Niepokorna
Oliwka od dziecka marzyła, by zostać lekarzem. Mieszkała z rodzicami w małej wsi, do szkoły biegała trzy kilometry do sąsiedniej wioski. Tam była szkoła, przychodnia, poczta i aż trzy sklepy.
Szkoła była duża i nowa, dziewczynka uczyła się z radością, wszystko przychodziło jej łatwo, kończyła piątą klasę.
Ola, wstawaj, dlaczego się wylegujesz? głośno powiedziała matka, wchodząc do domu z wiadrem świeżo wydojonego mleka. Spóźnisz się do szkoły, budziłam cię, gdy szłam do obory.
Ojej, mamo, rzeczywiście! zerwała się Oliwka i w dwie minuty umyła się, ubrała, chwyciła plecak i wypadła z domu bez śniadania. Ewa ledwie zdążyła zawinąć parę racuchów i wcisnąć jej je do ręki.
Biegać trzy kilometry do szkoły to nie żarty. Biegła, licząc słupy telegraficzne, sama wszystkie dzieci już poszły. Zmęczona, zwalniała, by po chwili znów biec.
Chyba się spóźnię martwiła się.
Wpadła do szkoły z dzwonkiem, szybko wbiegła na drugie piętro i do klasy. Ledwie usiadła, gdy weszła pani Halina nauczycielka języka polskiego.
Oliwka, co ty, jakby cię ktoś gonił? spytała Kasia, koleżanka z ławki. Zaspałaś? Chyba nigdy ci się to nie zdarza.
No, zaspałam szepnęła i zaczęła się lekcja.
Tego dnia w szkole wszystko było jak zwykle. Oliwka odrobiła lekcje, wreszcie skończyły się zajęcia i poszła z koleżankami do domu. Po drodze dogonili je chłopcy, popychali się, żartowali tak wesoło doszli do wsi.
Otworzyła dom kluczem schowanym pod gankiem, zdjęła buty w progu i wpadła do środka. Zazwyczaj o tej porze nikogo nie było. Ojciec w pracy, matka też pracowała na poczcie. Właśnie chciała iść do swojego pokoju, gdy usłyszała z małej izby gwałtowny kaszel. Zamarła.
Kto to? przemknęło jej przez głowę. Skrzat? Mama opowiadała o skrzatach, a ona się z niej śmiała, nie wierząc, że istnieją.
Wpadła do swojego pokoju i zamknęła drzwi. Przebierając się, nasłuchiwała. Gdy otworzyła drzwi, by wyjść do kuchni, znów usłyszała kaszel wyraźnie męski.
Tata w pracy, kto to może być? Bała się zajrzeć. Przejście było zasłonięte kotarą, z daleka nic nie widziała.
Przełknęła cokolwiek i wybiegła z domu, licząc, że spotka matkę roznoszącą listy. Rozejrzała się po ulicy, nie zobaczyła jej, usiadła na ławce. Obok szedł Kacper, sąsiad z siódmej klasy.
Kacper! zawołała, machając ręką. Chodź tu!
Co jest? spytał.
Kacper, u nas w domu ktoś kaszle, boję się. Rodziców nie ma.
Jak to kaszle? Kto?
No właśnie. Nie wiem. W szkole nikogo nie było, a teraz ktoś kaszle. Boję się tam zajrzeć, chodź ze mną!
No dobra zgodził się i weszli razem.
Nasłuchiwali cisza. Oliwka wskazała na kotarę, Kacper odsunął ją nieco i zajrzeli. Na łóżku leżał wyniszczony mężczyzna skóra i kości.
Dzień dobry, a pan kto? spytała Oliwka zza pleców Kacpra.
Dzień dobry zachrypiał. Jestem Wiesław, twój wujek.
Oliwka nie pamiętała żadnego Wiesława. Zasłonili kotarę i wyszli.
No to twój wujek, a ty się bałaś. Dobra, idę, mama czeka.
Oliwka ledwie doczekała się powrotu matki i wypytała ją o wujka.
To mój młodszy brat Wiesiek. Siedział długo w więzieniu, teraz wyszedł, chory. Mało go pamiętasz, byłaś mała, gdy go widziałaś.
Przyszedł ledwo żywy, a twój ojciec powiedział: Niech u nas zostanie, niech dojdzie do siebie, może ziołami go wyleczymy. Ale nie wiem, chyba już nie żyje.
Wiesiek, młodszy brat Ewy, był w młodości urwisem. Gdy miał szesnaście lat, włamał się ze znajomymi do sklepu w sąsiedniej wsi, do której biegali do szkoły. W kasie nie było pieniędzy, ale wynieśli cukierki, ciastka, papierosy i wino. Schowali w lesie w starej chacie, nawet się upili. Szybko ich złapali, Wiesiek dostał trzy lata. Trafił do poprawczaka, potem skończył osiemnaście i przenieśli go do więzienia. Tam coś przeskrobał, dostał dodatkowe lata. I teraz wrócił dwudziestopięcioletni, ledwo żywy.
Oliwka długo nie mogła zasnąć, słysząc kaszel wujka. Przypomniała sobie, że we wsi mieszka babcia Stanisława, znana zielarka.
Trzeba do niej wpaść po szkole myślała. Może coś poradzi.
Nazajutrz poszła do staruszki.
Dzień dobry, babciu Stanisławo, muszę uratować wujka, bardzo choruje, może nawet umrzeć.
Stara kobieta posadziła ją przy stole, nalała herbatę, podsunęła talerz z pierogami.
No, córeczko, opowiadaj Oliwka wyjaśniła wszystko.
Stanisława wysłuchała, wstała, wyjęła z półek różne torebki i woreczki, a potem coś napisała na kartce.
Masz, kochanie, rozpisałam ci, co i jak parzyć. Wszystko podpisane.
Dziękuję, babciu Oliwka wróciła do domu i pokazała matce zioła.
Mamo, patrz, co dostałam od babci Stanisławy. Będziemy leczyć wujka Wiesia. Dała nawet słoiczek miodu. Ja się tym zajmę.
Ewa tylko skinęła głową. Nie wierzyła w zioła, ale nie protestowała. Każdego ranka Oliwka wstawała wcześniej, parzyła zioła, zostawiała wujkowi na stołku i mówiła, co ma pić.
Ola, ale z ciebie uparta uśmiechał się Wiesiek, patrząc na siostrzenicę. Wiedział, że tylko ona wierzy, że przeżyje.
Oliwka znów odwiedziła Stanisławę, opowiedziała o postępach. Staruszka pochwaliła ją.
Dobrze robisz, dziecko. Niech wstaje powoli, siada, potem chodzi. Wyzdrowieje. Niech chodzi boso po ziemi ziemia daje siłę.
Oliwka postawiła sobie za cel wyleczyć wujka. A onZ czasem Wiesław odzyskał siły, ożenił się z sąsiadką Krystyną i razem założyli małą pasiekę, a Oliwka, patrząc na jego przemianę, zrozumiała, że nawet największe trudności można pokonać, gdy ma się kogoś, kto w ciebie wierzy.



