Ale niespodzianka, tato, widzę, że tak cię tutaj witają! Po co ci był ten sanatorium, skoro w domu masz prawdziwy all inclusive?
Kiedy Michał wręczył jej klucze do swojego mieszkania w Warszawie, Zuzanna poczuła się jak zdobywczyni. Żaden Leonardo DiCaprio nie czekał tak na Oscara, jak Zuzanna na swojego Michała tym bardziej, że z własnym kątem.
Znużona, mająca 35 lat, coraz częściej rzucała współczujące spojrzenia w stronę bezdomnych kotów na osiedlu i na witryny Wszystko do rękodzieła.
A tu on samotny, poświęcający młodość karierze, zdrowej diecie, siłowni i innym bzdurnym podążaniom za samorozwojem, do tego bez dzieci.
Zuzanna marzyła o takim prezencie od dwudziestki, i chyba tam, w niebiosach, wreszcie przyjęto jej zamówienie za poważne.
Mam ostatnią delegację w tym roku i od poniedziałku jestem cały twój powiedział Michał, wręczając jej upragnione klucze. Tylko nie przestrasz się mojej nory. Wpadam tu tylko na sen mrugnął i poleciał do innej strefy czasowej na weekend.
Zuzanna wzięła szczoteczkę do zębów, krem i ruszyła sprawdzić, co kryje się w tej legowisku. Kłopoty pojawiły się już przy drzwiach. Michał ostrzegał, że zamek się zacina, ale nie sądziła, że aż tak.
Przez czterdzieści minut szturmowała drzwi pchała, ciągnęła, wsadzała klucz do końca, kombinowała na pół ząbka lecz drzwi jakby nie chciały wpuścić nowej mieszkanki.
Zaczęła stosować presję psychiczną, jak to kiedyś radzili koledzy za blokiem. Na hałas otworzyły się sąsiednie drzwi.
Przepraszam, ale czemu pani próbuje się włamać do cudzego mieszkania? zaniepokojony kobiecy głos wybił ją z rytmu.
Nie włamuję się, mam klucze! odpaliła zdenerwowana Zuzanna, ocierając pot z czoła.
Ale kim pani właściwie jest? Nigdy tu pani nie widziałam dopytywała sąsiadka, węsząc podstęp.
Jestem jego dziewczyną! odparła Zuzanna, opierając ręce na biodrach, ale zobaczyła tylko szparę w drzwiach, przez którą prowadzono negocjacje.
Panienka? szczerze się zdziwiła.
Tak. Jakieś problemy?
Nie, skądże. Tylko on nigdy tu nikogo nie sprowadzał (w tym momencie Zuzanna pokochała Michała jeszcze bardziej), a tu nagle taka…
Jaka taka? nie zrozumiała Zuzanna.
Wie pani, to nie moje sprawy. Przepraszam ucięła rozmowę sąsiadka, zamykając drzwi.
Zuzanna wiedziała, że musi wygrać z zamkiem za wszelką cenę. Wcisnęła klucz i z całym pragnieniem wejścia przekręciła go tak, że niemal przekręciła całą futrynę. Drzwi ustąpiły.
Wnętrze Michała objawiło się jej w pełni, a dusza Zuzanny pokryła się lodem. Samotnemu mężczyźnie przysługuje pewna surowość, ale to była wręcz cela minimalizm i ewidentny brak kobiecej ręki.
Biedaku, twoje serce już dawno zapomniało, a może nigdy nie wiedziało, co to domowe ciepło wyszeptała Zuzanna, rozglądając się po ascetycznych wnętrzach, w których miała teraz gościć.
Była jednak zadowolona. Sąsiadka nie kłamała kobieta tu nie postawiła nigdy stopy, nawet na kuchni, nawet przy oknie. Zuzanna była pierwsza.
Nie mogąc wytrzymać, założyła buty i pobiegła do najbliższego sklepu po ładną zasłonkę, dywanik do łazienki, rękawice kuchenne i komplet ręczników.
Oczywiście, w sklepie dopadło ją szaleństwo… Oprócz dywanika i zasłonki do koszyka wrzuciła odświeżacze powietrza, mydło ręcznie robione, a nawet pojemniki na kosmetyki.
Dodanie takich drobiazgów do cudzego mieszkania to nie żadna bezczelność, uspokajała samą siebie, dokładając kolejny wózek z zakupami.
Zamek już nie stawiał oporu. Właściwie przestał w ogóle działać, zupełnie jakby bramkarz zapomniał kasku na mecz.
Rozumiejąc ogrom swej interwencji, Zuzanna jeszcze do północy, dzierżąc noże kuchenne, próbowała wymienić zamek, a z rana popędziła po nowy. Noże, wiadomo, też trzeba było zmienić. Przy okazji widelce, łyżki, obrus, deski do krojenia, podkładki pod gorące… A jak już, to i zasłonki do kuchni.
W niedzielę zadzwonił Michał, że musi zostać w delegacji jeszcze kilka dni.
Będę ci tylko wdzięczny, jeśli wniesiesz do mojego mieszkania trochę ciepła zaśmiał się w słuchawkę, gdy Zuzanna wyznała, że nieco zmieniła wystrój.
Właściwie, cały domowy klimat wwoziła już ciężarówkami. Układała wszystko według planu i instrukcji, które latami gromadziły się w jej samotnym sercu. Teraz, gdy zyskała swobodę, nie umiała się już zatrzymać.
Po powrocie Michała ze starego mieszkania została tylko pajęczyna przy wentylacji. Zuzanna chciała przegonić pająka, ale widząc jego przerażone oczka, postanowiła zostawić go jako talizman nietykalności cudzej własności.
