Gdzie jest moja córka? powtarzałam sobie, czując, jak zęby zaczynają szczękać, nie wiadomo, czy to ze strachu, czy z zimna.
Malwinę zostawiłam na przyjęciu urodzinowym, w sali zabaw centrum handlowego. Rodziców solenizantki znałam raczej pobieżnie, ale zostawiłam córkę bez obaw to nie pierwszy raz, takie dziecięce imprezy to normalka. Tyle że dziś się spóźniłam autobus długo nie przyjeżdżał. Centrum handlowe stoi w tak nieprzystępnym miejscu, że wszyscy przyjeżdżają samochodem, ale ja auta nie mam. Więc przywiozłam Malwinę autobusem, potem wróciłam do domu miałam zaplanowaną lekcję, nie mogłam odwołać, a potem znów wsiadłam w autobus. Spóźniłam się raptem piętnaście minut biegłam po oblodzonym parkingu tak szybko, że aż zabrakło mi tchu. Teraz matka solenizantki, niska dziewczyna z okrągłymi niebieskimi oczami, patrzyła na mnie z lekkim niedowierzaniem i powtarzała:
Tata ją zabrał.
Ale Malwina nie ma przecież taty. No dobrze, biologicznie ma, ale on nigdy jej nie widział.
Z Piotrem poznałam się przypadkiem spacerowałyśmy z koleżanką po Bulwarach Wiślanych, ona skręciła kostkę, chłopaki zaproponowali pomoc. Zupełnie jak w jakimś filmie opowiadali, że studiują na Uniwersytecie Warszawskim, że jeden ma ojca generała, drugi profesora. Po co te bzdury? Byli młodzi i głupi. Ale kiedy zaszłam w ciążę, a Piotr dowiedział się, że studiuję w pedagogicznym i mam ojca kierowcę autobusu, wsunął mi pieniądze na zabieg i zniknął.
Nie zrobiłam aborcji i nigdy tego nie żałowałam Malwina stała się moją towarzyszką, zaskakująco rozsądną i niezawodną, jak na swoje lata. Zawsze było nam razem wesoło, a gdy prowadziłam lekcje, Malwinka cichutko bawiła się lalkami. Potem wspólnie gotowałyśmy zupę mleczną lub jajko w koszulce, piłyśmy herbatę z herbatnikami posmarowanymi masłem. Na życie pieniędzy nie było za dużo, wszystko szło na czynsz, ale nie narzekałyśmy.
Jak mogliście oddać moją córkę obcej osobie?!
Głos mi drżał, łzy już napływały do oczu.
Ale przecież nie obcej denerwowała się niebieskooka. To jej ojciec!
Mogłabym jej powiedzieć, że żadnego ojca nie zna, ale co to da. Trzeba biec do ochrony, domagać się monitoringu…
I kiedy to było?
Dziesięć minut temu…
Odwróciłam się, popędziłam przed siebie. Ile razy przypominałam Malwinie nie odchodź z nikim! Nogami ledwo ruszałam, serce waliło, przed oczami wszystko rozmazane, parę razy wpadłam na ludzi, nawet nie przeprosiłam. Instynktownie krzyknęłam:
Malwina! Malwinaaaa!
Na wielkiej strefie gastronomicznej był gwar, większość nie zwracała uwagi, tylko kilka osób obejrzało się. Łapalłam powietrze, nie mogłam zdecydować dokąd pobiec? Może jeszcze jej nie zabrał, może…
Mamusiu!
Najpierw nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Moja córka, w rozpiętej kurteczce, z buzią ubrudzoną lodami, biegła do mnie. Przytuliłam ją tak mocno, jakby miała się rozpaść, jeśli ją puszczę może i tak było. Spojrzałam ostro na mężczyznę. Schludny, z krótką fryzurą, w idiotycznym swetrze z bałwanem i lodem w ręku. Chyba wyczytał wszystko z moich oczu, bo zaczął się tłumaczyć:
Przepraszam! To moja wina, powinienem na panią poczekać, ale strasznie mnie zdenerwowali ci łobuziaki! Zażartowali z Malwiny, że nie ma taty, że nigdy po nią nie przyjdzie, bo jest brzydka. Więc postanowiłem im zrobić na złość podszedłem, zabrałem ją na lody. Przepraszam, nie sądziłem, że wystraszę panią…
Cała się trzęsłam. Nie zamierzałam ufać obcemu facetowi. Ale naprawdę Malwinę drażnili? Spojrzałam jej w oczy, ona natychmiast zrozumiała pytanie. Pociągnęła noskiem, uniosła podbródek.
