Niezwykłe umiejętności kulinarne mojej przyjaciółki: cuda z cukinii i ziemniaków.

Moja przyjaciółka Kinga gotuje niesamowicie. Bosko, zachwycająco, z cukinii i ziemniaka potrafi wyczarować coś takiego, takiego…! A ciasta! A rumiane mięso wszelkiego rodzaju!

Ale nie o tym miałam mówić.

Kinga ma nadwagę. I to sporo, ale jest naprawdę piękna, gładka jak rumiane jabłuszko, żywa, zero zadyszki, zero problemów z ciśnieniem. Kinga ma męża, z którym żyje już piętnaście lat. Przez te piętnaście lat jej mąż, Krzysztof, z lubością i złośliwym ogniem w oczach, ją za tę nadwagę gnębił. Bardzo pomysłowo, z inwencją. Przy znajomych. Przy obcych. Wymyśla niby czułe przezwiska – moja krówko. Mój hipopotamku. Oj, ona mi na nogę nadepnęła, złamała całe Krzysztofy.

Podziwia znajome fitneski i w ogóle wszystkie, którym poszczęściło się z genami. Mnie też kilka razy oberwało się tymi wątpliwymi komplementami, i zupełnie na próżno rzucałam się Kingę bronić, tłumacząc coś o metabolizmie, dziedziczności – bez sensu.

Kinga zawsze trzymała fason, nawet się uśmiechała na te żarty. Sama przekomarzała się ze swoimi kształtami. Po urodzeniu córki sytuacja się pogorszyła. Córka odziedziczyła po niej figurę “jabłuszko”, i Krzysztof, gdy dziewczynka weszła w wiek dojrzewania, przerzucił się na nią: no gdzie ty tyle wciskasz, będziesz jak matka, spójrz na siebie, czy naprawdę nie chcesz być ładna, a nie jak to bezkształtne roślinożerne stworzenie!

I wtedy Kinga nagle się ocknęła. Rozmawiała z mężem raz, drugi, trzeci, że tak nie można – ale oczywiście na próżno. I około roku temu nastąpił wybuch. Nie byłam tego świadkiem, opowiedziano mi. Kiedy Krzysztof przy gościach znowu zaczął popisywać się dowcipami na temat figury żony, ona nagle rzuciła: Krzysztof, wiesz co, mam dość. Nie podoba ci się moja sylwetka – nie trzymam, idź, szukaj chudej, mnie już wystarczy.

Zamówiła taksówkę, pojechała do domu. Krzysztof dalej się wygłupiał i żartował, za żoną się nie spieszył. Gdzie ona, mówi, pójdzie? Pozałatwia się i ochłonie. Przecież sama wie, że wygląda jak przejrzały pomidor. Nawet znajomi próbowali mu tłumaczyć, że nie ma racji, że Kinga wygląda świetnie – ale, oczywiście, wszystko na marne.

W domu Kingi nie było. I córki też. Okazało się, że zabrały rzeczy i wyjechały do rodziców Kingi – oni mają dom w innej dzielnicy. Do szkoły trochę niewygodnie dojeżdżać, ale trudno. Drugim ciosem było to, że Kinga złożyła pozew o rozwód. Krzysztof nie mógł uwierzyć: co, naprawdę przez te jego żarty?! Niemożliwe! Pewnie ma kochanka! Chociaż nie, komu taka gruba potrzebna…

Już pewnie się domyślacie. Kochanka nie było. Po prostu Kinga miała dość. Pracuje na dobrym stanowisku w dużej firmie, zarabia bardzo przyzwoicie, rodzice pomogli – i oto, nie czekając na podział wspólnego mieszkania, kupiła sobie i córce porządne dwupokojowe w nowym budownictwie.

Po podziale majątku Krzysztofowi zostało kawalerka. I samochód musiał sprzedać, pieniądze podzielili. Alimenty ma płacić jeszcze trzy lata, zarabia mało, po odliczeniu jednej czwartej wychodzi mu ledwie co. I najgorsze – opowiada znajomym, że ta jego była, suka, przyzwyczaiła go przez te piętnaście lat do dobrego jedzenia, więc teraz musi żywić się półproduktami albo chodzić do matki na obiad po pracy. Jej kurczak, mówi, śni mu się po nocach. Jej pilaw. Ciasta! Rzęsy ciast z różnymi nadzieniami! Budzi się ze łzami w oczach.

Nową babę znalazł? No znalazł. Gotuje jakieś pomyje, nie da się jeść. No tak, szczupła, ale w naszym wieku już modelek nie ma. Młodszą czemu nie znalazł? No jakoś nie wyszło z młodymi, pensja za mała, no i sam wygląda trochę nie jak Apollo – brzuch, łysina, zadyszka. Pięćdziesiątka jednak.

Najbardziej, mówi, boli – że Kinga schudła. Nie drastycznie, ale wyraźnie, ze dwa rozmiary mniej. Znajomi przekazują – dla siebie i córki gotuje teraz zupełnie inaczej, też smacznie, ale więcej warzyw, one z córką nigdy nie szalały za mięsem. A słodkie ciasta też bardziej Krzysztof lubił, słodycze uwielbiał.

Niedawno, mówi, spotkał ją w supermarkecie – oniemiał. Podszedł, mówi: no, jesteś całkiem niczego, taka mi się nawet bardzo podobasz. Dawaj, mówi, jak chcesz, spróbujmy jeszcze raz. Jak to spier…? Co to ma znaczyć spier…?

Bardzo się obraził. Ja, mówi, do niej z całym sercem, a ona mnie odesłała. Gdyby nie ja, mówi, dalej chodziłaby jak krowa, niewdzięczna, cyniczna… kobieta…

Rate article
Fajna Tajna
Niezwykłe umiejętności kulinarne mojej przyjaciółki: cuda z cukinii i ziemniaków.