Niebieskooka Dusza

Lato rozświetlało niebo, a na dworze słońce prażyło jak w piecach w starym gospodarstwie. Staś szedł od przystanku autobusowego, w ręku trzymając wielką sportową torbę, w której spoczywały skromne rzeczy drugiego roku studiów. Ubrał się w tani dres, za który sam zapłacił, rozładowując wagony kolejowe przez kilka dni, by móc kupić rodzicom i sobie niewielkie podreka.

Omijając stary wiejski klub, Staś dotarł do drogi prowadzącej do domu. Przy bramie podjechała sąsiadka Antonina Kowalska, starsza pani z siwymi włosami, które falowały na wietrze. Jakby spojrzała wprost w duszę pomyślał chłopak, dreszcząc się.

Dzień dobry, Antonino Kowalska! odezwał się głośno.

Witaj, Stasiu wyszeptała cicho, niczym szelest jesiennych liści. Starsza kobieta śledziła go wzrokiem aż do zakrętu, gdzie czekały pod starej wierzbą przy domu jego rodzinny dwór.

Synu! przytuliła go mocno matka, a młodsza siostra podskoczyła, podbiegła do babci i krzyknęła: Jak wyrosłeś, dorosłeś!

Mamo, przecież wczoraj się widzieliśmy, przed sesją! zaśmiał się Staś, podnosząc na ręce dziesięcioletnią Wandę. Siostra krzyczała ze śmiechu.

Kiedy to było! uśmiechnęła się mama. Wszystko zdałeś?

Tak, już jestem studentem trzeciego roku! dumnie oznajmił chłopak. Stypendium się podniosło!

Co za przystojniak! pochwaliła się babcia. Naprawdę wyrośniesz! pogłaskała go po głowie.

Babciu, nie jestem już mały! zarumienił się Staś. Gdzie jest tata? zapytał, wyciągając z torby prezenty dla bliskich.

W pracy, skądż inaczej! odparła matka, przyglądając się delikatnej broszce podarowanej przez syna. Dzięki, kochany!

Mamo, zobacz, jaka piękna! kręciła się przed lustrem Wandzie, przymierzając nową bluzkę. Wszystkie dziewczyny w klasie będą zazdrościć. Szkoda, że teraz wakacje!

Wszystko się przyda! uśmiechnęła się babcia, owijając się w nowy puchowy szalik.

Matka postawiła jedzenie na stole i cała rodzina zasiadła do posiłku. Rozmowy przy stole trwały bez końca, śmiech i nowinki płynęły szerokim strumieniem. Nagle Staś zamyślił się.

Mamo zwrócił się do Eugeniuszki, dlaczego sąsiadka, babcia Tonka, tak na mnie patrzy? Gdziekolwiek pójdę, wychodzi przy bramie i nie odrywa oczu. Dziś też tak. Nie wiedziała, że przyjadę, a jednak zdawała się czekać.

To ci babcia lepiej opowie wymamrotała matka.

Po prostu bardzo przypominasz swojego ojca, a on z kolei przypomina twojego dziadka. Antonina kochała twojego dziadka dodała starsza pani, spoglądając w dal.

Wtedy jeszcze dopiero budowaliśmy ten dom, wspólnie z całą wsią. Poznaliśmy sąsiadów: młodą parę Tonkę i Władysława. Pomagaliśmy sobie, przyjaźniliśmy się.

Tonka wyjść w młodym wieku miała dopiero osiemnaście lat. Wychowywała się pod opieką ciotki, która od dziesiątego roku uczyniła ją dwórką, kucharką i opiekunką dzieci. Ciotka pracowała w polu, a Antonina zajmowała się domem. Szkoła przyszła jej rzadko nie było czasu.

Ciotka była surowa, choć była siostrą matki Antoniny. Nie szczędziła dziewczynce batów za najdrobniejsze przewinienia. Kiedy raz zdjąła tonce bluzkę, na rękach miała stare blizny. Co to? zapytałem. To od krowy, której nie zdążyłam dotrzeć, zanim w ogród wpadły chwasty odpowiedziała.

Tak było we wszystkim. Chodziłam na cmentarz do mamy, prosiłam, by zabrała mnie ze sobą, bo ciotka powiedziała, że widziała mnie tam wieczorem opowiadała. Prawie mnie dopadła, dopiero dwa dni nie mogłam wstać.

Ciotka nienawidziła, bo siostra jej, matka Antoniny, kiedyś porwała jej kochanka i poślubiła go. Ten mężczyzna został ojcem siostrzenicy, zmarł później w niewyjaśnionych okolicznościach, a matka dziewczynki nie mogła żyć bez ukochanego, zapadła w smutek i nigdy nie wstała. Tak Tonka została sierotą.

