Nieformalne Spotkanie

**Próbne spotkanie**

Cóż to za życie myślała sobie Bożena, siedząc samotnie w kuchni. Ludzie żyją razem latami, a potem nagle bum! rozchodzą się. Dziwne. Znała takich parę i sama też miała takie doświadczenie. Nie trwało długo, ale zawsze coś.

Bożena niedawno przeszła na emeryturę. Córka wyszła za mąż i mieszka w Warszawie. Wyjechała z rodzinnej wsi po liceum, skończyła technikum i szybko założyła rodzinę. Teraz tylko przyjeżdża w odwiedziny oboje z mężem pracują, wnuczka chodzi do szkoły.

Kiedy jeszcze pracowała, koleżanki z pracy namawiały ją:

Bożenka, no ile można tak żyć w pojedynkę? Tyle wolnych facetów wdowców albo rozwodników, którym nie wyszło z małżeństwem. Ogłoszeń pełno w gazetach, w internecie

Ale boję się pierwszego kontaktu dzwonić do obcego faceta? A poza tym, jeśli się rozwiódł, to znaczy, że coś z nim nie tak. Pewnie ma wady. Od dobrych mężów żony nie odchodzą.

Ale nikt cię nie zmusza do małżeństwa od razu! Pogadasz, nie spodoba ci się odłożysz słuchawkę. Co w tym złego? najbardziej naciskała Halina, która poznała męża przez ogłoszenie i teraz żyła szczęśliwie, rozdając rady wszystkim wokół.

**Znajomość z ogłoszenia**

W końcu Bożena zdecydowała się na telefon. Na początku było dziwnie dzwonić do obcego mężczyzny? Ale potem pomyślała:

No przecież to tylko rozmowa. Jeśli mi się nie spodoba, po prostu nie oddzwonię.

Kilka razy dzwoniła faceci bywali różni. Już po pierwszej rozmowie wiedziała, z kim nie warto kontynuować. Zaczęła też inaczej patrzeć na rozwodników.

Przecież nie zawsze wina leży po stronie mężczyzny. Kobiety też potrafią być trudne. Cudze dzieci i małżeństwa zawsze tajemnica.

Tak mijały miesiące, aż w końcu trafiła na Kazimierza. Rozmowa z nim od razu jej się spodobała. Mieszkał w sąsiedniej wsi, miał własny dom i gospodarstwo. To on zaproponował pierwsze spotkanie.

Przyjedź do mnie, Bożenka. Skoro tak długo rozmawiamy, to znaczy, że coś w tym jest. Nie odpędziłabyś mnie od razu, gdybym ci się nie podobał. Spotkamy się, dobrze?

Dobrze zgodziła się.

Podobało jej się, jak Kazimierz o niej mówił z szacunkiem, bez złego słowa o byłej żonie. Rozwiedli się po latach małżeństwa, gdy dzieci już dorosły i usamodzielniły się.

Nie pytała o przyczyny sama nie lubiła wracać do przeszłości. Ale zaniepokoiło ją jedno.

Kaziu, a z dziećmi się widujesz? Odwiedzają cię?

Nie. Stoją po strony matki. Nawet nie dzwonią.

To dziwne pomyślała. Nawet po rozwodzie dzieci powinny mieć kontakt z ojcem. Jeśli go nie mają to coś tu nie gra. Ale nie powiedziała tego na głos.

**Wizyta**

W dniu spotkania Bożena była zdenerwowana, ale gdy wysiadła z autobusu na umówionym przystanku, od razu go rozpoznała wysoki, postawny, o miłej twarzy.

Bożena?

Tak, to ja. Uśmiechnęła się, a on od razu odwdzięczył się szerokim uśmiechem.

No to ja jestem Kazik. Chodź, mój koń tam stoi wskazał na lśniącego terenowego mercedesa.

Spodobało jej się, że przyszedł z kwiatami i że nie kazał jej czekać. Dom okazał się duży, zadbany czuć było, że ktoś o niego dba.

Chyba sam też jest porządny pomyślała. Skoro po rozwodzie utrzymał tu porządek.

Ale gdy chodziła po pokojach, zaczęła coś podejrzewać.

Żona zostawiła ten dom? Dlaczego? Włożyła w niego tyle pracy Co on jej zrobił?

**Próba gospodarności**

Siadaj, napijemy się herbaty zaproponował.

Pomóc ci? spytała z grzeczności.

Nie, nie, ja sam.

Wyjął z szafki filiżanki, nalał herbaty, pokroił ciasto. Wszystko elegancko.

Może wina?

Nie, dziękuję.

Słusznie. Ja też piję rzadko tylko od święta.

Rozmawiali o różnych rzeczach, a ona chwaliła jego dom.

Widać, że dbasz. Dom jak marzenie.

A on nagle rzucił:

No to teraz, Bożenka, czas na próbę.

Jak to?

Zbierz ze stołu, umyj naczynia, potem podłogę. A później pójdziemy do obory zobaczymy, jak doi się krowę.

Osłupiała. Nawet gdyby powiedział to delikatniej, byłoby nietaktownie. Ale żeby od razu takie żądania?

Umyła naczynia, wytrzeła stół. On stał i patrzył.

Podłogi ci nie umyję. I krowy doić nie będę. Nie podoba mi się, jak mnie sprawdzasz. Mogłeś po prostu poprosić, a nie rozkazywać. To moja pierwsza wizyta co za maniery?

Próbował się tłumaczyć, że to tylko żarty, ale w końcu wyjawił prawdę.

Skoro już jesteśmy szczerzy, to powiem ci warunki. Kobieta, która do mnie przyjdzie, musi mieć posag. Równy wkład. Przywieziesz swoje krowy, kury, owce. Nie sprzedawaj ich rodzinie ja sam przyjadę i odbiorę.

Wybuchnęła śmiechem.

Ależ ty masz tupet! Jeszcze nawet nie wiesz, czy cię chcę, a już dzielisz moje rzeczy? Myślisz, że jak podziwiam twój dom, to marzę, żeby tu zamieszkać? Dziękuję, ale nie. Chcesz, żeby cię utrzymywać? Ze mną to nie przejdzie.

Wzięła torbę i wyszła.

Nie odprowadzaj. Znajdę drogę sama.

Gdy szła do przystanku, dogoniła ją miejscowa kobieta.

Do tego Kazika co chwilę ktoś przyjeżdża. Każe im sprzątać, gotować ale zawsze coś nie tak. Żonę też zamęczył. Po rozwodzie nic jej nie dał tylko walizkę z rzeczami. Nawet kwiatki zabronił zabrać.

Wtedy Bożena zrozumiała: od dobrych mężów żony nie odchodzą. **A dobry mąż nie traktuje kobiety jak dodatku do gospodarstwa.**

Rate article
Fajna Tajna
Nieformalne Spotkanie