Niech sobie gadają! Teraz też mam tatę!
Mężczyzna rozłożył niezręcznie ręce, nadal nie mogłam się odezwać.
Chodźmy wreszcie wydusiłam. Już późno, nie możemy przegapić autobusu.
Zaczekaj! zrobił krok w moją stronę, niepewnie machnął ręką. Może podwiozę was? Skoro już tak się złożyło… Nie proszę pani, nie jestem wariatem! Mam na imię Michał, jestem porządny! Tam siedzi moja mama, może potwierdzić!
Wskazał na kobietę z fioletowymi lokami przy stoliku, oczy w książce.
Jak chce pani, możemy podejść, ona udzieli mi najlepszej rekomendacji!
Nie wątpię wymamrotałam, choć nadal miałam ochotę spoliczkować tego gościa. Dziękuję, damy radę same!
Mamo… Malwina pociągnęła mnie za rękaw. Niech oni widzą, że tata nas odwozi!
Przy sali zabaw stała jeszcze solenizantka z mamą i jakaś dziewczynka, której imienia nie pamiętałam. W oczach córki była taka prośba, a iść po lodzie w takim stanie byłoby trudne. Zdecydowałam się.
Dobrze rzuciłam.
Świetnie! Zaraz, tylko powiadomię mamę!
Maminsynek zakpiłam w myślach. W tym momencie kobieta uśmiechnęła się do mnie, więc szybko odwróciłam wzrok. Co za idiotyczna sytuacja!
Po drodze starałam się nie patrzeć Michałowi w oczy, ale musiałam przyznać, że rozmawia z Malwiną bardzo delikatnie. Malwina śpiewała jak skowronek, nie do powstrzymania nigdy dotąd nie widziałam jej tak szczęśliwej. Ale przed klatką nagle posmutniała.
Już nigdy się nie zobaczymy? spytała cicho Michała, patrząc przy tym na mnie.
Poczułam jego spojrzenie i wiedziałam, że czeka na moją aprobatę. Już chciałam powiedzieć nie, Malwina, to niegrzeczne, ale zobaczyłam jej smutną minę i nie dałam rady. Spojrzałam na Michała, kiwnęłam głową.
Jeśli twoja mama się zgodzi, mogę zaprosić cię do kina na bajkę. Byłaś w kinie?
Naprawdę? Nie, nigdy! Mamo, mogę iść z tatą do kina?
Niezręcznie mi się zrobiło, teraz ja zaczęłam się tłumaczyć:
Malwina, zgadzam się, ale pod dwoma warunkami. Pierwszy w stosunku do obcego pana należy mówić wujek Michał, nie tata. I drugi ja idę z wami, bo jak ci mówiłam? Nie wolno chodzić nigdzie z nieznajomymi, nawet jeśli wydają się mili!
Ja też to powiedziałem wtrącił Michał. Że nie wolno doprecyzował.
Czyli mogę iść?
Już ci mówiłam tak.
Hurra!
Wiedziałam, że powinnam to natychmiast ukrócić, ale nie mogłam. Nie mam nikogo poza Malwiną. Gdyby tylko można było z kimś się skonsultować! Na przykład z mamą. Słabo ją pamiętałam zginęła, gdy miałam tyle lat, ile teraz Malwina. Chłopiec wpadł pod lód, nikt nie odważył się wejść, tylko ona. Chłopca uratowała, sama zachorowała zapalenie płuc, a miała cukrzycę i inne problemy. Tak, Malwina też choruje na cukrzycę martwię się, bo to przecież moje geny.
Przed kolejną sobotą dużo myślałam, ale okazało się, że niepotrzebnie wszystko potoczyło się inaczej, bo do kina przyszła z Michałem jego mama.
Żeby pani nie myślała, że jestem jakiś dziwny chłopak uśmiechnął się.
Sama się z tym zgadzam, Michaśku oznajmiła jego mama z taką miłością, że aż mnie wzruszyła.
Oczywiście, kiedy Michał poszedł z Malwiną po popcorn, jego mama rzeczywiście reklamowała syna.
