Młoda dziewczyna o imieniu Weronika zaczęła pracować jako sekretarka w firmie budowlanej. Nie dostała się na studia po szkole, bo ojciec ciężko chorował, a matki nie miała zmarła przy porodzie. Ojciec wychowywał ją sam. W szkole uczyła się francuskiego, który bardzo ją fascynował. Chodziła na dodatkowe kursy, a potem ciągle doskonaliła język. Miała nadzieję, że kiedyś się przyda.
**Niespełniona i tajemna miłość**
Gdy po raz pierwszy zobaczyła swojego szefa, Tomasza Kowalskiego, gdy rankiem wszedł do recepcji, uprzejmie się przywitał i na chwilę zatrzymał wzrok na nowej pracownicy, zaniemówiła.
Boże pomyślała zdezorientowana. Co za przystojny mężczyzna. Ale zaraz się opamiętała. Co ja wygaduję? Tomasz Kowalski to mój szef, starszy ode mnie i żonaty.
Miał czterdzieści lat, był wysoki, przystojny, o aksamitnym głosie, błękitnych oczach i uroczym uśmiechu. Wezwał ją do gabinetu, wydał polecenia, a ona patrzyła w jego oczy, w których tonęła, wsłuchiwała się w jego głos, ale w końcu się opanowała i skinęła głową.
Wyskoczyła z gabinetu, opadła na krzesło i powoli doszła do siebie.
Nie, tak nie może być. Przyszłam tu pracować. Szef jest żonaty i wszyscy mówią, że uwielbia swoją żonę, Kasię.
Tomasz naprawdę kochał swoją Kasię i poza nią nie widział innych kobiet. Nie mieli dzieci, ale ich miłość była wzajemna. Koleżanki z pracy plotkowały.
Co nasz szef widzi w tej szarej myszce? Żona wcale nie jest piękna, ubiera się niemodnie. Nie dała mu dzieci, a on przecież taki przystojny.
Częściowo miały rację. Kasia była zwyczajną kobietą, ubierała się prosto i przy swoim mężu wyglądała, delikatnie mówiąc, przeciętnie. Ale dla niego nie istniała żadna inna. Wszyscy dawno się o tym przekonali, gdy próbowano go uwodzić pozostawał niewzruszony, obojętny.
Weronika słuchała tych rozmów i w ciszy kochała Tomasza. Marzyła, że pewnego dnia ją zauważy i zrozumie, jak bardzo go kocha.
Będziemy razem, urodzę mu dzieci. Oczywiście nie chcę burzyć jego małżeństwa, ale mogę mieć z nim dziecko. Boże, jak ja go kocham! takie marzenia prześladowały ją bez przerwy.
Dla Weroniki Tomasz stał się jedynym i nieosiągalnym marzeniem. On zaś nie widział nic poza pracą, traktował ją jak solidną pracownicę. Raz jednak podarował jej kwiaty ale to był jej dzień urodzin. A ona od tego dnia była jeszcze szczęśliwsza. W końcu ją zauważył
**Przypadkowe spotkanie**
Minęło dwadzieścia lat. I nagle dziś Weronika spotkała go na ulicy. Z początku go nie poznała. Siwy, szedł powłócząc nogami. Z dawnego przystojniaka nie zostało nic. Najbardziej na świecie chciała, żeby ją rozpoznał. Serce waliło jej jak młot, usta wyschły, nogi zdrętwiały a on nawet na nią nie spojrzał, szedł dalej.
Chciała go dogonić, przytulić się i powiedzieć, że wciąż go kocha, ale nie ruszyła się z miejsca. Patrzyła za nim i nie zauważyła, że mówi na głos:
Boże, co się z nim stało? Czy on na to zasłużył?
Odkąd pochował żonę, Kasię, zupełnie się załamał. Minęły dopiero dwa lata, ale bardzo cierpi usłyszała głos starszej kobiety. To mój sąsiad, czasem mu pomagam. Mieszka sam i przepija emeryturę. Choć go besztam, ale nie potrafi się pozbierać. A przecież nie jest stary, ma sześćdziesiąt dwa lata.
Weronika była wyraźnie wzruszona, starsza pani to zauważyła.
A ty, dziecko, kim jesteś dla niego?
Nikim westchnęła i odeszła.
Cały dzień nie mogła zapomnieć tego spotkania. Nie mogła zasnąć, leżała z zamkniętymi oczami, a wspomnienia przesuwały się jak film. Nagle całe jej życie się przewróciło. Jej jedyna miłość wróciła. On był dla niej jedyny i najdroższy.
**Szczęśliwy wyjazd służbowy do Francji**
Minęły już prawie trzy lata, odkąd Weronika pracowała jako sekretarka Tomasza. Nigdy nie zdradziła swoich uczuć. Kochała w milczeniu i bez nadziei. Aż pewnego dnia on jej oznajmił:
Weronika, jedziemy służbowo do Francji. Jak się zorientowałem, świetnie znasz francuski. Będą negocjacje, a ja się nie znam. Przygotuj się.
Nie miał pojęcia, jak bardzo ją ucieszył, nie wiedział, jak jej serce oszalało z radości. A ona myślała tylko, że będzie sama z ukochanym.
Negocjacje się udały, a przed powrotem Tomasz zaproponował:
Chodź, Weronika, świętujemy sukces w restauracji. Świetnie sobie poradziłaś.
Siedzieli długo, Tomasz się upił widocznie nie pił na co dzień, ale tym razem się rozluźnił. Weronika pomogła mu dojść do pokoju, położyła go do łóżka. A on nagle delikatnie chwycił ją za dłonie i przyciągnął do siebie.
Dziękuję ci, kochanie, dziękuję szeptał, całując ją gorączkowo, a jej serce stopiło się.
Nie potrafiła się oprzeć, nie chciała, zatonęła w nim. Wiedziała, że postępuje źle, ale nie mogła inaczej. Dla niej nie istniał już nikt poza nim, tylko on i ona! I nic więcej!
Były później pieszczoty, Weronika nie broniła się, choć on nazywał ją Kasią.
Kasia, moja jedyna, najdroższa szeptał.
Myśli, że to jego żona bolało ją to.
Uraza przeszyła jej serce, ale się pogodziła z tym. Potem Tomasz zasnął, a ona patrzyła na niego i była szczęśliwa. O świcie ostrożnie wstała, ubrała się i wyszła.
Następnego rano Tomasz zapukał do jej pokoju, wszedł zmieszany.
Przepraszam, Weronika. Za to, co się stało. To był błąd. Powinnaś zrozumieć nie powinienem mówił, unikając jej wzroku.
Jego słowa paliły ją, ale zdołała się opanować.
Nie ma sprawy, panie Tomaszu. Nic się nie stało, też jestem winna odparła spokojnie. Nie martw się, nikt się nie dowie.
Dziękuję, Weronika. Dziękuję. Ocaliłaś mnie, jestem ci winny, wstyd mi
**Oczekiwanie na cud i odejście z pracy**