Mieszkanie Michała wyglądało teraz, jakby od ośmiu lat żył szczęśliwie w małżeństwie, potem się rozczarował, a potem był szczęśliwy na przekór losowi.
Zuzanna nie tylko przejęła kontrolę nad mieszkaniem, ale zadbała, żeby cały blok wiedział, że jest nową panią domu wszelkie sprawy można załatwiać już z nią. Obrączka jeszcze nie zdobiła jej palca, ale to czysto formalna kwestia.
Sąsiedzi początkowo patrzyli z podejrzliwością, ale potem wzruszali ramionami. Jak pani mówi, nam wszystko jedno pani sprawa.
***
W dzień powrotu Michała Zuzanna przygotowała domową kolację, przepięknie się wystroiła w trochę zbyt odważną sukienkę, rozstawiła kadzidełka, przyciemniła światła i czekała.
Michał się spóźniał. Gdy Zuzanna zaczęła odczuwać, że dekolt niemiłosiernie wpija jej się w świeżo wypracowane pośladki, w zamku nagle usłyszała klucz.
Zamek nowy, tylko pchnij, nie zatrzaśnięte! odpowiedziała z lekkim zażenowaniem, ale równie uwodzicielsko. Nie bała się oceny. Tak się napracowała nad wystrojem, że wybaczą jej wszystko.
W tym momencie otrzymała SMS od Michała: Gdzie jesteś? Jestem już w domu. Widzę, że mieszkanie w ogóle się nie zmieniło. Przyjaciele mnie straszyli, że obstawisz wszystko kosmetykami.
Tylko że Zuzanna tę wiadomość zobaczyła znacznie później. W tym czasie do mieszkania weszło pięć zupełnie obcych osób: dwóch młodych chłopców, dwie dziewczynki w szkolnym wieku i bardzo stary pan, który, zauważając Zuzannę, natychmiast się wyprostował i wygładził siwe włosy.
No proszę, tato, tak cię tu witają! Po co ci ten sanatorium, skoro w domu masz taki all inclusive? rzucił rozbawiony młody mężczyzna i błyskawicznie dostał z łokcia od żony za zbyt śmiałe spojrzenia.
Zuzanna stanęła w progu, trzymając dwa pełne kieliszki wina, skamieniała z zaskoczenia. Miała ochotę krzyczeć, ale nie była w stanie się poruszyć.
W kącie zachichotał, jakby ze szczęścia, pająk.
Przepraszam, kim pani jest? pisnęła Zuzanna.
Właściciel tego gniazdka. A pani, domyślam się, z przychodni, przyszła zrobić opatrunek? Bo mówiłem przecież, że sam sobie poradzę odpowiedział starzec, wskazując na strój pielęgniarki, w który była ubrana Zuzanna.
Eee, tak… Panie Adamie, u pana naprawdę wygodnie i przytulnie żona młodego mężczyzny zajrzała przez ramię Zuzanny. Zupełnie inaczej, a przedtem jak w grobowcu. A pani, jak się nazywa? Nasz Adam nie za stary dla pani? Choć, trzeba przyznać, mieszkanie własne, to się liczy…
Zu-zanna…
No proszę! Panie Adamie, co za wybór!
Starzec, sądząc po błysku w oku, wydawał się równie zachwycony.
A Michał… gdzie jest? wyszeptała Zuzanna, jednym ruchem wypijając oba kieliszki.
Ja jestem Michał! wykrzyknął radośnie ośmioletni chłopiec.
Spokojnie, na Michała jeszcze za wcześnie mama odsunęła jego rękę i wyszła z dziećmi oraz mężem na klatkę.
Prze-przepraszam, chyba pomyliłam mieszkanie zaczęła odzyskiwać przytomność Zuzanna, wspominając walkę z zamkiem. To jest Słowiańska 18, mieszkanie 26?
Nie, to jest Słoneczna 18 odparł staruszek, gotów już rozpakowywać niespodziewany podarek losu.
No trudno westchnęła tragicznie Zuzanna pomyliłam. Proszę rozgościć się, a ja zaraz wrócę, muszę zadzwonić.
Złapała telefon i uciekła do łazienki, gdzie, barykadując drzwi, otuliła się ręcznikiem. Dopiero tam przeczytała wiadomość od Michała.
Michał, zaraz będę, tylko dłużej się zeszło w sklepie, odpisała Zuzanna.
Dobrze, czekam. Przy okazji zabierz czerwone wino nagrał głosówkę Michał.
Czerwone Zuzanna miała stąd wynieść, ale już nie w butelce, lecz w sobie. Wzięła pod pachę dywanik i zdjęła zasłonkę. Gdy obcy przechodzili do kuchni, wymknęła się z łazienki.
Zbierała rzeczy na chybcika do torby i wypadła z mieszkania.
***
Opowiem, ale później rzuciła Zuzanna, kiedy młody mężczyzna otworzył jej drzwi.
Szła jak we mgle, nie patrząc mu nawet w oczy. Najpierw pognała do łazienki, gdzie szybko wymieniła zasłonkę i rozwinęła dywanik, potem padła na kanapę, gdzie zasnęła aż do świtu, kiedy cały stres i wszystkie resztki czerwonego opuściły jej organizm.
Kiedy się obudziła, zobaczyła przed sobą nieznanego młodego mężczyznę, wyraźnie czekającego na wyjaśnienia.
Przepraszam, jaki to adres?
Butowa, osiemnaście…



