Niepiękna

Anna wygodnie rozsiadła się na kanapie w niewielkiej kawiarni na warszawskiej Starówce i czekała na swoje zamówienie. Często przychodziła tu po filiżankę cappuccino i ptysia z bitą śmietaną, by choć na chwilę poprawić sobie humor przed kolejnym pracowitym dniem.

Za oknem cicho prószył śnieg, przykrywając brukowane uliczki białym puchem. Anna z przyjemnością upiła łyk gorącej kawy. Przy stoliku obok siedziały dwie młode kobiety, najwyraźniej dobre przyjaciółki.

Wiesz co, parę dni temu spotkałam nową dziewczynę mojego byłego. Naprawdę, ani ładna, ani zgrabna! No powiedz, co on w niej zobaczył?
Może dobrze gotuje? Albo jakaś czarodziejka w łóżku? zaśmiała się druga.
Daj spokój! Zobacz jej zdjęcie na Fejsie. Z urody to jej brakuje.
Dziewczyny zaczęły chichotać, a Anna zamarła z filiżanką w ręku. Przypomniały jej się słowa mamy, podsłuchane dawno temu podczas rozmowy rodziców: Nasza Anka to nie piękność. Urodą nie grzeszy, niech przynajmniej uczynkami się wyróżnia.

Jako dorosła kobieta Anna bardzo dbała o siebie i swój wygląd. Bez względu jednak na wysiłki, zawsze czuła się niewystarczająco ładna. Mama powtarzała często: Głowa do góry, dziewczyno. Urodą nie błyszczysz, to rozumem wygrasz. Ucz się, przykładaj, byś nie została sama.

W podstawówce wstydziła się swojej niepozornej urody i chłopięcej sylwetki. Na studiach nauczyła się ładnie ubierać i malować, w końcu zaczęła spotykać się z chłopakiem. On jednak czasem żartował z jej płaskich pośladków i gargantuicznych stóp, przez co Anna zaczęła podejrzewać, że nawet mądrych i ambitnych nikt szczerze nie pokocha. Pogodziła się z tym i szła przez życie dalej.

Po skończonej kawie i ciasteczku pobiegła do pracy. W porze obiadowej miała jeszcze zajrzeć do przyjaciółki, by nakarmić kota i podlać kwiaty. Ala wyjechała na dwa tygodnie do Tunezji, a jej mąż prawie nie bywał w domu. Jak się przypadkiem spotkają, to Bartek nawet nie spojrzy na Ankę skwitowała Ala i wyjechała spokojnie na wakacje.

W mieszkaniu przyjaciółki Anna najpierw wsypała chrupki sennej Puszce, potem zajęła się roślinami. Za ścianą leciała muzyka. Rozpoznała melodię i zaczęła nucić: Tyle słońca w całym mieście, nie widziałeś tego jeszcze Nagle poczuła się tak dobrze. Pośród kwiatów i dźwięków starej piosenki zrobiło się jej lekko na duszy. Nieświadomie zaczęła tańczyć po salonie, przyglądając się sobie w oknie.

Wtem dobiegły ją czyjeś głosy.

Anna obejrzała się w drzwiach stali dwaj mężczyźni. Bartek, mąż Ali, a obok niego nieznajomy. Obaj byli wyraźnie zaskoczeni. Ale wstyd! przemknęło jej przez głowę.

Cześć, Aniu. To mój kolega Konrad, wpadliśmy po papiery. Tak pięknie tańczyłaś, że nie mogliśmy oderwać wzroku. Wybacz, że przeszkodziliśmy.
Ja… mnie… Ala prosiła, żebym
Anna szybko skierowała się do wyjścia, nie zważając na śpiącą kotkę pod nogami. Potknęła się i upadła na podłogę. Świat zawirował, a ona zemdlała.

Ocknęła się dopiero w szpitalnej sali.

Dzień dobry, jak się pani czuje? Jestem Wiktoria, pani współlokatorka. Miała pani lekkie wstrząśnienie mózgu, ale lekarz mówił, że wszystko w porządku. Był u pani kurier i jakiś młody mężczyzna z kwiatami powiedziała uśmiechnięta kobietka.

Dziękuję zdołała wyszeptać Anna.

Ostrożnie wstała, podeszła do okna i otworzyła paczkę. W środku były owoce, sok i jej ulubione ptysie. Zapewne od Ali i jej męża.

Sięgnęła po bukiet kwiatów i wtedy zauważyła kartkę: Aniu, szybkiego powrotu do zdrowia. Taka sympatyczna dziewczyna jak Ty nie powinna leżeć w szpitalu. Zapraszam Cię na wystawę kwiatów. Odpowiedź odmowna nie wchodzi w grę. Konrad.

Anna zanurzyła twarz w białych chryzantemach, zamknęła oczy ze wzruszenia i pobiegła przytulić swoją towarzyszkę z sali.

Nie każda uroda bywa krzykliwa i rzucająca się w oczy. Każda kobieta nosi w sobie własne piękno. Czasem to piękno ciche, ciepłe i bijące prosto z wnętrzaKilka dni później Anna włożyła zwiewną sukienkę w kwiaty i z bijącym sercem spotkała się z Konradem na wystawie. Uczyła się wtedy swojej odwagi pozwolić, by ktoś patrzył na nią z uznaniem, nie odwracać wzroku, tylko się uśmiechnąć. Konrad ujął ją za dłoń, a ona pierwszy raz nie myślała o tym, czy jej dłonie są zgrabne ani jak wygląda w świetle dnia. Czuła się lekka, jakby unoszona przez cichy wiatr kwiaciarni pełnej zapachów i kolorów.

Wiesz, co jest najpiękniejsze? zapytał Konrad, kiedy przystanęli przy białych chryzantemach.

Zawahała się, ale zamiast odpowiedzieć, spojrzała mu prosto w oczy. Dostrzegła w nich zachwyt i czułość tak inną niż chłodne rozważania mamy, drwiny chłopaków czy plotki przypadkowych kobiet.

To, jak się śmiejesz szepnął spokojnie. I jak tańczysz, gdy sądzisz, że nikt nie patrzy.

Anna poczuła ciepło, które rozlało się po całym ciele. Uśmiechnęła się szeroko tym swoim niedoskonałym, jasnym uśmiechem, który okazał się wszystkim, czego było trzeba.

Od tego dnia już nigdy nie patrzyła na swoje odbicie z poczuciem braku; patrzyła z życzliwością, po nowemu. Zamiast usilnie udowadniać światu, że zasługuje na miłość, pozwoliła temu światu siebie pokochać. I stworzyła sobie miejsce, gdzie jej małe piękno ciche, wytrwałe, prawdziwe zakwitło najbardziej na przekór.

Rate article
Fajna Tajna
Niepiękna