Nienawidziliśmy jej od pierwszego kroku w naszym domu.

Z nienawiścią patrzyliśmy na nią od pierwszego momentu, gdy przekroczyła próg naszego domu.
Kędzierzawa, wysoka, chuda.

Sweter miała całkiem zwyczajny, ale ręce zupełnie inne niż u mamy. Palce krótsze i grubsze. Trzymała je splecione jak w modlitwie. Nogi miała chudsze niż mama, a stopy dłuższe.
Siedzieliśmy z bratem Krzysiem – on siedmioletni, ja dziewięcioletnia – i rzucaliśmy w nią spojrzeniami pełnymi gromów.
Długa jak Jessika kilometrowa, a nie żadna Jadzia!

Tata zauważył naszą niechęć i syknął: – Zachowujcie się przyzwoicie! Co wy sobie myślicie?
– A ona zostanie u nas długo? – pytał kapryśnie Krzyś. Jemu wolno było mówić takie rzeczy. Był mały i to chłopak.
– Na zawsze – odparł tata.
Czuć było, że zaczynał tracić cierpliwość. A jeśli się wścieknie, będzie źle. Lepiej go nie denerwować.

Po godzinie Jadzia zbierała się do wyjścia. Włożyła buty. Gdy wychodziła, Krzyś zdążył podstawić jej nogę.
Omal nie przeleciała przez cały korytarz.

Tata zaniepokoił się: – Co się stało?
– Potknęłam się o buty – powiedziała, nie patrząc na Krzysia.
– Wszystko porozrzucane. Sprzątniemy! – obiecał szybko tata.
I wtedy zrozumieliśmy. On ją kocha.

Nie udało nam się pozbyć jej z naszego życia, choć bardzo się staraliśmy.
Pewnego razu, gdy Jadzia była z nami w domu bez taty, po kolejnym naszym chamskim zachowaniu powiedziała spokojnym głosem:
– Wasza mama umarła. Tak się niestety zdarza. Teraz patrzy na was z nieba i widzi wszystko. Myślę, że nie podoba jej się, jak się zachowujecie. Rozumie, że robicie to z przekory. Czy tak należy strzec jej pamięci?

Zamilkliśmy.
– Krzyś, Ola, przecież jesteście dobrymi dziećmi! Czy to właściwy sposób, by czcić mamę? Czyny świadczą o człowieku. Nie wierzę, że zawsze jesteście tacy kolczasty jak jeże!

Stopniowo, takimi rozmowami, odzwyczaiła nas od bycia niemiłymi.

Pewnego dnia pomogłam jej rozpakować zakupy. Jakże mnie Jadzia chwaliła! Poklepała mnie po plecach.
Tak, jej dłonie nie były jak mamine, ale i tak było mi przyjemnie…
Krzyś się zazdrościł. Też poukładał umyte kubki na półce. Jadzia pochwaliła i jego.
A wieczorem jeszcze opowiedziała tacie z zachwytem, jacy to my pomocnicy. Był szczęśliwy.

Jej obcość długo nie pozwalała nam się otworzyć. Chcieliśmy już wpuścić ją do serca, ale nie potrafiliśmy.
Nie była mamą – i tyle!

Po roku zapomnieliśmy, jak żyliśmy bez niej. A po jednym zdarzeniu pokochaliśmy Jadzię bez pamięci, tak jak nasz tata.

…Krzysiowi w siódmej klasie nie było łatwo. Cichy i zamknięty, był gnębiony przez jednego chłopaka – Darka Kowalskiego. Był tego samego wzrostu, tylko bardziej bezczelny.
Traktował Krzysia jak rywala, choć ten wcale nim nie był.

Rodzina Kowalskich była pełna, Darek czuł wsparcie ojca. Tamten mówił mu wprost: „Ty jesteś mężczyzną, walcz. Nie czekaj, aż cię zaczną miażdżyć”. I tak Kowalski wybrał Krzysia na swój cel.
Przychodził do domu i nawet mnie, rodzonej siostrze, nic nie mówił. Czekał, aż sprawa się rozmyje. Ale takie sprawy same nie znikają. Prześladowcy robią się coraz śmielsi, gdy ofiara się nie broni.

