Ile razy błagałam teściową, by nie przychodziła po zmroku, a ona wciąż nie słuchała.
Z jakiegoś niewyjaśnionego powodu Jadwiga, matka mojego męża, uważa, że ma prawo wchodzić do naszego domu bez zapowiedzi. Nasz synek Kacper ma dopiero rok. Wprowadziliśmy sobie stałą rutynę: jeśli nie zaśnie przed dwudziestą, nie kładę go do łóżka, bo wtedy czekają nas dwie godziny piekielnego znoju.
Rozmowy z Jadwigą to bagno. Proszę ją, by nie wracała tak późno, a ona nie rozumie, że odwiedziny w tej porze to koszmar dla jednorocznego wnuka.
Pracuję do późna tłumaczy, wchodzi na chwilę, bawi się z Kacprem, wywołuje jego uśmiech, potem wprawia go w podniecenie, a ja muszę spędzić całą noc, kołysząc go do snu. Gdy w końcu zasypia, budzi się niespokojny i płacze.
Co mam zrobić?
Dziś jak zwykle zaczęłam kłaść Kacpra spać. Marek i ja wybraliśmy film, który mieliśmy obejrzeć, gdy nagle usłyszeliśmy dzwonek do drzwi. Marek otworzył i stała tam jego matka, zmęczona i z twarzą pełną zmarszczek po nocnym biegu.
Nie potrafiłam opanować gniewu. Byłam wściekła. Kacper właśnie miał problem z ząbkowaniem, był niespokojny, a my liczyliśmy każdą chwilę ciszy. Musiałam się uspokoić to przecież matka mojego męża.
Udawałam, że boli mnie głowa, przyłożyłam dłoń do policzka i wykrzyknęłam:
To nieodpowiednia pora! Boli mnie ząb, nie wytrzymam, nie mogę iść sama do dentysty. Zostańcie jeszcze chwilkę przy dziecku, zaraz wyjdziemy.
Marek nie rozumiał, co się dzieje. Szybko się ubrał i poszliśmy z domu.
Co to za farsz, który tutaj wygrywasz? zapytał Mickiewicz, patrząc na mnie z niedowierzaniem.
Najpierw znajdziemy miejsce, gdzie będziemy sami. I nie zapomnij wyłączyć telefonu! odparłam, starając się nie wyjść na płytkę.
Wróciliśmy dopiero po północy. Jadwiga musiała wziąć taksówkę, by wrócić do swojego mieszkania przy ulicy Dobrej w Krakowie. Kacper leżał w małym łóżeczku, wokół leżały brudne pieluchy i przetarte ubranka. Zabawki, smoczki, grzechotki wszystko rozrzucone w artystycznym chaosie.
Teściowa wyglądała wyczerpana, makijaż rozmazany, a spódnica splamiona dziecięcą kupką. Od tamtej nocy przychodzi do nas rzadziej i już nie tak późno.



