracy z siatką zakupów, mężczyzna wyprzedził ją i zaproponował pomoc. Poczuła się zawstydzona, lecz też dobrze pomyślała, że to dobry człowiek.
Aniołka zobaczyła w sklepie, na wyprzedaży lato w pełni, pewnie nikt nie kupował takich rzeczy. Weronika poddała się impulsowi, kupiła figurkę, poprosiła panią Grażynę o adres i poszła.
Gdy nacisnęła dzwonek, przestraszyła się może nie wypada? Tyle lat minęło, mało kto pewnie im coś przynosi.
Drzwi otworzyła pani w średnim wieku. Zdawała się ją rozpoznać, bo spojrzała zaskoczona. Weronika szybko rozłożyła dłoń z figurką, prawie ukrywając twarz oczekiwała, że zaraz drzwi zostaną zatrzaśnięte albo że na nią nakrzyczy.
Ale nie kobieta wzięła aniołka, uśmiechnęła się i powiedziała:
Wejdź. Napijesz się herbaty?
Przy herbacie opowiedziała Weronice ich historię, którą znała od pani Grażyny, lecz z ust tej kobiety wszystko brzmiało boleśniej.
A czemu nie zdecydowaliście się na kolejne dziecko? tuliła pytanie Weronika.
Miałam bardzo trudny poród. Musieli mi usunąć macicę. Nie mogłam już rodzić.
Weronice było głupio przecież to ich życie, nie powinna pytać. Bardzo chciała spytać o adopcję, ale zabrakło jej odwagi.
Myśleliśmy o adopcji powiedziała kobieta, jakby czytała w myślach. Przeszliśmy nawet szkołę dla kandydatów na rodziców. Ale w ostatniej chwili nie mogłam. Prosiłam córkę o znak nic się nie zdarzyło.
Wtedy z pokoju dobiegł dźwięk tłuczonego szkła. Kobieta drgnęła, Weronika spojrzała przestraszona myślała, że mieszkanie jest puste.
Obie weszły do pokoju. Weronika bała się, że jest jak w mauzoleum ciemno, wszędzie świece, fotografie. Tymczasem była tam tylko jedna fotografia; jasny pokój, żadnych świec, za to dziesiątki aniołków. Jeden leżał stłuczony na podłodze. Kobieta podniosła kawałki porcelany, oglądała je przez chwilę, po czym powiedziała dziwnym głosem:
To ta statuetka. Jej.
Weronika poczuła, jak płoną jej policzki. To chyba był właśnie ten znak?
Córeczkę urodziła o czasie. Ciocia Basia już dawno była zameldowana w ich mieszkaniu i też urodziła, trochę za wcześnie. Dzieci leżały w szpitalu, w domu czekały już łóżeczka dwa białe, ładne, z kokosowymi materacami. Dla Weroniki nikt nie kupił nic, miała zostawić dziecko w szpitalu. Tylko Ewa wieczorem pytała szeptem:
A nie da się jej gdzieś schować? Żeby nie wiedzieli, że to twoja dziewczynka. Pomogę ci.
Niewiele brakowało, by zapłakała, ale przy siostrze zawsze się powstrzymywała.
Treść kartki, którą miała zostawić, długo rozważała. Napisała, że nie może zatrzymać dziecka, jest zdrowe, nie muszą się martwić. Przypomniała też o znaku o upadłej figurce. Do koperty dołożyła pieniądze całą zgromadzoną emeryturę. Miała nadzieję, że wystarczy; oni byli przecież dobrymi ludźmi.
Ze szpitala wypisała się rano, ale przyniesienie dziecka w biały dzień wydawało się szalone. Cały dzień siedziała w centrum handlowym, choć bolał ją kręgosłup, a w głowie się kręciło. Główna była jej dziewczynka pragnęła dla niej kochających rodziców.
Gdy centrum zamknięto, Weronika jeszcze godzinę czekała na ławce; na szczęście był ciepły wieczór. Dopiero gdy zapadły zmierzch, weszła do klatki, przemykając, gdy pan z psem wychodził na spacer.
Córeczkę miała w nosidełku, kupionym za własne pieniądze; pani Grażyna przyniosła jej je w dniu wypisu. Teraz, ustawiając nosidełko bezpiecznie pod drzwiami, wsunęła pod koc kartkę i pieniądze miała już tylko zadzwonić i uciec, ale drzwi nagle się otworzyły. Na progu stał mąż tej kobiety.
Co tu robisz?
Weronika aż podskoczyła ze strachu.
Zobaczył nosidełko.
Co to?
Łzy same popłynęły. Weronika wszystko mu powiedziała o Tomku, co ją zostawił, o ojczymie, który utrzymywał ją i Ewę od lat, a teraz żenił się z Basią i miał bliźniaki, o cioci Basi, która wymyśliła, że ma zostawić dziecko w szpitalu.
Pan wysłuchał uważnie, potem powiedział:
Gosia już śpi, nie chcę jej budzić. Rano pogadamy. Chodź, pościelę ci w salonie.
Spanie w pokoju z dziesiątkami aniołków było dziwne. Ale Weronika zasnęła niemal od razu, tuląc córeczkę do piersi.
Obudziła się przez pustkę nie było dziecka. W tej chwili zrozumiała, że nie da rady z nią się rozstać. Nigdy. Miała ochotę pobiec, znaleźć, zabrać ją
Zerwała się, ale zanim zdążyła wyjść, do pokoju weszła Gosia, trzymając córeczkę.
No, weź uśmiechnęła się. Nakarm ją, tuliłam ją, chciałam cię odciążyć, ale długo się nie da.
Weronika karmiła córeczkę, nie mogąc spojrzeć Gosi w oczy. Co powiedzieli sobie z mężem? Może chcą ją adoptować? Jak powiedzieć im, że zmieniła zdanie?
Ile lat ma twoja siostra? zapytała nagle Gosia.
Dwanaście odpowiedziała zaskoczona Weronika.
Jak myślisz, zgodzi się zamieszkać z nami?
To wydało się Weronice tak dziwne, że spojrzała Gosii w oczy.
Słucham?
Sławek mi wszystko powiedział. Że zostajecie bezdomne, że ojczym was wygania. Pomyślałam, że gdyby Ewa została z nimi, zrobią z niej służącą. Lepiej jak zamieszka u nas.
Co znaczy też? jąkając się, spytała Weronika.
Gosia wskazała na figurkę stojącą przy zdjęciu sklejoną, wyglądała dziwnie, ale była rozpoznawalna.
Myślę, że to był znak. Powinniśmy wam pomóc powiedziała. Miejsca u nas dużo. Przyjdźcie obie, wychowamy waszą dziewczynkę razem. Głupot nie mów matki nie wolno rozdzielać z dzieckiem.
Weronika poczuła radość i wstyd znów poczerwieniała na twarzy.
Więc zgadzasz się?
Weronika kiwnęła, chowając twarz w kołderce córeczki, by Gosia nie widziała jej łez.
W życiu nie wszystko układa się zgodnie z planem, ale nigdy nie wolno tracić nadziei i zapominać, że dobro da się odnaleźć tam, gdzie najmniej się go spodziewamy.



