Niespodziewana uroczystość

Święto, którego się nie spodziewano

W starym mieszkaniu na obrzeżach Wrocławia unosił się zapach nieszczęścia, ukryty pod płaszczykiem przedświątecznej krzątaniny. Jeszcze na klatce schodowej Jadwiga wyczuła gryzący dym, a po stopniach spływały strumienie mydlanej wody, jakby ktoś zatopił całą klatkę. Otworzywszy drzwi, rzuciła na półkę bukiet z firmowego spotkania, zrzuciła znoszone buty i włożyła kapcie, żałując, że nie wzięła gumowców — podłoga wyglądała jak po potopie. Z głębi mieszkania dobiegał przenikliwy koci pisk, zmieszany z syczeniem, mruczeniem i swądem spalenizny.

— Krzysiek, co tu się dzieje?! — krzyknęła Jadwiga, czując, jak serce ściska się od złego przeczucia.

Krzysztof pojawił się natychmiast — w samych bokserkach, boso, z twarzą pokrytą sadzą i zadrapaniami, z fioletowym siniakiem pod okiem. Na głowie dumnie spoczywał ręcznik zawiązany jak turban sułtana po przegranej bitwie.

— Jadziu, już jesteś? — wybełkotał, spuszczając wzrok. — Myślałem, że firmowe spotkanie, jesteś szefową, będziesz do nocy…

Jadwiga zmęczona osunęła się na krzesło, krzyżując ramiona.

— Gadaj, życiowy pechowcu. Co tym razem nawywracałeś?

— Słoneczko, nie martw się — zaczął Krzysztof, ale głos mu drżał.

— Martwiłam się, gdy w dziewięćdziesiątych gangsterzy ściągali długi — odcięła Jadwiga. — Denerwowałam się, gdy kryzysy uderzyły, a firma prawie padła. Po tym wszystkim nic mnie nie rusza. Melduj, co się tu odprawia?

Krzysztof westchnął, jakby przed egzekucją.

— Chciałem zrobić ci niespodziankę. Sprawić ci święto, wyjątkowe. Postanowiłem posprzątać, uprać, obiad ugotować. Wziąłem wolne, poszedłem na targ, kupiłem baraninę. A potem wszystko poszło na opak.

— Baranina? — doprecyzowała Jadwiga, przeczuwając nowy zwrot akcji.

— Nie, pralka — przyznał. — Wsadziłem pranie, włożyłem baraninę do piekarnika, zacząłem sprzątać. I wtedy kot…

— Żyje?! — Jadwiga zerwała się, oczy zapłonęły niepokojem.

— Żyje, żyje! — pospieszył się Krzysztof. — Tylko mokry. Przysięgam, gdy włączałem pralkę, nie było go w środku! A potem on… no, wylądował wewnątrz.

— Jak?! — Jadwiga zacisnęła pięści. — Jak kot mógł wleźć do zamkniętej pralki?!

— Nie wiem — Krzysztof rozłożył ręce. — Przeniknął, pewnie.

Jadwiga przymknęła oczy, walcząc z pokusą, by udusić męża.

— Kontynuuj, detektywie. I pokaż mi kota. Chcę się upewnić, że wszystko w porządku.

— Eee, Jadź, on tam… — Krzysztof się zawahał. — Trzeba do niego podejść.

— Łapy na miejscu? — głos Jadwigi stał się lodowaty.

Krzysztof przetarł podrapaną twarz.

— Jak najbardziej! Tylko chwilowo… unieruchomione. Dla bezpieczeństwa.

— Dobra, jedź dalej — westchnęła Jadwiga, szykując się na najgorsze.

— No więc, gdy kot… eee, prał się, poczułem spaleniznę. Pędzę do kuchni, otwieram piekarnik — a tam piekło! Oparzyłem palce, baranina stoi w płomieniach. Chlusnąłem olejem, a ten jak buchnie! Włosy mi się zajęły, dym walW końcu wszyscy zasiedli do stołu, jedząc pizzę na wynos, bo baranina spłonęła, ale śmiali się tak mocno, że nawet zirytowany kot Puszek ułożył się na kolanach Jadwigi, mrucząc zadowolony.

Rate article
Fajna Tajna
Niespodziewana uroczystość