NIEWDZIĘCZNY GRZESIEK
Rano mąż zadzwonił do Kingi prosto do biura i oznajmił obojętnym tonem, że zaraz po pracy zamierza iść do Nowaków będą świętować jego zawodowe święto.
Jeśli chcesz, możesz wpaść dodał bez zaangażowania, przekonany, że Kinga i tak nie przyjdzie, tylko wieczór spędzi z książką albo przy komputerze.
Dobrze odpowiedziała równie bezbarwnie, po czym, podczas przerwy obiadowej, poszła do domu towarowego po prezent dla męża. W dziale perfumeryjnym kłębiły się kobiety.
Od razu wpadł jej w oko flakon drogiej wody kolońskiej na czarnym, błyszczącym opakowaniu elegancki mężczyzna nonszalancko narzucił marynarkę na ramiona, patrzył wyzywająco i uśmiechał się złośliwie półgębkiem. Cały jej Grzesiek.
Ekspedientka sprawnie pakowała prezenty w kolorową folię, doklejała kokardki. Nagle podeszła starsza pani i powiedziała z przekąsem:
Ech, dziewczyny, dajecie facetom perfumy, a wąchać je będą inne, na krawaty też popatrzą inni
Dziewczyny wybuchnęły śmiechem, a Kinga pomyślała gorzko, że tak jest u nich zawsze wszystko dla Grzesia, a on żyje jakby dla całego świata, tylko nie dla niej. Jeszcze gdy byli młodzi kochała go na zabój, a on pozwalał się uwielbiać. Kiedy zdalnie studiował na Politechnice, ona nocami pisała za niego prace zaliczeniowe. Gdy pojawiły się dzieci wszystkie obowiązki wzięła na siebie.
Początkowo czuła, że jest jej wdzięczny. Z czasem zwyczajnie się do jej troski przyzwyczaił i traktował ją jak coś oczywistego. Chociaż z boku wszystko pewnie wyglądało jak w podręcznikowej rodzinie: dostatnie życie, spokój, grzeczne i mądre dzieci. Ale kiedy dzieci skończyły szkołę i wyjechały, została z Grześkiem sama. I nagle zrozumiała, że czegoś w jej życiu boleśnie brakuje.
Jej matka, te dwadzieścia lat temu, była przeciwna temu małżeństwu. Popatrz na niego, on jest bardzo przystojny i aż zanadto o tym wie, a do tego cały czas zachwyca się sobą powtarzała zakochanej nastolatce. Przystojny mężczyzna to mężczyzna wszystkich. Wszyscy będą się na niego gapić, a ty będziesz miała go najmniej, choć praw powinnaś mieć najwięcej. I tak: po pierwsze kobieta niekochana, po drugie 43 lata, po trzecie nikomu niepotrzebna…
Kinga podeszła do okna. Słońce świeciło już prawie jak wiosną. Zaraz będzie Dzień Kobiet, no i co z tego? Znowu sama Przecież życie prawie przeżyte Co jeszcze przede mną
Z ulicy dobiegało wesołe ćwierkanie, po chwili natarczywe stukanie w szybę. Kinga spojrzała w dół na parapecie kręcił się rozczochrany wróbel i zerkał na nią wielkim okiem.
A może to znak? pomyślała Kinga. I jakby potwierdzając jej myśli, zabił zegar ścienny.
No dobrze, jeszcze mam czas. Po pierwsze jeśli nie jesteś kochana, zacznij kochać siebie sama Trzaskając drzwiami, zbiegła po schodach napierw fryzjer, potem zakupy
O wpół do siódmej lustro patrzyło w zachwycie na tajemniczą nieznajomą: lekko kołysząc się, siedziała na krześle przed komputerem, w małej czarnej sukience, z krótką fryzurką i modnie potarganą trójbarwną grzywką, a jej oczy stały się ciemne i głębokie (kreska, cienie, umiejętna rozcierka), usta muśnięte kredką i błyszczykiem pełne, wyzywające.
A więc, drugi punkt: po czterdziestce życie się dopiero zaczyna
Przeszła do kuchni, wróciła z kieliszkiem wina, stuknęła się z lustrem: A trzeci czy nam faktycznie potrzebny mąż, któremu taka kobieta nie była w stanie zaimponować?..
Chyba nie trzeba mówić, że do Nowaków weszła lekko zachwiana na cienkich szpilkach. Zamieszanie przy powitaniu i już kilka męskich rąk wyciągało się, by pomóc jej zdjąć płaszcz, podsunąć krzesło, częstować jabłuszkiem. Och, naprawdę? Co pan mówi?! Mój mąż tu jest?.. Jakoś go nie zauważyłam
Grzesiek był kompletnie zaskoczony nagłym wejściem żony, pogubił się w obliczu powszechnego podziwu i zaburzonej strategii.
Następnego ranka, próbując odzyskać utraconą pozycję, tym swoim dawnym, pewnym głosem powiedział zuchwale: A śniadanie to dziś będzie? Ale tu się przeliczył, albo nie do końca się wyspał, bo obok niego była już zupełnie inna žena, nie ta od przynieś, podaj.
Obok beztrosko drzemała urocza, kapryśna kobieta, pełna pewności siebie.
Nie odwracając bujnej, kolorowej grzywki, zamruczała z lekkością:
Śniadanie już gotowe, kochany?
Przeciągnęła się i znów zapadając w sen, pomyślała: Ot tak, mój drogi. Inaczej wracamy do trzeciego punktuOd dziś, jeśli chcesz śniadania musisz mnie o nie pięknie poprosić. I uśmiechnęła się do siebie, czując nagle, że we wszystkich zakamarkach serca rozlewa się ciepłe światło takie, którego nigdy jeszcze nie znała.
Grzesiek powoli, z szeroko otwartymi oczami, patrzył na żonę i pierwszy raz od lat przyszło mu do głowy, że można za kimś zatęsknić, choć jest się tuż obok. Przez cienką smugę światła, wpadającą przez uchylone okno, zobaczył w niej kogoś obcego i fascynującego. Może nawet pomyślał, że powinien znowu się o nią starać.
Ale to już nie miało większego znaczenia. Kinga wstała, otuliła się pachnącym szlafrokiem i spojrzała w lustro, już nie po to, by zobaczyć czy się podoba ale by powiedzieć sobie:
Dzień dobry, Kingo. Dziś to ty jesteś najważniejsza.
Za oknem śpiewał wróbel całkiem nową, pogodną melodię.



