MIŁOŚĆ NIEWYCZERPANA
Paweł kiedyś ożenił się z Elżbietą z prawdziwej miłości i zgody. Jednak z czasem uczucie, które początkowo było delikatnym strumykiem, a potem coraz silniejszym potokiem, zaczęło opuszczać ich rodzinę. Nawet gdy na świat przyszła córka Zofia, to nie zatrzymało wyciekania miłości. Co więcej, potok zaczął się przemieniać w szeroką rzekę. Serce Pawła rozpraszało się na przelotne romanse, krótkie fascynacje, liczne zauroczenia…
Paweł nie mógł i zupełnie nie chciał należeć tylko do swojej żony. Kobietom imponował męskim urokiem, śmiałością i czymś jeszcze, czego sam nawet nie rozumiał
Rozdawał swoje niewyczerpane uczucie wszystkim szczupłym i bardziej okrąglejszym, blondynkom i brunetkom, wesołym, zamyślonym, mężatkom oraz tym, które marzyły o miłości. Kobiety odwzajemniały mu zainteresowanie.
Jego żona, Elżbieta, udawała, że nic nie widzi. Przynajmniej nigdy nie słyszał od niej wyrzutów ani scen zazdrości. Tym bardziej, że Paweł nigdy całkowicie jej nie zaniedbywał jako mąż.
Pewnego dnia jednak, ten nieokiełznany strumień Pawła zatrzymała pewna Joanna. Urzekła go zarówno swoją urodą, jak i inteligencją! Tylko z nią (poza żoną) spędzał każdą wolną chwilę. Joanna miała męża, z którym to schodziła się, to znowu rozstawała. Dla Joanny Paweł był jak powiew świeżego powietrza, był jej całym światem. Ta relacja trwała aż trzy lata.
W międzyczasie, ich córka Zofia dorosła. Po maturze wyjechała do Stanów w ramach programu wymiany studenckiej. Do ojczyzny, Polski, już nie wróciła. Wyszła za mąż za Amerykanina w Los Angeles. Urodziła troje dzieci. Obowiązków miała mnóstwo, więc wezwała na pomoc rodziców. Jej mąż miał tylko ojca (Michael); matka zmarła.
Paweł wraz z żoną przylecieli do córki. Przez dwa lata opiekowali się wnukami. Wkrótce jednak Paweł zapragnął wrócić do Polski. Elżbieta była zaskoczona. Po co? Paweł nic nie tłumacząc, spakował się i odleciał. Po wylądowaniu natychmiast pojechał do Joanny.
No, przyjmij mnie! Żyć bez ciebie nie umiem! Powiesz tylko słowo, to zostanę! Oczarowałaś mnie, Joasiu!
Pawle, zapomniałeś? Przecież mam męża. Cieszę się, że jesteś, ale nic więcej
Pawłowi trudno było zaakceptować odrzucenie ukochanej kobiety. Doznał klęski i wrócił do rodziny, do Los Angeles. Tam czekał go prezent od żony.
Pawle, ja i Michael postanowiliśmy związać ze sobą losy. Nie masz mi nic do zarzucenia, prawda? Wypuszczam cię na wolność. Wnuki wychowamy bez ciebie, a czego mógłbyś je nauczyć?… powiedziała Elżbieta z wyraźnym triumfem.
Wiedziałaś o wszystkim? zaniepokoił się Paweł.
A jakże! Życzliwi zawsze się znajdą uśmiechnęła się złośliwie Elżbieta, mrużąc zwycięsko oczy.
Paweł wrócił do swojego mieszkania w Warszawie. I znowu do Joanny.
Joasiu, może jednak się zdecydujesz? Może teraz połączymy nasze drogi? zapytał z nadzieją Paweł.
Nie! Ty będziesz latał za ocean, a ja mam tu czekać? Przecież to ty ode mnie uciekłeś! Wiesz, kto wyciągnął mnie z dołka? Podpowiem mój mąż! Paweł, to koniec Joanna była nieugięta.
Odrzucony jako mąż i kochanek, Paweł wrócił do mieszkania. Przez trzy dni nie wychylał nawet nosa na klatkę.
W końcu ktoś zapukał do drzwi. Na progu stała młoda kobieta.
Dzień dobry, panie Pawle! Nie pamięta mnie pan? Jestem przyjaciółką pani Zosi. Jak tam Zosia? zapytała nieśmiało i zarumieniła się dziewczyna.
W porządku. Ty jesteś Mariola? Kojarzę odparł Paweł zmęczonym głosem i ziewnął.
Panie Pawle, a sól pan ma? Jest pan moim sąsiadem! ośmieliła się bardziej kobieta.
Paweł przyjrzał się sąsiadce. Była urocza i pełna wdzięku.
Wchodź, Mariola. Napijemy się herbaty zaprosił ją Paweł.
Ach, panie Pawle! Ja pana kocham od lat młodzieńczych. Był pan moim ideałem! Wyszłam za mąż, ale pan był zawsze kimś zajęty Ale ja się nie poddaję! Doczekałam się!
Paweł ma 56 lat, Mariola 33.
Młoda rodzina oczekuje dzieckaUśmiechnął się niepewnie, jakby coś w nim rozjaśniło się pierwszy raz od miesięcy. Zapomniał o własnym zmęczeniu, zapachu nowości w jej włosach i nieoczekiwanej lekkości popołudnia.
Rozmawiali godzinami. Mariola opowiadała o swoich marzeniach, rozczarowaniach i nadziejach, Paweł słuchał, a jego niewyczerpana dotąd energia po raz pierwszy zamieniła się w słuchanie, w uwagę. Po raz pierwszy w życiu naprawdę chłonął drugiego człowieka, nie pragnąc niczego “więcej”, niczego dla siebie. Przestali być dla siebie przechodniami ścieżki życia splotły się tak naturalnie, jakby od zawsze były do tego przeznaczone.
Następnego dnia rano Mariola przyniosła świeże bułki. Paweł nauczył się, jak warzyć dla niej mocną kawę, ona jak znosić jego rozproszenie i bylejakość w prowadzeniu domu. Coraz częściej śmiali się razem z niczego. Oboje zaskoczeni, jak prostą można mieć receptę na codzienność.
Miłość Pawła w końcu przestała być rwącą rzeką i znalazła swój port. Zamieniła się w wodę spokojną, głęboką, trwającą nie rozrzucaną na wszystkie strony, lecz skierowaną w jedno miejsce, jedną osobę. Terapia była prosta: czyjeś ciepłe słowo, ramię w ramieniu i wieczorne szepty.
Pewnego wieczoru usiedli na tarasie. Paweł spojrzał na rozświetlone okna miasta. Westchnął ale tym razem nie było w tym smutku, tylko ulga.
Wiesz, Mariolko, całe życie szukałem czegoś, co miałem blisko. Ale o tym człowiek dowiaduje się dopiero, gdy zgubi wszystko po drodze powiedział cicho.
Mariola uśmiechnęła się, ściskając jego dłoń.
Właśnie znalazłeś, Pawle.
Może była to miłość inna niż te wcześniejsze bez dramatów, bez szumu i wielkich słów. Ale właśnie tej dla nich zabrakło przez całe życie. Miłość spokojna, codzienna, najprostsza i przez to niewyczerpana.



