Nie wrócił jeszcze z pracy? Ostatnio miał więcej obowiązków, więc często przychodzi późno.
Zofia położyła dzieci spać i poszła do kuchni zaparzyć herbatę. Pawła wciąż nie było. W ostatnim czasie był zapracowany i często wracał późno.
Żal jej było męża, więc starała się odciążyć go od domowych spraw. W końcu to on utrzymywał rodzinę. Po ślubie postanowili, że Zofia zajmie się domem i dziećmi, a Paweł zapewni im wygodne życie. Jedno po drugim przyszło na świat troje dzieci. Każde z nich bardzo go cieszyło, a on sam mówił, że nie chce się na tym zatrzymywać.
Ale Zofia była zmęczona niekończącymi się pieluchami, papkami i nieprzespanymi nocami. Postanowiła na jakiś czas przestać z dziećmi.
Paweł wrócił dopiero po północy. Był w dobrym humorze. Na pytanie, dlaczego tak późno, odpowiedział:
Zosiu, wszyscy padamy w pracy, więc postanowiliśmy trochę się odprężyć.
Mój biedaku! uśmiechnęła się Zofia. Chodź, nakarmię cię!
Nie trzeba. Przekąsiliśmy kotletami zepsułem sobie apetyt. Wolę już iść spać.
Zbliżał się 8 marca, Dzień Kobiet. Zofia, poprosiwszy matkę o pomoc z dziećmi, poszła do centrum handlowego. Chciała uczcić ten dzień wyjątkowo: romantyczna kolacja tylko we dwoje. Matka zgodziła się zabrać dzieci do siebie.
Poza jedzeniem i prezentami Zofia postanowiła kupić coś dla siebie. Dawno już nic sobie nie sprawiła wstyd jej było brać od męża pieniądze na ubrania, a sama też nie miała gdzie ich wydać. Ostatni zakup to dres domowy, ale na taką kolację zdecydowanie się nie nadawał. Weszła do jednego z butików i, wybrawszy kilka sukienek, zaczęła je przymierzać.
Gdy przymierzała drugą, z sąsiedniej kabiny usłyszała znajomy głos męża:
Mmm, już bym cię rozebrał!
Rozległ się dźwięczny śmiech dziewczyny.
Poczekaj chwilę, niecierpliwy! Idź lepiej wybrać coś żonie!
Po co jej to? Ona tonie w dzieciach. Dzieciom nie ważne, co nosi byleby były nakarmione, przewinięte i ich zabawki posprzątane! Kupię jej mikser! Albo maszynę do chleba niech się cieszy!
Zofię oblał zimny pot. Starała się nie robić hałasu, mechanicznie przymierzając sukienki i nasłuchując głosów z sąsiedniej kabiny.
A jak spyta, gdzie wydałeś tyle pieniędzy dalej chichotała dziewczyna. Mikser i maszyna do chleba nie mogą tyle kosztować
I dlaczego mam się tłumaczyć, gdzie wydaję SWOJE pieniądze? To ja pracuję, a ona siedzi w domu i ma wszystko! Daję jej określoną sumę na dom i koniec! Niech się cieszy, że i tyle dostaje.
Widać przymiarka się skończyła, bo głosy ucichły. Zofia ostrożnie wyjrzała z kabiny. Tak, to prawda: jej ukochany mąż stał przy kasie z jakąś blondynką i płacił za zakupy. Po zapłaceniu odwrócił się do niej i, nie zważając na kasjerkę, pocałował dziewczynę prosto w usta.
Wszystko w porządku? Zofia zorientowała się, że już długo siedziała w kabinie, wpatrzona w jeden punkt.
Tak, tak, wszystko dobrze! pociągnęła za zasłonę i podała sprzedawczyni sukienki: wezmę wszystkie.
W domu, po odejściu matki i położeniu dzieci na drzemkę, Zofia zastanawiała się, co teraz robić? Nigdy nie spodziewała się takiej zdrady. Nie tyle nawet samego oszustwa, co tego, jak Paweł ją traktuje i jak lekceważy jej wysiłki dla rodziny.
Chciała uciec i żądać rozwodu, ale zmusiła się, by zatrzymać i pomyśleć.
No dobrze, poroszę o rozwód, on odejdzie do tej blondynki, a ja zostanę sama z dziećmi bez źródła utrzymania. Alimenty? Pewnie będą grosze… Z czego będziemy żyć?
Do wieczora podjęła decyzję. Paweł tego dnia nie spóźnił się z pracy. Pewnie w dzień się już na