Wiesz… Mogę mówić na ty? On też dorastał bez ojca. Cztery razy wychodziłam za mąż, ostatni był ideałem! Michał to cała on. Ale los chciał, że nie zdążył przytulić syna zmarł na zawał. Urodziłam przed terminem, nie wiem jak wytrzymałam. Oczywiście, byli pierwsi mężowie, pomagali… Co tak dziwnie patrzysz? Z pierwszym do dziś mam kontakt, drugi był nie z naszej bajki, owuicie, kobiety to nie jego typ, a trzeci kocha kobiety aż nadto, dla niego jedna to za mało. Starali się zastąpić Michałowi ojca, ale ojciec to ojciec. Dlatego tak się przejął Malwiną jego też dokuczali w szkole. Bidulek ile ja się nalatałam do nauczycieli! Nic nie pomagało. Co on nie wygadywał, żeby zyskać uznanie raz, przez zakład, o mało nie zginął…
Ciekawa kobieta nieduża, szczupła, z fioletowymi włosami, ale w żakiecie Chanel i z tomikiem Gombrowicza. Bardzo mi się spodobała.
Nie obawiaj się, on nie knuje nic złego, ma dobre serce mrugnęła do mnie. A widzę, że i ty mu się spodobałaś.
Zapiekło mi policzki. Tego mi jeszcze brakowało! Wyczuwałam, że nie powinnam się w to angażować, ale szkoda mi Malwiny…
Po seansie chciałam oddać pieniądze za bilety, ale Michał odmówił.
Jak zapraszam dziewczyny do kina, to ja płacę!
Tego też nie lubię zawsze płacę za siebie, nie chcę być zależna. Co do tego, że mu się spodobałam bzdura, to nie tak.
Gdy Michał zawiózł nas do domu, Malwina spytała:
Tato, gdzie pójdziemy następnym razem?
Malwina! upomniałam ją.
Przyłożyła zabawnie dłonie do ust.
Może do Muzeum Zoologicznego? Co ty na to?
Ekstra! Mamo, idziemy?
Idźcie beze mnie powiedziałam szorstko. Weźcie panią Helenę (imię matki Michała), ona wspominała, że kocha motyle.
Wyskoczyłam pierwsza z auta, chciałam to zakończyć. I kątem ucha usłyszałam, jak Michał szepcze Malwinie:
Jak mama nie słyszy, możesz mówić do mnie tato.
I tak Malwina dostała niedzielnego tatę. Czasem chodziłam z nimi, czasem wypuszczałam Malwinę, jeśli szła też pani Helena dla mnie Michał był nadal obcy i podejrzany, choć Malwina za każdym razem z entuzjazmem opowiadała, jaki jest fajny. Niechcący łapałam się na tym, że też się cieszę, ale nie dopuszczałam do siebie zbyt blisko życie to nie bajka, nie pojawia się rycerz znikąd. Jeszcze ta jego mama zachwalała go tak, że aż rodziły się pytania, co z nim nie tak? Szwatać syna zwykłej dziewczynie?
Ale serce miękło. Michał robił wszystko z wyczuciem zostawiał czekoladę na półce przy wyjściu, zawsze najpierw pytał o moje zdanie, zanim zapraszał Malwinę gdzieś, próbował złapać mój wzrok w samochodzie. Szczególnie polubiłam panią Helenę była wspaniałą rozmówczynią! Gdyby Michał nie był jej synem, chyba właśnie z nią porozmawiałabym otwarcie.
Pewnego dnia zadzwonił z pytaniem o kino. Malwina już podsłuchiwała szepnęła:
To Michał?
I usiadła zadowolona obok mnie.
Tak, oczywiście, Malwina się ucieszy powiedziałam z przyzwyczajenia.
Zaczekaj… Zapraszam was obie. Tak naprawdę chciałem, żebyśmy byli razem. Tylko we dwoje…
W tle odezwał się głos pani Heleny.
No, nareszcie!
Mamo, nie podsłuchuj! Przepraszam! Ona zawsze wszystko słyszy.
Malwina znowu szepnęła:
On zaprosił cię do kina?
Uśmiechnęłam się.
A ty podsłuchujesz. Słuchaj, Michał…
Nie odmawiaj, proszę! Daj mi jedną szansę, będę prawdziwym rycerzem!
Powiedz Jej o oczach, Michałek nie odpuszczała pani Helena. O tym, co mi mówiłeś że ma oczy po matce…
Jakby ktoś oblał mnie zimną wodą. Nic nie rozumiałam o co chodzi z moją mamą?
Michał coś krzyczał do matki, potem do mnie:
Olesiu, zaraz przyjadę, wyjaśnię wszystko, dobrze?
Wyjaśnienie by się przydało… Chodziłam po mieszkaniu, aż przyjechał, a Malwina, jakby przeczuwając, cichutko rysowała przy stole.
