Niebieska Pasja

**Niebieska żyłka**

Jak bardzo Krzysiek ją kochał. Szalał za nią, stał pod jej oknami późnymi wieczorami, cieszył się, gdy tylko udało mu się dostrzec jej zarys. Wydawała mu się nieosiągalna i niedostępna. Rozczulała go jej delikatność, blada, cienka skóra, przez którą prześwitywały niebieskawe nitki żyłek. Dusił się z czułości i miłości.

Na szkolnym balu choinkowym Krzysiek zaprosił ją do tańca. Ania była niższa od niego, taniec z nią był niezręczny. Drżał jak osika, czoło pokryło mu się potem, a wilgotne dłonie na jej talii płonęły. Nie mógł opanować emocji, palił się ze wstydu, wiedząc, że ona to czuje. Gdy muzyka umilkła, odsunął się od Ani i wreszcie złapał oddech.

Dziwiło go, dlaczego inni chłopcy nie zakochiwali się w niej.

Na przykład Wojtkowi podobała się rosła Basia, z długimi, silnymi nogami. Gdy Basia biegała po boisku na wuefie, górując nad innymi dziewczętami, jej wysoki kucyk kołysał się jak wahadło.

Dla Krzyśka ideałem kobiecości była drobna Ania. Była jego obsesją, natrętnym marzeniem, chorobą. Mama Krzyśka nie podzielała upodobań syna. „Śliczna, ale jakaś wątła” – zwierzyła się ojcu.

„Trzeba coś z tym zrobić. Odciągnąć go od tej chucherka. Nie pasują do siebie. Nie wiadomo, co jej w głowie. Jakaś niesamowita, zbyt delikatna. Z niej żona i gospodyni? I to imię – obce, nienasze. Namów go, żeby wyjechał na studia, do Krakowa na przykład. Byle dalej od niej.”

Ojciec przytaknął i porozmawiał z synem po męsku. Powiedział, że w Krakowie więcej możliwości, po prestiżowej uczelni czeka go świetlana przyszłość. Że są nawet gotowi opłacić studia, jeśli nie dostanie się na stypendium. I Krzysiek się zgodził.

Nad łóżkiem w akademiku powiesił zdjęcie Ani, powiększone ze wspólnej klasowej fotografii. Ale Ania została w domu, a Krzysiek był młody. Zdobywał życiowe doświadczenie, spotykał się z dziewczynami, a obraz kruchej koleżanki przechowywał w pamięci i we snach.

Potem poznał Magdę. Krzyśka nie trzęsło od jej dotyku, głowa pozostawała czysta. Rozumieli się bez słów. Z nią było łatwo i bezpiecznie. Obraz Ani odsunął się w niepamięć.

Po studiach Krzysiek ożenił się z Magdą i został w Krakowie. Mama cieszyła się z wyboru syna. „Lepiej niż ta jakaś Ania.”

Rok później urodziła im się córeczka Zosia. Miłość do dziewczynki doprowadzała Krzyśka do szaleństwa. Gdy tylko kichnęła, gotów był poderwać całą krakowską służbę zdrowia. A Ania pozostała marzeniem z dawnych szkolnych lat.

„Taty zabrali do szpitala. Będzie operacja. Lepiej przyjedź” – zadzwoniła pewnego dnia mama i poprosiła, by przyjechał.

Zosia się przeziębiła, więc Magda z córką zostały w domu. I tak nie mieliby dla nich czasu. Krzysiek wziął urlop i pojechał sam.

Kraków żegnał go jesiennym deszczem, a rodzinne miasto powitało słońcem i złotym liściem. Ojciec trzymał się dzielnie, nie ulegał panice.

Operacja się udała. Mama dniami i nocami dyżurowała przy ojcu, a Krzysiek został sam. Zagrożenie minęło, mógł wracać do swoich dziewczyn, jak nazywał żonę i córkę.

Ze szpitala szedł do domu piechotą. Nie miał się gdzie śpieszyć. Strach o ojca opadł, humor się poprawił. Szedł, szeleszcząc liśćmi pod nogami, wdychając świeże, jesienne powietrze.

Przed nim zatrzymała się młoda kobieta. Pochyliła się nad wózkiem, coś poprawiając. Serce podskoczyło mu w piersi, rozpoznało ją szybciej niż on sam.

„Cześć” – powiedział, podchodząc.

Ania wyprostowała się, poznała go, uśmiechnęła się. Krzysiek wpatrywał się w jej wąską twarz z prześwitującymi żyłkami, w ten sam smutny, odległy wzrok.

„Witaj. Do rodziców przyjechałeś? Na urlopie?” – spytała Ania.

„Tata w szpitalu, mieli operację.”

„Coś poważnego?” – W jej oczach zamigotał niepokój.

„Już w porządku. A ty jak? Twój?” – skinął głową w stronę wózka.

„Mój.” – W sposobie, w jaki odpowiedziała, Krzysiek od razu wyczytał, że nie ma męża.

Zrobiło mu się tak żal, że miał ochotę wziąć jej twarz w dłonie i pocałować tu, na ulicy. Odprowadził ją do domu, wypytywał o dawnych kolegów. Opowiedział o sobie, nie czekając na pytania. Pomógł wnieść wózek do klatki. Ania mieszkała w tym samym miejscu. Rodzice zostawili jej mieszkanie i przeprowadzili się na wieś.

„Wpadnij kiedyś” – rzuciła na pożegnanie.

Krzysiek pomyślał, że mógłby teraz pójść za nią, ale milczał. Jak dawniej, była dla niego niedostępna. Nie potrafił tak po prostu wejść na herbatę.

Nazajutrz z mamą znów pojechali do szpitala. Ojciec wyglądał lepiej, nawet żartował. Mama została przy nim, a Krzysiek kupił bukiet róż i pojechał do Ani. Nie zdziwiła się, tylko poprosiła, by nie hałasował, bo córeczka spała.

„Coś zjesz? Albo herbaty?” – zaproponowała w kuchni, stawiając kwiaty w wazonie.

„Nie, dziękuję. Mama mnie już obkarmiła.”

Bliskość Ani w ciasnej kuchni sprawiała, że serce waliło mu jak młot. Znów, jak kiedyś, czuł to samo drżenie i czułość. Ania postawiła wazon na stole. Jej twarz znalazła się tuż obok. Krzysiek zauważył, jak na jej skroni pulsuje niebieska żyłka.

Nie wytrzymał, pochylił się i musnął ją wargami. Ania na moment zeskamieniała, potem odwróciła się do niego, otoczyła jego szyję wiotkimi ramionami i przylgnęła jak trzcina do potężnego pnia. Uniósł ją lekko i posadził na blacie…

Z pokoju dobiegł płacz dziecka. Ania odepchnęła go, zeskoczyła ze stołu i pobiegła do córeczki. Otrząsając się z tego odurzenia, Krzysiek westchnął. Wziął głęboki oddech i wyszedł z kuchni. Ania stała na środkuAnia stała na środku pokoju z córeczką na rękach, a Krzysiek, patrząc na nie, zrozumiał, że jego miejsce jest tam, gdzie czekają na niego Magda i Zosia, i bez słowa wyszedł, zamykając za sobą drzwi na zawsze.

Rate article
Fajna Tajna
Niebieska Pasja