Przeklęta synowa
– No znowu strzeliłaś minę! – niechętnie powiedziała Barbara Krystyna. – Zamiast podziękować! Tylko miny strzelasz!
Agnieszka patrzyła na teściową, ledwo się powstrzymując. Miała już dosyć, że mama Krzysztofa wiecznie wtrąca się w ich rodzinę ze swoimi „dobrymi” uczynkami.
Dziś także przyprowadziła do domu kota, choć nikt jej o to nie prosił. Kilka dni temu do ich mieszkania zawitały karaluchy od nowych sąsiadów. Ci dopiero co się wprowadzili, robiąc porządki w mieszkaniu, w którym dawno nikt nie mieszkał. Zachciało im się wyplenić nieproszonych gości, a one niechcący wpadły z wizytą do Agnieszki i Krzyśka, co ten przez przypadek opowiedział matce. Ale jaki sens ma kot?
– Karaluchy to nie myszy, po co nam ten kot?
– Jak to po co? Każdy wie, że koty jedzą karaluchy! – oświadczyła pewnie teściowa.
– Całe życie miałam koty i nigdy nie widziałam, by zjadały karaluchy! – odpowiedziała Agnieszka, kręcąc głową. – I nie o to chodzi. Zapomniałaś, że Krzysztof ma alergię na sierść!
– Przetrawi to dla takiej sprawy!
– O nie, Barbara Krystyno. Kota odnieś tam, skąd go wzięłaś. Gdybyśmy chcieli mieć zwierzaka, sami byśmy go sobie sprawili! – ucięła Agnieszka.
– To nie ty o tym decydujesz! Krzysztof zaraz przyjdzie, to on nas osądzi.
Po pół godziny mąż wrócił z pracy. Przez cały ten czas teściowa biegała z kotem w poszukiwaniu sąsiedzkich karaluchów, choć już wczoraj Agnieszka wytruła je wszystkie i porozstawiała pułapki na wszelki wypadek, by nie zadomowiły się na dłużej.
Nie znalazła ani jednego karalucha, ale próbowała przekonać siebie i synową, że one po prostu się schowały i w nocy na pewno wyjdą. Wtedy Jaśka się przyda. Już nawet imię kotu wymyśliła…
Krzysztof nie od razu zauważył nowego lokatora. Zdjął kurtkę i poszedł do łazienki umyć ręce, gdy nagle nastąpił czymś mokrym.
– Agnieszka, coś rozlałaś w łazience? – krzyknął, włączając wodę.
Żona przybiegła do niego. Zobaczywszy kałużę, od razu się domyśliła, kto ją zrobił.
– Nie, to twoja matka się zepsuła!
– Co? – uśmiechnął się. – Toaleta jest przecież obok!
– A ona ma nowy sposób na zrujnowanie nam życia! – poskarżyła się żona.
– Co znowu się stało?
– Sama ci opowie, poczekaj. Najlepiej zdejmij i spal te skarpetki!
– Spalić?
Krzysztof spojrzał zdziwiony na żonę. Umywszy ręce, zdjął jedną skarpetkę i powąchał ją. Zapach był znany, ale to przecież… Fuj!
Rzucił szmatkę na kałużę, jeszcze raz umył ręce, potem nogi mydłem i wrócił do kuchni. Jego mama siedziała na krześle i głaskała za uchem szarego kota. Miał jakiś zły wyraz pyska.
– Mamo?
– Synku, zaraz ci wszystko wyjaśnię! Pamiętasz, mówiłeś o karaluchach? Jaśka je wszystkie wyłapie! Gwarantuję!
Krzysztof słuchał mamy, mrugając oczami, jak nagle głośno kichnął, a potem jeszcze raz i jeszcze.
– No tak, tylko że zanim wasz Jaśka zje karaluchy, twój syn umrze z powodu alergii! – złośliwie powiedziała Agnieszka. – Nie bez powodu nie mamy zwierząt!
– Nic się mu nie stanie! – znów oburzyła się teściowa.
Krzysztof kichał jeszcze raz i jeszcze, a potem nie wytrzymał.
– Mamo, zabierz stąd kota! Szybko!
– Krzysztofie, a co z karaluchami?
– Mówię, zabierz! Szybciej!
Barbara z niechęcią cmoknęła i poszła do drzwi wejściowych. Wyrzuciła kota na klatkę schodową i wróciła do kuchni.
– Nie narzekajcie potem, gdy karaluchów będzie więcej niż kurzu w mieszkaniu!
– My nie mamy kurzu! – zauważyła Agnieszka.
– Lepiej milcz! W ogóle nie doceniasz mojej pomocy! – powiedziała obrażona teściowa.
– Skąd wzięłaś tego kota? On się zgubi! To widać, że domowy!
– Oh, siedział przy klatce schodowej! – niechętnie odpowiedziała Barbara. – To tylko chwilowo pożyczyłam…
Agnieszka nic nie odpowiedziała, choć była wściekła w środku. To typowe dla teściowej. Złapać czyjegoś kota i przywrócić do syna. Ekscentryczna kobieta, nie można powiedzieć, że totalnie szurnięta.
– Mamo, może już wystarczy tej pomocy? – zapytał Krzysztof.
Agnieszka już nie raz skarżyła się na jego matkę. Ma talent do wyprowadzania ludzi z równowagi. Niedawno wyjechali na weekend za miasto, a mama przyszła z wizytą i postanowiła rozmrozić i umyć lodówkę. W końcu synowa jej nigdy nie rozmraża, to ktoś powinien. Zapomniała tylko, że mają lodówkę, która tego nie wymaga, bo posiada suchą zamrażarkę.
