Nieproszonych gości – cały dom pełen! — Czy ci wszyscy mili ludzie naprawdę nie mogą zamieszkać gd…

Nieproszonych gości cały dom

A ci uroczy ludzie to naprawdę nie mogą mieszkać gdzieś indziej? zapytała żona. Przecież hoteli i pensjonatów pod dostatkiem!

Przecież oni nie przyjechali tu bez powodu, żeby nas tylko uciemiężać! Mają swoje kłopoty do załatwienia. Rozwiążą sprawy i pojadą!

A w ich miejsce zaraz następni! A wczoraj jeszcze dowiedziałam się, że jakiś Stanisław Adamowicz nie mam pojęcia, kto zacz koczuje tu już drugi rok!

Ile to jeszcze potrwa! westchnęła Wioletta. Rozsądek wyłącza usługę!

No co się dzieje? zapytał Paweł, rozkosznie przeciągając się w łóżku.

Co się dzieje? Wioletta wskazuje energicznie na okno. W tej chwili zaczynają rozgrywki w siatkówkę!

Fajnie! Paweł znów się przeciągnął.

Serio? Wioletta zaciągnęła zasłony. Jeszcze powiedz, że sam pójdziesz!

E, wolę jeszcze trochę poleżeć zaśmiał się. Tobie też polecam!

Wioletta usiadła na brzegu łóżka:

Powiedz mi, który normalny człowiek organizuje mecz siatkówki na świeżym powietrzu na początku grudnia?

A czemu nie, Paweł wzruszył ramionami. Nie ma śniegu, nie ma mrozu. Sucho. Można pokopać piłkę.

Przecież oni powybijają wszystkie szyby oburzyła się Wioletta. To nie są profesjonaliści, piłka poleci, gdzie chce!

Wybite okna, wstawi się nowe Paweł ponownie się przeciągnął.

Wioletta pokręciła głową z niedowierzaniem. Już miała coś dodać, gdy z dołu dobiegł głos:

Kochani! Śniadanie gotowe! Pyszne placki serowe usmażyłam! Potem się będziecie mizdrzyć! Chodźcie, jeszcze ciepłe!

Ciocia Marianna w swoim żywiole Paweł się uśmiechnął.

Przypominam, to żona ma przywilej serwować mężowi śniadanie! fuknęła Wioletta.

Kawę możesz zaparzyć! zaśmiał się Paweł.

Kochani! Kawa też stygnie! znów rozległo się z dołu.

No widzisz! Wioletta wskazała na drzwi. Niedługo ciocia Marianna mnie nawet w łóżku zastąpi?

Przesadzasz! Paweł śmiał się w najlepsze. W łóżku twoja pozycja jest niepodważalna! Idziemy na śniadanie, bo wystygnie!

Wioletta westchnęła z rezygnacją, narzuciła szlafrok i poszła za mężem.

Po drodze do kuchni, a nawet w kuchni, nie spotkali nikogo.

Aż dziwne mruknęła Wioletta już myślałam, że z mężem nie będzie mi dane sam na sam pobyć we własnych czterech ścianach!

Zobacz, a jednak czasem się udaje! zaśmiał się Paweł. I mamy taki rozrywkowy dom! Śniadanie, potem możemy popatrzeć na siatkówkę, a wieczorem Stefan Bartkowski obiecał grilla!

Smród, dym, znowu coś spalą mruknęła Wioletta, siadając do placków.

O ten domek dla gości ci chodzi? zaśmiał się Paweł. Dawno już nowy postawili! Lepszy niż poprzedni, i ze trzy razy większy!

Aha! Żeby jeszcze więcej gości się zmieściło! Wioletta wyraźnie była rozdrażniona. Ja nawet połowy imion nie pamiętam!

Powinni mieć identyfikatory! I napisy typu: “Kuzyn ciotki od strony męża”, żeby wiedzieć, z kim się mówi!

I tak się pomylimy, bo tam linia startuje gdzieś no, powiedzmy: żona brata twojego męża, a potem, jak Bóg da!

Wioletta przeliczyła w myślach.

Zanim się połapiesz, zwariujesz!

Rozmowa umilkła, bo placki serowe były naprawdę wybitne. Po śniadaniu, będąc już bardziej pogodzona z losem, Wioletta spytała:

Paweł, jeszcze długo to wszystko potrwa?

Co konkretnie? Paweł dobrze wiedział, o co chodzi, ale postanowił pociągnąć temat.

No ci niekończący się goście powiedziała Wioletta. Gościnność gościnnością, ale to się robi nie do wytrzymania!

Wczoraj, z ciekawości, policzyłam, ile ich jest! Paweł, pogubiłam się przy dwudziestym trzecim!

Trzydzieści głów na gościnnych prawach, a żadnemu się wyjeżdżać nie spieszy!

Jakoś inaczej wyobrażałam sobie naszą małżeńską codzienność!

Toż to nadal życie rodzinne! A ci ludzie, to praktycznie nasza rodzina! Paweł odpowiedział.

Po matce chrzestnej od siedmiu boleści, przez babkę stryjeczną na krzywych kubkach! Nawet twój brat, przez którego to szczęście nas spotkało, to dla nich żaden bliski! Może przez jego żonę!

