Impreza bez zaproszenia
Halina Kowalska przymierzała przed lustrem trzecią tej wieczorowej sukienkę, gdy zza ściany dobiegły pierwsze dźwięki muzyki. Skrzywiła się, odłożyła granatową bluzkę i nadstawiła ucha. Zegar wskazywał wpół do ósmej — za wcześnie na skargę do administracji, chociaż sąsiadka Weronika rzadko urządzała hałaśliwe spotkania.
— Może urodziny kogoś — mruknęła Halina, wciągając szary sweter. — Mogłaby chociaż uprzedzić.
Muzyka stawała się coraz głośniejsza, dołączyły do niej śmiechy i rozmowy. Halina podeszła do ściany i przyłożyła ucho. Głosów było sporo, zdecydowanie więcej niż kilka.
W drzwiach rozległ się dźwięk dzwonka. Halina, ciągle w domowym swetrze, zajrzała przez wizjer. Na korytarzu stała sąsiadka z dołu, Krystyna Nowak, z wymuszenie uprzejmym wyrazem twarzy.
— Dobry wieczór — zaczęła, zanim Halina zdążyła otworzyć. — Wie pani może, co świętuje Weronika? Muzyka grzmi na całe piętro.
— Nie mam pojęcia — szczerze odpowiedziała Halina. — Dziwi mnie to samo. Zazwyczaj jest cicho jak makiem zasiał.
— A może jej tam w ogóle nie ma? — Krystyna zniżyła głos. — Może ktoś obcy się włamał? Czasy teraz takie…
Kobiety wymieniły znaczące spojrzenia. Weronika żyła sama, pracowała w bibliotece, prowadziła tygodnikowy tryb życia. Nigdy nie przyprowadzała do domu głośnych znajomych.
— Może pójdziemy razem sprawdzić? — zaproponowała Halina. — Jak coś będzie nie tak, wezwiemy policję.
Weszły jedno piętro wyżej. Muzyka wychodziła wprost spod drzwi, słychać było głośne śmiechy i okrzyki. Halina nacisnęła dzwonek.
Drzwi otworzyły się niemal natychmiast. W progu stała Weronika, ale jakaś zupełnie inna — rozczochrana, z rumieńcami na twarzy, z kieliszkiem czegoś musującego w dłoni. Miała na sobie czerwoną sukienkę, której Halina nigdy u niej nie widziała.
— Ojej! — zawołała Weronika, rozpromieniona. — Sąsiadki kochane! Wchodźcie, wchodźcie! U nas impreza!
— Jaka impreza, Weroniko? — ostrożnie zapytała Halina, próbując zajrzeć do wnętrza.
Rzeczywiście, w domHalina weszła do środka, ale zamiast tłumu gości, zobaczyła tylko pusty pokój z porozrzucanymi talerzami i połamanymi kieliszkami, a w powietrzu unosił się delikatny zapach cynamonu i czegoś, co przypominało stare księgi.