Ciotka bez miłości wzięła męża, a na dziewczynkę odpłaciła, sprzedając rodzinny dom. Antonina, bez posagu, poślubiła Władysława sąsiada starszego o dziesięć lat, mającego trochę pieniędzy. Dom pozostał dobry, Antonina wciąż go zamieszkuje, prowadzi gospodarstwo, uprawia ziemię… Tylko o marzenia dziewczyny nikt nie pytał.

Ciotka wydała Tonkę za mąż, mówiąc, że lepiej wie, za kogo się wybrać. Co mogła zrobić osiemnastoletnia sierota bez rodu? Wyszła za mąż.

Antonina była dobrą gospodynią: ciotka narzuciła jej naukę wszystkiego. Nie kochała męża. On też nie miał do niej szczególnych uczuć: podobało mu się, że żona jest młoda, że wszystko potrafi, że jest piękna i mądra.

Stasiu, nie patrz, że Antonina jest już mała i szczerbka, że zestarzała się i osiwiała powtarzała się stare powiedzenie. Kiedyś była prawdziwą pięknością: szczupła, bladą, niebieskie oczy sięgały po połowę twarzy, kasztanowe włosy splatał w grubą warkocz sięgającą po biodra. Każdy, kto ją zobaczył, nie mógł przejść obok nie spojrzeć. Mąż był z tego dumny, choć sam Tonkę krzywdził.

Często widziałem niebieskie siniaki na jej policzkach.
To Vaska? pytałem.
A ona milczała. W jej niebieskich oczach tkwił ból i niewypowiedziane łzy Taką była dziewczyną, a los nie oszczędzał jej.

Ja dałam twojego ojca, Piotrka, a Tonka nie mogła zajść w ciążę. Vaska wściekał się jeszcze bardziej, bijąc żonę godzinami i krzycząc, że nie może mieć syna, że jest pusty. Antonina była rozżalona, choć nie płakała od dziecka przywykła, że nikt nie pomoże, że trzeba znosić. Współczułem, choć nie wiedziałem, jak jej ulżyć.

Wieczorami przychodzili do nas, rozmawialiśmy, śpiewaliśmy. Vaska miał głos, który mógł przeniknąć do szpiku. Ja też kiedyś nieźle śpiewałam, choć nie dorównywała mu. Dziadek Kolya, twój ojciec, także miał piękny głos w dzieciństwie śpiewał w chórze przy kościele.

Kiedy razem śpiewali, zapominało się o oddechu. Głos w głos, nuta w nutę jakby latami ćwiczyli. Piosenki płynęły sercem, harmonijnie.

Vaska nie śpiewał. Zajmował się tylko rozmowami o tym, że krowa daje mniej mleka, że pszenica w tym roku lepsza niż w zeszłym. Albo o jedzeniu Jedz więcej!. Nie interesowało go nic poza tym. Gdy my dzieliliśmy się nowościami, on gotował zupę i pilnował, by miskę nie pustą zostawić. Co dajesz, to zjada i prosi o dokładki, chrupiąc i mlaskając.

Tonka patrzyła na niego, wciągając łzy, a on nie dostrzegał. Na Kolę, twojego dziadka, spojrzał, a oczy mu zaszły. Wybuchło.

Kolya rzekłem, spójrz na Tonkę, ona nie odciąga od ciebie wzroku. Podoba ci się dziewczyna.

Po co? odparł. Zniszczyć jej duszę? Ona i tak cierpi. Kocham cię.

Nie mogła przestać go oglądać…

Wojna zabrała Kolę, a Piotrek miał dopiero rok. Pożegnaliśmy naszych mężczyzn z całą wsią.

Pamiętam: stałem na peronie, pociąg miał odjechać, nie mogłem puścić Kolka. Jego oczy były pełne tęsknoty, której nie dało się wyrazić. Miał brązowe oczy, ciemne włosy. Był piękny, Stasiu. Gdy żegnaliśmy się, jego oczy stały się czarne od bólu, od oczekiwania rozstania…

Biegłam za pociągiem, razem z innymi kobietami matkami, żonami, ukochanymi aż zniknął. Długo jeszcze widziałam w oknie jego twarz Galina wytrzeć łzę, oczy zamglone Vaska nie poszedł na front, zgłosił się do szpitala i dostał zwolnienie, że nie może walczyć.