Wiesz jakbym się zajął terminologią, to nawet by się znalazły nazwy tych pokrewieństw, tylko ja ich nie znam! Paweł zaśmiał się. Zresztą mili ludzie!

A ci mili ludzie nie mogą mieszkać gdzieś indziej? Tyle pensjonatów w okolicy! dopytywała się Wioletta.

Oni tu nie na wakacje, tylko życie ich kopnęło. Rozwiążą sprawy, wyjadą!

A w ich miejsce następni! Nawet wczoraj się dowiedziałam, że Stanisław Adamowicz nie wiem, kto to taki już dwa lata tu mieszka!

Znalazł sobie pracę jako księgowy w sklepie wiejskim! A ciocia Marianna, która smaży nam placki, sprząta trzy domy wokół jako pomoc domowa!

No powiedz, umieją się urządzić! Paweł uśmiechnął się szeroko.

Paweł, jak to się nie skończy, to wracam do miasta! Moje mieszkanie w Warszawie cały czas stoi! Lepiej będzie nam tam we dwoje niż tu w takim bajzlu!

***

To był rodzaj ryzyka, kiedy Wioletta zaczynała układ z Pawłem. Był od niej starszy o dziesięć lat, zresztą żadne już nie było młodziutkie. Wioletta miała 25 lat, kiedy go poznała.

Od razu pojawiło się pytanie:

A czemu Paweł wcześniej się nie ożenił? Co z nim nie tak?

Na ten sam temat można było gadać o Wioletcie:

A co, ona do dwudziestki piątki nie wyszła za mąż? Co z nią nie tak?

Wioletta znała odpowiedź. Skończyła architekturę ale samym dyplomem się nie najesz! Chciała zdobyć praktykę i wyrobić sobie markę.

Marzyło jej się samodzielne życie, żeby czuć się niezależną i mieć prawo wyboru partnera, nie brać, co popadnie!

Najpierw popracowała w miejskim biurze projektowym, potem przeniosła się do prywatnej firmy, która robiła różne projekty na zlecenie.

Było ciekawiej i płacili lepiej. Minus jeden kontakt z klientami, nie zawsze najłatwiejszy. Ale robota to robota.

Przy takich warunkach trudno o poważny związek.

Szybki wywiad wykazał, że Paweł miał podobnie, choć w jego wydaniu to była szybsza jazda. Jego brat Andrzej założył firmę, tuż po studiach, i zaraz się ożenił.

Żeby nie utonąć w pracy, ściągnął do firmy Pawła. W zasadzie zrzucił na niego wszystko, co się dało. Paweł ledwo wrócił z wojska.

Musiając równocześnie ogarniać zarządzanie i nadrabiać wykształcenie, niewiele myślał o życiu prywatnym. A kiedy Andrzejowi urodził się syn, to Paweł czasami nocował w pracy.

Braciszku, zamierzasz kiedyś pracować? zagadnął Pawła brat.

Pawle, rozczarowałem się tą całą biznesmenadką wybełkotał Andrzej Nie chcę być szefem!

Świetnie! parsknął Paweł A kim chcesz?

Pracować rękoma! Żeby zmiana! A po pracy do żony i synka! Andrzej wzdychał.

Myślisz, że na życie ci wystarczy z takiej pracy? spytał Paweł.

Z Natalią postanowiliśmy przeprowadzić się na Mazury Andrzej wyjął papiery Przepisałem całą firmę i resztę aktywów na ciebie. Dobrze ci idzie! Cierpliwości i powodzenia!

Przynajmniej podaj mi numer konta, żebym ci czegoś ze zysku przelewał, wybełkotał Paweł.

Od tego czasu Paweł rozkręcił się na dobre.

W wieku 35 lat uznał, że wszystko gra i może zacząć myśleć o rodzinie.

Z Wiolettą zaiskrzyło od początku. Szybki przegląd czerwonych flag, pół roku później już byli po ślubie.

Zamieszkali w mieszkaniu Wioletty.

Bardzo cię kocham, ale tu mi po prostu wygodniej mówiła, lekko zakłopotana. Do pracy mam tu pięć minut piechotą, a rano jestem nieprzytomna!

Żaden problem, Paweł wzruszył ramionami. Nie dorobiłem się własnego kąta. Wynajmowałem bo tak było łatwiej. Jak chcesz, kupimy coś razem, gdziekolwiek chcesz. Ty wybierasz!

Marzyłam zawsze o domku pod Warszawą, mówiła Wioletta ale nie wiem, czy zgodzą się na pracę zdalną.

W naszej branży to nie takie proste nawet gdy wszyscy inni siedzieli na home office, nas wyganiano do biura.

To postaw sprawę jasno: albo praca zdalna, albo odchodzisz do konkurencji! śmiał się Paweł Albo załóżmy własną firmę!

Najpierw pogadam odparła Wioletta.

