Nieoczekiwana odpowiedź
Kinga nie znosiła Stasia. Przez całe siedem lat, kiedy była żoną jego najlepszego przyjaciela, Michała.
Denerwował ją głośny śmiech Stasia, jego głupia skórzana kurtka, a już zwyczaj klepania Michała po ramieniu i wrzask: Stary, zgadnę żona znów pogania?! doprowadzał Kingę do szału.
Michał tylko machał ręką i mówił: On jest dziwakiem, ale ma serce ze złota. Wtedy Kinga zżymała się na męża, sądząc, że złote serce to żaden powód, by psuć jej wieczór.
Gdy Michał zginął poślizgnął się, upadł Staś w swojej śmiesznej kurtce stał na pogrzebie z boku, cicho i niezgrabnie. Patrzył gdzieś ponad głowami ludzi, jakby widział coś, czego nikt inny nie widział.
Kinga pomyślała wtedy: No i dobrze. Teraz da mi spokój.
Ale nie dał. Przyszedł tydzień później. Zapukał do drzwi jej cichego, zagubionego mieszkania.
Kinga zaczął niepewnie, może obiorę ziemniaki, pomogę w czymś cokolwiek?
Nie potrzeba, odpowiedziała przez uchylone drzwi pustym głosem.
Potrzeba, uparł się i przemknął przez próg jak przeciąg.
Tak się zaczęło.
Staś naprawiał wszystko, co się zepsuło. Kinga miała czasem wrażenie, że rzeczy psują się specjalnie po to, by mógł przyjść.
Przynosił torby z zakupami, tak jakby gromadził zapasy na oblężenie.
Zabierał jej syna Tymoteusza do parku, skąd wracał rumiany i rozgadany, co bolało: z Michałem Tymek zawsze był poważny i zamknięty.
Ból był stałym towarzyszem Kingi. Ostry gdy znajdowała stary skarpet Michała. Tępy gdy wieczorem parzyła herbatę dla dwojga. I ten dziwny, ściskający gdy widziała, jak ten irytujący Staś rozstawia talerze w złych miejscach na stole.
Był żywym wspomnieniem o Michale, jego krzywym zwierciadłem. Kinga cierpiała przez jego obecność, ale wkrótce zrozumiała, że boi się, iż odejdzie. Bo wtedy zostanie tylko pustka
Przyjaciółki szeptały: Kinga, on dawno się w tobie kocha! Łap okazję! Mama mówiła: Porządny facet, nie przegap. A Kinga się złościła. Wydawało jej się, że Staś kradnie jej żałobę, zastępuje ją nachalną troską.
Pewnego dnia, kiedy znów przyniósł worek ziemniaków (promocja w Biedronce!), nie wytrzymała:
Staś, starczy! Radzimy sobie. Wiem, że opiekujesz się nami
Ale nie jestem gotowa. I nie będę. Jesteś przyjacielem Michała. I niech tak zostanie.
Czekała na urażone milczenie, tłumaczenia. Ale Staś tylko poczerwieniał jak uczniak i spuścił wzrok:
Rozumiem. Wybacz.
I wyszedł. Jego brak okazał się głośniejszy niż obecność.
Tymek pytał: Dlaczego wujek Staś już nie przychodzi? Kinga, obejmując syna, myślała: Bo nie mam rozumu. Przegoniłam jedynego, który przychodził nie, żeby brać, ale żeby dawać.
Staś wrócił po dwóch tygodniach. Zadzwonił wieczorem. Pachniał jesiennym deszczem i wódką. Oczy miał zgaszone, ale uparte:
Mogę wejść? Na chwilę. Tylko coś powiem i znikam.
Wpuściła go.
Usiadł na taborecie w przedpokoju, nie ściągając mokrej kurtki.
Nie powinienem, zaczął chrapliwie, ale nie dam już rady tego trzymać w sobie. Masz rację. Zachowywałem się jak głupiec. Ale ja złożyłem mu obietnicę.
