Nieuznająca wdzięczności synowa

Niewdzięczna synowa

– Znowu ta twoja mina kwaśna jak oczy! – zirytowała się Barbara Aleksandrowna. – Choć raz podziękuj! Zamiast grymasów, wdzięczność by się przydała!

Agnieszka zacisnęła zęby, patrząc na teściową. Jakże miała dość jej „pomocy”, która zawsze kończyła się katastrofą.

Tego dnia kobieta wtargnęła do mieszkania z rudym kotem, choć nikt go nie prosił. Kilka dni wcześniej nowi sąsiedzi sprowadzili karaluchy podczas remontu opuszczonego lokalu. Gdy Krzysztof mimochodem wspomniał o tym matce, ta postanowiła działać.

– Po co nam kot na karaluchy? – spytała Agnieszka, wskazując na mruczącego intruza.

– Przecież każdy wie, że koty je wyłapują! – oświadczyła teściowa, głaszcząc Mruczka po grzbiecie.

– Przez całe życie miałam koty i żaden nie gonił karaluchów! – syknęła synowa. – A poza tym Krzyś ma alergię!

– Troszkę się pomęczy dla wspólnego dobra!

– Nie, Barbara Aleksandrowna. Zabierzcie tego dachowca. Gdybyśmy chcieli zwierzaka, sami byśmy go adoptowali!

– Krzysiu rozsądzi, kto ma rację! – uparła się starsza pani.

Gdy syn wrócił z pracy, od progu dopadło go kichanie. W tle teściowa tłumaczyła, jak Mruczek rozprawi się z robactwem, podczas gdy Agnieszka wskazywała na kałużę pod łóżkiem.

– Mama twoja nowy sposób znalazła, by nas wkurzyć! – rzuciła, rzucając ścierkę w kierunku wanny.

Po serii gwałtownych kichnięć Krzysztof wyprosił kota. Barbara, obrażona, wyniosła Mruczka na klatkę, mamrocząc pod nosem:

– Nie narzekajcie, jak karaluchy zjedzą wam tapety!

– U nas kurz nawet nie ma szansy się osadzić! – odcięła się synowa.

Sprawa kota to był dopiero wierzchołek góry lodowej. Miesiąc wcześniej teściowa „pomogła” rozmrozić lodówkę, nie zważając, że to model bezszronowy. Efekt? Dwa kilo oscypka z Podhala, który rodzice Agnieszki przywieźli specjalnie, wylądowało w ściekach. Do tego sześć mrożonych sandaczy i trzy wędzone trocie.

– Modlić się powinnam? Za zatrucie Krzysia przeterminowaną śledziówką z Biedronki? Za wannę, któryś porysowała tym swoim proszkiem? – Agnieszka nie puściła płazem ani jednego „dobrego uczynku”.

– Może w ogóle przestaniesz nas odwiedzać? – dodał Krzysztof, wycierając zaczerwieniony nos.

Teściowa, dotknięta do żywego, wypadła z mieszkania, trzaskając drzwiami. Para westchnęła z ulgą. Resztę wieczoru spędzili na szorowaniu podłóg z sierści i usuwaniu śladów kocich wizyt.

– Niech się gniewa – mruknęła Agnieszka, rzucając zużyte rękawiczki do kosza. – Byle zdalnie.

I choć Barbara Aleksandrowna przysięgła, że więcej nie postawi nogi w ich domu, oboje wiedzieli – to dopiero początek wojen podjazdowych.

Rate article
Fajna Tajna
Nieuznająca wdzięczności synowa