NIEPOTRZEBNA MAMA
Grzegorz, siadaj! Musimy porozmawiać, i to natychmiast! żona usiadła przy stole, na jej twarzy malowała się zdeterminowana powaga.
Mąż usadowił się obok. Aneta otarła chusteczką łzy spod oczu:
Ja już nie wiem, co zrobić z mamą. Prawie nie chodzi. Tej zimy nie przeżyje w swoim domu, a ten ledwo stoi na fundamentach.
No i co proponujesz?
Mówię przecież, nie wiem.
Aneta, jak zawsze liczysz, że ja coś wymyślę, ale to twoja mama i twoja decyzja.
Grzegorz, do nas jej wziąć nie możemy. Mamy dwa pokoje, dwóch chłopaków, i to całkiem dorosłych. Gdzie ją zmieścimy? widać było, że córka już podjęła jakąś decyzję i próbuje przekazać ją mężowi w najdelikatniejszy sposób. W naszym mieście jest płatny dom seniora.
Aneta, chcesz oddać własną matkę do domu starców?
Nie mamy wyjścia. Mówią, że wcale tam nie jest źle.
Ale jak sama mówisz, jest płatny mąż uśmiechnął się sceptycznie. I ile wychodzi?
Dwa tysiące złotych na dzień. Jak zapłacisz za miesiąc z góry, to czterdzieści tysięcy miesięcznie. Tam się nią zajmą, medyczna opieka też jest. Czterdzieści tysięcy to nie drobne, ale damy jakoś radę.
Aneta, to jakieś podłe. Zawsze przynosiła nam dżemy, ogórki, chłopakom prezenty. I co, my ją do domu starców?
Grzegorz, myślisz, że mi serce nie pęka? Ale naprawdę nie mamy wyjścia.
Eh! westchnął ciężko mąż. A inna opcja?
Myślałam, żeby sprzedać jej dom. Przepisała go już na mnie. Ale kto to kupi na zimę, i za ile ten ruderę?
Z mamą chociaż rozmawiałaś?
Jeszcze nie. W sobotę i tak jedziemy do niej sprzątnąć ogródek, to pogadam.
W ogródku z chłopakami posprzątam, machnął głową mąż. Ale o domu seniora rozmawiaj z nią beze mnie.
Grzegorz, najwyżej zamieszka tam do wiosny. Jak jej się nie spodoba, coś wymyślimy.
Nie, Aneta, jak ją tam oddamy, to już na zawsze. Okropnie się to wszystko czuje.
***
Już tydzień jak pani Halina Nowak mieszka w domu opieki. Rozumie, że córka nie miała wyjścia. Ledwo chodzi, a co dopiero sama mieszkać na końcu świata, w wieku osiemdziesięciu lat.
Ale przecież nie o takiej starości marzyła! Chciała spędzić resztę dni wśród bliskich, a tu chora komu ona jeszcze potrzebna?
Przyszła pielęgniarka:
Pani Halino, wnuki do pani przyszły.
Twarz babci promieniała, gdy ich zobaczyła. Nawet młodszy, Kamil, był już wyższy od niej, a Mateusz hoho, głowę miał ponad nią.
Cześć babciu! Jak ci tu?
W porządku, karmią dobrze, pielęgniarki miłe, jak zwykle zaczęła się krzątać. Siadajcie przy tym stole!
My zaraz lecimy. Przynieśliśmy ci trochę jedzenia i ciepłe rzeczy.
Dziękuję! i od razu zapytała. Jak tam w szkole?
Dobrze, odpowiedzieli niemal chórem.
Uczcie się, uczcie! Mateusz, to twój ostatni rok. Już wiesz, gdzie dalej?
Do naszego uniwersytetu pójdę.
A rodzice? Was wysłali, a sami nie przyjechali?
Tata do twojego domu poszedł.
O rany, powiedz mu, żeby całą marchewkę wykopał, ochładza się już, zamartwiała się babcia. I niech kapustę zetnie, bo główki już wielkie.
Już dzwonię!