Kowalski już otwarcie bił Krzysia. Ile razy go mijał, tyle razy uderzał go w ramię.
Wydusiłam z Krzysia prawdę dopiero wtedy, gdy zobaczyłam siniaki na jego ramionach. Uważał, że mężczyźni nie powinni obciążać problemami sióstr, nawet starszych.
Nie wiedzieliśmy, że pod drzwiami stoi Jadzia i słucha naszej rozmowy.

Krzyś błagał, żebym nic nie mówiła tacie, bo będzie jeszcze gorzej.
Prosił też, żebym nie biegła od razu drapać Kowalskiego po twarzy! A tak bardzo chciałam! Gotowa byłam za brata zabić!
Wciąganie taty do sprawy też nie wchodziło w grę. Pewnie by się bił z ojcem Darka, a stąd już blisko do więzienia…

Nazajutrz była piątek.
Jadzia pod pozorem zakupów odprowadziła nas do szkoły i potajemnie poprosiła, żebym wskazała jej Kowalskiego.

Pokazałam. Niech wie, świnia!
A co było dalej – to już prawdziwy spektakl.

Na lekcji polskiego Jadzia weszła do klasy, cała wystrojona, z elegancką fryzurą i manicure, i miłym głosem poprosiła Darka Kowalskiego, by wyszedł, bo ma z nim sprawę.
Nauczycielka się zgodziła, nic nie podejrzewając. Chłopak też spokojnie wyszedł, myśląc, że to nowa organizatorka jakiejś szkolnej akcji. Darek miał przynieść goździki na uroczystość ku czci żołnierzy.

Jadzia złapała go za koszulę, uniosła w górę i syknęła:
– Czego chcesz od mojego syna?
– Od j-j-jakiego syna? – wybełkotał.
– Od Krzysia Nowaka!

– N-n-nic…
– Właśnie chcę, żeby to było nic! Bo jeśli jeszcze raz dotkniesz mojego syna, spojrzysz na niego krzywo – zdzielę cię, draniu!
– Pani Jadziu, proszę puścić – zaskomlał Kowalski. – Już więcej nie będę!
– Wynoś się! – postawiła go na miejscu. – I spróbuj komukolwiek o tym powiedzieć. Ojca wsadzę do więzienia za wychowanie małoletniego przestępcy! Rozumiesz? Nauczycielce powiesz, że jestem sąsiadką i przyszłam po klucz! A po lekcjach przeprosisz Krzysia! Ja sama to sprawdzę…

Chłopak wślizgnął się z powrotem do klasy, poprawiając mundurek. Wymamrotał coś o sąsiadce.

…Od tamtej pory już nigdy nie spojrzał na Krzysia źle. W ogóle go unikał! Tego samego dnia przeprosił. Krótko, szorstko, cały drżąc, ale przeprosił.
– Tacie nie mówcie – prosiła nas Jadzia. Ale nie wytrzymaliśmy, wszystko opowiedzieliśmy.
Był zachwycony.

Później i mnie wyprowadziła na dobrą drogę.
Zakochałam się w wieku szesnastu lat – ta głupia miłość, gdzie hormony przesłaniają rozum i ciągnie do zakazanego.
Wstyd się przyznać! Ale opowiem. Związałam się z bezrobotnym, wiecznie pijanym pianistą, kompletnie nie widzącAle Jadzia pojechała do niego, postawiła prosto dwie butelki wódki i zapytała: „Ty dziecko chcesz karmić powietrzem czy czymś konkretnym?” – a gdy tylko usłyszałam to przez uchylone drzwi, zrozumiałam, że więcej tu po mnie nie przyjdzie.

Rate article
Fajna Tajna
Nienawidziliśmy jej od pierwszego kroku w naszym domu.