Dziennik, 17 kwietnia
Spadek po byłym mężu czy niespodzianka od teściowej? Czasem życie potrafi zaskoczyć w najmniej spodziewany sposób.
Moja była żona, Bożena, po rozwodzie dostała w prezencie opiekę nad swoją dawną teściową, panią Stanisławą. Rozstaliśmy się z Bożeną dziesięć lat temu nie z powodu pieniędzy czy różnic charakterów, lecz przez jej wieczny problem z alkoholem i gwałtowny temperament. Ten etap życia uciąłem na dobre; przestałem dzwonić, odwiedzać, po prostu wszystko odciąłem równo jak sznur od starego radia. Nasza wspólna córka, Małgosia, wyszła za mąż i mieszka z rodziną we Wrocławiu z matką również kontaktu nie ma, bo też nie uniosła tej całej sytuacji. Co tu dużo mówić dziecko widziało więcej łez matki niż ojcowskich gestów.
Minęły lata. Pewnej cichej niedzieli, przy śniadaniu, odebrałem telefon. Dzwoniła sąsiadka Bożeny z tą nieprzyjemną wiadomością, że była żona odeszła. I nie było nikogo, kto mógłby się zająć pogrzebem. Ciąg dalszy tej historii? Ja i córka musieliśmy zrobić co trzeba zorganizowaliśmy pochówek na cmentarzu komunalnym w Radomiu, godnie pożegnaliśmy Bożenę.
No ale została jeszcze pani Stanisława. Żyła sobie sama, marudna i schorowana, w starym domu pod Radomiem. Po pogrzebie Małgosia wróciła do swojej rodziny, a ja jak przystało na człowieka z zasadami nie potrafiłem zostawić starszej kobiety na pastwę losu.
Co miałem zrobić? Jeździłem do niej kilka razy w tygodniu, woziłem zakupy, chociaż zawsze kręciła nosem, nigdy nic jej nie pasowało, a potem wszystko zjadała do ostatniego okruszka. Drewno na opał też musiałem narąbać, bo piec kaflowy wciąż czekał na swój żar. Wszystko robiłem, choć niełatwo było, zwłaszcza że moje zdrowie już nie takie jak kiedyś. Ale przecież nie zostawiłbym człowieka w potrzebie, nieważne, jak trudny charakter miał.
Tak minęły trzy miesiące, aż w końcu pani Stanisława odeszła. Kiedy notariusz zadzwonił, by mnie poinformować o testamencie, oniemiałem. W spadku po teściowej dostałem dom i całkiem okrągłą sumę pieniędzy wystarczającą, by każdemu emerytowi stanęły oczy w słup. Tak właśnie wygląda wdzięczność, która przychodzi niespodziewanie.
Po latach już wiem: czasem los odpłaca nam nie w taki sposób, jakiego się spodziewamy. Dobre uczynki mają sens nawet wtedy, gdy życie wydaje się niesprawiedliwe, bo nigdy nie wiadomo, co nas spotka na samym końcu tej drogi.