Kinga przyparła do ściany.
Jaką obietnicę? wyszeptała.
Staś spojrzał na nią z bólem, który aż ścisnął jej serce.
On wiedział, Kinga. Nie na pewno, ale przeczuwał. W głowie miał bombę tętniaka. Lekarze dali mu rok, może dwa. Michał nie chciał cię straszyć, ale mi mi powiedział. Miesiąc przed śmiercią.
Świat Kingi rozpadł się doszczętnie. Osunęła się po ścianie na podłogę. Serce waliło gdzieś w gardle.
Co co powiedział? wyszeptała.
Powiedział: Staś, tylko tobie wierzę do końca. Jeśli coś się stanie opiekuj się moimi. Tymek jest mały, Kinga niby twarda, a w środku potrafi się rozsypać. Nie pozwól jej się złamać, Staś! Ja na to: Przestań, Michał, jeszcze długo pochodzisz! A on głos Stasia łamał się, tak spojrzał na mnie spokojnie i mówi: Postaraj się, żeby Kinga się w tobie zakochała. Nie może zostać sama. A ty zawsze dobrze ją traktowałeś. To będzie właściwe…
Staś zamilkł.
To wszystko? zapytała nie oddychając.
Dodał jeszcze, dokończył ścierając twarz dłonią, że najpierw mnie znienawidzisz. Bo będę ci o nim przypominał. Ale żebym się nie poddawał. Dał ci czas A potem, jak Bóg da.
Ciężko się podniósł.
To tyle. Próbowałem jak umiałem. Myślałem, a nuż Ale tak na mnie spojrzałaś Zrozumiałem wszystko. Nie uda się. Dla ciebie zawsze będę Staś, przyjaciel męża. Zawiodłem Michała. Nie dotrzymałem obietnicy. Przepraszam.
Sięgnął do klamki.
W tej chwili Kinga przyjęła straszną i jednocześnie piękną prawdę. Zrozumiała wielką miłość Michała, który troszczył się o nich nawet stojąc wobec śmierci. Doceniła też prostą, upartą, niemą ofiarność Stasia, który dwa lata dźwigał swój krzyż bez nadziei na podziękowanie.
Staś wyszeptała.
Odwrócił się. W oczach nie było nadziei, tylko zmęczenie.
Naprawiłeś kran, którego Michał przez dwa lata nie mógł.
No.
Zawiozłeś Tymka na działkę w dzień, gdy zamknęłam się w łazience i płakałam.
Tak
Pamiętałeś o urodzinach mojej mamy, choć ja sama zapomniałam.
Kiwnął głową bez słowa.
I to wszystko tylko dlatego, że on cię poprosił?
Staś westchnął:
Początkowo tak. Potem po prostu wiedziałem, że muszę. Już nie umiałem inaczej.
Kinga podniosła się. Podeszła do niego. Spojrzała na głupią kurtkę, zmęczoną twarz. Po raz pierwszy od dwóch lat nie widziała w nim cienia Michała. Dostrzegła Stasia. Człowieka, który był przyjacielem jej męża, a teraz niósł jego miłość do rodziny.
Zostań, powiedziała spokojnie i pewnie. Napijesz się herbaty? Przemokłeś cały
Patrzył na nią, jakby nie wierzył własnym uszom.
Jako przyjaciel, dodała, a w jej głosie zabrzmiało coś ciepłego. Najlepszy przyjaciel Michała. Dopóki nie znudzi się.
Staś uśmiechnął się tym starym uśmiechem, który kiedyś doprowadzał ją do pasji.
Herbaty? powtórzył. A piwa nie masz czasem?
Kinga się roześmiała. Pierwszy raz od dawna. I pojęła już nie będzie odpychać ręki, która, choć drżąc z wysiłku, wyciąga się, by jej pomóc. Nawet jeśli ręka tkwi w śmiesznej, skórzanej rękawiczce.
Bo w życiu liczy się nie to, co tracimy ale to, co mamy odwagę przyjąć.