Kamil wyciągnął telefon i zadzwonił:
Tata, babcia mówi, żebyś wykopał marchew i zebrał kapustę.
Dobra, usłyszeli głos ojca.
Daj! babcia wyciągnęła telefon z rąk wnuka i zaczęła wydawać dyspozycje zięciowi. Grzegorz, marchew wykop, ale nie chowaj od razu do piwnicy, niech poleży trzy dni na suszę. Potem przyjedziesz, to wrzucisz. Kapustę zetnij z głąbami, od razu do piwnicy, w jednym przedziale jest piasek, to tam wstaw główki, a marchew tę większą, drobniejszą sobie weź!
Jasne, rozumiem! Ty się, mamo, nie martw!
Grzegorz, i moją Kicię znajdź i nakarm! Ona tam sama siedzi, biedna.
Znajdę.
Proszę, oddała telefon wnukowi.
Babciu, my już lecimy, dobrze? starszy wnuk wstał od stołu.
Zaczekajcie! babcia wyjęła portfel. Macie tu po tysiąc złotych, kupcie sobie coś.
A ty
Bierzcie, bierzcie! Ja tu pieniędzy nie potrzebuję.
Dzięki, babciu!
Wyszli, a Halina podeszła do okna, patrząc za odchodzącymi wnukami.
***
Grzegorz zaparkował swojego poloneza pod oknami mieszkania. Obok stanął sąsiad swoim fiatem multipla z końca klatki. Widząc torby z marchewką i kapustą w rękach Grzegorza, zapytał:
Po zbiorach?
Coś jakby od teściowej.
My też chcemy z żoną kupić sobie działkę albo mały domek gdzieś pod miastem. Dzieci się rozjechały.
Posłuchaj, Tomek! zadumał się Grzegorz. Masz przecież czteropokojowe mieszkanie.
No, na drugim piętrze.
Może zamienisz je na moje dwupokojowe też na drugim? Dorzucę domek i ogród. Teściowa stara, nie ma już siły dbać.
O, to ciekawe Muszę zobaczyć.
To pogadaj z żoną i wpadnijcie dziś wieczorem.
Pogadam!
***
Grzegorz się umył, zjadł i zaległ na kanapie, Aneta tymczasem krzątała się w kuchni, zaraz chłopaki wrócą młodszy od karate, starszy starszy właśnie się zakochał.
No, już pora, siedemnaście lat, byle nie narozrabiał. A młodszego to już do domu nie ściągniesz. Całe dnie na dworze
Nagle rozległo się pukanie do drzwi. Aneta, wytarłszy ręce, pognała otworzyć. Stali sąsiedzi z końca klatki:
Aneta, przyszliśmy do was!
Wchodźcie! Wika, coś się stało?
A twój mąż jeszcze nie mówił?
Nie Aneta była nieco zbita z tropu.
Nasi faceci chcą się zamienić mieszkaniami.
Co ty mówisz? ogarnęła się i zaraz wpuściła gości. No to zapraszamy!
Pobiegła do pokoju, budząc męża zalegającego na kanapie:
Grzegorz, wstawaj! Goście przyszli.
Mąż zerwał się i pobiegł do łazienki:
Zaraz!
A goście już rozglądali się po mieszkaniu.
Kto mi tu wytłumaczy, o co chodzi?
Aneta, nasi chcą zamienić wasze mieszkanie i domek twojej mamy na nasze czteropokojowe jeszcze raz rzuciła okiem. Macie ładne mieszkanko!
Gospodarz wrócił i żona od razu rzuciła się w jego stronę:
Co wymyślasz?
Jeśli się dogadamy, przeprowadzimy się do nich i będziemy mogli zabrać do siebie twoją mamę.
Aneta rozmyślała z tajemniczym uśmiechem na twarzy:
To co? Zaparzę herbatę i pójdziemy obejrzeć wasze mieszkanie.
Lida, jaka herbata? zaśmiał się mąż. Przy takiej okazji należy coś mocniejszego!