Kolya przed wyjściem zasadził wzdłuż domu wierzby: drzewo posadzone, dom zbudowany, syn narodzony…

Wrócę rzekł żona, z Piotrkiem przyjdę! Mam jeszcze córkę, podobną do ciebie! Dbaj o syna i siebie, nie martw się o mnie; nie zdążysz się tęsknić, jak wrócę. Tylko czekaj.

I czekałam. Wszystkie terminy minęły, czekałam i wierzyłam, że wróci.

Tonka szła ze mną pożegnać Kolę. Stała przy peronie, w oczach miała ból nie do opisania. Nie płakała, bo nie chciała, że ludzie pomyślą, że ją to nie dotyczy. Wszyscy mieli własny smutek.

Wracaliśmy razem do domu, szłyśmy milcząc, każda w swoich myślach. Pod wieś, przy drodze, Tonka upadła na kolana.

Przepraszam szepnęła sąsiadko, ale kocham twojego męża. Nie mogę bez niego żyć! i płakała, ociekając łzami.

A co z Władysławem? zapytałam, choć wiedziałam, że to jak lato i zima.

Władysław to mąż. Nie da się uciec. Nie mogę go widzieć, a kiedy przychodzi z czułością, ledwo zniosę. Przepraszaj mnie, Galu, jeśli to przebaczyć można.

Przebaczyć ci? Serce nie da się rozkazać! odparłam.

Nie patrzyłam nawet w oczy Nikoli! Wiem, że kocha cię, że syn jest jego życiem. Chciałabym tylko wiedzieć, że on żyje i jest szczęśliwy. Dlaczego moje życie jest tak puste?!

Płakałyśmy razem, siedziałyśmy długo na trawie, wyważając żałobne jęki. Trochę odciążyło nas to obojgu. Tonka uspokoiła się, pogodziła.

Potem czekałyśmy na listy. Nasza wieś była stosunkowo spokojna, wojna przeszła obok. Pracowaliśmy w kołchozie, siali, żnili, zbieraliśmy plony

Kiedy miał przyjść list od Kolii, Tonka biegła z pracy do listonoszki babci Walii. Stara, nieznana, ale w całej wsi znana, zawsze z torbą pełną listów, które niosły radość i smutek. Tonka poprosiła:

Daj mi choćby list od Kolii, żeby go wziąć w ręce!

Nie ma takiego listu, skąd wziąłeś! odparła Walia.

Wiem, że jest! Proszę, choć tylko na chwilę! łzy w oczach.

Nie twojemu! To dla żony, Galiny. Nie wolno mi go dawać obcym!

Co z nim zrobię? Nie jestem obca! Chcę tylko zobaczyć twój odręczny pismo! Tonka łkała.

Dobrze, ale nie rozmaż list łzami! podała go i poszła na chwilę do domu.

Tonka przytuliła list, przyciskała go przy sercu, czekała, aż babcia Walia wróci. Potem ostrożnie podała cenny trójkątny kopertę, i od poszedła szczęśliwa czekać na kolejny list

Skąd wiesz o tym wszystkim? Czy listonoszka ci to wyjawiła? zapytał Staś.

Nie. Czułam, kiedy miał przyjść. I sam po pracy wychodziłam. Tylko Tonka już była tam. Widziałam wszystko.

Widziałaś?! I nic nie powiedziałaś?!

W żałobie nie ma miejsca na złość. Jedynie żal. A żal nas łączył wojna…

Vaska został policjantem: krążył po podwórkach, łapał ludzi. Tonka prawie nie wychodziła z podwórka, wstydziła się. Zwiędła, chciała stać się niewidzialna. Mąż bił, a ona tylko płakała i prosiła o przebaczenie.

Listy stały się jej jedyną odskocznią. Czy mogłam ją zabrać? Czy miałam prawo? Jak miałoby wyglądać moje życie? A jej?

Po długim czasie list nie było. Czekałam, ale wiedziałam, że listy już nie przychodzą. Nie chciałam w to wierzyć, ale wiedziałam…

Każdego ranka budziłam się z nadzieją, że coś przyjdzie, że usłyszę wieści. Nic nie przychodziło. Piotrki pierwszy raz wymówił słowa: Tato, tato, list wkrótce przyjdzie! A ja odpowiadałam: Tato, kochanie, list przyjdzie!. Czekaliśmy, jak wszyscy wtedy.

Vaska uciekł, gdy wpadli do wsi. NiktNa koniec, gdy ostatni liść spadł z wierzby, wszyscy zrozumieli, że miłość i pamięć przetrwają nawet najgłębsze cienie wojny.

Rate article
Fajna Tajna
Niebieskooka Dusza