Niech sobie idą! Nie jestem ich służącą. Dziennik pięćdziesięciodwuletniej Marioli o mężczyznach, na których natrafia po pięćdziesiątce
Dziś nocny telefon od Marioli. Jej głos był zmęczony, ale słychać w nim było charakterystyczny dla niej dystans:
Albo pokochałam samotność, albo ci faceci żyją w zupełnie innym świecie. Innego wyjaśnienia nie widzę.
Z Mariolą znamy się już ponad dwadzieścia lat. Zawsze potrafiła się śmiać z życia i nie szukała dramatów tam, gdzie ich nie było. Namówiłyśmy ją, by po dziesięciu latach przerwy znów spróbowała randkować. Mówiłyśmy: Może się uda. Zgodziła się. W pół roku miała dziesięć spotkań. Każde z nich przypominało odcinek serialu komediowego. Chociaż nie zawsze chciało się śmiać.
Pierwsze wrażenie: pasujesz mi?
Wszystko zaczęło się dość zwyczajnie. Kawiarnia w centrum Warszawy, menu, kulturalna rozmowa. Mężczyzna uważnie studiował kartę, jakby to był raport finansowy. W końcu wzdycha i mówi:
Wie pani, bez porządnego żurku to ja żyć nie potrafię.
Mariola kiwnęła głową, uznając to za żart. Dalej rozmowa potoczyła się jednak inaczej. Okazało się, że była żona nie umie już porządnie ścielić łóżka, a teraz szuka kobiety z dobrymi rękami i mądrą głową. Nacisk, oczywiście, na ręce.
Mariola siedzi i myśli: kiedy rozmowa o pościeli stała się standardem na pierwszej randce?
Wykład, jaką powinna być kobieta
Drugie spotkanie zaczęło się normalnie, ale szybko zmieniło się w monolog. Facet wyjaśniał, jak powinna się zachowywać kobieta: wspierać, budować domowe ciepło, być mądrą i cierpliwą. Wszystko pięknie gdyby nie szczegóły.
Zaczął narzekać na wysokie ciśnienie, pokazywał wydrukowane zalecenia dietetyka, pytał, czy umie gotować lekkostrawne zupy. Wyglądało, jakby szukał nie partnerki, a opiekunki z dyplomem pielęgniarki i pani domu w jednym.
O uczuciach opowiadał tak, jakby czytał instrukcję obsługi odkurzacza skwitowała Mariola. Wszystko według punktów, żadnych emocji.
Chemii brak.
Mądrość, której nie ma
Trzecia randka zaczęła się od słów, które Mariola zapamiętała na długo:
Tylko nie kłóćmy się. W tym wieku to kobieta powinna być mądrzejsza.
Nie wytrzymała:
A w czym tkwi wasza mądrość, panie?
Odpowiedź była rozmyta, ale jasna: potrzebuje spokoju. Spokoju, w którym kobieta przytakuje, daje ciepło i nie zadaje trudnych pytań. Zero sporów, zero równości. Wszystko według jak powinno być.
Mariola wiedziała już on nie szuka związku, tylko absolutnego potwierdzenia swoich racji.
Kiedy szukasz nie partnerki, a mamy
Czwarty pan nie bawił się w podchody:
Potrzebuję opieki. Takiej, jaką dawała mi mama.
Potem były szczegóły: jaki drożdżowiec lubił jako dziecko, jak powinna układać jego skarpetki, w których kapciach czuje się najlepiej. I ani odrobiny ironii.
Mariola pomyślała: on nie szuka kobiety. On marzy o usłudze dzieciństwo z dostawą do domu.
Rozmowa kwalifikacyjna zamiast randki
Piąte spotkanie to było coś na kształt rozmowy o pracę. Facet notował:
Często chorujesz?
Rodzina mieszka blisko?
Masz stałą pensję?
Mariola opowiadała mi to z przekąsem, choć słyszałam w jej głosie zmęczenie. Zamiast: Kim jesteś jako człowiek? słyszała tylko: Co możesz mi dać?. To nie były randki, tylko weryfikacja kandydatek na opiekunkę.
Co jest z tymi facetami?
Po dziesiątym spotkaniu Mariola zadzwoniła do mnie i powiedziała krótko:
Oni nie chcą być w związku. Do szczęścia potrzebują niezawodnego systemu obsługi. Tyle.
Nie było w tym gniewu ani żalu. Po prostu fakt.
Faceci w tym wieku boją się samotności, ale jeszcze bardziej boją się zmian. Chcą mieć gwarancję wygody pod ręką opiekunka, kucharka, psycholożka i wdzięczna za wybór kobieta w jednym.
Kiedy zapytała:
A co ja dostanę w zamian?
Tylko zaskoczone spojrzenie: Ale jak to? Przecież jestem mężczyzną! To za mało?
Czy wszyscy są tacy? Czy jest jeszcze nadzieja?
Mariola powtarzała mi nie raz:
Wiem, że nie wszyscy mężczyźni tacy są. Są mądrzy, ciekawi, głębocy. Ale już są z kimś. Zajęci.
Może straciła złudzenia, ale nie wiarę. Po prostu się zmieniła. Uważniej patrzy na siebie i pilnuje swoich granic.
Teraz jej zasada jest prosta: żadnych ról służącej. Zero kompromisów z własną godnością. I nie dogadzanie wszystkim na siłę.
Dalej potrafi się śmiać z panów z oczekiwaniami z kosmosu, ale w tym śmiechu jest już stanowczość. Nie zamierza żyć cudzym życiem w zamian za pozór bliskości.
Podsumowanie?
Dziesięć randek to nie był czas stracony. To doświadczenie, które uczy wybierania. Przede wszystkim wybierania siebie.
Mariola zrozumiała najważniejsze: wolność bycia sobą jest cenniejsza niż związek zbudowany na jednostronnej obsłudze.
Miłości nie da się zaplanować. Przyjdzie wtedy, kiedy już wiemy, że nie zgodzimy się na nic mniej niż szacunek, fascynacja i obopólność.
Czas wybrać inaczej. I nigdy nie wchodzić w rolę obsługi bez względu na wiek.