***
Tą noc Grzegorz i Aneta długo nie mogli zasnąć, snuli plany, ustawiali w myślach meble w nowym, wielkim mieszkaniu. Najwięcej mówiła żona, aż mąż nie zaczął już przysypiać.
Już śpisz? szturchnęła go.
Aneta, nie mów na razie nic mamie, bo się niepokoi. Jak się urządzą, wtedy ją przywieziemy.
***
Deszczowe, jesienne przedpołudnie. Halina Nowak patrzyła smutno przez okno domu opieki. Pogoda do niczego, humor też taki.
Trzy tygodnie i dzieci chyba o mnie zapomniały. Jestem zbędna matka. Wnuki raz byli, też przepadli. Córka dzwoniła dwa razy.
Pierwszy raz powiedziała, że dom albo sprzedała, albo wymieniła, a w głosie szczęście. Dobra, przynajmniej będą mieli za co mi tu płacić czterdzieści tysięcy miesięcznie! Przecież i tak nie mam dokąd wracać.
Drugi raz tłumaczyła, że ma urwanie głowy, jak się odrobią, to przyjadą. Wiadomo, młodzi mają zawsze coś do roboty. Dziś sobota, może się pokażą. I po co ja nie mam telefonu? I tak nie wiem, jak używać.
Siedziała tak kolejną godzinę, rozmyślając. I nagle, pod bramą zatrzymał się samochód zięcia:
Przyjechali, nie zapomnieli! chociaż radość trochę przymglona. Ale dlaczego Grzegorz sam? I bez reklamówek. Coś się stało?
Patrzyła wyczekująco na drzwi pokoju. Aż się otwarły, wszedł zięć z uśmiechem:
Dzień dobry, mamo!
Grzegorz? Co się stało?
Pakuj się! uśmiechnął się powtórnie. Jedziemy do domu.
Jak to do domu? Na chwilę?
Nie, na stałe. Zabieram cię do nas. Pakuj wszystko!
Ale po co te tajemnice?
Wnusie kazały nie mówić. Mówili, że to będzie dla babci niespodzianka.
Zaraz babcia się ożywiła, poczuła, że los się odmienia. W samą porę wróciła z zabiegów współlokatorka z pokoju, już dawno zaprzyjaźniona.
Halina, dokąd się zbierasz?
Wiesia, zięć mnie zabiera, wyobraź sobie mówiła z prawdziwym szczęściem. Mówi, że na zawsze!
O matko, ale masz szczęście! Moje dzieci to chyba już do końca mnie tu zostawią.
Wiesia, i po ciebie przyjadą. Dzieci mają teraz ciężko z nami, staruszkami.
***
Patrzyła Halina za szybą, jak Grzegorz wiózł ją do siebie, a ciężkie myśli kłębiły się w głowie.
Po co mnie zabrał? U nich dwa pokoje, wszystkim ciasno. Gdzie mnie ułożą? Będę tylko przeszkadzać, w nocy nie dadzą spać. I tak mnie zaraz odeślą z powrotem.
Dojechali na miejsce. Grzegorz zaparkował, jak zwykle. Pomógł teściowej wysiąść, wziął jej walizki i… skierowali się do innej klatki. Halina spojrzała na niego okiem sarny.
Chodź, chodź!
Weszli na drugie piętro i stanęli pod innymi drzwiami. Te się otworzyły i już w progu czekały wnuki:
Babciu, wchodź! To teraz nasze mieszkanie! zawołał młodszy.
Weszła. Naprzeciw wybiegła córka, przytuliła ją mocno:
Mamo, teraz będziesz z nami! Chodź, pokażę ci twój pokój.
A pokoik, choć malutki, był przytulny, z nową szafą i łóżkiem. Halina nie mogła uwierzyć, że odtąd będzie mieszkać blisko swoich, przy córce, wnukach, zięciu.
W tym właśnie momencie do nóg jej przytuliła się i zaczęła mruczeć…
Kicia! wykrzyknęła szczęśliwa Halina Nowak, i aż popłakała się z radości.