A dom pod Warszawą jest, powiedział Paweł. Tak właściwie

Jedyne, o co poprosił Andrzej przed wyjazdem:

Paweł, Natalia ma rodzinę! Jak się kto do Ciebie przyplącze, bo sprawy na mieście załatwia nie wyganiaj. Wpuść, ale na głowę wejść nie daj!

Co mam zrobić? Rozlokować po hotelach? zbaraniał Paweł.

A właśnie! Kupiłem rok temu drugi dom, ale nie zdążyliśmy się nawet wprowadzić! I on też jest twój! oznajmił machnięciem Andrzej i ruszył z rodziną na Mazury.

A, jakby co, parę osób od strony żony brata mojego mieszkają w tym drugim domu. Ale jest ogromny, na działce też domek dla gości się znajdzie, nie powinno być konfliktu!

Kiedy Wioletta wprowadzała się do domu za miastem, nie wyobrażała sobie, ile tam ludzi siedzi. Tłum ją przywitał, aż jej się w głowie zakręciło.

Każdy się śmiał, pomagał, witano ją jak królową. W miesiąc poznała już tysiąc historii o tym, jak to życie przemieliło ich i przywiało do tego domu.

Ktoś się rozwodził i dzielił majątek, ktoś uciekał od toksycznego męża, kogoś wyrzuciły własne dzieci. Ktoś sam odszedł, ktoś został na lodzie po zdradzie.

Jednemu w remoncie mieszkania gruz na głowę spadł, drugi stracił mieszkanie przez oszustów. Ktoś przyjechał studiować, inny bo nie miał dokąd wracać.

Goście byli w każdym wieku i o przeróżnym IQ. Nawet profesor się trafił żona go wywaliła po ucieczce z kochanką; potem i kochanka go wystawiła. Czekał na wymianę mieszkania.

Atmosfera w domu życzliwa, choć gwar aż do nieprzytomności.

A Wioletta jeszcze musiała pracować. Ale zleceniodawca trafił się upierdliwy, marudził bez przerwy.

I tu niespodzianka: Igor Władysławowicz, przechodząc obok, podsłuchał wideokonferencję i nagle wepchnął głowę przed kamerkę:

Z całym szacunkiem! Pani zrealizowała zadanie rewelacyjnie. Z pańskimi uwagami to nabierze pan solidnej ruiny, a nie domu!

Po tej wypowiedzi klient zaakceptował projekt Wioletty, a ona, odkładając komputer, zapytała zdziwiona Igora:

Skąd pan to wszystko wie?

Droga pani, ja byłem architektem przez 36 lat. Pytaj śmiało podzielimy się doświadczeniem!

Pomoc Igora była bezcenna, ale ogólny zgiełk i ciągły tłok przyprawiał ją czasem o szał. No nie tak wyobrażała sobie domowy spokój na przedmieściach!

No, istne targowisko!

***

Kochana, możemy wrócić do miasta, jeśli tylko chcesz, powiedział Paweł ale chyba nie wszystko jeszcze zrozumiałaś o naszych gościach.

A co mam rozumieć? zapytała Wioletta.

Narzekasz na domek gościnny, co się spalił. Ale na jego miejscu już stoi nowy! Paweł uśmiechnął się szeroko. Wiesz, ile nas to kosztowało?

No… pewnie fortunę? niepewnie powiedziała Wioletta.

Zero! Paweł zrobił kółko palcami. Sami wyłożyli kasę i własnymi rękami wybudowali nowy!

Oczy Wioletty zrobiły się jak spodki.

Za media i życie nasze i wszystkich ich płacą sobie sami! Sami się obsługują, gotują, sprzątają, remontują co trzeba! De facto, żyjemy za darmo!

Część z nich pracuje, część dorywczo, a niektórych rad i pomocy nie da się wycenić!

Mamy w domu elektryka, księgowego, prawnika, ekonomistę, hydraulika, profesora nauk bioligicznych i… nawet architekta!

I nawet architekta, dopowiedziała Wioletta, wspominając Igora.

Ten podzielił się z nią kilkoma sztuczkami zawodowymi, co sprawiło jej ogromną frajdę.

Niedawno podwoiłem zysk mojej firmy dzięki radzie jednego z naszych lokatorów! pochwalił się Paweł. Można by ich na etat przyjąć!

I wiesz, co jest najlepsze? zapytał Paweł, i sam odpowiedział: Nic nie chcą w zamian! Po prostu sobie tutaj żyją, jak jedna duża rodzina!

W tej chwili przez okno w kuchni wleciała piłka i potoczyła się po roztrzaskanym szkle. Zaraz do środka wpadł Tolek:

Wacek już pojechał po szybę do miasta! Nie ma się co martwić, do dwóch godzin będzie lepiej niż było! I… przepraszam! porwał piłkę i wybiegł.

No właśnie uśmiechnął się Paweł.

Może się przyzwyczaję, zamyśliła się Wioletta.

A po miesiącu już nie czuła się zmęczona taką ilością gości bo to już nie byli goście, tylko po prostu rodzina, taka jakiej Polska jeszcze nie widziała.

Rate article
Fajna Tajna
Nieproszonych gości – cały dom pełen! — Czy ci wszyscy mili ludzie naprawdę nie mogą zamieszkać gd…