Wszystko wyłączyła i poszła oglądać telewizję. Wyjęła wszystkie półki, by szybko się rozmroziła.
Oglądała telewizję i zasnęła na chwilę. Obudziła się, gdy zadzwonił mąż, prosząc o przygotowanie kolacji. Postanowiła, że lodówka może poczekać. Uciekła do domu, zrobiła kolację, tak się zmęczyła, że zdecydowała się wrócić do mieszkania syna następnego dnia.
Krzysztof i Agnieszka wrócili kilka godzin wcześniej niż planowali. Teściowa nie zdążyła dokończyć swoich “prac”. Od poranka nawet głowa bolała. Krótko mówiąc, wchodzą do domu, a tam strasznie śmierdzi. Przez całą noc produkty się psuły.
Najbardziej szkoda, że niedawno mama Agnieszki przyjechała z wizytą i przywiozła dwa kilogramy czerwonego kawioru. Tyle na raz się nie zje, więc postanowili zamrozić. Lepiej, aby się nie zmarnował. Mama też powiedziała, że w zamrażarce nic mu się nie stanie. Przypuszczalnie same tak to przechowują.
Agnieszka pochodzi z wyspy Wolin. Jej rodzice nadal tam mieszkają, więc często w prezencie przywożą różne zagraniczne specjały. Teraz dzięki Barbarze minus dwa kilogramy kawioru, minus trzy wędzone sandacze i jeszcze sześć zamrożonych dorszy. Szkoda po prostu!
Agnieszce chciało się płakać, gdy uświadomiła sobie, że od teściowej są tylko straty. Jej mama się starała, przywiozła, a tu masz!
Oczywiście Barbara Krystyna miała tysiąc i jedno wytłumaczenie. Nawet nie przeprosiła. Po tym zdarzeniu Krzysztof, nie pytając, zabrał klucze od mieszkania, ale to nie przeszkodziło teściowej w realizacji jej “dobrych uczynków”.
Teraz robiła wszystko otwarcie. Kiedyś kupiła śledzie w Biedronce na promocji. Krzysztof je uwielbiał, zjadł prawie całe opakowanie. Agnieszka nie od razu spojrzała na datę, przeterminowane. Mieli nadzieję, że jeszcze się nie zepsuły. Myśleli, że się upiecze, a wyszło dosłownie… Tak go wymęczyło, że trzy dni leżał z gorączką, nawet raz pogotowie wezwali.
Kilka tygodni temu teściowa poprosiła, czy mogłaby u nich się wykąpać. Ciepłą wodę wyłączyli, a ona chciała się porządnie wykąpać. Krzysztof niedawno zamontował bojler. Oczywiście, że ją wpuścili. Kto by pomyślał, że ta dama przyniesie sobie własny środek do czyszczenia łazienki, jakiś żrący proszek.
Zamknęła się i postanowiła wyczyścić wannę przed kąpielą. Nie zauważyła od razu, że coś poszło nie tak. Potem zdecydowała się nie przyznawać. Twierdząc, że to nie jej wina, ale Agnieszka od razu zrozumiała, kto im zniszczył akrylową wannę.
– Po co to ruszałaś? – zapytała z oburzeniem synowa. – Przecież umyłam ją przed twoim przyjściem!
– Oh, wiem jak ty myjesz! Tylko rozmazujesz brud!
Krzysztof też był zawiedziony, ale nie można przecież zmuszać matki do kupna nowej, prawda? Tak więc żyli z uszkodzoną wanną, czekając na wypłatę, żeby kupić nową. Teraz jeszcze problem z karaluchami, potem z kotem. Agnieszka miała tego wszystkiego dosyć.
– Barbara Krystyno, może już nie będziesz nam pomagać? – zapytała, poważnie. – Z Krzysztofem nie jesteśmy dziećmi. Wiemy, co robić!
– Mówię ci! Przeklęta synowa mi się trafiła! Powinnaś na mnie klęczeć dziękując! A ty tylko stroisz miny!
– Za co dziękować? Za dwa kilogramy czerwonego kawioru, który trzeba było wyrzucić? Za zniszczoną akrylową wannę? Za śledzie, którymi otrułaś syna? I to jeszcze nie wszystkie twoje czyny! Może wystarczy?
– Może teraz nawet nie powinnam do was przychodzić? – obraziła się teściowa.
– A właściwie to niezły pomysł. Może lepiej my do ciebie?
– Tak, mamo, mi też się to podoba!
– I ty też? – spojrzała Barbara na syna. – O, synku! Tego się po tobie nie spodziewałam! Już nigdy moja noga w waszym domu nie postanie!
Teściowa wstała z krzesła i poszła do przedpokoju. Miała nadzieję, że zaczną ją zatrzymywać, może nawet przeproszą, ale nikt nawet się nie ruszył, by ją odprowadzić.
Gdy drzwi za nią się zamknęły, małżonkowie tylko z ulgą odetchnęli. Krzysztof kichał przez cały wieczór, znaleźli jeszcze jedną kałużę pod łóżkiem w sypialni, Agnieszka musiała zrobić generalne porządki, by usunąć sierść z mieszkania, za to teściowa obraziła się na nich. I niech się obraża. Ważne, żeby obrażała się we własnym domu.