Powinienem od razu powiedzieć. Chciałem, ale bardzo mi się spodobałaś… Ale bałem się, że uznasz, że robię to dla swojej mamy. Twojej mamy, znaczy. I bałem się, że mnie znienawidzisz. W końcu… zginęła przez mnie…
Mówił chaotycznie, przeskakiwał z tematu na temat, patrzył błagalnie. A mnie aż trzęsło, tak jak wtedy, gdy Malwina zniknęła.
Czy mi wybaczysz?
Nie powiedziałam ani słowa przez całą jego wypowiedź. Wymusiłam tylko:
Muszę to przemyśleć.
Mamo, no, wybacz tacie…
Michał spojrzał wielkimi oczami na Malwinę, jakby przypominając o umowie. Spojrzał na mnie. Powtórzyłam:
Potrzebuję czasu. Rozumiesz?
Chciałam zapytać go o tysiąc rzeczy, ale nie potrafiłam wykrztusić ani słowa. Za to gdy zadzwoniła pani Helena, wszystko potoczyło się inaczej opowiedziała wszystko.
On nie wiedział, że twoja mama nie żyje chroniłam jego dziecięcą psychikę. Potem się wygadałam, Michał postanowił was odnaleźć. W tamten dzień chciał się przedstawić, pomóc wam, ale zaczęło się od Malwiny, potem ty… Zakochał się od pierwszego wejrzenia! Tylko bał się, że uznasz, że robi to ze względu na mnie. Nie wini go to Michał, przez zakład chciał udowodnić chłopakom, że jest prawdziwym facetem mimo braku ojca. Wszyscy bali się wejść na lód, tylko on się odważył…
Pani Helena nie wywierała nacisku, ale syna broniła jak lwica. Za to Malwina naciskała i to skutecznie!
Mamo, on jest dobry! Powiedział mi, że kocha ciebie! Może zostać moim prawdziwym tatą, rozumiesz?
Rozumiałam. Ale to wszystko wydawało się… jakieś nierealne?
Minął prawie miesiąc, a ja nie rozmawiałam z nim ani razu. Nie odbierałam, nie czytałam wiadomości. Im bardziej zwlekałam, tym bardziej miałam ochotę zadzwonić. Ale czułam, że to coraz trudniejsze.
Malwina obudziła mnie w nocy płakała, mówiła, że boli ją brzuszek. Już wieczorem narzekała, ale zrzuciłam to na nieświeży kefir. Teraz cała się paliła nie trzeba było nawet termometru.
Trzęsącymi się dłońmi zadzwoniłam po pogotowie, a potem sama nie wiem czemu do Michała.
Przybiegł z ratownikami, w domowych dresach, rozczochrany, zaspany. Jechał do szpitala razem ze mną, uspokajał, zapewniał, że będzie dobrze. Chociaż sam mówił drżącym głosem.
To tylko zapalenie otrzewnej, nie jest tak źle powtarzał. Wszystko będzie dobrze, obiecuję!
Chwyciłam go za rękę czy żeby go uspokoić, czy siebie. W poczekalni było chłodno, żadna z nas nie miała cieplejszej rzeczy, więc siedzieliśmy blisko siebie, grzejąc się nawzajem.
Pierwszy do lekarza pobiegł on, dopytywał, jak zabieg się udał. Ja siedziałam i bałam się ruszyć. Gdyby coś się stało Malwinie, nie przeżyłabym tego…
Ale wszystko poszło dobrze. Lekarze i pielęgniarki spisali się znakomicie, Malwina była dzielna walczyła, choć, jak mówił lekarz, sytuacja była krytyczna.
Jakby dobry anioł ją strzegł powiedział lekarz, a ja wyszeptałam: dziękuję, mamo!
Michał długo dziękował lekarzowi, a ten kazał nam jechać do domu do Malwiny teraz nie wpuszczają, a rodzice muszą odpocząć.
Zawiózł mnie pod dom, czekałam, czy poprosi, by wejść, ale milczał. Powiedziałam więc:
Już świta. Może wejdziesz na kawę?
Zdałam sobie sprawę, że tego naprawdę chcę chcę, żeby wszedł. Żeby został. Na zawsze.
Malwina dochodziła do siebie zadziwiająco szybko lekarze i pielęgniarki byli pod wrażeniem.
Bo mam mamę i tatę mówiła.
I tylko ja z Michałem wiedzieliśmy, dlaczego to dziecko cieszy się tak bardzo…



